Marta codziennie rano robi ten sam rachunek. Kawa: 3 złote, jeśli zaparzy w domu. Bilet na tramwaj: 4,40 zł. Obiad do pracy: resztki z niedzieli. Każda zaoszczędzona złotówka oddala ją od krawędzi, ale nie przybliża do wolności. Wolność kosztuje dziś 4850 złotych miesięcznie - tyle wynosi rata kredytu hipotecznego za trzypokojowe mieszkanie na warszawskiej Białołęce.

WIDEO

player placeholder

Z Kamilem nie rozmawia od roku. Mijają się w przedpokoju jak obcy ludzie. On ma swój pokój, ona śpi w salonie. Łączy ich jedno: numer rachunku bankowego, z którego dziesiątego dnia każdego miesiąca bank pobiera pieniądze za ich dawne, wspólne marzenia.

- Kiedyś myślałam, że najgorsza w rozstaniu jest samotność - mówi Marta, nerwowo obracając w palcach kubek. – A teraz jedyne, o czym myślę, to o pieniądzach. Żyjemy pod jednym dachem jak obcy ludzie, bo żadne z nas nie ma miliona złotych, żeby spłacić drugie i zamknąć ten temat raz na zawsze.

Zobacz także:

To nie jest odosobniony przypadek. To rzeczywistość współczesnych „małżeństw hipotecznych” par, w których miłość wygasła, ale wspólny dług okazał się spoiwem silniejszym niż przysięga małżeńska. Rozstanie przestało być kwestią emocji, a stało się barierą ekonomiczną, zza której wyjście dla wielu wydaje się niemożliwe.

Cena, jaką płacimy za życie bez miłości

W ekonomicznych więzieniach rzadko dochodzi do awantur. Toksyczność dawkuje się tu w ciszy, a codzienność zamienia się w chłodną koegzystencję. Cena emocjonalna takiego układu bywa jednak duża.

- Najwyższą ceną jest powolna utrata poczucia sprawczości, przekonania, że mam wpływ na własne życie - wyjaśnia mgr Jan Brzezicki, psychoterapeuta psychodynamiczny z Kliniki Psychomedic. - W psychologii nazywamy ten stan wyuczoną bezradnością: człowiek przestaje czegokolwiek próbować, bo wewnętrznie już uznał, że „i tak nic się nie da”. Z czasem dołączają objawy, których nie da się zignorować - obniżony nastrój i stany depresyjne, przewlekły lęk, problemy ze snem, a często też dolegliwości fizyczne: napięciowe bóle głowy, dolegliwości żołądkowe, ciągłe zmęczenie.

Gdy psychika jest w złym stanie, organizm fizycznie buntuje się przeciwko wymuszonej bliskości. W takiej sytuacji nasz własny strach zaczyna nas oszukiwać i chorobliwie wyolbrzymia problem finansowy. Wysoki kredyt czy drogi wynajem to realne, twarde przeszkody. Pod wpływem silnego stresu ludzki mózg wpada jednak w pułapkę czarno-białego myślenia i widzi świat wyłącznie w skrajnych barwach.

- ,,Nie mam wyjścia” jest najczęściej odczuciem, a nie faktem - zauważa terapeuta. - Realna pułapka finansowa istnieje (rata, ceny najmu, niepewność), ale nakłada się ona na nasz wewnętrzny sposób radzenia sobie z trudnymi emocjami. Część z nas ma skłonność do widzenia świata w czerni i bieli: partner jest albo idealny, albo całkowicie zły; sytuacja albo komfortowa, albo bez wyjścia. Taki sposób przeżywania sam w sobie pogłębia poczucie uwięzienia, bo nie pozwala dostrzec rozwiązań pośrednich, które obiektywnie istnieją. Dlatego dwie osoby w niemal identycznej sytuacji materialnej mogą przeżywać ją zupełnie inaczej.

Odzyskiwanie kontroli nad życiem nie zaczyna się od wizyty w banku, ale od zmiany perspektywy. To właśnie ten wewnętrzny mechanizm obronny paraliżuje najbardziej, nie pozwalając dostrzec rozwiązań pośrednich.

- To nie znaczy, że problem jest „wymyślony” - podkreśla mgr Jan Brzezicki. - Znaczy tylko, że odzyskiwanie wpływu zaczyna się od rozróżnienia: co tu jest twardym ograniczeniem, a co moją interpretacją tego ograniczenia.

Jak zacząć działać, gdy strach całkowicie nas paraliżuje?

Kiedy człowiek czuje się całkowicie bezradny, najgorsze, co może zrobić, to uciekać przed rzeczywistością w rozmyślania. Żeby przełamać ten paraliż, trzeba odłożyć emocje na bok i zacząć od najprostszych faktów. Wyjście z klatki nie wymaga od nas rzucenia się na głęboką wodę od pierwszego dnia, wymaga wzięcia do ręki kartki i długopisu.

