Wreszcie Polska doczekała się historii na miarę powrotu Jennifer Lopez do Bena Afflecka. Gdybyście stronili od sieci w ostatnich dniach, pragnę przekazać wam radosną nowinę: Michał Wiśniewski po 21. latach zszedł się z Martą Wiśniewską vel. Mandaryną.
WIDEO…
Okoliczności ujawnienia tej niespodziewanej informacji były na tyle dziwne, że gros osób podejrzewało, że to niewybredny żart. Bo i dlaczego Wiśniewski swoje oświadczenie zaczął od informacji, że swoją jeszcze-nie-byłą żonę Polę (para po raz pierwszy spotkała się na sali rozpraw 17 czerwca) zdradzał od stycznia?
By rozplątać ten węzeł (poziom zagadki okazał się koniec końców bliższy patentu żeglarza niż sternika), należało nadrobić lekturę serwisów plotkarskich z ostatniego miesiąca. Okazało się, że Michał Wiśniewski nawiązuje prawdopodobnie do ponad 700-stronicowego materiału dowodowego w sprawie rozwodowej, który miała złożyć w sądzie Pola (na razie również Wiśniewska). Ten fakt prawdopodobnie zezłościł lidera Ich Troje, który jeszcze przed rozprawą objął i pocałował byłą w głowę.
Oliwy do ognia dodał fakt, że Pola miała jakiś czas temu odpowiedzieć jednej z komentatorek sugerujący, że Michał zdradzał ją z Martą co najmniej od stycznia tego roku. Czy dowody znalazły się wśród tych siedmiuset stron, trudno powiedzieć, ale patrząc na rozwój tej sagi, być może jeszcze się dowiemy. Parafrazując – jeśli chcemy “Modę na sukces”, to właśnie mamy “Modę na sukces” 20 lat później, a w dodatku w Polsce i w wersji dokumentalnej.
Wildest dream
W porównaniu do romansów batalie sądowe to gatunek dość niszowy, zwłaszcza jeśli dotyczą najpopularniejszej niegdyś pary polskiego show-biznesu, ale w zainteresowaniu zejściem się tej dwójki chodzi o coś jeszcze. A może nawet: o coś jeszcze przede wszystkim.
Zrealizowaną fantazję o powrocie do byłego. W którymś momencie życia miał ją każdy z nas. Nie, żeby od razu chcieć ją realizować. Ale w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której do pewnych rzeczy nie doszło – albo wręcz przeciwnie – doszło do innych (weźmy pójście na terapię czy głupi kredyt na 30 lat). Trudno być całkowicie wolnym od myśli “co by było, gdyby”, które nawet do jednostek bez skłonności do rozpamiętywania przychodzą w chwilach kryzysu.
“Może nie trzeba było rzucać tamtego chłopaka” – myśli kobieta, która od pięciu lat jest sama, podczas gdy jemu rodzi się drugie dziecko. Albo taka, która ma kryzys w swoim obecnym związku i myśli o swoim poprzednim facecie. Jest jeszcze klasyk klasyków – powrót myślami do swojej pierwszej wielkiej miłości. A taką zdaje się był Michał dla Marty Wiśniewskiej, która mimo że przez ostatnie 21 lat była związana z czterema innymi mężczyznami, z żadnym z nich nie zdecydowała się sformalizować związku.
Co do tego, w jaki sposób co do zasady myślimy często o byłych, nie ma wątpliwość Żaneta Rachwaniec, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.
– Najczęściej idealizujemy przeszłość i to nie tylko tę związkową. Z czasem pamięć wygładza trudne doświadczenia, a na pierwszy plan wysuwają się dobre wspomnienia. Łatwo wtedy uwierzyć, że “to był idealny związek”, choć w rzeczywistości był szereg czynników, które doprowadziły do rozstania. Innym częstym złudzeniem, zwłaszcza po latach i jeśli pamiętamy też te gorsze chwile, jest przekonanie, że druga osoba na pewno się zmieniła, mimo że nie mamy na to żadnych realnych dowodów.
W przypadku Wiśniewskich trudno powiedzieć, żeby doszło do jakiegoś rodzaju idealizacji wynikającej z faktu, że z danym człowiekiem nie mieliśmy styczności. Tyle że nie oglądając swojego byłego partnera w relacjach romantycznych, a jedynie przez pryzmat tego, jakim jest ojcem, można wyciągnąć mylne wnioski. Gdy Marta i Michał się rozstawali, pewnie nie zdawali sobie do końca sprawy, jakimi rodzicami się staną, ale jak mówią ich dorosłe już dzieci, poradzili sobie znakomicie. Przez ten pryzmat o wiele łatwiej jest zapomnieć, co złego zrobiła nam druga osoba jako partner. W końcu stała się świetną matką/ojcem.
Powrót do pierwszej młodości
Jest jeszcze jeden aspekt – tęskniąc za swoją miłością z dawnych lat, tęskni się też za swoją młodością. To nie druga młodość, ale powrót do tej pierwszej. Może i dzisiejsze 30-latki rzadko kiedy uważają, że jako 20-latki były szczęśliwsze, ale gdy dobiega się pięćdziesiątki, “lata 20” są już na tyle zamglone, że mogą wydawać się nęcące. Wtedy wszystko wydawało się proste, miało się wielkie nadzieje, obowiązków było mniej, twarz była gładsza, imprezy i ludzie interesujące. W przypadku tej dwójki to też wspólne wspomnienia z czasów, gdy nikt ich jeszcze nie znał.
Zdaniem psycholożki Żanety Rachwaniec, dla wielu osób powrót do byłego czy byłej jest też często w pewnym sensie łatwiejszy, niż poznawanie i budowanie relacji z nową osobą. Zwłaszcza, jeśli trochę ich już za sobą mamy i nie skończyły się lepiej niż poprzednie.
– To, co znane, wydaje się bezpieczniejsze niż to, co nowe, nawet jeśli nie było dla nas dobre – tak po prostu działa ludzki mózg. Powrót do byłego partnera oznacza więc mniej niepewności, bo znamy tę osobę, jej zachowania i historię. Z biegiem czasu często zacierają się wspomnienia codziennych konfliktów, rozczarowań i trudnych emocji, a na pierwszy plan wysuwają się te dobre chwile. W efekcie miewamy tendencję do przeceniania znaczenia i wartości dawnych relacji.
Piłeś? Nie pisz
Informacja o powrocie Mandaryny do Michała Wiśniewskiego wywołała nie tylko falę entuzjazmu, ale też wysyp memów spod znaku “to nie jest znak, że powinnaś napisać do swojego ex”. Dlaczego ten żart działa? Bo odnosi się do innego wspólnego dla wielu osób doświadczenia – pisania do swoich byłych partnerów (nie oszukujmy się – najczęściej w stanie upojenia i/lub w późnych godzinach nocnych). Nie bez powodu mówi się czasem, że największa gonitwa myśli ogarnia człowieka o 3 w nocy. Co ciekawe, i to ma swoje chemiczne uzasadnienie, na karb którego można zrzucić szalony pomysł wystukania “Hej co tam” zaraz po polajkowaniu trzech zdjęć sprzed 7 lat. Mianowicie to o tej zasadzie poziom melatoniny jest najwyższy, a jednocześnie zaczyna być produkowany kortyzol, mający przygotować organizm na wybudzenie się.
Innym typowym doświadczeniem jest sprawdzanie od czasu do czasu “co tam u byłych”, nawet jeśli od rozstania minęło nie dwa lata, a dwie dekady – social media znacznie ułatwiły nam ten stalking w wersji soft.
– Rozstanie kończy związek, ale nie wyłącza emocji. Nasz mózg bardzo nie lubi niedomkniętych historii, dlatego szuka informacji, które pomogą odzyskać poczucie kontroli i odpowiedzieć na pytanie “Co dalej dzieje się z osobą, która kiedyś była mi najbliższa?”, a czasem też niestety “Co to mówi o mnie?” . Media społecznościowe paradoksalnie często utrudniają zakończenie procesu rozstania. Obserwowanie byłego partnera podtrzymuje więź emocjonalną, nawet jeśli kontakt już nie istnieje. W efekcie może niepotrzebnie wydłużać proces żałoby po zakończeniu związku i utrudniać emocjonalne zamknięcie tej relacji oraz otwarcie się na nowy etap życia – komentuje Żaneta Rachwaniec.
Wejść i się nie utopić
Choć rozpatrywać powody rozstania i myśleć o byłym można de facto w nieskończoność, zwłaszcza, jeśli w naszym życiu uczuciowym się nie układa, należałoby sobie zadać pytanie, które po powrocie do siebie Michała i Marty Wiśniewskich zadaje sobie pewnie niejedna kobieta (a może i w cichości serca mężczyzna) – czy w ogóle warto próbować?
Ludowa mądrość za Heraklitem z Efezu powtarza, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. I z pewnością to samo powiedziałaby każda przyjaciółka pamiętająca niekiedy lepiej niż sama zainteresowana powody rozstania i zachowania byłego. Ale może jest jednak iskierka nadziei, że tym razem uda się napisać inne zakończenie?
– Sama miłość nie sprawia, że znikają problemy z komunikacją, zaufaniem czy stawianiem granic. Powrót do siebie oznacza również powrót do dawnych schematów, jeśli wcześniej nie zostały przepracowane. Udane powroty zdarzają się wtedy, gdy obie strony potrafią uczciwie przyjrzeć się przyczynom rozstania i rzeczywiście coś w międzyczasie zmieniły – nie tylko deklarują zmianę, ale pokazują ją swoim zachowaniem. Powrót ma sens wtedy, gdy budujemy nową relację z tą samą osobą, a nie próbujemy odtworzyć starej – tłumaczy psycholożka.
"Ludzie się nie zmieniają" vs "Do dwóch razy sztuka"
Jak wygląda to w przypadku niegdysiejszych państwa Wiśniewskich (a dziś po prostu Marty i Michała jednego nazwiska)? Patrząc na publiczne wypowiedzi Mandaryny z ostatnich 21 lat, wyraźnie widać, że wyszła z roli zakompleksionej dziewczyny w cieniu o wiele bardziej znanego, a do tego dość władczego i delikatnie mówiąc wymagającego męża (widać to wyraźnie w dodawanych obecnie masowo urywków programu “Jestem jaki jestem”).
Choć trudno podejrzewać, żeby ojcostwo nie zmieniło pozytywnie Michała, patrząc na to, jak przez lata źle mówił o byłych żonach, a na jaw wychodziły kolejne zdrady, w kolejnych małżeństwach (do których sam zainteresowany się niekiedy przyznawał), trudno liczyć na mityczne “on się zmienił”. Pokaz może nie tyle obrażania, co publicznego ucierania nosa wciąż jeszcze obecnej małżonce mamy na świeżo. Nie wszyscy pamiętają natomiast, że to nie Mandaryna była pierwszą żoną lidera Ich Troje. Była natomiast kobietą, z którą pierwszą żonę miał zdradzać.
A wszystko to, bo ciebie kocham
– To, że za kimś tęsknimy, nie musi oznaczać, że powrót do tej relacji będzie dla nas dobrym rozwiązaniem. Przed wysłaniem wiadomości warto odpowiedzieć sobie na trzy pytania: Dlaczego chcę to zrobić właśnie teraz?, Czy tęsknię za tą osobą, czy za samym byciem w związku? oraz Czy jestem gotowa na każdą odpowiedź, również brak odpowiedzi? Jeśli rozważamy powrót, warto pójść o krok dalej i zapytać także o to, co konkretnie zmieniło się od poprzedniego rozstania. Jeśli odpowiedź brzmi "nic”, istnieje duże ryzyko, że zakończenie tej historii będzie wyglądało podobnie jak poprzednio – podsumowuje Żaneta Rachwaniec.
W "Stu latach samotności", uważanych za jedną z najważniejszych, ale i najromantyczniejszych powieści ubiegłego wieku, główny bohater czeka ponad 50 lat, by znów być ze swoją ukochaną z młodości. W tym czasie ona zakłada rodzinę, rodzi dzieci, po czym jej mąż umiera. W tym samym czasie Florentino Ariza ma liczne kochanki i przelotne znajomości, ale myśli tylko o byłej. Powrót do siebie to tu szczęśliwe zakończenie.
Niejasne jest tylko, czy prawdziwym szczęściem jest przeżyć całe swoje życie może nie z wielką miłością, ale osobą kochaną, czy też myśleć o tym, co było, i liczyć na coś, co nigdy może się nie wydarzyć.
Czytaj także:
- Nie ma mocy prawnej, ale zmienia wszystko. Ślub humanistyczny to fenomen, który podbija Polskę
- Wydała 13 albumów o niespełnionej miłości. Taylor Swift wyszła za mąż, kończąc historię z licznymi (ex)bohaterami
- Kochanka, kłamstwa i posty na grupach. Polujemy na "tę drugą", a facetom dajemy immunitet



























