Lipcowy dzień w Warszawie. Życie toczy się jakby nigdy nic, aż tu nagle grupa aktywistów postanawia spłatać psikusa celebrytom lub – przepraszam – ukarać ich. Za co? „Elity pos*ało” – takie jest hasło przewodnie działaczy Ruchu Klimatycznego Jazda!, którzy postanowili przeciwstawić się promowaniu konsumpcjonizmu prowadzącego do katastrofy klimatycznej. Ale tu warto zadać sobie poważne pytanie: gdzie kończy się protest, a zaczyna wandalizm? I czy dobro środowiska powinno łączyć się z krzywdzeniem innych? Bo jak na razie nie widzimy poprawy klimatu, tylko utrudnienia na drogach, akty wandalizmu i więcej krzyku niż zmian. I jeżeli ktokolwiek na tym cierpi, to nie wyżej wspomniane elity. 

WIDEO

player placeholder

Chodź, obleję ci dom farbą, żeby ratować środowisko

- To oni arogancko promują skrajnie konsumpcyjny styl życia. Andziaks sama przyznała, że jest „królową konsumpcjonizmu” i bezwstydnie obnosi się torebką za 30 tysięcy złotych czy kremem za 11 tysięcy złotych. Rozbijają się za 700 tysięcy złotych i latają na wielotygodniowe wakacje do Dubaju. Taka wysokoemisyjna konsumpcja prowadzi do cierpienia, problemów zdrowotnych i śmierci niewinnych osób poprzez napędzanie katastrofy klimatycznej – napisali aktywiści w sieci. 

Członkowie Ruchu Klimatycznego Jazda! postanowili rozprawić się z celebrytami, którzy ich zdaniem promują konsumpcyjny styl życia, demoralizując społeczeństwo oraz działając na szkodę klimatu. Ich postulaty są mocne i na pewno w jakimś stopniu prawdziwe. Tym samym, zamiast zorganizować protest czy akcję informacyjną, postanowili oblać dom Andziaks oraz butik Małgorzaty Rozenek-Majdan sztucznymi odchodami. Zastanawia mnie tylko, dlaczego akurat te celebrytki „oberwały” w imieniu wszystkich, którzy mają podobne torebki i smarują się kremami z tej samej półki cenowej. Bo nie wydaje mi się, żeby akurat ta konkretna influencerka była twarzą konsumpcjonizmu w naszym kraju. Jaki był system doboru „ofiar”? Losowanie zapałek, a może przekłuwanie serduszek? 

Zobacz także:

Wszyscy widzieliśmy nagrania płaczącej Andziaks, która ubolewała, że aktywiści zniszczyli jej dom. Później głos w sprawie zabrała Małgorzata Rozenek-Majdan, informując, że popiera demokratyczne założenia protestów i zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest rozgłos w takiej sytuacji. Jednak żaden protest nie może dawać przyzwolenia na przemoc, a za taką gwiazda uznała działania aktywistów. 

- Niszczenie czyjejś własności, zakłócanie pracy i wywoływanie poczucia zagrożenia nie są narzędziami debaty publicznej. W środku byli pracownicy. Przyszli do pracy jak każdego innego dnia i po prostu się przestraszyli. Nie byli stroną żadnego sporu, a mimo to ponieśli jego konsekwencje – powiedziała Małgorzata Rozenek-Majdan.

I nie sposób nie przyznać jej racji. Zabieg był głośny, ale czy skuteczny? Czy oblewanie czyjegoś mienia farbą lub inną mazią tylko po to, żeby bronić innych idei, jest w porządku? Zdecydowanie nie i nie przyniesie zamierzonych efektów. Ośmielę się nawet stwierdzić, że skutki mogą być zupełnie odwrotne – aktywiści tylko zaszkodzą sobie i głoszonym przez siebie postulatom. Bo nie uczą się na błędach. 

Twój protest, moje spóźnienie do pracy 

To nie pierwszy raz, gdy aktywiści wzbudzają oburzenie społeczne. Jeszcze nie tak dawno temu grupa Ostatnie Pokolenie, która zapowiedziała zakończenie działalności w kwietniu 2026 roku, blokowała ulice, żeby głosić postulaty związane z ochroną środowiska. Jednak największą krzywdę zrobiła nie tym, którzy temu środowisku szkodzą, a przeciętnym obywatelom, którzy próbowali dojechać do pracy, szkoły, do lekarza… Wtedy pojawiło się wiele głosów zwykłych Polaków, którzy byli zirytowani ich zachowaniem. Bo jak można walczyć o jedne prawa kosztem innych? 

Zawsze mocno oburzają mnie takie sytuacje. I nie chodzi wyłącznie o aktywistów klimatycznych. Podobnie jest w przypadku protestów rolników, taksówkarzy, nauczycieli czy jakichkolwiek innych grup zawodowych. Mogę popierać ich postulaty w mniejszym lub większym stopniu, ale powinni je głosić pod budynkiem Sejmu lub Pałacem Prezydenckim. Centrum Warszawy w godzinach szczytu, prywatny dom człowieka (nawet osoby publicznej), siedziba firmy, w której nie przebywa ów właściciel, tylko jego pracownicy – to nie są miejsca, w których należy przekraczać jakiekolwiek granice – nawet w imię wyższych idei. Bo tak protestujący szkodzą tylko zwykłemu Kowalskiemu, a w ostateczności sobie i głoszonym przez siebie postulatom. 

I cóż, że dla dobra środowiska

To już zatem kolejna sytuacja, gdy aktywiści próbują walczyć o jakieś prawa kosztem praw innych. I to nie jest w porządku. A nie oszukujmy się, ilu z nas pamięta, o co tak naprawdę im chodziło z tym przywiązywaniem się do drzew, przyklejaniem do ulicy czy oblewaniem odchodami... O klimat, o konsumpcjonizm, podwyżki czy obniżki… Nikt. Za to wszyscy pamiętamy, że grupa X czy Y utrudniała nam życie podczas swojego protestu lub doprowadziła młodą mamę do łez, niezależnie od tego, jaki styl życia być może ona prowadzi. I będziemy wściekać się nie na Andziaks za jej kolejną drogą torebkę, tylko na ową grupę X czy Y, nie traktując jej postulatów poważnie. 

Ta sytuacja to kolejny przykład typowego zachowania aktywistów, o którym chwilę będzie głośno, ale nie za długo. Szczególnie że rozgłos też niejedno ma imię. I w tym przypadku niestety nie jest pozytywny, choć w teorii tak miało być. Na razie mamy dużo krzyku, który nic za sobą nie niesie. Poza tym, że wielu Polaków zamiast skrytykować konsumpcyjne podejście do życia gwiazd, współczująco im przyklaśnie.  

Naprawdę chciałabym móc pogratulować aktywistom, powiedzieć, że dobrze robią, głosić postulaty dla dobra środowiska razem z nimi. Ale nigdy nie podpiszę się pod niszczeniem czyjegoś mienia, pomników, robieniem komuś krzywdy. Tam, gdzie zaczyna się wandalizm i uderzanie w drugiego człowieka, tam kończy się przyzwolenie na dbanie o klimat lub jakiekolwiek inne postulaty. To granica, której nikt nie powinien przekraczać – nawet w imię „wyższego dobra”. 


Czytaj także: