Relacja matka-córka to jedna z najsilniejszych i najpiękniejszych relacji, jaka może połączyć dwie kobiety. Z reguły jest pełna miłości, wsparcia, troski. Ale, jak w każdej relacji, także w takiej zdarzają się pewne nieporozumienia, konflikty, które przy emocjach związanych z intensywnością uczuć mogą stać się wyzwaniem. Szczególnie w momentach wyjątkowo wystawiających taką relację na próbę – wchodzeniu w dorosłość i chęci usamodzielnienia się od rodziców, pojawieniu się nowego członka rodziny czy trudnościach związanych z chorobą. 

WIDEO

player placeholder

Nawet, gdy matka z córką patrzą w tym samym kierunku, dodatkowe bodźce mogą sprawić, że ich perspektywy, dawniej zbieżne, rozchodzą się. Wzajemna relacja ulegnie ochłodzeniu. Warto w takich momentach wiedzieć, co zrobić, aby poradzić sobie z nimi i nie pogłębiać konfliktu, który eskalujący może ostatecznie zniszczyć nawet najtrwalszą relację. Na każdym etapie życia będzie to wyglądać nieco inaczej, bo i problemy kobiet, których dotyczy sytuacja, są inne. Wzięłyśmy je pod lupę i zastanawiamy się, jak najlepiej rozwiązać problem, aby dojść do trwałego porozumienia - pomaga nam w tym Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń, prawniczka, mediatorka rodzinna, interwentka kryzysowa, założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny w Warszawie, . 

Córka wychodzi z gniazda, a mama czuje się niepotrzebna

Alicja ma 21 lat, zakończyła właśnie pierwszy stopień studiów, pracuje, ma swój zespół, chłopaka, przyjaciół… Jak każda dziewczyna w jej wieku jest zajęta od rana do wieczora. I zdarza się, że przez to ma coraz mniej czasu dla mamy Doroty, która tęskni za swoją „małą córeczką”. Do tego często dochodzą różne „dorosłe” decyzje, które czasami odbiegają od oczekiwania rodziców. 

Zobacz także:

- Kiedy zaczęłam dorastać, nie zawsze nasze wizje były spójne, nie z każdą moją decyzją się zgadzała – wspomina Alicja. - Nie dostałam się za pierwszym razem na wymarzone studia i byłam przekonana w tamtym momencie, że za rok jeszcze raz spróbuję wziąć udział w rekrutacji. W ciągu tego roku zaczęłam studia na innym kierunku, który bardzo mi się spodobał i chciałam go kontynuować, więc musiałam odłożyć swoje marzenia o studiach w innym mieście na później. Moja mama początkowo nie podchodziła do tego przychylnie, bo obawiała się, że całkowicie zrezygnuję ze swoich marzeń. 

Kwestia obawy o dziecko nigdy nie mija, o czym wie każda mama. Niezależnie od tego, czy nasza pociecha ma 6, 16, 26 czy 46 lat, mama zawsze będzie czuła potrzebę chronienia swojego dziecka. Ta troska na każdym etapie życia może oznaczać co innego. Różnice mogą być drobne, ale nawet jeśli oznaczają tylko trochę odmienne podejście, to bywają niekiedy trudne do zaakceptowania przez drugą stronę. 

- Nie odbieram tego jako stratę. Nasze relacje zawsze były bardzo bliskie, więc sporo rozmawiamy. Może czasami mniej niż kiedyś ze względu na obowiązki. Oczywiście, że mnie pomija. Nie powiem, czasami troszkę mi z tego powodu smutno, ale to naturalne. Ma chłopaka, pracę, studia, przyjaciół. Mówię stanowczo, co myślę. Czasami się nie zgadzamy, ale chcę być uczciwa – tłumaczy Dorota.

