kobieta pracująca w agencji towarzyskiej fot. Adobe Stock

„Chciałam uciec od biedy, znalazłam pracę w agencji towarzyskiej. Nie wiedziałam, że moje życie stanie się koszmarem”

Dorotę poznałam na dworcu, zaoferowała mi pomoc. Ucieszyłam się, bo chciałam być taka jak ona. Chciałam zarabiać pieniądze.
/ 09.09.2020 06:58
kobieta pracująca w agencji towarzyskiej fot. Adobe Stock

U nas w domu się nie przelewało. A ja miałam 18 lat i uważałam, że wszystko mi się należy, i jeśli rodzice nie mogą mi tego dać, to powinnam sama to sobie zorganizować.

I pewnego dnia zbuntowałam się. Miałam dość ojcowego napominania, pytania, a gdzie idziesz, a po co, dlaczego tak się stroisz, lepiej weź się za naukę… Mój ojciec to człowiek starej daty i dla niego najważniejszy jest skromny ubiór, skromna fryzura, trzymanie się z daleka od chłopaków, dobre wyniki w szkole i niedzielna wizyta w kościele. Nudy! A mnie goniło, wokół mnie świat kręcił się na kolorowej karuzeli, nie chciałam czekać cierpliwie, że „być może”, że „kiedyś” i mnie coś skapnie od losu. Po zdaniu matury spakowałam się i uciekłam do Wrocławia. Najpierw zatrudniłam się jako hostessa w klubie. Wprowadziła mnie tam Dorota.
– Praca dość ciężka, nerwowa, klienci bywają trudni – uprzedziła lojalnie. – Ale jak będziesz miła i uprzejma, zaczniesz dostawać napiwki. Widzisz, na co starczają… – i obróciła się na szpilkach, prezentując sukienkę z drogiego butiku.

Też tak chciałam. Żeby mnie było stać na drogie sukienki, szpilki, fryzjera. Nie byłam może najpiękniejszą kobietą świata, ale jak się postarałam, to faceci się za mną oglądali. Biust D, figura klepsydry i zgrabne nogi.
Wprowadziłam się do Doroty, uzgadniając, że będę dokładać się do czynszu. Rzeczywiście, praca w klubie była nerwowa i stresująca. Facetom łapy latały, a ja nie byłam zwyczajna. Jednak po miesiącu spocona łapa na moim udzie nie robiła już na mnie wrażenia, przestałam się wzdrygać.
– Pomyśl o tym jak o wizycie u ginekologa – powiedziała Dorota. – Nie podoba ci się, generalnie czujesz wstyd, ale on to po prostu lekarz. A to po prostu klient.

Miałam wrażenie, że takie tłumaczenie nie do końca oddaje istotę rzeczy, jednak nie bardzo wiedziałam, w czym tkwi błąd. Ale że nie lubiłam dużo myśleć, więc machnęłam ręką, przyjęłam punkt widzenia Doroty i rozluźniłam się.
Tymczasem zauważyłam, że nawet jak zaczęłam dostawać napiwki w zamian za pozwolenie na małe obmacywanki, to nie zarabiałam tyle, ile Dorota. Może to kwestia czasu?
– Chcesz zarabiać jak ja? – spytała Dorota któregoś dnia. Siedziała na łóżku i malowała sobie paznokcie u nóg. – To musisz robić, to co ja.
– To znaczy? – spytałam, powoli kumając cza-czę. – Robisz coś więcej?
– Pozwalam na więcej.

Chodziła z klientami do łóżka. Choć może łóżko to niezupełnie adekwatne określenie. Pakamera w klubie, biuro kierownika, tylne siedzenie samochodu, ciemna brama… Przyznam, że chyba z tydzień myślałam o tym, ale, szczerze mówiąc, nie bardzo widziałam, jaki mam wybór. W końcu chciałam zarabiać, dobrze się ubierać, dobrze się bawić. Jak powiedział nasz kierownik: „cnotka niech idzie pracować do biblioteki za tysiąc dwieście na rękę”. Na szczęście cnoty to już nie miałam od trzech lat. Ot, szkolna miłość, on chciał, żebym udowodniła, że go kocham, a potem on udowodnił, że nie kocha mnie, i poszedł gdzie indziej szukać dowodów miłości.

Kiedy zdecydowałam się, że czas zrobić następny krok na drodze do bogactwa, pojawił się Paweł. Pewnie kierownik klubu powiedział mu, że dojrzałam. Paweł był właścicielem agencji towarzyskiej „Diana”. Obiecał mi, że szybko dorobię się dużych pieniędzy i kiedy tylko będę chciała, mogę skończyć.
– Mamy XXI wiek, dziewczyno – powiedział. – I to Europa, nie trzeci świat. Nie bój się, mała.
Owszem, gdzieś z tyłu głowy pojawiło się słówko prostytutka, lecz starałam się mu nie przyglądać. Przez moment pomyślałam o rodzicach…
– Daj spokój – powiedziała Dorota. – Wszyscy się prostytuują. Politycy, biznesmeni. Ile modelek czy gwiazd robi karierę przez łóżko? My jesteśmy uczciwi i nazywamy rzecz po imieniu.
Gdy patrzę wstecz, zastanawiam się, jak można być tak głupim i naiwnym. Głupich nie sieją, sami wyrastają…

No więc zgodziłam się. Tego samego wieczora Paweł zaprosił mnie na kolację do siebie. W pewnej chwili zaczął się do mnie dobierać. Oświadczył, że musi sprawdzić, czy nadaję się do tej pracy. Pomyślałam: „to jak rozmowa kwalifikacyjna”, a następnego dnia dowiedziałam się od jednej z dziewczyn, że dla facetów pracujących w agencji zatrudnione w niej dziewczyny muszą świadczyć usługi za darmo.
– Kiedyś jedna próbowała odmówić – powiedziała Irmina. – Pobili ją tak, że przez następne kilka tygodni nie poznawała się w lustrze.
Zrozumiałam ostrzeżenie.

Wkrótce dostałam pierwsze zlecenie. Potem kolejne. Dotarło do mnie, że ta agencja towarzyska to żaden luksus. Zamawiali nas inżynierowie, robotnicy, którzy akurat dostali premie, młodzi, organizujący wieczorki kawalerskie, yuppies z niezbyt wielkich korporacji. Jedni klienci byli czyści i mili, inni pijani albo agresywni. W ciągu roku parę razy dostałam pięścią, a czasem nieźle się bawiłam. Tyle że nie zarabiałam tyle, ile chciałam. Na razie kasa rozchodziła się na ciuchy i codzienne potrzeby. Minął rok, a ja nadal miałam puste konto.

Pewnego dnia Paweł oznajmił, że przenosi mnie do agencji w Warszawie. Pomyślałam, że tam będzie lepiej, zarobię więcej i zacznę odkładać. Kolejny rok, no góra dwa, i założę własny biznes. Salon kosmetyczny… W Warszawie nie było lepiej. Więcej pieniędzy, za to wyższe koszty. A i klienci jacyś bardziej wymagający. Pewnego dnia zadzwonił do mnie Wojtek, którego poznałam na jakiejś imprezie. Zaprosił mnie do siebie za nocną stawkę. Kiedy było po wszystkim, zapłacił i nagle zaproponował mi, żebym przeszła do jego agencji.
– Zamiast 30 procent od klienta, u mnie dostaniesz połowę – zanęcił. Powiedziałam, że się zastanowię.
– Tylko szybko, bo na takie warunki mam dużo chętnych. Ale jesteś jeszcze młoda i całkiem niezła w te klocki. Będziesz miała lepszych klientów.

Pomyślałam, że to chyba ta okazja, na którą czekałam. Już miałam się zgodzić, gdy nieoczekiwanie usłyszeliśmy łomotanie do drzwi. Po głosach facetów za drzwiami zorientowałam się, że to byli ochroniarze z agencji Pawła. Równocześnie zadzwoniła moja komórka. Paweł.
– Marcela – powiedział (taki przybrałam pseudonim) – wychodź stamtąd. To nie klient, tylko fagas, który wyciąga dziewczyny do innej agencji.
– Daje lepsze warunki – powiedziałam. – Obiecałeś, że mogę odejść w każdej chwili. Właśnie odchodzę.

To, co usłyszałam w słuchawce, nie nadaje się do druku. I wtedy drzwi wyleciały z zawiasów. Jeden z goryli rzucił się na Wojtka z pięściami, a drugi chwycił mnie za rękę i wyciągnął na klatkę schodową. Opierałam się, krzyczałam, więc też dostałam pięścią, tylko w brzuch, aż zabrakło mi tchu. Po powrocie do agencji Paweł zmieszał mnie z błotem i oświadczył, że jak jeszcze raz wywinę taki numer, to potną mi twarz brzytwą i wyląduję na ulicy jako zwykła dziwka.
– A jeśli zechcesz uciec – wysyczał mi w twarz – to zadzwonię do twoich rodziców i powiem, co robisz.

Wszystko było nie tak, jak to sobie początkowo wyobrażałam! Sama zapędziłam się w pułapkę. Postanowiłam wtedy, że zacisnę zęby, będę żyła oszczędnie i za dwa lata z uzbieraną kasą zwieję z tego szamba. Potem o wszystkim zapomnę. Kolorowy balon, który mnie otaczał, pękł. Nie zrealizowałam swoich marzeń, nie zdobyłam fortuny, nie wyszłam bogato za mąż. Za to coraz częściej mówiono o mnie: „ta dziwka”. A pewnego dnia dotarło do mnie, że nigdy nie zapomnę ani jednego dnia przepracowanego w agencji. Musiałabym chyba dostać amnezji. Nie wiedziałam, co mam robić. I wtedy los dał mi drugą szansę.

Pewnego dnia policja zrobiła nalot na naszą firmę. Byłam wtedy w mieście na zakupach. Zatelefonowała do mnie jedna z dziewczyn, że mam szansę dać nogę, bo nikt mnie nie będzie szukał. Paweł, goryle i inni z agencji zostali aresztowani. Fajnie, ale gdzie miałam iść? Stałam na ulicy, z torbami w rękach i patrzyłam wokół siebie. To było obce miasto. Obcy ludzie. Tu byłam sama. Bezradna. Moją jedyną nadzieją był powrót do domu. Czy jednak ojciec zechciałby przyjąć mnie z powrotem?

Kilka dni przesiedziałam w wynajętym pokoju hotelowym. Ponad dwa lata nie zaglądałam do domu. Miało być fajnie i kolorowo, ale kiedy patrzyłam na ten czas, widziałam czarną dziurę, która napełniała mnie strachem i obrzydzeniem. Nie powiem, że nie myślałam o samobójstwie. „Pójdę do apteki – kombinowałam – kupię środki nasenne i…”. . Wtedy przestraszyłam się po raz kolejny. Tym razem, że głupota, która pchnęła mnie do ucieczki, nie minęła. Może jeszcze nie wszystko było stracone? Wiedziałam tylko, że nie wolno mi się poddawać.

Kilkadziesiąt razy sięgałam po telefon i odrzucałam go, jakby parzył mnie w dłonie. Wreszcie zadzwoniłam do domu. Serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi, gdy usłyszałam głos mamy. Dopiero w tamtym momencie wreszcie w pełni do mnie dotarło, że nie tylko skrzywdziłam siebie, ale i tych, którzy mnie kochają. Mama była wystraszona, jednak szczęśliwa. Spytałam ostrożnie, czy ojciec chciałby ze mną porozmawiać. Po chwili usłyszałam jego głos. Powiedziałam, że spróbowałam kolorowego świata i nie jest on tak piękny, jak mi się to wcześniej wydawało.

Następnego dnia w południe spotkałam się z ojcem na Dworcu Centralnym. Kazał mi sobie wszystko opowiedzieć. Nie chciałam kłamać. Stanie się, co ma się stać. Kiedy skończyłam, wziął mnie za rękę, poszliśmy po bilety powrotne.
– Dlaczego mi pomagasz? – spytałam ojca w pociągu. – Zawsze byłeś taki twardy i wymagający.
Ojciec przez dłuższą chwilę milczał. Widziałam, że walczy sam ze sobą. Wreszcie potarł palcami skronie i wydusił z siebie cichym głosem:
– Widzisz, ja też swego czasu popełniłem błąd. Mimo to, kiedy wyszedłem z więzienia, twoja matka zgodziła się wyjść za mnie za mąż. Uwierzyła, że zrozumiałem dotychczasowe błędy, i chcę odmienić swoje życie. Nie zawiodłem jej zaufania.

Od tamtego czasu minęło już wiele lat. Skończyłam studia i mam niezłą pracę. Czasami myślę o tym, co się stało, jak o złym śnie. Na szczęście, kiedy się z niego obudziłam, obok mnie byli najbliżsi, którzy mi pomogli. Ale jednak coś zaprzepaściłam, jakiś wewnętrzny spokój i wrażliwość. Boję się ludzi i im nie ufam. Zastanawiam się w kółko, co będzie, gdy wreszcie spotkam tego, na którym może mi naprawdę zależeć. Co mu powiem? A jeśli będę milczała, to w jaki sposób poradzę sobie ze swoją tajemnicą?

Najciężej w tym wszystkim jest wybaczyć samej sobie. Dziś wiem, że byłam głupia, głupia i jeszcze raz głupia. Zachciało mi się życia na luzie!

To też może cię zainteresować:
„Moja przyjaciółka nie mogła zajść w ciążę ze swoim mężem. Postanowiła więc uwieść mojego...”
„Moja wychowanka zaszła w ciążę na obozie. Teraz jej rodzice chcą mnie pozwać o alimenty”
„W szkole kłamię, że jestem bogata, ale moim rodzicom szkoda 15 złotych na bluzkę. Szukam sponsora, by zrealizować swoje marzenia”