„Przecież dopiero odłożyłaś telefon, a znów po niego sięgasz” - usłyszałam pewnego popołudnia od męża, gdy próbowaliśmy obejrzeć program rozrywkowy na YouTubie. Pomimo tego, że byłam skupiona na bodźcach związanych ze wspólnym spędzeniem czasu, wystarczyła chwila zamyślenia, żebym niczym w transie sięgnęła po telefon i sprawdziła, co nowego napisała mi przyjaciółka na Instagramie. I choć wydawało mi się, że nie jestem osobą uzależnioną od social mediów, wtedy miałam moment zawahania - jak do tego doszło i dlaczego robię to już machinalnie?
WIDEO…
Wraz z tym zdarzeniem naszła mnie pewna refleksja. Czy istnieje życie poza mediami społecznościowymi? Czy w dzisiejszych czasach, jeżeli nie jesteś aktywny na Facebooku czy Instagramie, po prostu cię nie ma? Jestem redaktorką i w moim przypadku faktycznie całe życie społeczno-zawodowe jest zamknięte w tej maleńkiej bańce. Postanowiłam znaleźć bohaterów, którzy pokażą mi, czy w dzisiejszych czasach da się jeszcze żyć poza mediami społecznościowymi.
Doomscrolling to pułapka, w którą łatwo wpaść
- Jeśli chodzi o powody, dla których zrezygnowałam z mediów społecznościowych, to przede wszystkim jest to doomscrolling - tłumaczy Dominika, która zrobiła sobie kilkumiesięczny detox od social mediów. - Jak się zbyt długo odbiera taki szybki, łatwy content, to niezbyt dobrze wpływa na mózg, dopaminę, człowiekowi potem mniej się chce robić cokolwiek, bo łatwiej sięgnąć po telefon, Instagram, jakieś rolki. I to potem się przekłada na to, że w człowieku zaczyna buzować więcej negatywnych emocji jak lęk, strach, ale też znużenie, zobojętnienie.
Drugą kwestią, dla której moja bohaterka zdecydowała się na rezygnację z social mediów, było wspomniane już przeze mnie „uwiązanie” do telefonu. Zauważyła bowiem, że zaczęła bezrefleksyjnie sięgać po urządzenie. W momencie, gdy pozornie „nic się nie działo”, wybierała zajrzenie na Instagram, zamiast bycia tu i teraz.
- Zamiast skupiać się na tym, co jest tu i teraz, doświadczać rzeczywistości życia wszystkimi zmysłami i całym umysłem, to każda moja chwila wypełniona była scrollowaniem - dodaje.
Jeżeli nie potrafimy skupić się na danej chwili - niezależnie od tego, czy to zwykłe siedzenie na kanapie u boku partnera, czy może odpoczywanie na łonie natury w wakacje - tylko cały czas musimy zaglądać na Instagram, powinna zapalić nam się nad głową czerwona lampka. To bowiem wyraźny sygnał, że możemy być uzależnieni od social mediów.
- Częste przeglądanie portali społecznościowych silnie stymuluje układ nagrody w mózgu, prowadząc do wyrzutu dopaminy. To mechanizm oparty na natychmiastowej gratyfikacji i nieprzewidywalnych nagrodach (jak w grach hazardowych) - tłumaczy psycholożka Wiktoria Król (@sztuka_psychoterapii). - To więc przypomina uzależnienie behawioralne. Każde nowe powiadomienie lub polubienie to dla mózgu dawka przyjemności. Ponieważ nagrody są losowe, nasz mózg domaga się ich coraz częściej, a to wymusza kompulsywne sięganie po telefon.
Z kolei im dłużej patrzymy na życie innych na Instagramie, tym trudniej nam być sobą.
Kupujemy życie innych, nie zważając na cenę
Coraz częściej zapominamy, że to, co widzimy na Instagramie, to zaledwie wycinek z czyjejś codzienności. To, czym dana osoba chce się z nami podzielić - bo akurat jest na wakacjach, ma dobry humor, była na pysznej jagodziance w tej drogiej cukierni w centrum Warszawy. A my zaczynamy się porównywać i… frustrować. Bo tego dnia od rana wszystko idzie nie tak, pokłóciłyśmy się z mężem, zaliczyłyśmy wpadkę w pracy, na koncie już prawie nic nie ma, a jeszcze daleko do wypłaty… Z reguły życie nie jest instagramowe, ale bardzo łatwo o tym zapomnieć, gdy scrollujemy social media.
- Na Instagramie mówi się raczej o rzeczach dobrych, pozytywnych, trochę się rzeczywistość podkoloryzowuje, nie mówi się o trudnych emocjach, o trudnościach w życiu, co potem sprawia, że zaczynasz się porównywać, zastanawiać się, co jest z tobą nie tak - nie jesteś taka zamożna, nie podróżujesz tak dużo, nie masz tylu znajomych itd. To jest kolejna rzecz, która źle na mnie wpływała, jak byłam na Instagramie - dodaje Dominika.