Jednak czasami ta uczciwość spotyka się z buntem. A ten prowadzi do konfliktu, który może być trudny do rozwiązania – szczególnie, gdy dwie osoby mają podobne charaktery – a tak często bywa w relacji matka-córka.

- Obie jesteśmy dosyć uparte i w niektórych kwestiach potrzeba dużo czasu, aby znaleźć wspólny język, więc jeśli się kłócimy, to możemy zamknąć się na godzinę w swoich pokojach, aby przetrawić sytuację i emocje – tłumaczy Alicja. A Dorota dodaje ze swojej perspektywy: - Najtrudniejsze są emocje. Trzaskanie drzwiami, płacz na zawołanie. Nawet drobne zwrócenie uwagi często kończy się wielką awanturą. I oczywiście to nigdy nie jest jej wina. 

Tu widać wyraźnie, że obie panie postrzegają te same sytuacje nieco inaczej. Dla Alicji pójście do swojego pokoju i „ochłonięcie” jest najlepszym sposobem na wygaszenie emocji. Jak sama przyznaje – wtedy sytuacje „rozchodzą się po kościach”. Z kolei Dorota odbiera to jako oznakę buntu i czuje, że zawsze to ona wyciąga pomocną dłoń, żeby nie chować urazy i się nie kłócić.  

Komentarz mediatorki Małgorzaty Bohosiewicz-Suchoń:

Każda relacja matki z córką przechodzi moment, który w mediacji nazywam procesem renegocjowania więzi. Córka buduje swoją dorosłość, a matka musi odnaleźć się w nowej roli. To często nie jest konflikt o studia, partnera czy ilość telefonów. To jest konflikt o zmianę.

To naturalny, choć często bolesny etap w życiu każdej rodziny. Dorastanie oznacza symboliczne „przecięcie pępowiny” – proces, w którym córka buduje swoją niezależność i własną tożsamość. Konflikty pojawiają się dlatego, że obie strony kierują się różnymi potrzebami. Alicja potrzebuje wolności, przestrzeni do podejmowania własnych decyzji i sprawdzania siebie. Dorota natomiast kieruje się troską i potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa swojej córce, która – niezależnie od wieku – zawsze pozostanie dla niej dzieckiem.

Jako mediatorka bardzo często widzę, że pod zarzutami i pretensjami kryją się niezaspokojone potrzeby. Mama mówi: "Nie masz dla mnie czasu", ale tak naprawdę chce powiedzieć: "Tęsknię". Córka odpowiada: "Przestań mnie kontrolować", choć często myśli: "Pozwól mi być dorosłą". Dopóki rozmawiamy językiem pretensji, trudno się usłyszeć. Problemem nie jest to, że Alicja zamyka się w swoim pokoju czy potrzebuje chwili samotności. Problemem jest sposób, w jaki obie interpretują tę sytuację. Dla Alicji wycofanie się jest sposobem na wyciszenie emocji i odzyskanie równowagi. Dla Doroty ta sama cisza oznacza odrzucenie, brak bliskości i sygnał, że traci kontakt z córką.

Z doświadczenia zawodowego wiem również, że każda zmiana życiowa jest małym kryzysem rozwojowym. Kryzys nie oznacza katastrofy. Jest wyzwaniem i szansą. Zmusza nas do podjęcia różnych prób, a jedną z głównych jest konieczność nauczenia się nowego sposobu funkcjonowania i komunikacji.

W takich sytuacjach warto sięgnąć po komunikat „JA”, który pozwala mówić o własnych uczuciach bez obwiniania drugiej osoby. Zamiast powiedzieć: „Znowu mnie ignorujesz”, mama może powiedzieć: „Martwię się i tęsknię, kiedy przez kilka dni nie mamy kontaktu. Chciałabym wiedzieć, co u Ciebie słychać, bo wtedy czuję większy spokój”. Z kolei córka może odpowiedzieć: „Mamo, potrzebuję teraz trochę przestrzeni, żeby poukładać swoje sprawy i emocje. To nie znaczy, że Cię nie kocham ani że nie chcę mieć z Tobą kontaktu. Po prostu uczę się być samodzielna”.

