Jak medycyna widzi homoseksualistów?

Dawniej medycyna traktowała homoseksualizm jako chorobę. Istniało wiele koncepcji mówiących o tym, że przyczyną orientacji homoseksualnej mogą być czynniki o podłożu psychicznym lub fizycznym. A jak jest dzisiaj?
/ 13.03.2013 09:04

Dwa wymiary płci: seks i gender

Medycyna zakłada, że człowiek jest istotą płciową. Rozumie to stwierdzenie jako konstatację rozwoju ciała jako żeńskiego lub męskiego, podobnie jak ma to miejsce u zdecydowanej większości gatunków rozmnażających się w sposób, który biologia określa jako płciowy. Medycyna nie zaniedbuje całkowicie tego, że ludzie żyją w społecznościach i tworzą kulturę. Deklaruje ponadto, że zależności między biologicznym i społeczno-kulturowym rozumieniem płci są nierozdzielne. Może właśnie ze względu na tę nierozdzielność oraz dlatego, że wzajemne zależności nie są do końca poznane, współcześnie mówi się o płci w dwóch wymiarach, używając przy tym odrębnych, zapożyczonych z angielskiego terminów: seks i gender.

Trudno podważać zasadność takiego podziału. W istocie służy on poznaniu wzajemnych związków między biologicznym a społecznym i kulturowym wymiarem funkcjonowania człowieka. Jest uzasadniony odmiennymi paradygmatami nauk, na których się opiera. Kłopot jednak w tym, iż język, jakim posługują się badacze seksualności, wydaje się każdorazowo tworzyć znaczenia. Nie ma wyraźniej granicy między treściami obu wymienionych powyżej pojęć.

Homoseksualizm w medycynie

Relacje seksualne między osobami tej samej płci zostały przez medycynę potraktowane jako zaburzenie psychiczne dość późno, bo dopiero w XIX wieku, a już w drugiej połowie XX wieku psychiatrzy zajęli stanowisko, według którego orientacja homoseksualna jest jednym z możliwych wyników rozwoju psychoseksualnego i nie może być traktowana jako patologia. To długie zdanie zawiera dwa pojęcia: zachowań (mówiąc o relacjach, myśli się o zachowaniach seksualnych) oraz orientacji (mówiąc o orientacji, myśli się o ukierunkowaniu), a nierozróżnianie ich semantycznej treści jest źródłem wielu nieporozumień i nieadekwatnych uogólnień.

To, iż różne sposoby zachowania lub przeżywania stawały się przedmiotem zainteresowania psychiatrii klinicznej i były określane jako zaburzenia psychiczne, którym nadawano nazwy, było – i jest nadal – żywo dyskutowane przez samych psychiatrów, nie bez pomocy socjologów, psychologów, a nawet polityków. Polityka ma bowiem w tej sprawie znaczny udział.

Psychiatria XX wieku, obok niewątpliwych osiągnięć, popełniła też kilka poważnych błędów. Trafniej byłoby powiedzieć, że to psychiatrzy w XX wieku popełnili wiele błędów o dramatycznych konsekwencjach. Dla omawianej kwestii znaczenie ma stworzenie teoretycznych podstaw do uznawania za cechy choroby psychicznej takich poglądów i opinii, które nie są akceptowane w totalitarnym systemie politycznym. Totalitaryzm radziecki posłużył się nimi, aby potraktować jako chorych psychicznie ludzi religijnych oraz tych, którzy nie podzielali „jedynie słusznego światopoglądu”. Wśród tych ostatnich znaleźli się także ludzie homoseksualni. Umożliwiało to przymusowe umieszczanie ich w instytucjach penitencjarno-psychiatrycznych bez dowodu winy.

Totalitaryzm nazistowski z kolei wykorzystał XX-wieczne poglądy na genetyczną determinację chorób psychicznych i upośledzenia umysłowego dla stworzenia programu sterylizacji, a później eksterminacji chorych, mając na celu oczyszczenie zasobu genetycznego rasy nordyckiej i doskonalenie gatunku ludzkiego. Podobnie, korzystając z medycznego zakwalifikowania homoseksualności jako jednorodnej grupy zaburzeń psychicznych (psychopatii seksualnej), umieszczał osoby tak zdiagnozowane w obozach koncentracyjnych, podobnie jak innych, których chciał usunąć z życia społecznego.

Polecamy: Jak rozmawiać z bliskimi o homoseksualizmie?

Czy homoseksualizm jest patologią?

Niezależnie od analiz historycznych i politycznych pojawia się zasadnicze pytanie o to, co przemawia za zajęciem jednoznacznego stanowiska deklarującego homoseksualność (zachowanie i przeżywanie) jako patologię ludzkiej seksualności? A w konsekwencji – czy doświadczenie wykorzystania hipotez medycznych poza granice medycyny, w polityce i przeciw ludziom, jest wystarczająco mocną podstawą takiej deklaracji, jak przyjęta przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne w 1973 r., Światową Organizację Zdrowia w 1991 r. i Polskę w 1996 r. Autorom i zwolennikom tego rozwiązania zarzuca się bezzasadne podporządkowanie się presji opinii społecznej i zaniedbywanie tym samym etycznego zobowiązania do dążenia do prawdy. Zarzut ten jest pozornie merytoryczny, bo kwestionuje podstawy wypowiedzi, która nie jest oparta na naukowym dowodzie. Ale jedynie pozornie, ponieważ w istocie odwołuje się do domniemanego posiadania prawdy.

Ta domniemana prawda to, mimo braku dowodów, utrzymywanie, że homoseksualność jednak jest zaburzeniem zdrowia psychicznego. Czy medycyna ma dowody, naukowe dowody, na podstawie których można uznać, że homoseksualność jest, lub że nie jest patologią, to znaczy zaburzeniem zdrowia? Próba poszukiwania odpowiedzi na to pytanie napotyka na samym początku na fundamentalną trudność w definiowaniu granic i istoty zagadnienia. Które z wymiarów: zachowanie czy przeżywanie wyznaczają te granice? Psychiatria nozograficzna, w której powstało rozwiązanie ujmujące seksualność między osobami tej samej płci, jako zaburzenie psychiczne pod nazwą homoseksualizm, kładła główny nacisk na zachowania seksualne. Podejście to znalazło silne wsparcie w psychologicznych koncepcjach behawioryzmu. Homoseksualizm zdefiniowany został przez zachowania. W węższym rozumieniu, nacisk położony jest na interakcje seksualne. W szerszym, jako zachowanie traktowane jest także przeżywanie pragnień i fantazji seksualnych, w których partnerem jest osoba tej samej płci. Takie podejście dominowało w pierwszej połowie XX wieku.

Homoseksualizm prawdziwy i sytuacyjny – czym się różnią?

Studia zachowań doprowadziły do opracowania klasyfikacji typologicznej. Wyróżniano homoseksualizm prawdziwy i sytuacyjny.

Prawdziwy wyrażał się wyłącznością przeżywania podniecenia w relacji z obiektami seksualnymi tej samej płci oraz wyraźną preferencją relacji seksualnych z osobami tej samej płci. Jako homoseksualizm sytuacyjny traktowano zachowania seksualne z osobami tej samej płci w okolicznościach, w których partnerzy płci przeciwnej byli niedostępni. Wyróżniano też typ homoseksualności aktywnej i biernej. Tu podstawą podziału była postawa, jaką człowiek – kobieta lub mężczyzna – przyjmował w kontaktach z obiektem zainteresowania seksualnego. Uwzględniano aktywność w nawiązywaniu znajomości, proponowaniu zbliżenia oraz zachowanie w czasie samego aktu seksualnego. Ten podział pozostał w świadomości powszechnej. Trudno się temu dziwić wobec tego, że kobiety i mężczyźni, także heteroseksualni, różnią się poziomem aktywności w tych samych obszarach zachowań seksualnych.

Niemniej jednak, w większości kultur aktywność została wbudowana do wzoru męskości, a pasywność – do wzoru kobiecości. O ile genezę homoseksualizmu sytuacyjnego wyjaśniała sama jego koncepcja, to nie wyjaśniono w tym podejściu powstawania homoseksualizmu „prawdziwego”. Hipotetycznie przyjmowano możliwość predyspozycji wrodzonej. Powstała jednak, w oparciu o behawioralną teorię warunkowania (później uczenia się), hipoteza rozwoju homoseksualności w następstwie uwiedzenia.

Zobacz także: Jaki procent społeczeństwa stanowią biseksualiści?

Rozpowszechnienie zachowań seksualnych

Badania nad zachowaniami seksualnymi przyniosły też, do chwili obecnej powszechnie cytowane, dane na temat rozpowszechnienia zachowań homoseksualnych. Najbardziej znane z nich, to badania zespołu Kinseya (1948). Liczne uwagi krytyczne o metodzie badań zespołu Kinseya podważyły ich wiarygodność, zwłaszcza danych liczbowych. Metoda ta nie miała jednak wpływu na takie informacje podawane przez respondentów, z których wynikało, że realizacja potrzeb seksualnych wyłącznie z osobami tej samej płci dotyczy stosunkowo niewielkiej grupy odpowiadających. Znaczna ich liczba relacjonowała przynajmniej jeden orgazm w życiu w relacji homoseksualnej. Wiele osób informowało też o satysfakcjonujących kontaktach seksualnych z osobami tej samej płci i przeciwnej płci.

Interpretując uzyskane wyniki, Kinsey sformułował tezę, według której heteroseksualność i homoseksualność nie są kategoriami rozłącznymi, a homoseksualność jest, być może, wariantem zachowania seksualnego. Teza ta ukazuje homoseksualizm jako zjawisko o nieostrych granicach. Dała też dodatkowe podstawy do opisania orientacji seksualnej nazwanej biseksualizmem, która wyraża się możliwością kontaktów płciowych z osobami obu płci. Podejście nozograficzno-behawioralne, jak się wydaje, nie poszukiwało naukowych argumentów przemawiających za traktowaniem homoseksualności jako zaburzenia zdrowia. Przyjmowało apriorycznie (z góry – przyp. red.), że jest ona zaburzeniem.

Postawę tę wzmacniało statystyczne podejście do normy (normalne jest to, co najczęstsze), a także przyjęcie założenia ograniczającego funkcje zachowania seksualnego do reprodukcji. Powiązanie zachowań seksualnych z reprodukcją ma podstawy w biologii, która jest dla medycyny ważną nauką podstawową. Niemniej jednak ograniczenie ich funkcji wyłącznie do prokreacji jest nieuzasadnionym redukcjonizmem. Zanim jednak badania biologiczne udokumentowały znaczenie innych funkcji zachowań seksualnych, to, iż służyły wyłącznie reprodukcji wydawało się oczywistością do tego stopnia, że zostały wpisane w zestaw cech określających płeć. Jako konsekwencję tej redukcji można traktować ujęcie, według którego rodzicielstwo uznawano za niezbędny element bycia kobietą lub mężczyzną. Dało to podstawę hipotezom, według których homoseksualność pojawia się w następstwie nieprawidłowości w kształtowaniu się płci.

Warto wiedzieć: Jaki procent społeczeństwa stanowią biseksualiści?

Koncepcja trzeciej płci

Najdalej idącą koncepcją opartą na założeniu, że mężczyźni reagują podnieceniem seksualnym w kontakcie z kobietą, a kobiety w kontakcie z mężczyzną, była teza trzeciej płci. W myśl tej koncepcji osoby homoseksualne, u których cechy męskie przemieszane są z kobiecymi, tworzą odrębną płeć. Podejmowano badania zmierzające do określenia typu ciała, jaki wiąże się z obecnością homoseksualnych zachowań. Zwracano przy tym uwagę na cechy uznawane za typowo kobiece – takie jak szeroki pas biodrowy, wąski pas barkowy, smukłość kończyn, szyi, delikatność rysów twarzy u homoseksualnych mężczyzn, a za typowo męskie – wąskość bioder i szerokość barków, solidny kark i kończyny, mocno zarysowaną żuchwę u homoseksualnych kobiet.

Przywiązywano też wagę do cech zachowania, sposobu poruszania się, gestykulacji, mimiki itd. Wszystkie te obserwacje zmierzały do potwierdzenia tezy o pomieszaniu cech płciowych u osób homoseksualnych. Idea ta była żywa jeszcze w połowie XX wieku, kiedy w badaniach empirycznych na zwierzętach udowodniono, że typ – męski lub żeński zachowań kopulacyjnych można wykształcić wpływając na rozwój płodów hormonami płciowymi. Wysunięto też hipotezę, że poważny stres matki w czasie ciąży, a konkretnie nadnerczowe hormony stresu, mogą być przyczyną rozwoju homoseksualnej orientacji dzieci urodzonych z tych ciąż (za: Bomba, 1973). Rozwój badań nad procesem determinacji płci i jego złożonością zdezaktualizował hipotezę „trzeciej płci”. Badania nie doprowadziły jednak do rozstrzygającego wyjaśnienia, jak dochodzi do powstania homoseksualnej orientacji popędu płciowego.

Koncepcja wrodzonej biseksualności

W dyskusjach nad udziałem „natury” i „kultury” w kształtowaniu cech człowieka pojawiła się koncepcja wrodzonej biseksualności. Jej znaczenie dla zainteresowania medycyny kwestią homoseksualności polega na uwolnieniu od osobistej winy za zachowania potępiane przez wypracowane kulturowo normy tych zachowań, które wynikają z kondycji uznanej za chorobę. Postawa ta jest konsekwencją rozstrzygnięć wiążących winę z wolnym, swobodnym wyborem. Choroba nie jest następstwem wolnego wyboru. Osoba chora powinna być leczona, nie karana. Hipoteza wrodzonej biseksualności głosiła, że przychodząc na świat człowiek ma możliwości bycia heteroseksualnym i homoseksualnym. Jedna z tych orientacji zdobywa przewagę w przebiegu indywidualnego rozwoju.

Pogląd ten podzielał między innymi Zygmunt Freud. W jego ujęciu orientacja homoseksualna ulega wyparciu, jako nie akceptowana przez kulturę (autorytet ojca, przyjmowane od rodziców wartości i normy). Eliminacja możliwości homoseksualnej nie następuje, jeżeli w przebiegu indywidualnego rozwoju nie zostanie przezwyciężony lęk przed kastracją, jaki grozi chłopcu za pożądanie jedynej kobiety w jego otoczeniu, to znaczy matki. Freud nie wypowiadał się przy tym na temat genezy homoseksualności kobiet. Podobnie jak wielu innych myślicieli i badaczy swojego czasu nie zajmował się seksualnością kobiet poza stwierdzeniem, że kobiecie trudniej jest przyjąć obecność potrzeb seksualnych, niezależnie od ich ukierunkowania.

Przeczytaj także: Jak rodzi się biseksualizm?

Teoria pierwotnej biseksualności znalazła odbicie w koncepcji rozwoju psychoseksualnego, w którym opisano fazę homoseksualną i chaotyczną (obejmującą biseksualność). Współczesna koncepcja, według której rozwój może osiągnąć fazę dojrzałości w orientacji zarówno heteroseksualnej, jak i homoseksualnej pozostaje także w związku z psychodynamicznym ujęciem rozwoju człowieka, a więc i koncepcją pierwotnej biseksualności. Inne rozwiązanie dla wyjaśnienia wielości sposobów bycia mężczyzną i kobietą, w tym także bogactwa wrażliwości erotycznej i seksualnej, przy mniejszym nacisku na samą seksualność, prowadził Carl Gustav Jung.

Męska i kobieca część każdego człowieka pozostają ze sobą w opozycji, a równocześnie uzupełniają się. Ponadto, on sam i jego uczniowie opracowali szereg obecnych w różnych kulturach wzorów bycia kobietą i mężczyzną, nazywanych archetypami kobiecości i męskości (Jung, 1981). Te rozwiązania również nie dostarczają twardych danych uzasadniających traktowanie homoseksualności jako zaburzenia zdrowia psychicznego. Odwołują się do norm zachowania związanych z kulturą. Wprowadzają natomiast ważną koncepcję rozwoju indywidualnego wyrażającą się uznaniem dynamicznego procesu zmian jednostki w interakcjach z otoczeniem.

Koncepcja nerwicowego charakteru homoseksualności

Poszukiwania uzasadnienia pojmowania homoseksualności jako zaburzenia zdrowia znalazły wdzięczne pole w empirycznych badaniach nad zaburzeniami określanymi jako nerwice. Mam tu na myśli poszukiwania patogenezy (mechanizm powstawania choroby – przyp. red.) nerwic w czynnikach określanych obecnie jako stres lub trauma. Podejście behawioralne dawało podstawy do uogólniania wyników badań nad modelowymi nerwicami u zwierząt.

Argumentem przemawiającym za nerwicowym charakterem homoseksualności miały być zachowania seksualne między osobnikami tej samej płci obserwowane u zwierząt hodowlanych w niekorzystnych dla nich warunkach (Fonberg, 1971). Późniejsze obserwacje zachowań zwierząt w warunkach naturalnych i ich interpretacje przemawiają jednak za tym, że zachowania seksualne służą zwierzętom nie tylko do celów reprodukcji. Prowadzą też do redukcji napięcia w stadzie, a zachowania seksualne między samcami – także do porządkowania hierarchii stada. Ten kierunek badań także nie przyniósł rozstrzygających wyników.

Polecamy: Czy można wyleczyć się z homoseksualizmu?

Fragment książki „Wprowadzenie do psychologii LGB" (Wydawnictwa Continuo, 2012). Tytuł, lid i śródtytuły pochodzą od redakcji. Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)