Jak wychowywać dzieci w epoce cyfrowej bez rodzicielskiego lęku?
W obecnych czasach rodzice mają wiele powodów do lęku i obaw. Ja nie chcę by mnie one obezwładniały, dlatego staram się przejmować kontrolę nad tymi obawami. Chcę znać aktualne zagrożenia i być na bieżąco, umieć zadbać o swoją rodzinę. Jak to robię? Te parę wskazówek przyda się na początek. Moje dzieci grają w sieci tylko ze znajomymi, których znają offline, jako mama ustawiam blokady komunikatorów na platformach, których używa dziecko i korzystam też z narzędzi pozwalających na nadzór nad urządzeniami, które mają moje dzieci, na przykład z Google Family Link. Rozmawiam, uświadamiam i robię to, by chronić. Moje doświadczenia pokazują też, że są wokół ludzie, którzy mogą nas wesprzeć w temacie ochrony dzieci w sieci - pedagodzy, inni rodzice. W epoce cyfrowego rodzicielstwa, nasza osobista sieć społeczna jest bardzo ważna. Co jeszcze robić, aby się nie bać? Wiedzieć jak działa system reagowania - znać nazwisko pedagoga, procedurę zgłaszania, telefon dla dorosłych w sprawie bezpieczeństwa dzieci (800 100 100) by znaleźć pomoc. I ostatnie, najważniejsze, by wobec dziecka, które zgłosi się o pomoc, powinniśmy zachować spokój, wykazać zrozumienie i uważność na problem.
WIDEO…
Kiedy w codziennym życiu mamy czwórki dzieci najtrudniej jest utrzymać równowagę między byciem online a offline?
Uważam, że równowaga w życiu każdej mamy, to wcale nie “po równo”. My, mamy - dużo spraw załatwiamy “w telefonie” - zakupy, obiady, szkołę, wizyty lekarskie - robimy to przy okazji, w wolnych chwilach, nierzadko drugą ręką huśtając dziecko na placu zabaw. Stąd często obraz mam, które wiecznie “siedzą w telefonie”, a tak naprawdę to w większości macierzyńskie aktywności. Zachęcam, aby się temu przyjrzeć, policzyć, ile czasu zajmuje nam ta rodzinna logistyka. Może warto to rozdzielić i być tu i teraz, zadbać o to, aby nie zaglądać do telefonu często, nie scrollować social mediów i mieć świadomość, że higiena cyfrowa jest także ważna w przypadku rodziców. Jeśli jesteś z dzieckiem na placu zabaw - huśtaj go z podniesioną głową i wolnymi rękami, bądź z nim. Kiedy załatwiasz inne sprawy - zrób sobie listę na kartce, usiądź przy biurku lub nawet na telefonie i załatw to w 30 minut. Zrobisz to zapewne szybciej i spokojniej, a tego spokoju, my mamy potrzebujemy najbardziej.
Mówiąc o cyfrowym dobrostanie i dbaniu o własne zasoby przyznajesz, że czasami dajesz dziecku telefon z ulubioną bajką, aby zyskać czas dla siebie. Jak uważasz, dlaczego rodzice, a w szczególności mamy nie dają sobie prawa do przyznania się, że potrzebują czasu dla siebie i czują się z tego powodu winne?
Bo rodzice wiedzą, że “dawanie bajki” to trochę poddanie się. Chcieliby tego nie robić, ale często brakuje im wsparcia. Ważne jest, aby wiedzieć, że moment kryzysu na pewno nastąpi i by być na niego gotowym. Wiedzieć, że ekran nie powinien być wtedy pierwszym wyborem. To tworzy niezdrowy nawyk: trudność - sięgam po ekran (dla siebie lub dziecka). Warto więc przerwać to przyzwyczajenie i sięgnąć po inne, zdrowsze rozwiązania. Zaprosić dziecko do wspólnego odpoczynku na kanapie z książką, przygotować koszyczek z dawno niewidzianymi zabawkami, ułożyć puzzle, Jeśli to nie poskutkuje, dopiero wtedy sięgnąć po ekran, ten większy, a na nim mieć dedykowaną dziecku aplikację, z treściami odpowiednimi do wieku np. YouTube Kids. Pamiętajmy też, że powinniśmy powiedzieć dziecku, kiedy czas ekranowy się skończy. Wtedy mamy chwilę, aby naładować baterie i dojść do siebie. Pożegnajmy z dzieckiem ekran i przejdźmy do kolejnych aktywności dnia.
Na swoich platformach dzielisz się wieloma wskazówkami o budowaniu zdrowej relacji dzieci z technologią. Podziel się 3 złotymi zasadami, które przekazałabyś swojej najbliższej przyjaciółce?
Pierwsza zasada - Ty decydujesz. Jeśli Twoje dziecko chce zainstalować nową aplikację - wysłuchaj prośby, przeczytaj rekomendacje, uzupełnij wiedzę i zdecyduj wedle Waszych potrzeb. Druga zasada - pozwól na odpowiednie dla Waszej rodziny tempo wdrażania technologii. Jednocześnie nie odwlekaj tego tematu w nieskończoność, bo będzie dużo do nadrabiania. Edukuj się też jako rodzic, jest wiele bezpłatnych materiałów o zaleceniach i zagrożeniach w sieci, na przykład Domowe zasady ekranowe (https://domowezasadyekranowe.fdds.pl/) od Fundacji Dajemy Dzieciom Siłe czy materiały dla rodziców przygotowywane przez Fundację Dbam o mój zasięg czy Instytut Cyfrowego Obywatelstwa. Ostatnia zasada - może nie tak oczywista - nie kłócić się o ekrany. Wszyscy kojarzymy “kłótnie” o kolejne 5 minut, o nową grę, o to że trzeba kończyć… Ilekroć dochodzi do jakiegoś konfliktu w tym temacie to dla mnie sygnał, by zadać sobie kilka pytań. Może nie wyjaśniłam mojemu dziecku wystarczająco jasno, kiedy mija czas na ekran, może nie uwzględniłam potrzeb dziecka, może dziecko czegoś nie zrozumiało. A może to ja byłam po prostu zmęczona i zabrakło cierpliwości w tej sytuacji?
Wspólne konsumowanie treści, np. oglądanie YouTube’a na dużym ekranie w salonie daje możliwość by pytać i ciekawić się zainteresowaniami pociech. Jednak wielu rodziców szybko odczuwa chęć zamknięcia tematu i wprowadzenia zakazu na korzystanie z Internetu. Jak okiełznać to automatyczne zachowanie? Jak pozostać ciekawym rodzicem i wejść w dialog z dzieckiem odnośne jego zainteresowań związanych ze światem online?
Przede wszystkim powinniśmy uczestniczyć w świecie online razem z dzieckiem. Wspólnie oglądać bajkę, razem zagrać w grę. To tworzy nić porozumienia na “ekranowe” tematy. To też pozwala lepiej poznawać dziecko, daje punkt wyjścia, by szukać podobnych aktywności poza ekranem. Uważny rodzic zauważy też, że frustracja i wybuchy złości u dziecka to znak, że gra nie jest dla niego odpowiednia. To podejście wymaga rodzicielskiej energii i wiedzy, ale jest bardzo ważne, by rodzic był obecny w sieci razem z dzieckiem. Jeśli dziecko korzysta z Internetu samo, bez rodzica, bez jakichkolwiek limitów czy zabezpieczeń wpada w wir ogromu wyboru, nowych gier, serwisów proponowanych przez rówieśników. Dlatego zalecam wdrażać dostępność Internetu małymi krokami i robić to zawsze wspólnie. Dzieci mają prawo do korzystania z dobrodziejstw Internetu, ale my jako rodzice musimy dbać o ich bezpieczeństwo i uczyć dostrzegać zagrożenia.
Od 1 września 2026 r. dzieci nie będą mogły używać smartfonów na terenie szkoły, w tym podczas przerw oraz w trakcie zajęć organizowanych poza placówką. Jak oceniasz tę decyzję?
Na pewno taki zakaz pozwoli na spokojniejsze prowadzenie lekcji, będzie spokojniej na przerwach, bez obaw o to, że ktoś nagra nasze dziecko w szatni. Martwię się tylko, że na tym zakończą się działania szkół w tym zakresie. Bo jeśli chodzi o czas dzieci przed ekranem ten szkolny stanowi ok. 13%. Zastanawiam się, czy szkoły nadal będą podejmować działania - profilaktyczne, angażujące rodziców i dzieci, aby sprawić, że zakaz będzie łatwy do zrozumienia i zrealizowania? Oczywiście trzymam kciuki za nowe zasady, bo wiem, że w placówkach, w których dyrekcja traktuje dzieci i rodziców podmiotowo, szkoli się, to da sobie radę i oby to były placówki naszych dzieci.
W kontekście szkoły, nie sposób nie zapytać, jak oceniasz fakt korzystania ze sztucznej inteligencji (AI) przez dzieci do w procesie uczenia się? Czy używacie AI w domu do nauki?
Przyznam, że wolę jak dziecko jednak sięga po podręczniki i czytanie. Mózg dziecka, które czyta, robi notatki czy rysunki kształtuje się zupełnie inaczej. Ja jestem w grupie, która przygląda się rozwojowi AI, szczególnie gdy dotyczy to edukacji. Na razie te narzędzia są dostępne ogólnie od 13 lub 16 r. ż, podobnie jak platformy społecznościowe, więc to starsze dzieci mogą poznawać możliwości, które dają. Kontrole rodzicielskie zostały w tych narzędziach wprowadzone niedawno, więc rodzic może zdecydować o udostępnieniu dziecku tych rozwiązań. Ja jeszcze nie jestem na to gotowa, bo sama tych narzędzi jeszcze się uczę.
Jakie konkretne zasady obowiązują w Waszym domu w kwestii korzystania z technologii?
Och, dużo tego. Każda rodzina może stworzyć swój zbiór zasad i bardzo polecam do tego “Domowe zasady ekranowe” przygotowane przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, bo tam znajdziecie te najważniejsze. W naszym domu to przede wszystkim: posiłki bez ekranów, korzystanie z Internetu na dużym ekranie, zamiast na telefonie, trzymanie telefonów poza sypialnią, trzymanie się zasad granicy wieku w aplikacjach, pamiętanie, że nuda to nie powód do sięgania po ekran. Oprócz tego - zasada, że człowiek jest ważniejszy, jeśli mamy gości, nie korzystamy z telefonów, przychodzimy, witamy się, zamieniamy kilka słów. Na koniec - bardzo ważna zasada - pamiętamy, że obcy w internecie to obcy - jeśli gramy, to jedynie ze znajomymi, których znamy na żywo.
Wielu rodziców publikuje zdjęcia dzieci – z domu, placu zabaw czy szkoły. Jak uważasz, gdzie przebiega granica między naturalną potrzebą szukania rodzicielskiego wsparcia a naruszeniem prywatności dziecka?
Zachwyty nad naszymi pociechami - ładna sesja, świadectwo z czerwonym paskiem, często sprawiają, że chcemy pokazać je innym. I wtedy wpadamy w pułapkę zastawioną przez platformy społecznościowe, każde polubienie czy komentarz dają nam dopaminową przyjemność. Dojrzałość cyfrowa wymaga jednak, by z tej przyjemności zrezygnować. Jesteś wystarczająco dobrym rodzicem, nie potrzebujesz społecznego uznania. Udostępniaj na prywatnych, rodzinnych kanałach, przeglądaj co udostępniłeś, kasuj gdy zmienisz zdanie, pytaj dziecka czy możesz zrobić zdjęcie. Każde takie zdjęcie to okruszki informacji o nim, które wnikliwy obserwator może zebrać i wykorzystać (np. znając imię mamy i babci, placówkę dziecka, jego imię i zamiłowania to prosta droga do realnego zagrożenia np. na placu zabaw). Hejt i doxxing, czyli celowe i złośliwe ujawnianie w Internecie prywatnych informacji o danej osobie bez jej zgody to przemoc jakiej z tego powodu mogą doświadczyć nasze dzieci w przyszłości - w podstawówce, liceum czy przy szukaniu nowej pracy. To dlatego o kwestii udostępniania wizerunku naszych dzieci w sieci trzeba myśleć już teraz.



