Moja rada:

Ja także jestem mamą dorosłej córki i w związku z tym mogę dodać coś całkowicie od siebie. Sama przechodziłam przez ten etap. Trzeba nauczyć się cieszyć z tego, że dziecko nas już nie potrzebuje tak jak kiedyś. To paradoks rodzicielstwa – naszym sukcesem jest wychowanie człowieka, który potrafi odejść i żyć własnym życiem. To nie znaczy, że przestaje kochać. Po prostu kocha już inaczej. Kluczem do porozumienia jest zrozumienie, że bunt czy potrzeba większej niezależności nie są wymierzone przeciwko nam rodzicom. To naturalny etap rozwoju i ważny element budowania własnej tożsamości. Kiedy obie strony potrafią zobaczyć potrzeby stojące za zachowaniami, znacznie łatwiej jest im pozostać w bliskości mimo zachodzących zmian.

Kiedy pojawia się dziecko, relacja staje się trudna

Drugim etapem w relacji matka-córka, który może wywołać silne emocje, jest moment, kiedy córka sama zostaje matką. Ten scenariusz zna wiele kobiet. Najczęściej mama wtedy jest wyjątkowo potrzebna córce, aby poradzić sobie z maleństwem, nauczyć córkę wszystkiego – jej doświadczenie jest nieocenione. 

- W związku z tym, ze z mężem mieszkamy sami w Warszawie, bardzo często mama przyjeżdża i uczestniczy w naszym życiu, wspierając opieką nad córką. Bardzo to doceniam. Niezależnie, czy przyjeżdża, bo Nela jest chora, czy po prostu babcia chce spędzić z nią czas – tłumaczy Kinga, która jest mamą 4-letniej Neli. 

Nie da się jednak ukryć, że metody wychowawcze i ich rozumienie w dzisiejszych czasach wyglądają zupełnie inaczej niż jeszcze 10 czy 20 lat temu. Nasze mamy są przyzwyczajone do pewnych zachowań, które dla nas wydają się nie do pomyślenia. 

- Niekiedy sposoby wychowawcze mamy odbiegają od moich. Bywa tak, że chcę zwrócić uwagę, coś podpowiedzieć, czasami staram się delikatnie naprowadzić, że wolałabym inaczej, zdaję sobie jednak też sprawę z innych przyzwyczajeń. Mam tu na myśli głównie komunikację z dzieckiem. Przykładem może być komunikacja zabraniająca czegoś przez negatywy: „nie rób tego”. Zdaję sobie sprawę jak negatywy działają na mózg, ja wolę skupiać się na innej formie komunikacji – opowiada Kinga.

Te różnice dostrzega także mama Kingi, pani Ela, która wprost przyznaje: - Ja jestem rzeczowa i wymagająca. Kinga tłumaczy i wyjaśnia. Wydaje mi się też, że możemy inaczej definiować słowo wsparcie. Może jestem nazbyt opiekuńcza.

Różnice w komunikacji i metodach wychowawczych mogą prowadzić, nawet jeżeli nie do ostrych kłótni, to do pewnych napięć i nieporozumień. 

- Czasami pojawia się frustracja z obu stron, bo każda z nas ma swoje własne podejście, inne sposoby, mimo to zawsze gdzieś pojawia się rozmowa i wyjaśnienie podejścia – dodaje Kinga.

Szczera rozmowa na pewno jest kluczowa w dojściu do porozumienia. Warto jednak też wiedzieć, jakie mechanizmy zastosować, aby była ona jak najbardziej jakościowa i przyniosła faktyczne efekty.

Komentarz mediatorki Małgorzaty Bohosiewicz-Suchoń:

To jeden z najdelikatniejszych momentów w relacji dwóch kobiet. Nagle każda z nich jest mamą i każda chce dobrze. Problem polega na tym, że "dobrze" nie zawsze rozumiane jest tak samo.

W mediacjach bardzo często mówię, że nie ma nic bardziej konfliktogennego niż dobre intencje wyrażone w niewłaściwy sposób. Mama daje radę, bo chce pomóc. Córka słyszy krytykę swoich kompetencji. Obie cierpią, choć żadna nie chciała zranić drugiej. Najważniejsze jest oddzielenie intencji od sposobu działania. Intencją pani Eli jest troska, wsparcie i chęć pomocy. Problem pojawia się wtedy, gdy sposób przekazywania tej troski odbierany jest jako krytyka lub ingerowanie w decyzje rodziców.

Kinga może jednocześnie docenić pomoc mamy i jasno wyznaczyć granice. Na przykład powiedzieć: "Mamo, bardzo Ci dziękuję za wszystko, co robisz dla mnie i dla Neli. Twoje wsparcie jest dla mnie naprawdę bezcenne. Chciałabym jednak, żebyśmy w kwestiach wychowawczych kierowali się zasadami, które z mężem wspólnie ustaliliśmy. To daje mi poczucie, że buduję ze swoją córką relację zgodną z naszymi wartościami".

Z kolei rolą babci nie jest zastępowanie rodziców, ale wspieranie ich. Nie oznacza to rezygnacji z własnego doświadczenia, lecz znalezienie takiej formy pomocy, która będzie wzmacniała córkę w jej roli, a nie ją osłabiała. Takie podejście jest dobre także dla samego dziecka.

Jako mediatorka często powtarzam, że granice nie oddalają ludzi od siebie. Dobrze postawione granice budują wzajemny szacunek i sprawiają, że relacja może być bliższa, spokojniejsza i oparta na zaufaniu.

Moja rada:

Pamiętajmy , że pierwsze miesiące po narodzinach dziecka to czas ogromnego przeciążenia emocjonalnego. Zmęczenie, hormony, brak snu sprawiają, że nawet niewinne zdanie może zabrzmieć jak atak. Dlatego warto szczególnie uważać na sposób komunikacji. Nasze córki - nasze dzieci - nie potrzebują, żebyśmy były ekspertkami od ich życia. Potrzebują, żebyśmy były bezpiecznym miejscem, do którego zawsze mogą wrócić. Czasami największym wsparciem jest zapytanie: "Czego ode mnie potrzebujesz?", zamiast powiedzenia: "Ja zrobiłabym to inaczej."

Gdy role się odwracają i córka staje się wsparciem

Życie zawsze jest przewrotne. Najpierw rodzice opiekują się nami. W pewnym momencie przychodzi czas na odcięcie pępowiny i zarówno matki, jak i córki zaczynają żyć swoim życiem. Na starość z reguły role się odwracają i to dzieci przejmują rolę opiekunów. Czasami takie sytuacje dzieją się już wcześniej – np. gdy pojawia się choroba.

Pani Sabina ma za sobą trudne doświadczenia związane z chorobą nowotworową. Jej córka była dla niej wtedy ogromnym wsparciem. 

- Była dużym wsparciem i takim inteligentnym, bez okazywania słabości. To ona powiedziała, jaka jest diagnoza i myślę, że to było dla niej bardzo trudne. Myślę, że o wielu rzeczach mogę nie wiedzieć – przyznaje pani Sabina. 

Jej córka też wspomina o tym momencie i przyznaje, że to było dla niej trudne wyzwanie – w dużej mierze emocjonalnie. Ale jednocześnie wie, że takie podejście było dla niej czymś oczywistym, nie wyobrażała sobie nie wspierać mamy w tych trudnych chwilach. 

- Pierwsza wiedziałam, jaka jest diagnoza i musiałam to mamie przekazać, a to nie było łatwe. W końcu poczułam, że mogę odwzajemnić wsparcie, jakie ja dostawałam od mamy w trudnych chwilach. To było oczywiste dla mnie, że jej emocje były ważniejsze w tamtym momencie. Ja miałam inne osoby, w postaci partnera i przyjaciół, na których mogłam polegać.

Postawa osoby wspierającej córki w takim momencie też jest niezwykle istotna. Bo dzięki temu córka pani Sabiny mogła radzić sobie ze swoimi trudnymi emocjami związanymi z chorobą mamy, których z kolei starała się jej nie pokazywać . 

- Dużym wsparciem w tamtym czasie był mój partner, z którym mogłam dzielić emocje związane z tym, co się dzieje – dodaje. 

To naprawdę wyjątkowa sytuacja, w której nietrudno o nadmiar emocji, ale jednocześnie wiele z nich obie strony duszą w sobie, żeby nie obciążać tej drugiej – mama nie chce pokazywać swojego strachu córce, a córka nie chce dokładać emocji mamie. Jak radzić sobie w tym momencie?

Komentarz mediatorki Małgorzaty Bohosiewicz-Suchoń:

Choroba rodzica to jeden z najtrudniejszych momentów w życiu rodziny. To czas, w którym naturalny porządek ról zaczyna się odwracać – córka staje się opiekunką swojej mamy. Dla obu kobiet jest to ogromne wyzwanie emocjonalne. Nagle okazuje się, że osoba, która przez całe życie dawała siłę, sama zaczyna jej potrzebować.

Często w swojej pracy spotykam osoby, które w takich sytuacjach próbują być bardzo dzielne. Ani mama nie chce obciążać córki swoim lękiem, ani córka nie chce dokładać mamie własnych emocji. W efekcie obie zostają z samotnością. Niektórzy psychologowie mówią o takiej sytuacji jako o „spisku milczenia”. Mama nie chce pokazywać córce swojego lęku, żeby jej nie obciążać. Córka z kolei ukrywa własny strach, chcąc być silną dla mamy. Paradoksalnie obie próbują się chronić, a jednocześnie oddalają się od siebie właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebują bliskości.

W mediacji mówimy, że relacja nie polega na chronieniu drugiej osoby przed wszystkimi emocjami. Relacja polega na tym, że możemy i powinniśmy o tych emocjach porozmawiać i te emocje razem unieść.

Z perspektywy interwentki kryzysowej niezwykle cennym jest to, aby córka pani Sabiny potrafiła zadbać również o siebie. Korzystała ze wsparcia partnera i bliskich, dzięki czemu nie została sama z ogromnym ciężarem emocji. To bardzo ważne, ponieważ opiekun również potrzebuje wsparcia. Nie da się przez długi czas pomagać drugiej osobie, jeśli samemu nie ma się przestrzeni na własne emocje.

Moja rada:

W sytuacjach kryzysowych, a taką niewątpliwie jest choroba najbliższej osoby, autentyczność jest znacznie ważniejsza niż udawanie siły. Nie musimy być bohaterami. Mamy prawo powiedzieć: „Boję się”, „Jest mi trudno”, „Nie wiem, co będzie dalej”. Bardzo często właśnie takie szczere wyznanie staje się początkiem prawdziwej bliskości.

Równie ważne jest, aby mimo choroby nie odbierać chorej osobie poczucia sprawczości. Zamiast domyślać się, czego potrzebuje, warto zapytać: „Mamo, czego dziś najbardziej ode mnie potrzebujesz?”, „Jak chciałabyś, żebyśmy spędzili ten dzień?” albo „W czym mogę Ci pomóc, a co chciałabyś zrobić sama?”. Takie pytania pozwalają mamie zachować poczucie godności i wpływu na własne życie, a córkę uwalniają od przekonania, że musi domyślać się wszystkich potrzeb i brać za wszystko odpowiedzialność.

