Możdżer dużo może

Udany projekt polsko-szwedzko-izraelski pokazuje pełnię klasy Możdżera.
Miałem problem z płytą „Piano” Możdżera – więcej tam było brzmienia niż muzycznej treści. Leszek Możdżer to pianista fenomenalny, ale błądzący – często gubi go to, że potrafi i próbuje grać wszystko. I na tamtej płycie było słychać taką rozterkę: co zagrać, w którą stronę iść.
Koncepcja nagrywania płyt dla audiofilów, którzy chcą przetestować nowe kolumny, jest może nęcąca, ale na dłuższą metę nudna. Cieszy więc to, że „The Time” (Polakowi towarzyszą kapitalny basista Lars Danielsson i perkusista Zohar Fresco) co prawda czerpie garściami z ECM-owskiej wizji jazzu, ale jest przede wszystkim albumem spójnym. Mimo zapuszczania się na terytoria klasyki (XIII-wieczne „Sortorello”) i rocka („Smells Like Teen Spirit” Nirvany), mimo to, że zamyślone po skandynawsku kompozycje Danielssona trochę dzieli od z polska romantycznych utworów Możdżera (jego kompozycja „Incognitor” to prawdziwe cudo), nic nie zakłóca idealnego dźwiękowego feng shui, poza może okazjonalnymi, nieco natrętnymi wokalizami Zohara Fresco. Rzecz równie ładna, co przystępna. To już w tej chwili sukces, i to zasłużony.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Leszek Możdżer „The Time”, Outside Music
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)