Opiniodawczy Zespół Specjalistów Sądowych to pomocniczy organ działający przy sądach okręgowych, który składa się ze specjalistów z dziedziny psychologii, pedagogiki, a także psychiatrii czy medycyny. Przeprowadza analizę relacji w rodzinie oraz ocenia zasadność władzy rodzicielskiej po rozmowach z zainteresowanymi stronami. 

WIDEO…

player placeholder

– Do OZSS kierowane są sprawy rodzinne, a więc o władzę rodzicielską, pieczę nad dziećmi, kontakty, zarówno toczące się przed sądami rejonowymi, jak i sądami okręgowymi (rozwody lub postępowania odwoławcze od orzeczeń sądów rejonowych) – tłumaczy Agnieszka Szydełko, dr nauk prawnych, adwokat i psycholog (biegły sądowy). – Głównie trafiają tu rodziny, w których rodzice nie są w stanie porozumieć się dla dobra dzieci, przerzucają się laurkami na swój temat i/lub zarzutami w kierunku drugiego rodzica, ale w ostatnim czasie pojawiają się także sprawy, w których rodzice prezentują oficjalnie postawę porozumienia, a jednak sąd ma w tym zakresie uzasadnione wątpliwości (czy nie jest to porozumienie dla pozoru, dla przyspieszenia postępowania). 

Zadaniem tej instytucji jest zatem określenie, co jest najlepsze dla dzieci po to, aby sąd wydał jak najrzetelniejszy wyrok. Ludzie, którzy mają być poddani takiej opinii, chcą oczywiście wypaść jak najlepiej i mogą wpaść w pułapkę – bo wtedy ich zachowanie przypomina bardziej teatr niż prawdziwe życie, co bardzo łatwo wyczuć. Wtedy kochająca mama czy tata mogą wyjść na kontrolujących i pokazać się w gorszym świetle, co także wpłynie na opinię. Jak tego uniknąć i czego nie robić pod żadnym pozorem? Nad tym zastanawiamy się razem z Małgorzatą Bohosiewicz-Suchoń, prawniczką, mediatorką rodzinną, interwentką kryzysową, założycielką Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny w Warszawie.

Zobacz także:

Kiedy w spór sądowy włączone jest dziecko

- Opinie Zespołów Sądowych Specjalistów (OZSS) są dla wielu rodziców jednym z najtrudniejszych wyzwań w trakcie rozwodu czy sporu o opiekę nad dzieckiem. Konfrontacja z ustaleniami specjalistów to chwila, w której życie rodzinne trafia pod lupę – a dziecko, chcąc nie chcąc, staje się jej częścią – podkreśla Małgorzata Bohosiewicz. – Z oczywistych względów na tak trudnym etapie życia budzi to niepokój i to jest normalne. Jako mediatorka rodzinna często słyszę pytania o to, jak się do takiego badania przygotować, jak przygotować dziecko i siebie, czego unikać, co mówić.

Specjaliści analizują całokształt sytuacji rodzinnej, starając się poznać prawdę na temat tego, jak wygląda codzienność rodziców i dzieci. Biorą pod uwagę zarówno akta sprawy, jak i wywiady z członkami danej rodziny, a niekiedy nawet rozeznanie środowiskowe przy pomocy kuratora. Wszystko po to, aby wydać jak najrzetelniejszą opinię. Warto jednak podkreślić, że opinia nie jest potrzebna za każdym razem, gdy dochodzi do sprawy w sądzie rodzinnym. Zleca się ją w konkretnych, uzasadnionych przypadkach – np. gdy dochodzi do ograniczenia władzy rodzicielskiej z jakiegoś powodu, utrudniania kontaktów przez jednego z rodziców, gdy sąd chce poznać zdanie i emocje dziecka na jakiś temat. 

- Staram się każdą sprawę, każde zlecenie z sądu czy prokuratury traktować jako wyjątkowe, indywidualne, bo w końcu chodzi o ludzkie życie, o przyszłość rodzin i poszczególnych osób – tłumaczy dr Agnieszka Szydełko. – Niekiedy rodzice uważają, że dla dobra dzieci konieczne jest odseparowanie ich od drugiego rodzica, interpretują zachowania drugiego rodzica jako przemocowe, na szkodę dzieci i, chcąc je chronić, indukują im negatywne treści na jego temat lub izolują, niekiedy nawet nie zdając sobie z tego sprawy lub będąc przekonanym o słuszności swojego postępowania. Innym razem można spotkać się z przejawem nadmiernej miłości przyjmującej formę ustępowania dzieciom, braku stawiania granic, próby zaskarbienia sobie ich wdzięczności i miłości. Może to być też nadmiernie ochraniająca postawa w postaci nadmiernej troski o dzieci, dbania o najmniejszy szczegół ich życia (od ubioru przez sposób zachowania aż po wyniki w nauce). 

W takich sytuacjach często rodzice zachowują się sztucznie, aby wypaść jak najlepiej w oczach psychologów. A jeszcze gorzej, kiedy zaczynają narzucać konkretne zachowanie dziecku i narzucać mu, co dokładnie powinno mówić w rozmowie z osobami opiniującymi.

- Wielokrotnie można spotkać się z włączaniem dziecka w spór sądowy i traktowanie badania w OZSS jako kolejnego pola do wykorzystania w celu wygrania procesu. Przy takim scenariuszu dzieci angażowane są w konkretne zadania typu, co mają przekazać psychologom (w formie rzekomo własnych wspomnień, wniosków), jak się mają zachowywać w kontakcie z drugim rodzicem. Nastawianie dzieci pod kątem przebiegu badania, zamiast przynieść wymierne korzyści dla rodziny, niejednokrotnie staje się źródłem dodatkowego stresu, szczególnie u dzieci – dodaje adwokatka. 

Komentarz mediatorki Małgorzaty Bohosiewicz-Suchoń:

Zacznijmy od tego, że dziecko nie powinno nigdy czuć, że musi wybierać jednego z rodziców... To jedna z najważniejszych zasad dla rodziców znajdujących się w konflikcie rozwodowym. 

Druga zasada to unikanie komentarzy oceniających drugiego rodzica, w szczególności krytykowanie jego postępowania czy ocenianie. Jakiekolwiek komentarze, nawet te, które wydają się nam niewinne, jak westchnienie, ironiczny ton czy komentarze typu: „a tata znowu się spóźnił”, „a mama panikuje znów przesadza”, dziecko odczytuje nie tylko jako słowa, ale jako konkretne emocje i intencje, które są ich tłem. Dobra zasada: nigdy nie mów źle o drugim rodzicu przy dziecku.

Przygotowanie dziecka do badania w OZSS nie jest niczym złym, wręcz odwrotnie. Polega przede wszystkim na wyjaśnieniu, gdzie i po co idziecie, kim jest ten specjalista, że rozmowa nie jest egzaminem, a co najważniejsze, że dziecko może mówić to, co realnie czuje. Instruowanie a nawet manipulacja dzieckiem zaczyna się tam, gdzie pojawiają się konkretne treści do przekazania: „powiedz, że wolisz mieszkać ze mną”, „nie mów o tym, co się stało w niedzielę”.  To jest niewłaściwe i szkodzi przede wszystkim dziecku.

Mama kochająca czy mama kontrolująca?

Zadaniem zespołu opiniującego jest wydanie rzetelnej opinii na temat relacji rodzinnych. Trudno jednak o taką, jeżeli rodzice oraz dzieci zachowują się nienaturalnie. Może to wynikać z troski dorosłych o dobro rodziny i jak najkorzystniejszy werdykt. Niestety często przynosi to efekty odwrotne do zamierzonych. Warto pamiętać, że w zespole zasiadają doświadczeni psycholodzy, którzy są w stanie wyczuć fałszywe nuty i wtedy spojrzeć na takiego rodzica w negatywnym świetle – nawet jeżeli jego zachowanie wynika z miłości. 

- Granica jest płynna i niejednorodna. Wymagane jest ogromne wyczucie połączone z wiedzą i doświadczeniem opiniujących, a dalej – sądów, aby odpowiednio wyważyć dobro dziecka związane z jego ochroną a jego prawem i obowiązkiem do kontaktów i więzi z obojgiem rodziców. Ważne jest też rozgraniczanie, czy negatywne zachowania obejmowały bezpośrednio dziecko, czy wiązały się z osobą rodzica i jakie więzi łączą dziecko z każdym z rodziców – tłumaczy dr Agnieszka Szydełko. – Dla dłuższej obserwacji sądy niekiedy decydują się też na kontakty pod nadzorem np. kuratora czy w wyznaczonym punkcie kontaktu rodzica z dzieckiem w obecności psychologa, pedagoga. Pozwala to na obserwację relacji i więzi rodzica zobowiązanego do nadzorowanych kontaktów z dzieckiem, ale i rodzica tak zwanego wiodącego. Te instytucje świetnie sprawdzają się w toku postępowań, które najczęściej trwają kilkanaście miesięcy, dostarczając dodatkowych wartościowych informacji. 

Oczywiście poddanie się opinii jest niezwykle stresujące, więc trudno się dziwić, że ludzie wówczas reagują bardziej emocjonalnie. Aby ograniczyć strach, który może nam podpowiadać złe rozwiązania, warto odpowiednio przygotować się do rozmowy z biegłymi – ale nie samodzielnie, tylko przy pomocy mediatora, który podpowie, na co zwrócić uwagę i czego unikać. Wtedy nie wpadniemy w pułapkę nieudolnej gry aktorskiej i narzucania dziecku, co ma mówić, a czego lepiej nie. 

- Każda osoba biorąca udział w badaniu psychologicznym w pewien sposób pragnie zaprezentować się w dobrym świetle. Jest to naturalne zjawisko. Ważne jest jednak dokonanie oceny, na ile ta pozytywna prezentacja mieści się w granicach normy, a na ile jest już próbą zafałszowania obrazu siebie, swoich relacji z dziećmi, przedstawienia siebie jako osoby „idealnej”, „skrzywdzonej”, na ile mamy do czynienia z manipulacją – podkreśla biegła. 

Komentarz mediatorki Małgorzaty Bohosiewicz-Suchoń:

Warto mówić konkretnie, bez owijania w bawełnę. Unikajmy nadmiernego i sztucznego uspokajania, które paradoksalnie potęguje niepokój. Coś w rodzaju: „Spotkasz się z panią, która rozmawia z dziećmi, kiedy rodzice mieszkają osobno. Możesz jej powiedzieć, co myślisz i czujesz, nie ma złych odpowiedzi”. To, co istotne – tego rodzaju zapewnienie dziecka, co je czeka, da mu poczucie bezpieczeństwa, spokoju. Ważne jest też unikanie zdań sugerujących oczekiwania – „powiedz prawdę” brzmi niewinnie, ale dziecko może je odebrać jako „powiedz to, co ja uważam za prawdę”.

Paradoksalnie – im bardziej rodzic stara się „wypaść dobrze”, przygotować, wyuczyć odpowiedzi, tym łatwiej dostrzec sztuczność, brak autentyczności i prawdziwości w jego odpowiedziach i zachowaniu. Radzę rodzicom, by skupili się nie na wrażeniu, jakie chcą wywrzeć, lecz na tym, jak wiarygodnie są w stanie przekazać, jak funkcjonują na co dzień z dzieckiem oraz z drugim rodzicem. Relacja powinna pokazywać rzeczywistość, czyli codzienność, a nie deklaracje. To rzeczywistość jest przedmiotem obserwacji specjalistów. Autentyczność i szczerość, nawet co do własnych niedoskonałości, działa na korzyść rodzica znacznie bardziej niż wyreżyserowana, wyuczona perfekcja, zazwyczaj bardzo szybko rozszyfrowywana przez specjalistów.  

Kiedy rodzic zaczyna wymagać szczegółowych relacji z każdego spotkania z drugim rodzicem, kwestionować każdą decyzję drugiego rodzica, czy monitorować dziecko w sposób, który ogranicza jego naturalną swobodę – to sygnał, że granice zostały przekroczone. Troska przekształciła się w potrzebę kontroli, często wynikającą z lęku rodzica o siebie samego, a nie z realnego zagrożenia dla dobra dziecka.

Miłość do dziecka to nie argument 

Każdy rodzic, który kocha swoje dziecko, ma poczucie, że wie, co jest dla niego najlepsze. Niestety nasza prawda często bywa weryfikowana z perspektywy drugiej osoby. Bo gdy pojawia się konflikt między rodzicami i walka o prawo do opieki nad nieletnim, wówczas postrzegamy siebie jako najlepszego rodzica, a byłego partnera wyłącznie w negatywnym świetle. Gdy jesteśmy poddawani opinii sądowej, warto rozdzielić te uczucia i spróbować spojrzeć na sprawę obiektywnie.  

