Jeszcze 20 lat temu definicją luksusu były wyjazdy all inclusive. Spędzanie czasu na leżaku, pływanie w basenie i robienie zakupów na afrykańskim souku. Dziś kobiety nie chcą już tak spędzać urlopów. O ile wyjazd całą rodziną w wersji all inclusive może być opłacalny, o tyle teraz patrzymy zupełnie na coś innego niż pieniądze. Chcemy stawiać na ciekawszą formę spędzania czasu wolnego i potrzebujemy duchowych przeżyć bez partnera i dzieci. Kobiece wyjazdy duchowe cieszą się coraz większą popularnością, a panie, które z nich wracają, są zachwycone tym, jak wiele dają im tego typu podróże. 

WIDEO

player placeholder

Kobiety chcą poczuć się wolne i płacą za spokój 

Żyjemy w bardzo szybkich czasach. Mamy znacznie więcej możliwości niż 20 lat temu, ale to też sprawia, że na co dzień brakuje nam chwili, aby zajrzeć do wnętrza samych siebie – oczyścić głowę, uspokoić umysł, uświadomić sobie, czego tak naprawdę chcemy od życia. Dodatkowo jesteśmy przebodźcowane, czujemy presję, zupełnie nie mamy czasu dla siebie. Nic więc dziwnego, że kobiety swój urlop wolą spędzać inaczej niż nad basenem z partnerem i dziećmi nad głową. 

Zuza Puławska od 4 lat organizuje kameralne wyjazdy jogowe na Fuertaventurę i do Marrakeszu. Wszystko zaczęło się od studiów aktorskich, które ukończyła. Właśnie tam zaprzyjaźniła się z jogą, a po wybuchu pandemii zaczęła się zastanawiać, co dokładnie chciałaby robić w życiu. Wyjechała na Wyspy Kanaryjskie i wtedy narodził się pomysł, aby podzielić się swoją miłością do jogi i Fuerty z innymi kobietami. Tak powstała Yoga Amigas.

Zobacz także:

- U mnie wszystko wydarzyło się organicznie. Ja wyjechałam na Fuertę, a moi znajomi aktorzy, fotografowie skrzyknęli się, że chcieliby do mnie całą grupą przyjechać, ale też chcieliby porobić jogę. I ja im zorganizowałam spanie oraz atrakcje – to było śmieszne, że już miałam bazę i doświadczenie, zanim powstał koncept – opowiada Zuza. 

I tak kolejne kobiety zaczęły interesować się wyjazdami organizowanymi przez Zuzę. Po tych 4 latach widać coraz większe zainteresowanie właśnie tą formą spędzania urlopu

- Z mojej perspektywy kobiety w dużej mierze chcą podróżować razem. To się zmieniło, kobieta już niekoniecznie musi wyjeżdżać z partnerem i dziećmi, tylko normą jest, że jedzie z innymi swoimi znajomymi lub nawet – co jest zupełnie nowatorskie – wyjeżdża sama – wskazuje Zuza. – Często ktoś ma ten wymarzony, zaplanowany urlop, a jak na złość żadna koleżanka nie chce jechać. Tutaj formuła jest pod tym względem fajna, że można jechać samemu i na miejscu spotyka się różne dziewczyny. One po to przyjeżdżają, żeby wreszcie nic nie musieć, żeby wypocząć. Większość dziewczyn jest z dużych miejscowości. Zdarzały się też z mniejszych, np. z Mazur lub ze Śląska, ale gdybym miała powiedzieć główne ośrodki to: Warszawa, Trójmiasto, Wrocław, Poznań. I też mam sporo Polek mieszkających za granicą – np. z Berlina, z Belgii, Wielkiej Brytanii. 

I tu zaczyna się cała zabawa. Niektóre kobiety decydują się na taką podróż z przyjaciółką lub mamą. Ale są też takie, które postanawiają wyjechać całkiem same. Taki krok z pewnością wymaga odwagi, ale daje im największe poczucie wolności – bo mogą skupić się wyłącznie na sobie, nie muszą dostosowywać się do innych, a przede wszystkim są w stanie nawiązać nowe, wartościowe znajomości, które stają się doskonałym polem do wymiany doświadczeń. 

- Zdecydowałam się na camp organizowany przez Zuzię, ponieważ potrzebowałam ucieczki od codziennego pędu — najlepiej gdzieś daleko. Zależało mi na wyjeździe, który połączy jogę, kontakt z naturą i czas tylko dla siebie. Przemówiła do mnie również kameralna i bezpieczna formuła wyjazdu – tłumaczy Pani Anna, jedna z uczestniczek. – Moim głównym celem był psychiczny reset. Chciałam zwolnić, oczyścić głowę i odzyskać energię. Zupełnie nie zależało mi na zawieraniu nowych znajomości. Poznawałyśmy się stopniowo, ale z czasem nawiązałyśmy naprawdę silne więzi.

I właśnie to jest kwintesencją duchowych wyjazdów kobiet. Nie chodzi o samą jogę i medytacje, choć one są korpusem całego przedsięwzięcia. Ale tu kluczowa jest ta ucieczka od codzienności, nabranie dystansu i spojrzenie na świat z perspektywy innej kobiety, co może być najlepszą terapią na świecie. 

Zamiast 30 tys. kroków terapia wśród kobiet

- Kluczowe jest otwarcie na doświadczanie. Ta joga robi coś takiego, że każdy wie, że musi pokazać swoją słabość, dosłownie ugiąć się na tej macie i to daje nam wrażliwość, że muszę się pokazać, ale dziewczyny obok też. Rozmawiamy o tym, jesteśmy otwarte i to bardzo przełamuje bariery – podkreśla Zuza. 

Świadomość własnych słabości i pokazanie ich wszem wobec na pewno nie jest łatwe. Tym bardziej jednak łączy kobiety, które wzajemnie się wspierają i motywują. Dodatkowo poprzez takie otwarcie się i pokazanie własnego wnętrza o wiele łatwiej nawiązać bliskie relacje. Bo są one oparte na prawdzie i szczerości. 

- Podczas tych wyjazdów po prostu dzieje się magia. Całkowicie znika rywalizacja oraz potrzeba zakładania masek, które tak często nosimy na co dzień. Bez oceniania dzielimy się swoimi doświadczeniami i uczymy się od siebie nawzajem – mówi Pani Anna. Podobne przemyślenia ma jej koleżanka z obozu, Pani Kamila. – Takie kobiece wyjazdy są dziś niezwykle potrzebne. W świecie, który nieustannie pędzi i wymaga od nas coraz więcej, możliwość zatrzymania się choć na chwilę jest bezcenna. Kobiece grono daje poczucie swobody, zrozumienia i wzajemnego wsparcia. To niesamowite, jak wiele można wynieść z rozmów, wspólnie spędzonego czasu i poznawania historii innych kobiet. Każda z nich wnosi coś wyjątkowego i zostawia po sobie ślad.

Tym samym to kobiece grono staje się przestrzenią na swoistą terapię. Zuza Puławska podkreśla, że po jej obozach wiele osób postanowiło dokonać zmiany w swoim życiu. Chwila medytacji, pobycie sam na sam ze sobą i skonfrontowanie się z innymi kobietami sprawiają, że człowiek zaczyna patrzeć na wiele rzeczy zupełnie inaczej. Nabiera dystansu i uświadamia sobie, czego tak naprawdę oczekuje od życia. 

- Jest cudowna atmosfera, kiedy przy stole nie ma żadnego tabu, można wymieniać przemyślenia, doświadczenia – to właśnie tam pojawia się mnóstwo tematów, które sprawiają, że między kobietami rodzi się prawdziwe poczucie wsparcia i zrozumienia. Potem zawiązują się przyjaźnie na życie – podkreśla Zuza. 

Co ciekawe, te doświadczenia wymieniane są między kobietami w różnym wieku – bo wyjazdy duchowe nie mają żadnych granic. 

Kobiece wyjazdy nie znają granic 

Wydawać się może, że tego typu wycieczki są przeznaczone dla kobiet z pokolenia milenialsów. Nic bardziej mylnego. I choć są popularne wśród pań 30+, na obozach Zuzy pojawiają się też dojrzałe kobiety, nawet po siedemdziesiątce. 

- Kobiety, które są dojrzalsze, a jeżdżą na takie wyjazdy, to są niesamowite osoby, bardzo otwarte. To są kobiety-inspiracje dla tych trzydziestolatek. Dają nadzieję na to, że tak można. Widzę u tych dojrzalszych kobiet, że one są cały czas ciekawe świata, nie zamykają się w swoich problemach, są ciekawe innych dziewczyn – wskazuje Zuza. – Przyjemnie też usłyszeć od takiej osoby, która już tyle przeżyła: „nie no, dziecko, ty dopiero zaczynasz życie”. Ta perspektywa też się wtedy zmienia, to relaksuje. 

Granice wieku zacierają się na takim wyjeździe. Wszystkie kobiety czują się równe, czerpią od siebie inspiracje, a jednocześnie szanują swoje zdanie. Tworzą jeden zgrany zespół, bo doskonale wiedzą, po co tam pojechały – żeby poczuć spokój, a nie kolejną rywalizację, którą mają na co dzień. 

- Kobiety szukają takich wyjazdów, by poczuć się częścią zgranego zespołu, gdzie nikt z nikim nie rywalizuje, gdzie się razem bawimy, dzielimy doświadczeniami i się wspieramy. A nad wszystkim czuwa Zuza, która jest naszym przewodnikiem i łagodnym moderatorem – wspomina Pani Danuta, inna uczestniczka wyjazdu. – Pierwszy wyjazd był dla mnie drogowskazem, gdzie mam pojechać następnym razem w poszukiwaniu harmonii, relaksu, jogi i babskiej solidarności.

W czasach, gdy „siostrzeństwo” jest cennym, ale wciąż rzadkim zjawiskiem, kobiece wyjazdy mogą być jego doskonałym przykładem. Kobiety są w stanie czerpać od siebie wzajemnie siłę, motywując się do działania i wymieniając cenne doświadczenia życiowe. 

- Te wyjazdy pozwoliły nam stworzyć cudowną kobiecą wioskę, w której wspieramy się i wspólnie przeżywamy zarówno lepsze, jak i trudniejsze chwile. Myślę, że jest to niezwykle cenne, a jednocześnie zupełnie niespodziewane – podkreśla Pani Anna. 

Ale takie wyjazdy to nie jedynie spotkania kobiet. To przede wszystkim obóz dla ciała i ducha. A najlepszą pamiątką są niezwykłe przeżycia, które pozostają w człowieku na zawsze. 

Duchowe wakacje czas start 

W przypadku wyjazdów organizowanych przez Zuzę kluczowa jest joga. To właśnie ona stanowi szkielet dla całego dnia uczestniczek. 

- Szkieletem każdego dnia jest joga. Zaczynamy jogę bez śniadania. Na Fuercie ćwiczymy sobie z widokiem na ocean, na plaży, kiedy jest jeszcze pusto – żeby oczyścić głowę, zasiać intencję, wiedzieć, po co się tam jest i czego człowiek potrzebuje. Ruszyć ciało i przez to ruszyć głowę. Potem oczywiście jest śniadanie. Kończymy dzień jogą – mówi Zuza. 

Już to odejście od schematu, że najpierw jest joga, a potem śniadanie, wiele zmienia w głowach uczestniczek. Pozwala im oddać kontrolę, pozwolić sobie na nieco spontaniczności, co jest trudne w codziennym życiu. Organizatorka podkreśla jednak, że nie jest to typowy fit-obóz, jakich wiele. Nie ma tu rygoru ćwiczeń czy odpowiedniego jedzenia. Przede wszystkim są to wakacje i dlatego Zuza w planie wyjazdu zawsze balansuje rozrywki – żeby uczestniczki miały też czas na zwiedzanie, zakupy czy po prostu odpoczynek. Ale właśnie miejsce wyjazdu jest tu kluczowe. Bo ono wiele wnosi do tej duchowości. 

- Ja chcę robić wyjazdy w moich „miejscach” mocy, bo to ma ogromne znaczenie. I to w ogóle niewiarygodnie pomaga. W Marrakeszu jest cała ta egzotyka, Maroko w ogóle jest bardzo duchowe. My też mamy wyjazdy często w trakcie ramadanu, bo ja zawsze robię je w marcu. I to, że musimy dostosować nasz wyjazd do tego, że jest ramadan, i pewne normy się zmieniają, to jest też piękne. Jak ćwiczymy jogę po południu, to ćwiczymy ją na dachu, więc słyszymy wszystkie śpiewy muezinów. Ja czasem przestaję mówić, bo po prostu z megafonów rozlegają się tak piękne dźwięki, że to jest magia. Jest bardzo mistycznie – podkreśla Zuza. – Ale Fuerta jest też dla mnie duchowym miejscem. Tam w ogóle nie ma roślin, jest piach, są skały i ocean. I ta pustka daje przestrzeń w głowie. To upraszcza myślenie, można poczuć samą siebie. 

Przestrzeń w głowie to najważniejsza rzecz, jaką kobiety są w stanie osiągnąć na takich wyjazdach i w zasadzie głównie po to tam jadą. Dlatego też to miejsce praktykowania jogi jest niezwykle istotne. Dzięki temu uczestniczki mogą pozwolić sobie na inną, o wiele bardziej jakościową formę odpoczynku, niż np. zwiedzanie i robienie 30 tysięcy kroków dziennie czy na wakacjach all inclusive. Każda z tych form ma swoje plusy, jednak najłatwiej uspokoić umysł podczas jogi czy medytacji. 

Każdy potrzebuje własnej wspólnoty

Ostatnią rzeczą, jaką niosą za sobą takie kobiece wyjazdy, jest poczucie wspólnoty. Każdy człowiek potrzebuje od czasu do czasu poczuć się częścią większej grupy. Dla jednych będzie to „stado” rodzinne. Dla innych spotkanie w gronie przyjaciół. A dla niektórych wyjazd z ludźmi, którzy podzielają nasze pasje i wspierają nas – bez zbędnego oceniania. 

- To było coś znacznie więcej niż zwykłe wakacje. To bezpieczna przestrzeń, w której można na chwilę zatrzymać świat, odetchnąć i usłyszeć siebie. Brak pośpiechu, praktyka jogi, kontakt z naturą i obecność inspirujących ludzi pozwalają odpocząć nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. To właśnie ten wewnętrzny spokój okazał się dla mnie najcenniejszą pamiątką, jaką przywiozłam z tego wyjazdu – mówi Pani Kamila. 

I właśnie dlatego coraz więcej kobiet decyduje się na tego typu wyjazdy. Bo chce odpocząć, poczuć się częścią czegoś większego, a jednocześnie znaleźć chwilę oddechu w niespokojnych czasach. 

- Jesteśmy wszyscy coraz bardziej samotni. Nawet jak ktoś ma kręg bliskich znajomych, to jednak w miastach żyje się szybko. Ja też to widzę, jak przyjeżdżam do Warszawy, że każdy jest zajęty i muszę dawać wszystkim znak z dwutygodniowym wyprzedzeniem, żeby się umówić. A to jest taki nasz tradycyjny typ wspólnoty z potrzeby serca. Płacimy za doświadczenie, za absolutny czas dla siebie samej – niezmącony niczym, co dziś jest najwyższym luksusem – podsumowuje Zuza.

Trudno się dziwić, że kobiety, które już poczuły smak takich wyjazdów, chcą na nie wracać. A przeżycia, atmosfera i wspomnienia okazują się tu bezcenne. 


Zuzanna Puławska - joginka i aktorka po łódzkiej Filmówce, założycielka Yoga Amigas: kobiecych wyjazdów jogowych na Fuerteventurze i w Maroku. Rocznie gości u siebie ponad sto kobiet. Tworzy przestrzeń, w której kobiety czują się swojsko i bezpiecznie, i mogą wrócić do siebie i tego, co naprawdę potrzebują. Joga jest jej filozofią życia i wielką pasją, a poza tym uwielbia sport, dobre towarzystwo, jedzonko i naturę.


Czytaj także: