Kupujemy karnety na siłownię, chodzimy do fizjoterapeutów, suplementujemy witaminy i dbamy o zbilansowaną dietę. Gdy przytłacza nas nadmiar emocji, szukamy wsparcia u psychologa i uczymy się stawiać zdrowe granice. O zdrowie fizyczne i psychiczne nauczyliśmy się dbać z dumą, to dla nas synonim dojrzałości i troski o siebie. Dlaczego więc w tym całym dbaniu o własny dobrostan tak często ignorujemy zdrowie finansowe? Zapominamy, jak potężny ma ono wpływ na pozostałe filary naszego życia. Ciągły niepokój o niespodziewane wydatki, brak poduszki finansowej czy lęk przed przyszłością generują przewlekły stres, który odbiera sen, wywołuje napięcie i niszczy nasze zdrowie psychiczne, a z czasem i fizyczne. Finanse to nie kwestia rezygnacji z przyjemności, ale fundament naszego spokoju i poczucia bezpieczeństwa.

WIDEO…

player placeholder

Pierwsze 60 minut bez wstydu i... bez spowiadania się z kwot

Skorzystałam z darmowej, 60-minutowej konsultacji w ramach programu Bezpłatnego Przeglądu Zdrowia Finansowego. Moje wielkie obawy i wymyślone w głowie czarne scenariusze prysły już w pierwszych minutach połączenia. Zamiast surowego kontrolera ze srogim spojrzeniem, po drugiej stronie monitora powitał mnie człowiek z ogromną empatią i zrozumieniem. Nikt nie kazał mi spowiadać się ze stanu konta, podawać wyciągów bankowych, wyliczać co do grosza zarobków ani tłumaczyć się z zachcianek z ostatniego miesiąca.

Trener Zdrowia Finansowego spokojnie przedstawił mi agendę spotkania i wyłożył czystą, przejrzystą teorię. Zasada numer jeden, którą usłyszałam na samym początku rozmowy, natychmiast zdjęła ze mnie ogromny psychiczny ciężar: spotkanie ma charakter całkowicie poufny, a przede wszystkim obowiązuje podczas niego bezwzględny zakaz sprzedaży jakichkolwiek produktów finansowych. Nikt nie wciskał mi drogich ubezpieczeń, „okazyjnych” lokat, kredytów ani konkretnych funduszy inwestycyjnych.

Zobacz także:

Rozmawialiśmy też o oszczędzaniu na emeryturę, temacie, który do tej pory wywoływał u mnie lekki paraliż i poczucie przytłoczenia. Przedstawiono mi dostępne na rynku opcje i możliwości w prosty, ludzki sposób, ale całą decyzyjność i wybór w 100% pozostawiono mi, bez wywierania najmniejszej presji czy poczucia ponaglania.

Zasada 50/30/20 i poduszka finansowa

Podczas konsultacji krok po kroku przeanalizowaliśmy uniwersalny model idealnego, zdrowego budżetu domowego, który pozwala złapać finansową równowagę:

50% - Wydatki stałe: To fundament - koszty utrzymania domu, czynsz, rachunki za media, raty kredytów czy ubezpieczenia. Wszystko to, co musimy zapłacić, by bezpiecznie funkcjonować z miesiąca na miesiąc.

30% - Wydatki zmienne: Elastyczna część budżetu przeznaczona na codzienne życie: jedzenie, transport, odzież, kosmetyki, wyjścia na miasto ze znajomymi, kulturę czy drobne, niespodziewane naprawy.

20% - Oszczędności i inwestycje: Kluczowa część przeznaczona na budowanie bezpiecznej przyszłości,  ta sama, którą (przyznaję się bez bicia) w swoim dotychczasowym planowaniu najczęściej po prostu omijałam, wychodząc z założenia, że „zaoszczędzę to, co zostanie na koniec miesiąca”.  Czasem nie zostawało nic.

Omówiliśmy także, jak uwalniające jest zrobienie rzetelnego bilansu majątku, spisanie w jednym miejscu tego, co dokładnie posiadamy, od oszczędności po dobra materialne, i określenie ich realnej wartości.

To daje punkt wyjścia do ustalenia hierarchii celów długoterminowych. Trener zwrócił też szczególną uwagę na budowanie poduszki finansowej,  bezpiecznego bufora gotówkowego na 3–6 miesięcy życia, który daje psychiczny spokój na wypadek nagłych zawirowań, takich jak utrata pracy czy choroba.

Czarno na białym: Co się stało po wyłączeniu kamerki?

Największy przełom i prawdziwe olśnienie nastąpiły jednak dopiero po zakończeniu rozmowy wideo. Otrzymałam praktyczny zestaw narzędzi do pracy własnej, w tym czytelny arkusz budżetowy w formie prostego pliku, który miałam wypełnić samodzielnie, w domowym zaciszu, bez niczyjego nadzoru i presji.

Gdy usiadłam przy biurku, otworzyłam historię transakcji z ostatnich miesięcy i skrupulatnie wpisałam swoje realne liczby w odpowiednie rubryki, po raz pierwszy w życiu zobaczyłam strukturę moich pieniędzy czarno na białym:

Zapomniane subskrypcje: Z przerażeniem odkryłam kilka usług streamingowych i aplikacji, z których nie korzystałam od wielu miesięcy, a za które co miesiąc automatycznie, po cichu uciekały z mojego konta konkretne kwoty.

Jedzenie na mieście: Choć święcie wierzyłam, że to jedynie sporadyczne wyskoki na lunch czy kawę, w skali pełnego miesiąca drobne kwoty sumowały się w zaskakująco pokaźną, niemal absurdalną sumę.

Efekt „drobnych zakupów”: Niewinne, codzienne wstępowanie do osiedlowego sklepiku w drodze z pracy po „dwa drobiazgi” generowało na koniec miesiąca kwotę, która nie była mała. Okazało się, że to nie duże wydatek rujnowały mój budżet, ale mikro-wycieki, których wcześniej w ogóle nie rejestrowałam.

Moje pierwsze małe kroki

Nie odkładałam wniosków na bliżej nieokreśloną przyszłość, bo poczułam natychmiastową potrzebę przejęcia sterów nad własnym życiem. Anulowałam trzy całkowicie zbędne subskrypcje, ustaliłam sztywny tygodniowy limit na drobne sprawunki w sklepiku pod domem i ustawiłam w banku automatyczne zlecenie stałe na konto oszczędnościowe od razu w dniu wypłaty (stosując złotą zasadę: płać najpierw sobie).

Mam już za sobą w życiu kilka udanych inwestycji i nie zaczynałam od zera, a jednak to niepozorne spotkanie i późniejsza praca na własnym arkuszu dały mi coś absolutnie przełomowego. Zrozumiałam, że czym innym jest podejmowanie pojedynczych decyzji inwestycyjnych, a czym innym chłodne, bieżące pilnowanie własnego portfela.

Dokładne przyjrzenie się temu, gdzie i jak po cichu uciekają mi pieniądze, dało mi natychmiastowe, głębokie poczucie pełnej kontroli. A to właśnie ta kontrola i przejrzystość otwierają przestrzeń do myślenia o kolejnych, jeszcze większych projektach i odważniejszych krokach w przyszłości.


Czytaj także: