Wakacje 3 razy do roku, dalekie podróże, 30 tysięcy kroków dziennie i ekstremalne przeżycia… Długie, romantyczne spacery nad brzegiem morza, zdobywanie szczytów, imprezy na plaży do białego rana. To tylko niektóre z elementów charakterystycznych osób, dla których aktualnym priorytetem w życiu nie jest branie kredytów czy wychowywanie dzieci, a podróżowanie po najdalszych zakątkach świata. Nazwiesz ich lekkoduchami? To powiem ci, że właśnie ci ludzie przychodzą na ratunek branży turystycznej i zmieniają nasze podejście do życia.
WIDEO…
Dziś Mediolan, jutro Tokio – bezdzietni turyści to całkiem nowe pokolenie
Czas zerwać z tym, że słowo „bezdzietny” kojarzy się pejoratywnie. Utarło się, że używamy go prześmiewczo, np. mówiąc „bezdzietna lambadziara”. Ale bezdzietny to dziś coś znacznie więcej – to określenie człowieka, który świadomie decyduje się nie mieć dzieci lub odkłada tę decyzję na później. Na moment, kiedy wstanie z łóżka i stwierdzi: „ok, zobaczyłem świat, który chciałem zobaczyć, mogę skupić się na rodzicielstwie”. Bo właśnie tacy są bezdzietni turyści – chcą podróżować, odkrywać nowe miejsca, poznawać nowe kultury i być może kiedyś opowiedzieć swojemu dziecku o tym, jak bardzo podróże poszerzyły ich horyzonty.
Nie da się ich włożyć w ramy millenialsów czy pokolenia Z. Bezdzietnej turystyki doświadczają bowiem ludzie z różnych pokoleń, którzy charakteryzują się podobnymi priorytetami – chcą zwiedzać świat, korzystać z życia i na razie nie chcą mieć dzieci lub całkowicie z nich rezygnują. Rodzicielstwo nie jest dla nich priorytetem, a o wiele istotniejsze okazuje się zobaczenie najdzikszego kanionu w najdalszym zakątku świata.
Od Mediolanu, przez Londyn czy Marakesz, aż po Nowy Jork lub Kioto. Im dalej, tym lepiej. W branży turystycznej określa się ich mianem DINK (Dual Income, No Kids, czyli osoby żyjące w parach i posiadające dwa źródła dochodu, za to nieposiadające dzieci). Do tej grupy statystycznie zaliczają się głównie osoby z pokolenia millenialsów lub Z, mieszkańcy dużych miast i osoby stawiające jakościowe doświadczenia w swoim życiu wyżej niż tradycyjny model rodziny.
Bezdzietni turyści podróżują inaczej
Warto jednak dodać, że jest to pokolenie, które podróżuje zupełnie inaczej niż ich rodzice, dziadkowie czy nawet ich rówieśnicy, którzy posiadają potomstwo. Dzieje się tak z kilku powodów.
Przede wszystkim bezdzietni turyści dysponują znacznie wyższym budżetem na podróże. Odchodzi im bowiem koszt utrzymania dziecka, a także dodatkowej osoby do uwzględnienia w wakacyjnych wydatkach. Tym samym mogą też pozwolić sobie na więcej – częstsze podróże, wyższy standard noclegów, więcej atrakcji, bardziej wytworne restauracje itp.
Warto też dodać, że bezdzietne pary, które inwestują znaczną część swojego budżetu w podróże, mają zupełnie inne priorytety, na które zwracają uwagę podczas podejmowanie decyzji urlopowych. Często decydują się na dalsze destynacje, luksusowe hotele, prowadzą tzw. turystykę kulturową, chcą poznać jak najwięcej ciekawostek, zwiedzić jak najwięcej zabytków i muzeów czy popróbować lokalnych smaków i porozmawiać z ludźmi z otoczenia. Podczas gdy ich rówieśnicy z dziećmi zdecydowanie częściej wybierają opcje wygodniejsze dla siebie – np. All Inclusive, animacje, baseny itp.
Przeżycia to coś ważniejszego niż pieniądze
Głównym celem, jaki przyświeca bezdzietnym turystom, są przeżycia. To właśnie na nie są w stanie wydać najwięcej pieniędzy. Nie bez powodu w mediach społecznościowych możemy spotkać różne zabawne filmiki o tym, że „najpierw kupujemy bilety, a potem myślimy, skąd weźmiemy pieniądze na kolejną podróż”. Brzmi znajomo? Oczywiście są one montowane i upublicznianie z przymrużeniem oka, bo nie chodzi o to, żeby wydawać każdą zarobioną złotówkę na podróże. Ale to, co inni przeznaczają na dzieci, bezdzietni turyści wykorzystują właśnie na wyjazdy i przyjemności z nimi związane.
Przeżycia, czyli coś, co potem będziemy wspominać. Spektakl na Broadwayu, piknik pod Wieżą Eiffla, kolorowy drink nad brzegiem oceanu. A może skok ze spadochronem nad egzotyczną wyspą lub zimowy weekend w górskiej chacie pośrodku Alp? Bezdzietnych turystów nic nie ogranicza – wyłącznie własna wyobraźnia. A wspomnienia zostaną z nimi na zawsze.
Bezdzietni turyści ratują branżę turystyczną
Gdyby turystyka opierała się wyłącznie na rodzinach z dziećmi, sezon trwałby zaledwie 2 miesiące – w okresie wakacyjnym. Jeszcze do niedawna właśnie tak było, stąd też mowa o sezonie turystycznym w lipcu i w sierpniu. W rzeczywistości jednak w dzisiejszych czasach sytuacja ma się zupełnie inaczej, a w popularnych destynacjach sezon trwa przez cały rok.
Bezdzietni turyści nie przykładają większej wagi do tego, w jakim miesiącu wyjeżdżają. A jeśli nawet, to tylko po to, aby właśnie uniknąć sezonów letnich, gdy w wielu miejscach jest za gorąco i jest w nich pełno ludzi. O wiele bardziej wolą np. zobaczyć nietypowe włoskie Alberobello w zimie, gdy można zrobić sobie zdjęcie przy jednym z malowniczych domków trulli bez innych turystów w tle. W sezonie jest to prawie niemożliwe. A tego typu miejsc i atrakcji jest o wiele więcej.
Osoby, które mogą pozwolić sobie na wyjazdy poza sezonem, nie są też skazane na wysokie temperatury, które w lecie są charakterystyczne dla wielu wakacyjnych destynacji. Niezależnie od tego, czy wybieramy południe Europy, kraje afrykańskie czy modną w ostatnich latach Tajlandię, okres od późnej jesieni do wczesnej wiosny wydaje się być bardziej atrakcyjny do zwiedzania niż tropiki, jakie panują w „sezonie”.
I właśnie dzięki takiemu podejściu tych osób branża turystyczna zarabia nie tylko w czerwcu, lipcu czy sierpniu, ale tak naprawdę przez cały rok. A to z kolei sprawia, że hotele i linie lotnicze mają stabilne zarobki.
Brak dzieci to wartość dodana?
Bezdzietni turyści to wyjątkowo atrakcyjna grupa. Wydają dużo pieniędzy, wracają do niektórych miejsc regularnie (nawet jeśli tylko na krótki city break) oraz korzystają z usług premium (patrz punkt o jakości doświadczeń). Dodatkowo dochodzi rosnący na całym świecie niż demograficzny. Dlatego branża turystyczna rozszerza swoje oferty o wiele elementów skierowanych do doroslych bez dzieci.
Zamiast placów zabaw więcej atrakcji dla bezdzietnych turystów. Na rynku dostępnych jest coraz więcej hoteli oznaczonych jako „adults only”, czyli tylko dla dorosłych. W ośrodkach turystycznych znajdziemy też sporo atrakcji typu wellness, wycieczki kulinarne, degustacje win czy zapoznawanie się z lokalnymi produktami, czyli opcji, których z reguły nie wybierały rodziny z dziećmi.
Wypełniają lukę wynikającą ze spadku dzietności
Nie chodzi o krytykowanie lub ukazywanie w specjalnym świetle jakiegokolwiek stylu życia. Klasyczny model rodziny z dziećmi jest super, jeśli taka jest wola dwójki ludzi. Jeżeli jednak dwie osoby decydują, że ich aktualnym priorytetem jest podróżowanie i poznawanie świata, to też jest ok. Nie ma bowiem jednego właściwego stylu życia. Każdy może wybrać to, co jest dla niego najodpowiedniejsze, i właśnie to jest piękne.
A okazuje się, że również dla gospodarki każda z tych opcji może mieć znaczne plusy. Warto zatem zaserwować sobie prawdziwe „dolce vita”, czyli żyć swoim najlepszym życiem – czy to w roli mamy lub taty, czy bezdzietnego podróżnika latającego z jednego krańca świata na drugi.
Czytaj także:
- Odpoczynek, aktywne wakacje czy testowanie lokalnych smaków? Emilia-Romania zapewni ci włoskie dolce vita
- Niebieskie strefy to kolebka longevity. Co sprawia, że właśnie tu ludzie żyją najdłużej?
- Przewodnik Michelin to nie tylko gwiazdki. W polecanych miejscach w Polsce zje dziś i klasa średnia



























