Chciałem tylko być sobą!

Po raz pierwszy Michał urodził się 30 lat temu. Rodzice dali mu imię Małgosia. Cieszyli się, że mają taką śliczną córeczkę. Nie wiedzieli, że po latach będą przeżywali narodziny syna…
transs.jpg

Póki byłem mały, dziewczęce ciało nie miało dla mnie znaczenia – tłumaczy Michał. – Ale już wtedy buntowałem się przeciwko sukienkom i długim lokom. Odkąd pamiętam dręczyłem mamę, żeby strzygła mi włosy jak najkrócej.
Biegał z chłopakami z karabinem na plecach. Lalki leżały w kącie albo służyły jako bohaterowie wymyślonych bitew. „Wyrośnie z tego” – uśmiechali się rodzice. Nie wyrósł.
W szkole nadal szukał towarzystwa kolegów. Grał w piłkę, jeździł na motorowerze dziadka. Ale głupie uśmieszki, które zauważał coraz częściej, i przezwiska „babochłop”, „obojnak” bolały coraz bardziej. Dla kolegów był „babą”, dla koleżanek dziwadłem, z którym nie da się pograć w gumę ani pogadać. Był sam. Powoli docierało do niego, że los spłatał mu okrutnego figla.
– Pamiętam swoje 14. urodziny – mówi. – Stałem w łazience przed lustrem, wziąłem mamy kredkę do oczu i domalowałem sobie wąsy.
W liceum próbował być Małgosią. Ze wszystkich sił starał się zachowywać jak dziewczyna. Nie wychodziło.
– I tak mnie odrzucali – mówi.
– Czuli chyba, że coś jest nie tak.
– Było coraz gorzej. Wreszcie postanowiłem o tym z kimś pogadać. Padło na dziadków. Miałem z nimi świetny kontakt. U nich spędzałem wakacje, ferie. Mieli dla mnie więcej czasu niż rodzice. Wierzyłem, że cokolwiek usłyszą nie ocenią mnie, nie skreślą.

Jeśli nie oni, to już nikt
Miał 17 lat, kiedy zdobył się na odwagę. Powiedział, że czuje się chłopakiem. Babcia i dziadek słuchali z przejęciem. Ale... chyba nie uwierzyli.
– Zapadła cisza – wspomina Michał. – Potem babcia mnie przytuliła i rozpłakała się. Czekałem na jej słowa, jak na zbawienie. Powiedziała, że to minie. Że wyjdę za mąż, urodzę dzieci i zapomnę. Pomyślałem, że skoro oni nie rozumieją, to już chyba nikt.
Więc milczał, aż poznał dziewczynę. Studiowali razem polonistykę. To ona przełamała lody i podeszła do Michała. Zaproponowała spacer.
– Kasia… – zamyśla się Michał.
– Ona zmieniła moje życie. Pierwsza zrozumiała i zaakceptowała moją odmienność. Dla niej byłem mężczyzną.
Ich miłość trwała cztery lata. Michał po raz pierwszy w życiu czuł się jak normalny facet. Miał dziewczynę, kupował jej kwiaty, był szczęśliwy.
I nagle wszystko się skończyło.
– Dużo później dowiedziałem się, dlaczego zerwała – mówi Michał. – Jej rodzice poznali prawdę i postawili ultimatum: oni albo ja. I Kasia wybrała. Nie mam do niej żalu...
Ale zanim to zrozumiał, koniec tej miłości był dla Michała końcem świata. Mówi, że czuł się tak, jakby po latach zamknięcia ktoś otworzył przed nim drzwi, pozwolił postać na progu i popatrzeć na świat, a potem znowu wepchnął w ciemność. Wpadł w depresję i wtedy jego rodzina przestała bagatelizować sprawę. Zrozumieli, że Michał z niczego nie wyrośnie. Zaczęli z nim rozmawiać. Szukać wyjścia.
– Nie wiem, czy bali się, że zrobię sobie coś złego czy naprawdę zrozumieli? Nieważne. Chcieli mi pomóc i tylko to się liczy.
Z pomocą rodziny Michał postanowił ostatecznie rozprawić się ze swoim losem. Nie było już mowy o żadnych kompromisach. Koniec z udawaniem.
– Najgorsze było to, że nie wiedziałem od czego mam zacząć – opowiada.
Z pomocą przyszedł Internet. To z niego dowiedział się, że jest transseksualistą, znalazł adresy lekarzy, procedurę sądową. Miał 26 lat i pewność, że resztę życia chce przeżyć jako mężczyzna.
– W gruncie rzeczy jestem szczęściarzem – mówi. – Nie byłem sam. Mama załatwiała wizyty lekarskie, wyszukiwała adwokatów. Pocieszała, organizowała pieniądze, trzymała za rękę, kiedy było źle...
A łatwo nie było. Ale dwa lata temu sąd okręgowy wydał wyrok, w którym określił jego płeć jako męską i nakazał zmienić wpis w akcie urodzenia. Wtedy Michał urodził się po raz drugi. Dziś mówi, że to chyba za ten swój upór dostał od losu Dominikę. W nagrodę.
Leżał w szpitalu po drugiej operacji usunięcia żeńskich narządów płciowych. Ona była pielęgniarką. Wiedziała. Niczego nie musiał jej tłumaczyć.

Miłość nie wybiera
– Michał od razu wpadł mi w oko – wspomina Dominika. – Był przystojny, serdeczny i cały czas się uśmiechał, choć wiedziałam, że go boli. Kiedy wyjechał, popłakałam się. Myślałam, że już go nie zobaczę. Ale on wrócił po trzech dniach z kwiatami.
Mija właśnie rok od ich ślubu. Michał już prawie nie pamięta szyderstw i bólu. Marzy o synu, może nawet dwóch... Czuje, że będzie dobrym ojcem. Cierpliwym, ale i stanowczym.
I na pewno będzie uczył swoich synów akceptacji dla wszelkiej odmienności.
– Michał ma już plan: dzieci, dom, ogródek i pies oczywiście – mówi Dominika. – Mnie też się ten plan podoba.
Dominika i Michał rozmawiali już z lekarzem w klinice leczenia niepłodności. Teraz tylko muszą uzbierać pieniądze na badania Dominiki i zapłodnienie in vitro.
– A jeśli nawet ta metoda okaże się niemożliwa, będziemy się starać o adopcję – dodaje Michał. – W końcu rodzina to podstawa.

Iwo Wilczura

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/10 lat temu
Ten Facet mogl by napisac cos konkretniejszego na ten temat niz tylko ogoly ktore kazdy juz zna.Moze napisalby cos o sprawach w sadzie , skladanie pozwu itp.
/11 lat temu
CudOWnie!! A teraz ten sam tekst przetlumacz na jezyk arabski. Kto takie rzeczy pisze? PEDAŁ !!!
/12 lat temu
w prasie codziennie czyta sie tego rodzaju artykuly, normalnie, jak o wszystkim, ale tylko w polskiej i meksykanskiej prasie sa one zrobione na sentymentalnie - katolicko. musi byc happy end z zona, domkiem, rodzina. zawsze. zupelnie jakby spoleczenstwo nie potrafilo przyjac do wiadomosci innego zakonczenia. nie potrafi?