Napięcia, o których wspominamy z Małgosią w tym artykule, są z reguły iskierkami, które mogą przynieść różne efekty. Z reguły nie sposób ich uniknąć, bo są totalnie ludzkie – mamy zawsze będą się troszczyć o swoje córki, jednocześnie wywierając na nie pewną presję, z kolei córki mogą się buntować, próbując żyć własnym życiem. Ale świadomość tego, że pewne słowa i czyny wynikają z troski, na pewno pomoże ułożyć sobie to w głowie. Z kolei znajomość mechanizmów mediacyjnych może pomóc nazwać problem i szczerze o nim porozmawiać tak, aby konflikty nie wisiały w powietrzu i nie „rozchodziły się po kościach”. To wpłynie na jeszcze bardziej jakościową relację – niezależnie od okoliczności. 

Małgorzata Bohosiewicz- Suchoń:

Po latach pracy z rodzinami wiem jedno – nie istnieją relacje bez konfliktów. Istnieją natomiast relacje, w których ludzie potrafią rozmawiać o tym, co ich boli. Konflikt nie jest zagrożeniem dla więzi. Milczenie, niewypowiedziane żale i narastające domysły są znacznie bardziej niebezpieczne. Każdy etap relacji matki i córki wymaga czegoś innego. Najpierw uczymy się być razem, później uczymy się pozwalać sobie odejść, a z czasem uczymy się być dla siebie partnerkami. To proces, który trwa całe życie. Jako mediatorka rodzinna wiem, że najtrwalsze relacje nie są idealne. Są autentyczne. Jest w nich miejsce na różnice, na emocje, na pomyłki i na powrót do rozmowy. A tak na sam koniec, jako mama dorosłej córki mogę powiedzieć, że z biegiem lat coraz bardziej rozumiem, że miłość rodzicielska dojrzewa razem z dzieckiem. Zmienia swoją formę, ale nie zmniejsza swojej siły.


Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń: absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Studiów Menedżerskich na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych na Uniwersytecie SWPS w Katowicach w zakresie Pomocy Psychologicznej i Interwencji Systemowych w Rodzinie (interwent kryzysowy), mediator z ponad 27-letnim doświadczeniem w mediacjach: nieletnich, rodzinnych, cywilnych i gospodarczych.Stała Mediatorka przy czterech Sądach Okręgowych w Polsce. Specjalista ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie - Certyfikacja Pierwszego Stopnia. Od 2020 roku Mediatorka Sądu Polubownego przy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz Mediatorka w postępowaniach dotyczących skarg na brak dostępności z listy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).

Prezes Zarządu i założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny Sp. z o.o. w Warszawie oraz właścicielka Kancelarii Mediacyjnej „Skuteczne Mediacje”. Współpracowniczka Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie oraz Fundacji ITAKA. Członkini Komisji Rewizyjnej Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie.Od 2021 roku Koordynator Projektu „Standardy Pomocy Dziecku w Sytuacji Rozstania Rodziców” realizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, współtwórczyni i współrealizatorka programu „Akademia Dobrego Rozstania” Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie. Członkini Kapituły I-szej edycji konkursu „Kancelaria Przyjazna Dziecku”.Od 2022 roku aktywna współpracowniczka Centrum Wsparcia i Mediacji Fundacji ITAKA.Od 2023 roku menedżer międzynarodowego projektu „Zapobieganie formom przemocy i nadużyć prowadzących do zaginięcia dzieci lub ich skutków oraz propagowanie prawa dzieci do wolności od przemocy” realizowanego przez Fundację Itaka oraz Federację MCE - Missing Children Europe.Aktywnie zaangażowana w pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy, ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia dzieci i młodzieży, w tym w projektach FDDS realizowanych w okresie 03/2022–08/2023 „Program Wsparcia i Pomocy dla Dzieci i ich Opiekunów z Ukrainy.”

Od 2023 roku wykładowca akademicki.


Czytaj także: