W stronę glamu

Muzycy Goldfrapp puszczają oko do skąpanej w cekinach i pawich piórach kiczowatej estetyki glam sprzed 30 lat.
Oto album, jaki powinna nagrać Kylie Minogue, by ostatecznie wymierzyć sprawiedliwość na popowej scenie.
Zanim to jednak nastąpi, brytyjska wokalistka Alison Goldfrapp i jej studyjny partner Will Gregory kolejny raz dają konkurencji wskazówki, jak zgrabnie i bezboleśnie stanąć w rozkroku między awangardą a oczekiwaniami masowej publiczności i w tej z pozoru niewygodnej pozycji ku zadowoleniu krytyki i słuchaczy przebojową popową konwencję na elektronicznych tropach natchnąć zadziorną, tajemniczą i perwersyjną aurą. Znani z wycieczek w stronę retro tym razem Goldfrapp puszczają oko do skąpanej w cekinach i pawich piórach kiczowatej estetyki glam sprzed 30 lat. Dla Alison, scenicznego kameleona o teatralnym zacięciu, trudno o lepszą oprawę. Przywołując ducha nieodżałowanego Marca Bolana z T. Rex, robi wrażenie nie mniejsze niż wówczas, gdy w przebraniu Marleny Dietrich oprowadzała nas po zakamarkach przedwojennych kabaretów.

Bartek Winczewski/ Przekrój

Goldfrapp „Supernature”, MUTE 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)