Inside Story

Płyta mroczna, urokliwa, nie mniej przebojowa niż poprzedni album duetu Lipnicka-Porter, ale bardziej spójna.
/ 16.03.2006 16:57
Ich „Nieprzyzwoite piosenki” trudno było nazwać nieudaną płytą. Lecz plotkarska kampania budowana wokół związku Anity Lipnickiej i Johna Portera (trochę jak z baśni o Pięknej i Bestii) skutecznie zabiła wszystko, co było na niej pociągające. Jednak nowe piosenki duetu są tak, hmm..., przyzwoite, że aż trudno uwierzyć w ich krajowy rodowód.
Chwilami, przynajmniej od pierwszych taktów pięknego „Death Of A Love” po długie dźwięki ballady „Missing”, brzmi to tak, jakby śpiewali Nick Cave z Sinead O’Connor gdzieś na Wyspach Brytyjskich. Ba, to najlepsza płyta, jaką Porter wydał w Polsce od czasu „Helicopters” Porter Bandu! Mroczna, urokliwa, nie mniej przebojowa niż poprzedni album duetu, ale bardziej spójna. Wiele wyjaśnia to, że powstawała pod okiem Chrisa Eckmana z The Walkabouts w jego studiu w Słowenii. Kiedyś myślałem, że w Polsce tylko sprzętu brak. Ale ostatnio częściej zawodzi czynnik ludzki. Ze trzech producentów z wizją, wliczając Smolika, to niedużo jak na cały kraj. Dlatego ta wycieczka do Lublany powinna być sygnałem dla innych. Po różnych praktycznych odmianach turystyki - czas zacząć kolejną: turystykę nagraniową.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Lipnicka/Porter „Inside Story”, EMI

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)