Wystarczy wejść na dowolną grupę dyskusyjną poświęconą opiniom o sklepach internetowych, by przekonać się, jak masowy i bezczelny stał się ten proceder. Dziennie pojawiają się tam dziesiątki wpisów zdesperowanych kobiet: od młodych dziewczyn, które zostały bez kreacji na wesele i bez grosza w kieszeni, po seniorki, które oszczędności życia wydały na nieistniejące maści czy lecznicze kocyki.

WIDEO…

player placeholder

Oszuści bez skrupułów żerują na naszym zaufaniu, zmęczeniu czy po prostu chęci sprawienia prezentu sobie i bliskim. Tworzą iluzję profesjonalnego sklepu, a po zaksięgowaniu wpłaty ucinają jakikolwiek kontakt, bez możliwości dzwonienia, odesłania towaru czy odzyskania choćby złotówki. Choć mechanizmy naciągaczy stają się coraz bardziej wyrafinowane, nie jesteś w tej walce bezbronna. Wystarczy poznać kilka żelaznych zasad i zweryfikować sprzedawcę jeszcze przed kliknięciem przycisku „Płacę”, by zablokować im dostęp do Twojego portfela.

Mit bezpiecznej strony z kłódką

Przez lata powtarzano nam, że symbolem bezpiecznego zakupu w sieci jest ikona zamkniętej kłódki przy adresie strony oraz przedrostek https. Certyfikat SSL szyfruje jedynie połączenie między Twoim telefonem a serwerem, oznacza to tylko tyle, że nikt nie przechwyci danych w trakcie ich przesyłania. Nie mówi on jednak absolutnie nic o tym, kto znajduje się po drugiej stronie i czy ma czyste intencje.

Zobacz także:

Oszuści bez problemu wydają drobne kwoty na zakup takiego certyfikatu, a następnie stawiają sklepy na gotowych szablonach, które wyglądem w niczym nie ustępują popularnym markom modowym. Strony są estetyczne, mają dopracowane zdjęcia produktów, uciekający czas na licznikach promocji („zostało tylko 10 minut!”) i wyssane z palca opinie zachwyconych klientek. Na pierwszy rzut oka taka fałszywa witryna jest dla przeciętnej osoby nie do odróżnienia od prawdziwego sklepu. Brak jakichkolwiek widocznych niedociągnięć potrafi uśpić czujność nawet wyjątkowo ostrożnej osoby.

Podstępne reklamy i pułapki na jedną literówkę

Jednym z najskuteczniejszych mechanizmów łowienia ofiar są sponsorowane posty na Facebooku czy Instagramie. Algorytmy podsuwają nam reklamy idealnie dopasowane do naszych zainteresowań. Oszuści wykorzystują ten fakt i tworzą reklamy łudząco podobne do tych, które wypuszczają znane sieciówki odzieżowe czy sklepy ze sprzętem medycznym.

Po kliknięciu w link przenosisz się na stronę, która skopiowała identyczny układ graficzny, banner sprzedażowy, a nawet nazwę znanej marki. Różnica kryje się w adresie www, który pośpiesznie przeglądamy na ekranie smartfona. Podrobiona domena wykorzystuje tzw. typosquatting - różni się od oryginału jedną dodatkową literą, pomyloną cyfrą czy niepozornym myślnikiem (np. zamiast sklep.pl widzisz sklep-polska.pl albo sk1ep.pl). Zanim klikniesz „Przejdź do płatności”, zawsze zrób pauzę i spójrz na górny pasek przeglądarki, weryfikując adres litera po literze.

Test rejestru: jak sprawdzić, kto naprawdę stoi za sklepem

Każdy zarejestrowany podmiot prowadzący sprzedaż na terenie Polski i Unii Europejskiej ma prawny obowiązek udostępniania w regulaminie oraz w zakładce kontaktowej swoich danych rejestrowych. Zanim zrealizujesz zamówienie w nowym miejscu, wykonaj szybki zjazd na sam dół strony i poszukaj regulaminu. Znajdziesz tam sekcję z danymi sprzedawcy.

Poszukaj pełnej nazwy firmy, jej dokładnego adresu fizycznego oraz numerów identyfikacyjnych: NIP oraz KRS lub CEIDG. Weryfikacja zajmuje kilkanaście sekund - skopiuj NIP lub KRS i wklej go w darmowej, państwowej wyszukiwarce Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) lub Krajowego Rejestru Sądowego (KRS). Jeżeli w stopce witryny brakuje jakichkolwiek danych, widnieje tam jedynie bezimienny formularz, ogólny e-mail na darmowej skrzence albo nazwa spółki z rajów podatkowych, natychmiast zamknij kartę.

Płatność przelewem lub BLIK-iem? Ryzyko na własną odpowiedzialność

O tym, czy w przypadku natrafienia na oszusta odzyskasz pieniądze, decyduje sam moment wybierania metody płatności. Największym błędem przy zakupach w nieznanych witrynach jest sięganie po szybki przelew internetowy lub kod BLIK. Płatność BLIK działa genialnie przy rozliczeniach ze znajomymi czy w sprawdzonych serwisach, ale z prawnego punktu widzenia jest natychmiastowym transferem gotówki.

Gdy pieniądze z przelewu lub BLIK-a trafią do oszusta, bank wykonuje Twoją wolę i przelewa je na wskazane konto. System bankowy nie ma prawnej możliwości anulowania lub odwrócenia zaksięgowanej transakcji. Pieniądze błyskawicznie znikają z konta odbiorcy, a jedyną drogą na ich odzyskanie staje się oficjalne zgłoszenie przestępstwa na policji, co bywa długim i uciążliwym procesem bez gwarancji sukcesu.

Pancerz ochronny: płatności kartą, Apple Pay i Google Pay

Jeśli chcesz zapewnić sobie pełny spokój, przy płatnościach w nieznanych sklepach zawsze sięgaj po cyfrowych pośredników: Apple Pay, Google Pay lub wirtualne karty jednorazowe podpięte do konta bankowego. 

Przy takiej płatności sprzedawca w ogóle nie otrzymuje numeru Twojej karty ani kodu bezpieczeństwa CVC. Dostaje jedynie jednorazowy, zaszyfrowany token transakcyjny. Co najważniejsze, każda taka płatność objęta jest bezpłatną procedurą chargeback (odwrócenie płatności). 

Gdy sklep po opłaceniu zamówienia zniknie, unika kontaktu, nie wyśle paczki albo dostarczy zużyte ubrania zamiast nowego towaru, nie musisz walczyć ze sprzedawcą na własną rękę. Zgłaszasz sprawę do swojego banku, opisując sytuację i załączając dowód zakupu. To bank bierze na siebie kontakt ze sklepem i żąda od niego dowodu prawidłowego nadania paczki. Jeśli nieuczciwy sprzedawca go nie przedstawi, bank cofa transakcję i ściąga środki z jego konta, zwracając pieniądze bezpośrednio na Twój rachunek. Rozważny wybór przy kasie odcina oszustom drogę do Twoich oszczędności.


Czytaj także