Dodatkowo dochodzi kwestia tego, do jakiej bańki wpadniemy. Algorytmy są bowiem nieprzewidywalne. Wystarczy, że klikniemy w coś, co wyśle nam znajomy na Instagramie, a nasza tablica potrafi się diametralnie zmienić. Zamiast oglądać nowości książkowe czy serialowe, które do tej pory wyświetlały nam się w aktualnościach, widzimy np. więcej rolek podróżniczych lub porad dla mam czy kobiet w ciąży, chociaż same możemy być dalekie od chęci posiadania dziecka.
- Życie w internecie zaprezentowane jest bez kontekstu, bardzo idealnie, kolorowo. Mechanizm porównywania się jest bardzo zgubny, a szczególnie jeżeli robimy to w kryzysie, porównując swoje życie do wyidealizowanego, nierealnego. Wyobraźmy sobie mamę w połogu, która mierzy się ze zmęczeniem, codziennymi problemami, jest wycieńczona i z automatu bierze do ręki telefon, scrolluje zdjęcia kobiet, które w cudowny sposób przedstawiają macierzyństwo. Działa to druzgocąco na samoocenę. W myślach wtedy mogą pojawić się pytania: „Co ze mną nie tak?”, „Ja tak nie potrafię”, „Jestem beznadziejną matką”. Można powiedzieć, że to pułapka, w którą sami wpadamy - wyjaśnia Wiktoria Król.
Obniżona samoocena to częsty objaw zbyt intensywnego obcowania z social mediami. Dodatkowo tempo czasów, w jakich żyjemy, w połączeniu ze scrollowaniem może sprawić, że będziemy przebodźcowani, zestresowani, trudno nam będzie się wyciszyć i jakościowo odpocząć. Przykładem tego jest podejście mojego bohatera Michała, który ograniczył korzystanie z social mediów i od razu zauważył różnicę.
- Nie mam social mediów na telefonie, jeżeli korzystam z nich, to tylko na komputerze. Oczywiście zauważyłem, że mam więcej czasu. Czasami łapię się na tym, że sięgam po telefon i orientuję się, że nic w nim nie ma. Ale to, co chyba najbardziej wymierne, to fakt, że bez social mediów wydaje mi się, że jestem spokojniejszy. Mam wrażenie, że tempo mojego życia spadło przez to, że przestałem oglądać to, co dzieje się na Instagramie - tłumaczy.
- Gdy doświadczasz silnego stresu, psychicznego przeciążenia lub traumy, mózg włącza mechanizm obronny zwany dysocjacją, odcinając cię od emocji i rzeczywistości - komentuje psycholożka. - Działa to jak czujnik, który chroni układ nerwowy przed „przepaleniem”. Podobnie działa odcięcie się od social mediów. Mózg uwalnia się od pętli natychmiastowej gratyfikacji, co pozwala odzyskać głębsze skupienie, poprawić codzienne funkcjonowanie, jakość snu, uważność i znacznie obniżyć poziom lęku oraz objawy np. depresyjne.
I właśnie dlatego podejście Michała może być złotym środkiem, który pomoże nam żyć w symbiozie z mediami społecznościowymi. Bo żyjemy w czasach, w których trudno udawać, że Instagram nie istnieje. Szczególnie że wtedy możemy poczuć się jeszcze gorzej - wykluczeni i osamotnieni.
Brak social mediów to dziś też ryzyko
Oczywiście są osoby, które nie korzystają z social mediów i mają się doskonale. Bywają też tacy, którzy po jakimś czasie się odcięli i niczego im nie brakuje. Niestety „wyjście z sociali” ma też swoje ciemne strony, bo ludzka psychika szybko zaczyna podpowiadać różne scenariusze.
Odpoczynek od sztucznie wytworzonych kreacji na Instagramie jest potrzebny, ale tylko wtedy, gdy potrafimy odciąć social media od realnego życia. Istotne jest to, aby przerwa od mediów społecznościowych nie wpłynęła na nasze poczucie osamotnienia.
- To jest właśnie ta pułapka. FOMO, czyli dosłownie lęk przed tym, że coś nas omija. Objawia się obawą, że inni doświadczają czegoś ważnego, a my zostajemy w tyle - podkreśla Wiktoria Król.
Lęk przed byciem pominiętym to jedno. W dzisiejszych czasach brak Instagrama może też sprawić, że nie będziemy mieli dostępu do wartościowych treści. Bo social media stały się cyfrowym odzwierciedleniem świata, który znamy sprzed internetu - w wersji, gdzie wszystko jest „bardziej”. I dlatego tak trudno całkowicie się od tego odciąć.
- Mimo wszystko wciąż można tam znaleźć dużo wartościowych treści. Mamy tam publicystykę, mamy profile merytoryczne na różne tematy i bardzo mi tego brakowało. Miałam poczucie, że poza Instagramem niestety nie mam dostępu do tych treści. Nie kierowało tym w moim przypadku FOMO, tylko bardziej taka ciekawość poznawcza i to, że tam się dzieje dużo rzeczy ciekawych, rozwijających, jest dużo profili, które mnie interesują – o książkach, o polityce, o sztuce… Ale to też kolejny dowód na to, jak jesteśmy uwięzieni w tych algorytmach, że już nie możemy bez nich żyć. Że już nie ma przestrzeni na to, żeby te treści istniały poza nimi – podsumowuje Dominika. A Michał dodaje: - Nie zdecydowałem się na całkowitą rezygnację z social mediów, bo czasami faktycznie są mi potrzebne w życiu. W dzisiejszych czasach nie wszystkie biznesy, marki mają swoje strony internetowe, ale już profile na Facebooku tak. Dlatego czasami zaglądam tam na komputerze. Zdecydowanie jest to w kontekście usługowym, ale nie społecznym.
Dlatego, jeżeli czujemy, że możemy coś utracić, o wiele lepiej ustalić zasady, które sprawią, że będziemy korzystać z mediów społecznościowych po swojemu.
Nie rezygnuj, ustal zasady
Ludzie od wieków uczą się żyć w towarzystwie różnych nowości technologicznych. Dawniej było tak z radiem czy telewizją. Każdy musiał nauczyć się korzystać z tych mediów po swojemu, aby nie dać się ogłupić, a jednocześnie nie czuć się wykluczonym technologicznie. Nam przypadło w udziale żyć w czasach rozwoju mediów społecznościowych oraz galopującej przed siebie sztucznej inteligencji. I jeżeli nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać, czas nauczyć się funkcjonować w tym świecie na własnych zasadach.
- Korzystanie z mediów społecznościowych może być zdrowe, jeśli jest świadome, czyli wiemy, po co to robimy i kiedy. Przewartościowanie w swoim życiu roli social mediów też ma znaczenie. Nie można pozwolić, aby algorytm nas wciągnął. Możemy też zmienić sposób interakcji, czyli bycie aktywnym, ale na swoich zasadach – tłumaczy Wiktoria Król.
Własne zasady są tu kluczowe. U jednej osoby sprawdzi się bowiem próba dostosowania algorytmu do własnych potrzeb i życia w swojej „bańce”. Inni będą ustawiać sobie granice, rezygnując np. z social mediów w telefonie, aby nie być permanentnie podłączonym do aplikacji. A jeszcze inni będą potrzebowali zrobić od czasu do czasu detox dla własnej psychiki.
- Próbowałam stworzyć profil taki, na którym bym obserwowała wyłącznie profile tematyczne. Ale tak się nie da. Potem i tak miałam całą ścianę „zawaloną” celebrytami, rolkami, nie wiadomo czym. I to jest po prostu niemożliwe. Więc na pewno zrobię sobie detox, ponieważ na chwilę obecną nie widzę możliwości ułożenia sobie relacji z Instagramem w zdrowy sposób, który nie wpływałby na mnie źle i pozwolił mi na nieustanne użytkowanie bez przerw - opowiada Dominika.
Między nami milenialsami
Jestem milenialsem. Wśród swoich znajomych nie mam osób, które na dobre zrezygnowałyby z social mediów. Na pewno są takie przypadki i szanuję ludzi, którzy żyją w ten sposób z własnego przekonania. Jeżeli jednak po przeanalizowaniu własnej codzienności oraz rozmowie z moimi bohaterami miałabym podsumować, czy w dzisiejszych czasach da się żyć offline w pełni, uważam, że nie.
Sama pamiętam czasy, gdy jeszcze studiowałam i wszystkie bieżące sprawy z ludźmi z roku załatwialiśmy na facebookowych grupach. Dziś widzę, jak np. moja siostra kontaktuje się z innymi mamami przez komunikatory i social media, kiedy muszą ustalić ważne szkolne sprawy dotyczące ich dzieci.
Mój podstawowy kontakt z rodziną i przyjaciółmi to Facebook i Instagram - oczywiście w pilnych sprawach do siebie dzwonimy, ale jesteśmy wszyscy tak zapracowani, że to nawet miłe, gdy znajdujemy chwilę w ciągu dnia, aby wysłać sobie zabawny filmik czy fotkę z tego, co aktualnie dzieje się w naszym życiu. Patrząc na to, mogłabym stwierdzić, że to nas nawet bardziej łączy niż dzieli.
Kluczowe jest to, żebyśmy wszyscy nauczyli się mówić „stop” social mediom. Ale nikt nam nie da na to recepty. Każdy musi znaleźć swój sposób na funkcjonowanie w dobie social mediów, a jednocześnie bycie obecnym. Bo właśnie ta obecność u boku drugiego człowieka jest kluczowa, aby nie stracić całkiem kontaktu z rzeczywistością i nie zacząć żyć życiem innej osoby na Instagramie.
Czytaj także:
- Algorytm karmi twoje kompleksy, a ty scrollujesz iluzję szczęścia. Czas przerwać ten teatr
- "Nie mogę gadać, bo jestem w klubie książki". Nowa moda, motywacja czy snobizm intelektualny?
- Wpadłam w pułapkę figurek „Friends”, bo jestem millenialsem. Ale nie zrobiłam tego z sentymentu



























