Słyszałam od znajomych o historii pary, która była razem 10 lat, po czym wzięła ślub… Wraz z wypowiedzeniem magicznych słów „biorę sobie ciebie” czar prysł i aż do śmierci skończyło się 3 miesiącami orki na ugorze w celu ratowania relacji, która jeszcze niedawno wydawała się tą na całe życie, a z dnia na dzień spłonęła na stosie przy akompaniamencie „Marszu Mendelssohna”. 

WIDEO

player placeholder

Znam też pary, które są razem od lat i nie zamierzają stawać na ślubnym kobiercu, bo po co? Komu to potrzebne? Papier w żaden sposób nie świadczy o łączącym ich uczuciu i doskonale wiedzą, że nic to nie zmieni. No chyba że… I tu pojawiają się dylematy. Bo jeśli nie miłość, to co warunkuje to, że decydujemy się na ślub? To, że wypada w końcu się ustatkować? Bo babcia chce dożyć ślubu wnuczka? A może jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze? 

Pod presją zaobrączkowanych 

Tam, gdzie jest uczucie i dochodzi do ślubu, ostatecznie zapewne nic złego się nie wydarzy. Historia wspomnianej przeze mnie na początku pary prawdopodobnie nie jest osamotniona, ale wciąż to zaledwie wyjątek potwierdzający regułę, że wstąpienie w związek małżeński idzie w parze z miłością. I w takiej relacji nawet inny powód wzięcia ślubu nie razi i nie stanowi zalążku większego problemu pary. Dramat pojawia się wtedy, gdy za stanięciem na ślubnym kobiercu nie kryje się uczucie, a zupełnie inny powód. O te najczęstsze zapytałam psycholożkę Wiktorię Król, która prowadzi na Instagramie profil @sztuka_psychoterapii. 

Zobacz także:

- Z rozsądku, z chęci posiadania dzieci i zapewnienia sobie i im bezpieczeństwa. Czasami może to być kwestia materialna - ślub obiecuje lepszy byt. Nie zapomnijmy o tym, że decyzja o ślubie może wynikać z presji społecznej, kulturowej - chęci sprostania ogólnie przyjętym normom społecznym, czyli pracuje tu przekonanie „tak wypada”. Czasami działa presja wieku: „to już czas na ślub, wszyscy wokół biorą”. 

Sama znam przypadki kobiet, które naciskały partnera na zaręczyny i ślub, bo odczuwały presję, że koleżanki organizują wesela. Dla wielu to właśnie chęć „zrobienia imprezy” jest czynnikiem decydującym. A jeszcze inni czują presję związaną nie tyle z wiekiem, co z naciskiem rodziny - rodziców czy dziadków. Oraz lękiem przed samotnością. 

- Lęk i presja to drugi biegun dojrzałości. Osoba dojrzała ma oswojone lęki i potrafi poradzić sobie z presją społeczną, więc podejmuje świadome decyzje - dodaje psycholożka. 

„Jeszcze ryżem sypną na szczęście” 

Postanowiłam zajrzeć na fora internetowe, żeby przekonać się, jaka jest motywacja różnych par młodych. Wątki dotyczące powodów wzięcia ślubu znalazłam m.in. na portalu reddit.com. Wśród użytkowników, którzy pisali o powodach brania ślubu, dominowały kwestie ekonomiczne. 

- Osobiście chodziło o świadczenia socjalne i stabilny dom dla naszego dziecka.
- Administracyjnie, prawnie i społecznie jest ogromna różnica pomiędzy partnerem, a małżonkiem. 
- Ślub był podyktowany częściowo pragmatyzmem, ale głównie chęcią sformalizowania związku. Zależało mi na nim bardziej niż mężowi, który twierdził, że wszystko mu jedno.

Czyli jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Czytając tego typu komentarze, nie da się ukryć, że w dużej mierze ślub staje się opcją na „sformalizowanie” związku - niezależnie od uczuć. 

- Z perspektywy społecznej, prawnej, ale też relacyjnej ślub np. zwiększa bezpieczeństwo, uwspólnia cele, wzmacnia tożsamość pary - tłumaczy Wiktoria Król. 

Tylko, czy to wystarczy, aby zapewnić sobie szczęście w małżeństwie? Ryż, który goście sypią na parę młodą tuż po ślubie ma symbolizować płodność i bogactwo. Tylko żadne pieniądze nie kupią uczucia, oddania, wierności, o których mowa podczas ceremonii. 

- Jeśli finanse to główna motywacja zawarcia małżeństwa albo chęć wzięcia kredytu, to smutne - podsumowuje Wiktoria Król. - Powstaje pytanie, co to znaczy małżeństwo „z rozsądku”, a co to znaczy z miłości. Jeśli założyć, że z miłości to związek, w którym dominują intensywne uczucia, a relacja „z rozsądku” opiera się na pragmatyzmie, stabilizacji, bezpieczeństwie, to uznałabym, że w pierwszym nie ma tej części stabilizacji, a w tym drugim fascynacji. Czyli w pierwszym jakby brakowało „głowy”, a w drugim „serca”. Najlepszy scenariusz to taki, gdy początkowa fascynacja prowadzi do budowania przyszłości.

Bo nie ma nic złego w chęci zapewnienia sobie stabilizacji w życiu i zadbaniu o przyszłość swojej rodziny. Problem pojawia się wtedy, gdy kwestie ekonomiczne przeważają nad uczuciami, a tych… brak. 

Ślub to nie tabletka przeciwbólowa 

Nowości w życiu bywają odświeżające. Wielu ludzi kieruje się tym, gdy podejmuje decyzję o ślubie… w momencie kryzysu. Wydaje im się, że zalegalizowanie związku nagle magicznie wykasuje to, co było złe. Że on lub ona zmieni się wraz ze stanem cywilnym. A potem kolejne kroki ku „polepszeniu” relacji, czyli kredyt, dziecko… Tak angażujemy się jeszcze bardziej w relację, która być może jest toksyczna. 

- Ślub nie naprawia problemów w związku, nie taka jest rola tego wydarzenia. Powiedziałabym, że np. terapia pomaga naprawić problemy w związku i też nie zawsze i nie u każdego - tłumaczy ekspertka. 

Warto jednak też określić skalę tego problemu. Jeżeli nieustannie kłócicie się o wszystko, nie zgadzacie się diametralnie w podstawowych kwestiach życiowych jak finanse, chęć posiadania dzieci, podejście do wiary, wtedy ślub nie będzie dobrym wyjściem z sytuacji. Inaczej, jeżeli to ten brak ślubu stanowi problem. 

- Jeśli jest problem pt. „brakuje mi ślubu, aby związek był formalny, zwiększający poczucie bezpieczeństwa”, to ślub pomoże rozwiązać ten problem - dodaje psycholożka.

I tu właśnie widzimy najważniejszą kwestię, która może nam powiedzieć, czy instytucja małżeństwa jest czymś dla nas. Jeżeli czujemy, że chcemy stanąć na ślubnym kobiercu z ukochaną osobą, wszystko jest ok. Ale nie będziemy w porządku względem siebie i innych, jeśli to kwestie finansowe czy rodzinne będą naszą motywacją do wzięcia ślubu. 

Nie taki ślub straszny, jak go malują

Analizując te wszystkie przykłady i sytuacje, można dojść do wniosku, że ślub bardziej utrudnia relację. Ale nic bardziej mylnego. Ślub może być najpiękniejszym wydarzeniem w życiu zakochanych, jeżeli tylko faktycznie decydują się na niego z miłości. Bo to, że jeden nie potrzebuje „papierka” do bycia szczęśliwym, nie oznacza, że drugi nie będzie go potrzebował. Wiele osób marzy o tej chwili od dzieciństwa i są szczęściarzami, gdy mogą stanąć na ślubnym kobiercu u boku tej wyjątkowej osoby. 

- Uczucie w parze i chęć bycia razem prowadzi do decyzji o wzięciu ślubu. To jest też symboliczny i ważny moment w związku - oficjalne zobowiązanie się do czegoś poważniejszego. Pary szukają swojego pomysłu na ślub, ale jakoś trudno myśleć o tym, że do tej inicjatywy ktoś lub coś przymusza. Jednak ta decyzja ma być świadoma, bez przymusu zewnętrznych okoliczności - podsumowuje Wiktoria Król. - Czasami to dzieje się mechanicznie, automatycznie, bez refleksji, zbadania, czy to ten czas, ta osoba. Jakby był to punkt do odhaczenia na liście zadań. Może warto podkreślić, że ciężko też będzie zbudować MY, jeśli własna tożsamość jest niewidoczna, niezbudowana. Wtedy ślub jest zgubną obietnicą, że małżeństwo będzie wszystkim. 

Warto pamiętać, że ślub to zobowiązanie. Jeżeli się na niego decydujemy, bierzemy odpowiedzialność za drugiego człowieka i za rodzinę, którą z nim zbudujemy. Dlatego, nawet jeżeli czujemy motyle w brzuchu i jesteśmy przekonani, że kochamy swojego partnera, warto zrobić najpierw rachunek sumienia. I zdać sobie sprawę, czy jest to wam na pewno potrzebne. Ekspertka wskazuje 10 podstawowych pytań, które warto sobie wtedy zadać: 

  1. Co czuję w związku z tą sytuacją?
  2. Czy coś mnie rozczarowało albo rozczarowuje w tej osobie?
  3. Czy ten związek jest dla mnie dobry?
  4. Czy to mógłby być ojciec/matka moich dzieci?
  5. Czy lubię tę osobę?
  6. Jaka jest dla mnie jego/jej rodzina?
  7. Co czuję do tej osoby?
  8. Czy będziemy potrafili poradzić sobie w trudnych chwilach?
  9. Czy mamy wsparcie? Jeśli nie, to co pomaga nam poradzić sobie w ciężkich chwilach?
  10. Czy potrafię zadbać o siebie?

Jeśli odpowiedź na większość z nich jest dla ciebie satysfakcjonująca i jesteś pewna swoich uczuć, to jest moment, kiedy warto powiedzieć sakramentalne „tak”. Ale pamiętaj, że też nie ma takiej konieczności. 


Czytaj także: