Miał być zachód słońca nad Adriatykiem. Szarfy, wianki, konfetti i toast wzniesiony bajecznym kolorowym drineczkiem przy akompaniamencie morskich organów w Zadarze. A przynajmniej tak możemy założyć, biorąc pod uwagę, jak z reguły wyglądają wieczory panieńskie. Ten jednak zakończył się inaczej i myślę, że nawet najbardziej doświadczone wedding plannerki nie wymyśliłyby takiego scenariusza. Zamiast słońca burza na lotnisku. Zamiast wianków kwieciste słowa. Drineczki co prawda były, ale myślę, że zakończyły się sowitym kacem moralnym przepełnionym wstydem, bo o zachowaniu bohaterek tego panieńskiego mówi cała Polska.
WIDEO…
W ostatnich dniach w mediach i na portalach społecznościowych głośno jest o 5 kobietach, które wywołały awanturę na pokładzie samolotu lecącego z Wrocławia do chorwackiego Zadaru. Filmik, na którym słyszymy ich awanturę, stał się już viralem. W pewnym momencie z ust wyprowadzanej z pokładu przez Straż Graniczną przyszłej panny młodej padają słowa: „Zepsułaś mi panieński” (w nieco bardziej wulgarnej wersji) rzucone w kierunku innej krzyczącej kobiety. I właśnie ten tekst skłonił mnie do refleksji nie tyle nad dantejskimi scenami z wnętrza samolotu, które komentarza nie wymagają, ile nad samą ideą wieczoru panieńskiego, który w wielu przypadkach przestaje przypominać wieczór zorganizowany z myślą o przyszłej pannie młodej.
Zebrałyśmy się tu, ażeby…
Scenariusz z reguły jest ten sam. Ma przypominać komedię romantyczną, w której główna bohaterka nosi dumnie szarfę z napisem „Bride To Be” i jest otoczona wianuszkiem najserdeczniejszych przyjaciółek puszczających wokół niej bańki mydlane. Pierwsza z nich z reguły pęka jednak już na etapie organizacji, gdy zestresowana świadkowa pisze do kobiet, które panna młoda chce zaprosić na tę niezwykłą uroczystość. Problem polega na tym, że często lista tych osób wykracza daleko poza kobiety, które faktycznie chcą dobrze dla bohaterki wieczoru.
Sama mam w CV dwa panieńskie organizowane dla moich przyjaciółek i jedno własne przyjęcie. Nie ukrywam, że moje potraktowałam trochę po macoszemu, ponieważ własne wesele organizowałam w okresie pandemicznym i nie wiedziałam, co ostatecznie wyjdzie z imprezy przed ślubem. I to była chyba najlepsza decyzja w moim życiu. Co prawda dziś z jednej strony trochę żałuję, że nie było z nami koleżanek, z którymi aktualnie mam lepsze relacje, ale z drugiej strony bardzo się cieszę, że bawiłyśmy się w kameralnym gronie kobiet, które były tam dla mnie i wiedziały dokładnie, jak ma wyglądać każdy szczegół imprezy.
Gdy jednak organizowałam wieczór panieński dla jednej z moich przyjaciółek, co chwilę łapałam się za głowę. Dalekie kuzynki, koleżanki z pracy i ze studiów – tego trzeba zaprosić, bo on mnie zaprosił, tego, bo wypada, innego, bo przyszły pan młody ma taką koleżankę… I to pierwszy podstawowy problem tego typu imprez. Bo każda z tych osób ma bardzo dużo do powiedzenia w związku z tym, jak chce (tak, ona), aby ten wieczór wyglądał. I często kończy się tak, że nie mamy imprezy dla przyszłej panny młodej, którą ona będzie mogła wspominać do końca życia, tylko festiwal upokorzeń, przaśnych elementów, niepowiązanych ze sobą pomysłów i żenujących sytuacji, które prowadzą ni mniej, ni więcej do wykrzyczanych przez bohaterkę viralowego filmiku słów:„Zepsułaś mi panieński”.
Gdzie kucharek sześć, tam robi się niestrawnie
Im więcej uczestniczek tak zacnego wydarzenia, tym trudniej znaleźć wspólny język, choć wydawać się może, że cel jest ten sam – uszczęśliwienie przyjaciółki, która lada moment wychodzi za mąż. Tylko każda kobieta ma inną wizję tego szczęścia – szczególnie że różne też mogą być więzi, jakie łączą ją z przyszłą panną młodą.
Zupełnie inny pomysł na wieczór panieński będzie miała jej mama, inny siostra, a jeszcze inny przyjaciółka czy daleka kuzynka lub znajoma z pracy. Ale po to właśnie jest wodzirej w postaci świadkowej czy też głównej druhny, który ma za zadanie zebrać wszystkie pomysły w zgrabny scenariusz, decydując, co tak naprawdę uszczęśliwi pannę młodą. I ważne, aby inne uczestniczki jej na to pozwoliły, nie wywołując presji.
Bo wieczór panieński to nie musi być od razu wyjazd za kilka tysięcy tylko po to, aby wszystkie koleżanki były z niego zadowolone. To może być ognisko zorganizowane na polu namiotowym, jeżeli właśnie to uszczęśliwi pannę młodą. Idealny panieński to nie przaśne gadżety i tańce gorącego strażaka, który rozgrzeje do czerwoności każdą daleką kuzynkę panny młodej, tylko np. karaoke i planszówki, jeśli to właśnie tak najchętniej spędza czas nasza przyjaciółka. Wreszcie to nie wyścig, która z nas zna pannę młodą lepiej i jest jej bliższą koleżanką, tylko wieczór tej konkretnej dziewczyny, która chciała nas zaprosić na imprezę, bo wszystkie najwidoczniej jesteśmy dla niej ważne.
I tu przechodzimy do jednej z najistotniejszych rzeczy, o których nie można zapomnieć podczas tego typu wydarzenia – czas wyłączyć własne ego. Są kobiety, które uwielbiają grać pierwsze skrzypce w towarzystwie i mogą stać się gwiazdą nawet podświadomie. Ale jeżeli zaczną się hamować, robiąc wszystko, aby nie przyćmić panny młodej, wszystko będzie ok. Gorzej, jak zaczną stawiać siebie na pierwszym miejscu, sprawiając, że panna młoda będzie zaledwie tłem na swojej imprezie.
„To moje przyjęcie, więc będę płakać, jeśli zachcę”
Lesley Gore śpiewała dawno temu:
„It's my party, and I'll cry if I want to
Cry if I want to, cry if I want to
You would cry too if it happened to you”.
W wolnym tłumaczeniu oznacza to nic innego, jak będę płakać, bo to moje przyjęcie i też byś płakała, gdyby przydarzyło ci się coś takiego. W przypadku wieczorów panieńskich to częste – od etapu przygotowań, aż po dzień po, gdy panna młoda czuje sromotne rozczarowanie zorganizowanym przez „przyjaciółki” spędem.
Czasem wydarzy się coś nieoczekiwanego jak w przypadku bohaterek owianego złą sławą filmiku. Czasami jednak wszystko idzie zgodnie z planem, ale mina przyszłej panny młodej tężeje z godziny na godzinę. Bo wszystko, co sobie wymarzyła, łącznie z bańkami mydlanymi, może pójść nie tak za sprawą osób, które zaprosiła na ten wieczór. I na drugi dzień pojawiają się łzy wymieszane z żalem do świadkowej (która swoją drogą może być Bogu ducha winna), koleżanek, ostatecznie do siebie. A do tego w głowie nieprzyjemne wspomnienia, o których chce zapomnieć, zamiast tych pięknych, które chciałaby zostawić do końca życia.
Absolutnie nie tłumaczę zachowania kobiet, które zostały wyprowadzone z samolotu na wrocławskim lotnisku. Tego po prostu nie da się wytłumaczyć i bardzo dobrze, że obsługa samolotu oraz Straż Graniczna zareagowały tak odpowiedzialnie. Uważam jednak, że sama inicjatywa, jaką jest wieczór panieński, stała się dziś już po prostu przaśna i często nie ma nic wspólnego z tym, czego tak naprawdę potrzebuje i chciałaby przyszła panna młoda. I przynosi jej jedynie rozczarowanie wraz z głośno brzmiącymi w głowie słowami „Zepsułyście mi panieński”.
Czytaj także:
- Z miłości, dla babci, dla pieniędzy? Psycholożka każe zadać sobie te pytania przed ślubem. Odpowiesz na wszystkie?
- Zamiast dzieci wybieram wakacje. Pokolenie bezdzietnych turystów to dziś ratunek dla branży turystycznej
- Obejrzałam z mężem „Zaproszenie”. Ten film powiedział nam dużo o tym, czego każde z nas boi się w związku



























