Jak w XIX wieku traktowano kobiecą seksualność?

Kobieta w XIX wieku miała być żoną i matką, a jednocześnie istotą odartą z seksualności i pragnień erotycznych. Kobiecy popęd seksualny uważano za coś gorszącego, tłumiono go i potępiano. Nie tolerowano nagości – nawet u lekarza – a masturbację „leczono” wycinaniem jajników lub łechtaczki.
/ 03.09.2013 11:19

Pruderia i moralność XIX wieku

XIX wiek zdaje się – w kontekście kobiecości – epoką bezcielesną. Jedno z popularnych powiedzeń, które obowiązywało do końca XIX wieku, brzmiało: „Przyzwoita dziewczyna ma głowę, dwoje rąk i nic więcej”. Kodeks dobrych manier zakazywał dziewczętom oglądania się nago, nawet w lustrze wody. Produkowano wówczas specjalne proszki do mącenia wody, „aby nie narażać poczucia wstydliwości”. Niemalże do końca XIX wieku posiadanie luster w pomieszczeniach, w których można by ujrzeć własną nagość, było uważane za nieprzyzwoite.

W podręczniku dla studentów medycyny z tamtego okresu możemy zobaczyć ilustrację pokazującą dozwolony sposób badania ginekologicznego, podczas którego pacjentka jest całkowicie ubrana, a lekarz odwraca wzrok od własnych rąk, które dokonują eksploracji „grzesznych” okolic ciała.

Rodzice, a w szczególności matki, nie szczędziły wysiłków, aby nie dawać córkom dostępu do rzeczywistości, którą dystyngowane klasy postrzegały jako „seksualnie zanieczyszczoną”. Seksualność zdawała się przy tym czaić wszędzie i zakładano, że najprostsze przedmioty mogą wywoływać niemoralne skojarzenia.

Dlatego na przykład osłaniano materiałem (przywołujące, jak twierdzono, skojarzenia seksualne) nagie nogi pianina i zakazywano nakładania różu na policzki młodym dziewczętom (ponieważ mogło się to kojarzyć z wypiekami spowodowanymi „niezdrowym pobudzeniem”).

Zmiany drugiej połowy XIX wieku

Trzeba jednak dodać, że druga połowa XIX wieku to narodziny nowego dyskursu seksualnego, zorientowanego zdecydowanie biomedycznie. Biologia i medycyna, a także psychiatria kliniczna, wskazując na etiologię wielu chorób umysłowych, odwoływały się wówczas do sfery seksualnej. Przyczyną zaburzeń psychicznych były – w opinii ówczesnych ekspertów – nadmierna (lub jakakolwiek) aktywność seksualna, względnie jej brak, masturbacja, bezpłodność lub „sprzeniewierzenie się prokreacji”. Światło skierowane na seksualność czyniło ją wówczas coraz bardziej widzialną, choć oficjalnie źródłem tego zainteresowania była troska o moralność (a w praktyce – o ukrycie sfery cielesno-seksualnej w mrokach pruderii).

Tak więc w epoce w wiktoriańskiej dominuje taki rodzaj – jak powiedziałby M. Foucault – reżimu seksualności i „nowoczesnego purytanizmu”, w którym „konwenans obyczajowy unika ciała, powściągliwość słów odbarwia wypowiedzi” . Nie oznacza to jednak, powtórzę, że seksualność zostaje zepchnięta pod powierzchnię; wręcz odwrotnie, jest ona drobiazgowo śledzona „w najniklejszych przejawach egzystencji”, „w marzeniach sennych”, „w najmniejszych wybrykach”.

Zobacz też: Jaki był ideał urody w epoce wiktoriańskiej?

Kobiecy cel: macierzyństwo

Powyższe uwagi odnoszą się w szczególności do seksualności kobiecej, która była – z perspektywy dzisiejszej wiedzy i standardów – represjonowana i marginalizowana. Zgodnie z dominującą ideologią kobietę uważano za istotę niemalże pozbawioną potrzeb seksualnych i seksualnej wrażliwości, co uważano zarówno za normalne i naturalne, jak i społecznie oraz moralnie pożądane. Co prawda nieodłączne pragnienie macierzyństwa było uznawane za wrodzoną cechę kobiety, stanowiło jednak dodatkowy czynnik wzmagający czujność wiktorian, którzy pragnąc za wszelką cenę chronić niewinność i czystość swoich córek, powierzali je kurateli matki.

Celem socjalizacji dziewcząt były kształtowanie ich „naturalnej” podległości wobec autorytetu mężczyzn i potwierdzanie wrodzonych instynktów macierzyńskich. Młode damy chroniono przed wszelkimi wpływami zewnętrznymi – wobec ich domu rodzinnego – które w jakikolwiek znaczący sposób mogłyby uformować ich charakter czy wolę. W konsekwencji pozostawały one „niezdefiniowane” (dziś powiedzielibyśmy – nijakie); również po to, aby mogły w życiu małżeńskim odpowiadać estetycznym (i seksualnym) gustom oraz potrzebom ówczesnych młodych mężczyzn. J. Ruskin używa w tym kontekście metafory dziewcząt jako kwiatów, które rosną swobodnie: „chłopca można ukształtować w dowolny sposób, tak jak możesz wyrzeźbić skałę [...], ale nie możesz tego zrobić z dziewczyną. Ona rośnie jak kwiat”. Przy czym, jak zauważa M. Vicinus, „wiele z kwiatów, które zostały zerwane, nie wiedziało nic o seksie, z wyjątkiem wiązanych z tą sferą przesądów dotyczących menstruacji”. W konsekwencji małżeństwo często okazywało się pasmem nieszczęść i końcem jakichkolwiek marzeń dla dziewcząt przekonanych o tym, że powinny być czułe, kochające, wierne, a socjalizowanych de facto na osoby infantylne i aseksualne (oraz traktowane zwykle przedmiotowo przez swoich mężów).

U podstaw tych dość jasnych założeń odnośnie do seksualności dziewcząt kryła się skomplikowana sieć relacji społecznych, których istotą było sprawowanie władzy nad kobietami. Przekonywano więc kobiety, iż są moralnie lepsze od mężczyzn, a to dlatego, że nie mają nieprzyzwoitego popędu seksualnego. Drugi jednak, zupełnie odmienny kontekst seksualności kobiet, wiązany był z powszechnie występującą – jak sądzono wówczas – słabością kobiecej natury, co przynosiło nieustanną groźbę poddania się (jakkolwiek nierealnym) pokusom. Podobne podejście prezentowano również w katolickiej Francji, gdzie podkreślano, że seksualność kobiet „zawsze przynosi nieszczęście”. W krucjatę przeciwko potencjalnemu zepsuciu i rozwiązłości kobiet zaangażował się tam z pełnym przekonaniem Kościół. Jak ujęła to w swoim komentarzu M. Perrot: „Cała maryjna więź społeczna [...] obejmuje dziewczęta siecią praktyk i zakazów mających chronić ich dziewictwo. Pobożność zwalcza świat i bale”.

Kobieca seksualność była więc w każdym przypadku postrzegana jako coś niepożądanego, coś, co nie powinno istnieć. Panowało w związku z tym przekonanie, że wszelkie jej przejawy należy marginalizować (poddawano kobietę w tej sferze bezwzględnemu dyscyplinowaniu).

Grunt to moralność

Cnotliwa kobieta – jak wierzono – wywierała pozytywny moralny wpływ na dom i rodzinę. Z kolei kobieta, która złamała zasadę prymatu życia rodzinnego, będąc prostytutką, cudzołożnicą czy rozwódką, zagrażała podstawom „gmachu społeczeństwa”. Najbardziej niewybaczalnym grzechem było cudzołóstwo zamężnej kobiety. Twierdzono dramatycznie, że społeczeństwo, które wybaczało taki czyn, było „narażone na zagładę”.

Najgorliwszymi strażniczkami moralności kobiet uczyniono same kobiety. One to – w trakcie wychowywania swoich córek, a także w każdym aspekcie swojego życia – przestrzegały takich standardów zachowań moralnych, które wskazywały na brak potrzeb seksualnych. (…)

Biologiczne funkcje kobiety (a w szczególności macierzyństwo) powodowały, że uznawana ona była w epoce wiktoriańskiej za część natury (podczas gdy mężczyzna uosabiał kulturę). Związek z naturą miał powodować, zdaniem wielu wiktoriańskich komentatorów, że kobieta pozbawiona była typowo męskiej racjonalności i trudno było przewidzieć jej zachowania. Dotyczyło to w szczególności sfery seksualnej, która mogła „wybuchnąć” w każdym momencie, eksponując ową „naturalną biologię” kobiety. W konsekwencji kobietę uznawano za osobę zagrażającą moralności; uważano więc logicznie, że należy ją kontrolować.

Zobacz też: Czym w XIX wieku była chirurgia seksualna?

Fragment pochodzi z książki „Kobieta epoki wiktoriańskiej” autorstwa A. Gromkowskiej-Melosik (Impuls, 2013). Publikacja za zgodą wydawcy. Bibliografia dostępna w redakcji.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)