– Powinniśmy urealnić sytuację, zamiast ją tylko przeżywać – radzi mgr Jan Brzezicki. - Usiąść i policzyć na kartce. Ile naprawdę kosztuje samodzielne życie? Jaki jest mój realny dochód i jakie możliwości jego zwiększenia? Lęk żywi się mgłą i niedopowiedzeniem, liczby tę mgłę rozpraszają. Bardzo często okazuje się, że pole manewru jest większe, niż podpowiadało uczucie beznadziei. A jeśli jest mniejsze to przynajmniej wiadomo, nad czym konkretnie pracować.

Odzyskiwanie kontroli nad własnym życiem nie dzieje się z dnia na dzień. To nie jest jeden wielki skok, tylko suma małych, codziennych kroków. Zaczyna się od urealnienia domowego budżetu, a potem przechodzi do brania odpowiedzialności za małe sprawy, w których znowu zaczynamy decydować sami za siebie. Na koniec warto dopuścić do głosu kogoś, kto nie jest uwikłany w nasz domowy konflikt.

Finansowe ostrzeżenia, których nie wolno ignorować

Konflikty o pieniądze rzadko dotyczą samych banknotów. Finanse są najczęściej papierkiem lakmusowym relacji, pod nimi kryją się realne walki o władzę, poczucie bezpieczeństwa, kontrolę oraz wzajemny szacunek. Aby uniknąć pułapki ekonomicznej zależności w przyszłości, o finansach należy rozmawiać na samym początku wspólnej drogi.

– O pieniądzach warto rozmawiać wcześnie, konkretnie i bez wstydu, nie dlatego, że miłość jest transakcją, ale dlatego, że stosunek do pieniędzy bardzo wiele mówi o stosunku do odpowiedzialności, uczciwości i partnerstwa - przypomina mgr Jan Brzezicki. - Dobry moment to chwila, gdy zaczynamy planować coś wspólnego: wakacje, wspólne mieszkanie, przyszłość.

Psychoterapeuta z Kliniki Psychomedic wprost wymienia czerwone flagi, które powinny zapalić się w naszej głowie. Pierwszą z nich jest szeroko pojęta tajemniczość finansowa, czyli ukrywanie dochodów, realnych zarobków, długów czy nieskonsultowanych wydatków, co z czasem całkowicie burzy wzajemne zaufanie. Drugim niebezpiecznym sygnałem jest traktowanie pieniędzy jako narzędzia kontroli lub metody karania partnera, komunikaty typu „skoro tak się zachowujesz, to nie dostaniesz” to prosta droga do uzależnienia emocjonalnego, ekonomicznego i utraty osobistej autonomii.

Równie niepokojące są skrajności w codziennym zachowaniu: z jednej strony totalna nieodpowiedzialność i życie ponad stan, z drugiej chorobliwa i obsesyjna kontrola każdej wydanej złotówki, generująca permanentny stres. Kluczowy jest także wyraźny, powtarzający się rozjazd między deklaracjami a realnymi czynami partnera, co nieuchronnie prowadzi do narastającego żalu i kryzysu więzi.

- Ważne zastrzeżenie: pieniądze są zwykle papierkiem lakmusowym, a nie samą chorobą - podsumowuje ekspert. - Konflikt o finanse niemal zawsze jest w istocie konfliktem o coś głębszego, o władzę, bezpieczeństwo i szacunek.

Poza arkuszem kalkulacyjnym

W praktyce klinicznej i terapeutycznej trwałość oraz satysfakcja z relacji nie mają nic wspólnego z wielkością salda na koncie. Dojrzały związek opiera się na zupełnie innych fundamentach. Jan Brzezicki przywołuje trzy kluczowe filary:

Satysfakcjonująca bliskość intymna - nie chodzi tylko o seks, ale o fizyczne ciepło, poczucie bezpieczeństwa w ramionach drugiej osoby, czułość i to, że po prostu dobrze nam ze sobą blisko.

Wspólne wartości - to zgodność w najważniejszych życiowych sprawach: jak chcemy wychowywać dzieci, jak traktujemy innych ludzi, co jest dla nas moralne, a co nie, i jak wyobrażamy sobie uczciwe życie.

Wspólne zainteresowania - to, co lubimy robić razem w wolnym czasie. Może to być wspólne chodzenie po górach, oglądanie filmów czy gotowanie, cokolwiek, co sprawia, że nie nudzimy się w swoim towarzystwie, kiedy znikają codzienne obowiązki.

Zgodnie z wiedzą psychologiczną i praktyką kliniczną, związek ma realne szanse na przetrwanie i dawanie partnerom autentycznego szczęścia, jeśli stabilnie funkcjonują przynajmniej dwa z tych trzech wymienionych elementów. Co znamienne, pieniędzy na tej liście nie ma.

- Pieniądze nie są spoiwem związku, lecz co najwyżej jego warunkiem brzegowym – podsumowuje psychoterapeuta. - Jeśli jedyne, co łączy dwoje ludzi, to wspólna rata, to nie powód, by zostać, to sygnał, że trzeba albo odbudować te filary, albo uczciwie przyznać przed sobą, że ich nie ma.


Czytaj także: