Nastolatka w ciąży fot. Adobe Stock

Moja 18-letnia córka jest w ciąży z nauczycielem i postanowiła pozbyć się „problemu” - prawdziwa historia

Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Oj, duży!
/ 17.06.2020 06:58
Nastolatka w ciąży fot. Adobe Stock

Hania była naszą jedyną córką. Chcieliśmy, żeby miała rodzeństwo; długo się o to staraliśmy. Ale po trzecim poronieniu poddałam się. Nie miałam siły kolejny raz przechodzić przez ten ból i rozczarowanie... Widać Bóg tak chciał. Całą miłość przelałam więc na Haneczkę.

Lata mijały i nasza kruszynka wyrosła na śliczną nastolatkę. Właśnie zaczęła naukę w klasie maturalnej – i wtedy zaczęły się schody. Niby nie sprawiała problemów, nie wagarowała, była jedną z najlepszych uczennic. Jednak jej zachowanie się zmieniło.

Wcześniej zawsze mówiła nam, dokąd idzie, z kim, kiedy wróci. Teraz coraz częściej słyszeliśmy: „Na miasto, jeszcze nie wiem gdzie!”, „I tak nie znasz”, „Jak wrócę, to będę”, „Na śniadanie zdążę.” … Stała się tajemnicza, skryta, znikała na całe wieczory. Kilka razy wyczułam od niej alkohol i papierosy, jednak upierała się, że jej znajomi palą, więc to logiczne, że ciuchy jej przechodzą dymem. Może mówiła prawdę, ale sama nie wiedziałam, czy mogę jej wierzyć.

Co się dzieje, córciu? Porozmawiaj ze mną!

Mijały tygodnie, a sytuacja nie poprawiała się. Hanka każdą próbę rozmowy ucinała ze zniecierpliwieniem. Nie miała dla mnie czasu. Kiedy kolejny raz przyłapałam ją na wymiotach, zaczęłam się martwić, że choruje na bulimię lub anoreksję. Rzeczywiście słabo ostatnio się czuła, nie miała apetytu, była zmęczona... Postanowiłam spytać ją o to wprost.
– Co?! Mamo, proszę, zastanów się, zanim coś palniesz!  – odparła niezbyt grzecznie. – Jaka anoreksja? Jaka bulimia? Zima jest, pogoda mnie dobija, i tyle! Zwyczajne przesilenie…

Nie uspokoiło mnie to, postanowiłam uważniej jej się przyjrzeć. W desperacji zaczęłam nawet podsłuchiwać jej rozmowy. Nie powinnam, ale chciałam jej pomóc – nie mogłam tak po prostu stać z założonymi rękami!

Któregoś popołudnia wpadła do niej Zuzka, przyjaciółka jeszcze z czasów przedszkolnych. Zamknęły się w pokoju, lecz po chwili zamiast zwyczajowej muzyki i śmiechów usłyszałam… ich kłótnię. Podeszłam do drzwi.
– Hanka, proszę! Nie możesz tego zrobić! – denerwowała się Zuzka.
– Tak mówisz, bo nie jesteś na moim miejscu. Nie mam innego wyjścia, rozumiesz?! – niemal krzyknęła moja córka. – Zresztą wszystko już załatwione, za późno na zmianę decyzji. Dobra, bierzmy się za tę prezentację.

Słuchałam kompletnie zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Coś się działo z Hanią, coś złego… Mój niepokój rósł z każdą chwilą. Postanowiłam zaczepić Zuzę, kiedy ta wyszła do łazienki.
– Zuzia, powiedz mi, o co chodzi. Martwię się o Hanię. Wiem, że ty też, przecież obie chcemy jej dobra! – wyszeptałam błagalnie.
Widziałam w jej oczach wahanie. Chciała mi pomóc, ale nie mogła zdradzić przyjaciółki. Po chwili odparła:
– Przepraszam, naprawdę nie mogę pani powiedzieć, ale proszę porozmawiać z Hanią. Tylko dziś, bo jutro popełni największy błąd w swoim życiu.

Po tych słowach zaczęłam się bać jeszcze bardziej. Nasuwały mi się koszmarne scenariusze. Może kogoś poznała i chce teraz wyjechać z nim gdzieś w świat?  Albo wpadła w jakieś złe towarzystwo, może narkotyki? To by tłumaczyło te jej dziwne zachowania, podenerwowanie. Może narobiła sobie długów? Wrogów? Ma kłopoty i na własną rękę chce je rozwiązać?
Wieczorem, pełna najstraszniejszych obaw, zapukałam do jej pokoju.
– Haniu, kochanie... Wiesz, że możesz ze mną porozmawiać o wszystkim! Nieważne, co się dzieje, ja zawsze ci pomogę i w każdej sytuacji stanę po twojej stronie!
Początkowo była wroga, wkurzona, potem po prostu uparta, ale nie ustępowałam. I nagle usłyszałam coś, czego się kompletnie nie spodziewałam!
Mamo, ja jestem w ciąży...

Zamurowało mnie! Minęła chwila, zanim dotarł do mnie sens jej słów. W ciąży? Ale jak to? Przecież ma dopiero 18 lat. Z kim? Chciałam zasypać ją pytaniami, ale zanim odzyskałam głos, Hania dodała:
– Ale to nie ma już znaczenia. Marcin dał mi kasę, jutro idę na zabieg i będzie po wszystkim.
To był jeszcze większy szok.
– Dziecko! Jaki zabieg? O czym ty mówisz? I jaki Marcin?! – spytałam.

Okazało się, że Marcin był jej… nauczycielem wychowania fizycznego. Młody chłopak, świeżo po studiach. Zakochali się w sobie, zaczęli spotykać w tajemnicy przed wszystkimi. Planowali ukrywać się do końca roku szkolnego, a potem być razem już oficjalnie. Ale nagle okazało się, że Hania zaszła w ciążę. Początkowo oboje spanikowali. Marcin bał się konsekwencji – dopiero co rozpoczął pracę, a już nawiązał romans z uczennicą. Hania bała się naszej reakcji.Potem chłopak zaczął snuć jakieś plany, ale ona przekonała go, że najrozsądniej będzie usunąć „problem”.
– Ty wykładasz na uniwerku, tata jest cenionym adwokatem, jak się ma do tego nastoletnia córka w ciąży? – tak Hania zaczęła przedstawiać mi swoje argumenty. – Poza tym ja nie mogę teraz być w ciąży. Chcę skończyć szkołę, iść na studia, jeszcze trochę pożyć.

Wiedziałam, że Hania ma sporo racji. Ale w żadnym wypadku nie mogłam zgodzić się na takie rozwiązanie! Poza tym widziałam, że ona tak naprawdę też tego nie chce i się tego boi.
– Skomplikowałaś sobie życie, to fakt. I pewnie ta ciąża przekreśli większość twoich planów. Ale wysłuchaj mnie chociaż – powiedziałam.

A potem wyznałam Hani, że mogła mieć trójkę rodzeństwa, ale niestety za żadnym razem nie dane mi było donosić ciąży. Nie wiedziała o tym, była zaskoczona. Powiedziałam jej o moim bólu, rozczarowaniu, żalu i gniewie. Że właśnie to najlepiej obrazuje, jakim cudem i błogosławieństwem jest stan, w jakim ona się teraz znajduje. Obiecałam swoją pomoc i wsparcie, zapewniłam ją, że nie będzie dla mnie powodem do wstydu. Mówiłam o odpowiedzialności, dojrzałości.

– Ja też wolałabym, żeby to wyglądało inaczej. Myślałam, że babcią będę dopiero za kilka ładnych lat, i nie pochwalam tego, co się stało, ale... stało się. Teraz nie możemy chować głowy w piasek i karać tej małej, bezbronnej istotki. Bo to ona będzie musiała zapłacić najwyższą cenę, jeśli pójdziesz jutro do tego lekarza. Będzie musiała zapłacić własnym życiem –na koniec użyłam argumentu nie do odparcia.

Hania rozpłakała się. Mocno ją przytuliłam i kołysałam w ramionach. Długo rozmawiałyśmy, szukając najlepszego rozwiązania. Gdy usłyszałam zgrzyt klucza w zamku, rzuciłam:
– Ja sama porozmawiam z tatą. Teraz zjedz coś i połóż się spać. Mam nadzieję, że rano wstaniesz w przekonaniu, że mam rację.
Rozmowa z Markiem była równie trudna. Jednak on też nawet na moment nie dopuścił do siebie myśli, że moglibyśmy pozwolić Hance usunąć tę ciążę. Przecież nosiła pod sercem naszego wnuka lub wnuczkę...

Najpierw matura. Poszła jej jak z płatka. A potem…

Całą noc nie mogłam spać. Nad ranem w milczeniu piliśmy z Markiem kawę, kiedy w drzwiach kuchni stanęła nasza córka.
– Ja... Termin porodu mam wyznaczony na czerwiec, a matury są w maju, więc z nauką chyba się wyrobię. Nie chcę komplikować Marcinowi życia. A poza tym po co dziecku ojciec, jak będzie miało takich dziadków, co nie? – spytała nieśmiało. Płacząc, bez słowa ją przytuliłam. W oczach Marka też zalśniły łzy...

Kolejne miesiące mijały bardzo szybko. Spotkaliśmy się z Marcinem; widziałam, że sam ze sobą walczy. Nie chciał wypierać się dziecka, ale bał się, że zamknie sobie drogę do kariery. Obiecał przelewać regularnie pieniądze na wizyty lekarskie i badania, a potem na dziecko. Czasem dzwonił i pytał Hankę o samopoczucie. Ona była jednak dumna i uparta, odpowiadała zdawkowo i samymi ogólnikami. Widziałam, jak oboje się męczą, bo nie byli sobie obojętni.

Nadszedł maj, zakwitły kasztany, rozpoczęły się matury. Część pisemna poszła Hani ponoć nie najgorzej, ustne zdała śpiewająco. Dwa dni po ostatnim egzaminie odeszły jej wody. Na szczęście byłam w domu. Zadzwoniłam szybko do Marka i pognaliśmy na porodówkę. To ja trzymałam Hanię za rękę, ocierałam jej pot z czoła i wreszcie przecięłam pępowinę. Miałam ślicznego, zdrowego wnuka! Nie posiadałam się ze szczęścia!

Kilka godzin później siedzieliśmy z Hanią. Akurat karmiła maleństwo.
– Mamo, dziękuję. Dzięki tobie nie popełniłam czegoś, czego bym sobie nie wybaczyła! – powiedziała, płacząc.
W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi i zobaczyłam w nich Marcina. Podszedł i bez słowa przytulił Hanię, a potem zwrócił się do malucha:
– Cześć młody, to ja, twój tata. Za kilka lat nauczę cię grać w piłkę!

Przeczytaj więcej prawdziwych historii:
„Zakazany owoc najlepiej smakuje. Czy dlatego seks z narzeczonym przyjaciółki jest tak nieziemski?” - historia Izabeli
„Był sporo starszy i miał żonę, ale zakochałam się bez pamięci. Teraz zostałam sama z brzuchem”
„Związałam się z mężczyzną młodszym o 15 lat. Dopiero teraz wiem, że żyję. Wcześniej to była... wegetacja”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/17.06.2020 15:13
Jasne, jasne a potem wszyscy wstali i zaczęli klaskać... uszami