- To jeden z najtrudniejszych mechanizmów do zdemaskowania, bo nikt nie chce kwestionować czyjejś miłości do dziecka. „Robię to, bo kocham moje dziecko, wiem, co jest dla niego najlepsze” – tak często wygląda uzasadnianie działań, które w rzeczywistości służą przede wszystkim walce z drugim rodzicem. To nie znaczy, że miłość jest nieszczera – znaczy, że została wplątana w konflikt jako narzędzie, jako podstawowy argument, często nieświadomie. Mediator ma możliwość zobaczenia wcześniej momentu lub tzw. miejsca, w którym oboje rodzice, mimo konfliktu, wciąż potrafią zgodzić się co do jednego: że kochają swoje dziecko. I to zwykle punkt, od którego lub wokół którego można zacząć budowanie porozumienia. Badanie w OZSS nie jest testem, który można „zdać” odpowiednim zachowaniem – jest próbą zrozumienia realnej sytuacji dziecka i całej rodziny i ujęcia jej opisu w dokumencie przygotowanym przez specjalistów dla sądu. Najlepsze, co mogą zrobić rodzice, to zadbać o to, by dziecko czuło się bezpiecznie oraz nie było obciążone rolą świadka w sporze dorosłych i tym samym stanowiło najlepsze świadectwo, że jego rodzice dojrzali do rozwiązania swojego związku bez zbędnego obciążenia. Reszta – najczęściej – wychodzi sama – podsumowuje Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń. 


Dr Agnieszka Szydełko - adwokat, psycholog, doktor nauk prawnych, mediatorka, właścicielka kancelarii adwokackiej oraz centrum psychologicznego, Członek Założyciel i Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Psychologów, Psychoterapeutów i Lekarzy, absolwentka prawa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach na Wydziale Prawa i Administracji, absolwentka psychologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach na Wydziale Pedagogiki i Psychologii, wykładowca na Uniwersytecie SWPS, absolwentka studiów podyplomowych z zakresu psychologii transportu uzyskując stosowne uprawnienia, posiada uprawnienia pedagogiczne, laureatka konkursu „Kancelaria Przyjazna Dziecku” (nagroda). Ukończyła liczne kursy i szkolenia o tematyce psychologicznej, pedagogicznej, prawnej, medycznej. Absolwentka kursów międzynarodowych na takich uczelniach, jak Harvard University, Lund University, Johns Hopkins University, University of Michigan czy ESCP Europe Business School, członek zespołu do realizacji projektu prowadzonego przez ORA w Katowicach i Komitet Ochrony Praw Dziecka dotyczącego „Standardów Pomocy Dziecku w Sytuacji Rozstania Rodziców”, autorka i prowadząca webinar „Opiniowanie sądowo-psychologiczne z perspektywy adwokata i biegłego psychologa”, autorka licznych artykułów naukowych, organizatorka i prelegentka na konferencjach naukowych międzynarodowych i ogólnopolskich o charakterze psychologicznym i prawnym.


Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń: absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Studiów Menedżerskich na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych na Uniwersytecie SWPS w Katowicach w zakresie Pomocy Psychologicznej i Interwencji Systemowych w Rodzinie (interwent kryzysowy), mediator z ponad 27-letnim doświadczeniem w mediacjach: nieletnich, rodzinnych, cywilnych i gospodarczych.Stała Mediatorka przy czterech Sądach Okręgowych w Polsce. Specjalista ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie - Certyfikacja Pierwszego Stopnia. Od 2020 roku Mediatorka Sądu Polubownego przy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz Mediatorka w postępowaniach dotyczących skarg na brak dostępności z listy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).

Prezes Zarządu i założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny Sp. z o.o. w Warszawie oraz właścicielka Kancelarii Mediacyjnej „Skuteczne Mediacje”. Współpracowniczka Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie oraz Fundacji ITAKA. Członkini Komisji Rewizyjnej Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie.Od 2021 roku Koordynator Projektu „Standardy Pomocy Dziecku w Sytuacji Rozstania Rodziców” realizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, współtwórczyni i współrealizatorka programu „Akademia Dobrego Rozstania” Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie. Członkini Kapituły I-szej edycji konkursu „Kancelaria Przyjazna Dziecku”.Od 2022 roku aktywna współpracowniczka Centrum Wsparcia i Mediacji Fundacji ITAKA.Od 2023 roku menedżer międzynarodowego projektu „Zapobieganie formom przemocy i nadużyć prowadzących do zaginięcia dzieci lub ich skutków oraz propagowanie prawa dzieci do wolności od przemocy” realizowanego przez Fundację Itaka oraz Federację MCE - Missing Children Europe.Aktywnie zaangażowana w pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy, ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia dzieci i młodzieży, w tym w projektach FDDS realizowanych w okresie 03/2022–08/2023 „Program Wsparcia i Pomocy dla Dzieci i ich Opiekunów z Ukrainy.”


Czytaj także: