pociąg fot. Fotolia

Jak maszyniści reagują na samobójców na torach?

Uwaga: tylko dla osób o mocnych nerwach.
pociąg fot. Fotolia
Pan Jan, który wcale tak się nie nazywa, bo na opublikowanie imienia i nazwiska nie pozwolił, pracuje w kolei od ponad 10 lat. Ma szkolenia, kursy, jest wzorowym pracownikiem. Żadnych skarg, wykroczeń, a jednak – zabił 3 osoby. O tym, jak wygląda śmierć na torach opowiada z dość nietypowym spokojem, a nawet zaangażowaniem. Dziwne, bo spodziewałam się lakonicznych odpowiedzi typu "tak, nie".
 

Małgorzata Górecka: Ile osób pan potrącił?

Maszynista Jan: Pracuję 10 lat i na swoim koncie mam 3 samobójców. Za każdym razem byli to typowi samobójcy. Stali na torowisku. Czekali na to. Widziałem ich twarz, czułem delikatne uderzenie, później uruchamiałem wycieraczki, żeby zetrzeć krew. Straszne. Nie do opisania. 

Jak wygląda praca "kanara"? Opowiada konduktor i kontroler biletów

Co wtedy czuje maszynista?

Powiem Pani, że różnie to ludzie odbierają. Na szkoleniu dokładnie omawiali nam drogę hamowania pociągu, procedurę potrącenia samobójcy i inne wypadki na torach. Ale to tylko w teorii. W praktyce jest zupełnie inaczej. Mój pierwszy samobójca był mężczyzną. Młody. Co się wtedy czuje? Niemoc. Wiesz, że nie zatrzymasz pociągu, bo to zbyt duża masa, a droga hamowania czasem wynosi czasem ok. 400 metrów. Nic nie zrobisz. Bezsilność jest najgorsza. Gdy widzimy zagrożenia na torach, mamy obwiązek nadania sygnału dźwiękowego Rp1 "Baczność". Zawsze wtedy liczę, że się ten ktoś opamięta. Ani razu się nie udało. Po pierwszym samobójcy zszedłem ze zmiany. Mamy taką możliwość. Po tym, jak się "potrąci" kogoś na torach, cały skład musi się zatrzymać. Przyjeżdża prokuratura, karetka. Maszynista ma prawo zakończyć służbę.
Za drugim razem już nie schodziłem. Za trzecim: powiem szczerze, że potraktowałem to, jak przerwę w pracy. Pewnie sobie pani myśli, że jestem dziwny, ale ... Po prostu pojawia się rutyna. Zaczynasz rozumieć, że pociągu nie zatrzymasz i że to nie twoja wina, tylko tego samobójcy.

Co Pan myśli o samobójcach na torach? Współczucie? Złość?

Współczuję, bo wiadomo, że to jest tragedia ludzka. Ale jak każdemu nasuwa mi się myśl, że przecież inaczej można załatwić "tę" sprawę. Ja naprawdę rozumiem, że ktoś chce popełnić samobójstwo, ale są inne sposoby. Takie, które nie paraliżują życia innych ludzi, ich pracy i psychiki.

Można się po tym pozbierać?

Chyba nie. To na zawsze zostaje w środku. Ja zawsze się stresuję, bo to jednak człowiek, czyjeś życie, ktoś umiera. Wie pani jak to jest, jak ktoś stoi prawie naprzeciw ciebie, a ty wiesz, że zaraz go zabijesz? Hamulce nie pomogą. Najgorszy jest ten moment tuż przed. Widzisz twarz, a potem krew na przedniej szybie. Potem włączasz wycieraczki. Większość z nas to przeżywa. Ale znam maszynistów, którzy się nawet cieszą, bo zmiana się im wydłuża. Zanim przyjedzie prokurator mija nieraz kilka godzin, a kasa leci. To smutne, ale tak bywa ...

10 reklam społecznych, które dają do myślenia. Przygotuj chusteczki!

Myślał Pan o zmianie pracy?

Nie. Samobójcy są wszędzie. W pracy na kolei, to jest to wpisane w ryzyko zawodowe. Praca jest dobrze płatna, chociaż stresująca, bo nieraz zmiana, która miała trwać 6 godzin, trwa 10. Ale z pracy maszynisty bym tak łatwo nie zrezygnował. Spotykam tam dobrych ludzi i jest przyjemnie. A samobójcy? Na nich nie mam wpływu. Trzeba umieć z tym żyć. To zawód dla twardych psychicznie.