Potrzeba komunikowania otoczeniu swojego statusu oraz przynależności grupowej towarzyszy nam od zawsze. Przez wieki służyły temu droga biżuteria, szyte na miarę stroje czy luksusowe auta. Jednak samo jedzenie również od zarania dziejów pełniło funkcję potężnego symbolu społecznego.
WIDEO…
- Symbolika jedzenia i wyborów żywieniowych nie jest czymś przypisanym wyłącznie współczesnym czasom. W historii uczty były symbolem wysokiej pozycji społecznej, a dostęp do niektórych produktów, np. kawy, herbaty czy cukru, był zarezerwowany dla najbogatszych. Sam mechanizm psychologiczny pozostaje więc taki sam - tłumaczy psychodietetyczka.
Dlaczego akurat teraz ten mechanizm tak silnie przybrał na sile? Wszystko sprowadza się do dwóch podstawowych potrzeb człowieka: budowania tożsamości oraz przynależności.
Jak zauważa Patrycja Kuś to dla nas naturalne, że chcemy być częścią jakiejś grupy i sygnalizować, z jakimi wartościami czy stylem życia się utożsamiamy. Są to naturalne mechanizmy społeczne, które pomagają nam odnaleźć swoje miejsce wśród innych. Jednak zmieniła się skala tego zjawiska.
Dziś żyjemy w realiach niespotykanej dotąd dostępności produktów. Sklepy i restauracje prześcigają się w kreowaniu mikrotrendów - doskonałym przykładem są coroczne, viralowe jagodzianki czy modne acai bowls. Gdy podstawowa potrzeba fizjologiczna, czyli zaspokojenie głodu, jest łatwo dostępna dla większości, do głosu dochodzą wyższe piętra piramidy Maslowa - w tym potrzeba uznania i autoprezentacji.
- Media społecznościowe sprawiają, że nasze wybory są nie tylko widoczne, ale również oceniane i nagradzane w postaci polubień czy komentarzy. To dodatkowo wzmacnia tendencję do traktowania jedzenia jako elementu własnego wizerunku. Jedzenie staje się więc nie tylko sposobem zaspokojenia głodu, ale również narzędziem wyrażania siebie, komunikowania się z innymi, przeżywania emocji czy pokazywania wartości, którymi się kierujemy - dodaje ekspertka.
Mechanizm moralizacji i efekt halo: gdy owsianka karmi nasze ego
Najbardziej niebezpiecznym aspektem tego trendu jest przejście od zwykłej estetyki do ukrytej oceny wartości drugiego człowieka. Zjedzenie miski owsianki z superfoods bywa podświadomie traktowane jako dowód moralnej wyższości nad kimś, kto w pośpiechu sięga po tradycyjną drożdżówkę.
Patrycja Kuś przestrzega jednak przed zbyt pochopnym uogólnianiem, jednocześnie precyzyjnie diagnozując pułapki naszego umysłu:
- Warto podkreślić, że nie każda osoba, która wybiera owsiankę zamiast drożdżówki, odczuwa moralną wyższość. Natomiast rzeczywiście obserwujemy zjawisko, które w psychologii określa się jako moralizację jedzenia. Zdrowe jedzenie zaczyna być utożsamiane z odpowiedzialnością, silną wolą, samodyscypliną, natomiast mniej odżywcze wybory - z lenistwem, brakiem kontroli, czymś gorszym.
Z moralizacją nieodłącznie wiąże się tzw. efekt halo (efekt tonacji) - automatyczny skrót poznawczy, w którym na podstawie jednej obserwacji przypisujemy człowiekowi cały pakiet cech charakteru.
- Polega on na tym, że na podstawie jednej pozytywnej cechy, np. zdrowego sposobu odżywiania, automatycznie przypisujemy komuś inne pozytywne cechy, takie jak odpowiedzialność czy bycie godnym zaufania. Jeśli zdrowe odżywianie jest istotnym elementem własnej tożsamości, to pozytywna ocena własnych wyborów może wzmacniać także pozytywny obraz samego siebie - wyjaśnia psychodietetyczka.
Jest to jednak schemat skrajnie uproszczony i często krzywdzący. Ekspertka zwraca uwagę, że nasze codzienne decyzje żywieniowe zależą od wielu zmiennych: sytuacji finansowej, czasu, dostępu do produktów czy aktualnej kondycji psychicznej. - Możemy uznać, że dany wybór żywieniowy jest bardziej lub mniej odżywczy, ale nie oznacza to, że mówi on cokolwiek o wartości człowieka. Nasz mózg lubi uproszczenia i łatwo możemy ulec skrótom myślowym, które są po prostu błędne.
Mroczna strona „czystej diety”: od perfekcjonizmu do ortoreksji
Ciągła potrzeba utwierdzania się w przekonaniu, że je się „idealnie”, z czasem obraca się przeciwko nam samym. Gdy dbanie o zdrowie przestaje być elastycznym nawykiem, a staje się warunkiem poczucia własnej wartości, pojawiają się lęk, poczucie winy i rygor.
Jak rozpoznać moment, w którym modny styl życia przeobraża się w relacyjną i psychiczną pułapkę?
- Kluczowym słowem jest elastyczność - podkreśla Patrycja Kuś. - Zdrowa relacja z jedzeniem nie polega na tym, że zawsze wybieramy produkty uznawane za zdrowe, ale na tym, że potrafimy dostosować swoje wybory do różnych sytuacji życiowych bez nadmiernego lęku czy poczucia winy. Jeśli zauważamy, że każde odstępstwo od przyjętych zasad wywołuje silne emocje i wpływa na codzienne funkcjonowanie, to może być sygnał, że warto przyjrzeć się swojej relacji z jedzeniem.
W codziennej pracy gabinetowej psychodietetyczka często zachęca do zatrzymania się i przewartościowania swoich motywacji:
- W swojej praktyce często pytam pacjentów, czym jest dla nich zdrowie i zdrowe nawyki. Definicje bywają różne. Często dopiero taka refleksja pokazuje, czy nasze zasady żywieniowe rzeczywiście nam służą. Jeśli ich przestrzeganie odbywa się kosztem relacji, dobrostanu psychicznego, a niekiedy także zdrowia fizycznego, warto zastanowić się, czy jest to właściwa droga.
- W mediach społecznościowych łatwo odnieść wrażenie, że istnieje jeden właściwy sposób jedzenia, co może nasilać presję, aby odżywiać się perfekcyjnie. W skrajnej postaci taka nadmierna koncentracja na jakości i ,,czystości'' jedzenia bywa określana jako ortoreksja – podsumowuje ekspertka.
Najważniejsze jest zdrowe spojrzenie
Warto pamiętać, że miska z owocami goji czy modna matcha latte nie sprawiają, że stajemy się mądrzejsi, bardziej wartościowi czy moralnie czystsi od kogoś, kto wybiera zwykłą kajzerkę. Jedzenie może być elementem dbania o zdrowie i źródłem przyjemności, ale w momencie, gdy zaczyna służyć jako oręż do budowania wyższości nad innymi, przestaje mieć cokolwiek wspólnego ze zdrowiem - zarówno fizycznym, jak i psychicznym.
O ekspertce:
Patrycja Kuś - psycholog i psychodietetyk. Od ponad sześciu lat pracuje z osobami dorosłymi, głównie kobietami wspierając je w budowaniu zdrowej relacji z jedzeniem, wzmacnianiu samooceny oraz rozwijaniu akceptacji własnego ciała. Przy pomocy różnych technik psychologicznych pomaga wyjść z błędnego koła diet, napadów objadania się, poczucia winy oraz nadmiernej kontroli jedzenia.
Czytaj także:
- Viralowe jedzenie: tak algorytmy niszą lokalne tradycje kulinarne
- Przewodnik Michelin to nie tylko gwiazdki. W polecanych miejscach w Polsce zje dziś i klasa średnia
- Jak poradzić sobie z przebodźcowaniem. Postaw na poranne rytuały



























