- Dlaczego Wokulski nie ma brody? Mówi się o nim jako o osobie, która nie do końca pasuje do arystokracji - zdradza nam Aneta Brzozowska, główna charakteryzatorka "Lalki" Macieja Kawalskiego, zdobywczyni Orła za charakteryzację do "Kosa". Za tą jedną decyzją stoi cały warsztat, o którym widzowie zwykle nie mają pojęcia.

WIDEO…

player placeholder

Pierwszym wytłumaczeniem dla braku brody u głównego bohatera jest to, że, jak wyjaśnia A. Brzozowska, Marcin Dorociński nie chciał grać Wokulskiego z brodą. - Od samego początku czułam, że ja sama chcę oderwać się od wizerunku Wokulskiego znanych "Lalek" poprzednich - dodaje charakteryzatorka. - Wykorzystałam ten brak brody jako pomysł, by pokazać, że Wokulski został opisany jako osoba, która nie pasuje do arystokracji. W tamtej epoce było powszechne, że mężczyźni nosili zarost. Ja postawiłam na to, że Wokulski jest elegancki, ale jednak do pełni elegancji czegoś mu brakuje - wyjaśnia.

Wokulski
Kino Świat
Zobacz także:

Co ciekawe, w kilku momentach broda jednak się pojawia. - Są sceny, w których on pełną brodę ma. Jak na przykład wtedy, gdy wraca po długiej nieobecności z wojny - precyzuje A. Brzozowska. Brak zarostu jako punkt wyjścia dał jej właściwie narzędzie: możliwość operowania różnymi wersjami tej samej twarzy w zależności od tego, w jakim momencie życia bohatera akurat jesteśmy.

Skąd w ogóle wzięła się odwaga, żeby aż tak odejść od poprzednich ekranizacji - tej Hasa z lat 60. i telewizyjnej z lat 70.? - Nie wzorowałam się na tych wcześniejszych ekranizacjach, bo w tamtych czasach bardzo duży wpływ na charakteryzację miała ówczesna moda. Była ona ważniejsza niż filmowana epoka - mówi A. Brzozowska. - I tak też było w obu "Lalkach". Jak ogląda się "Czterech pancernych" czy "Hansa Klossa", to dokładnie widać tam lata 60., a nie lata 40. Żadna z poprzednich "Lalek" nie była dla mnie inspiracją. Co więcej, spotykając się, omawiając, stwierdziliśmy, że robimy swoją "Lalkę". "Po swojemu" - dodaje moja rozmówczyni.

To dobry punkt wyjścia do dyskusji o zawodzie, którego istoty widz właściwie nie powinien zauważyć. - Staram się oglądać filmy jako widz - mówi A. Brzozowska, ale przyznaje, że znajomi bezlitośnie się z niej naśmiewają. - Wyłapuję pojedyncze elementy z filmu i nie potrafię czasami w kinie czegoś na ten temat nie powiedzieć. Widzę szybciej niż widz, czy to jest peruka, czy nie jest peruka, czy jakiś efekt był doklejany, albo nawet, jaka krew była wykorzystywana w danym projekcie.

Cztery miesiące przygotowań

Zanim na planie pojawi się jakakowliek peruka czy pędzel, praca nad "Lalką" zaczyna się od czegoś znacznie mniej widowiskowego: od spotkań. Wielu spotkań. - Zaczęłam od scenariusza. Jednocześnie ze scenariuszem przeglądałam materiały, które pokazują epokę - opisuje A. Brzozowska. Były to cztery miesiące intensywnego okresu przygotowawczego.

Zapoznanie się z epoką i ze scenariuszem pozwala wymyślić poziom estetyczny całości, ale ta decyzja nigdy nie zapada w pojedynkę. - Później odbywają się spotkania wszystkich głównych twórców i producentów, bo trzeba wymyślić poziom estetyczny filmu, kolorystykę - mówi charakteryzatorka. Reżyser, operator, scenograf, kostiumografia - wszyscy decydują wspólnie o kolorach, sposobie filmowania, estetyce.

Dopiero potem zaczyna się praca w mniejszych grupach i pierwsze spotkania z aktorami. - Za pierwszym razem omawia się postać, ściąga miary, czy to na perukę, czy na wąsy czy zarost, czy kolor włosów - relacjonuje A. Brzozowska. - A potem są próby charakteryzacji.

W cieniu kamery

W punkcie kulminacyjnym zdjęć, przy największej liczbie statystów, przy "Lalce" pracowało 24 charakteryzatorów jednocześnie. To jednak nie jeden monolityczny zespół, tylko starannie zaprojektowana logistyka. - Jest tak zwany zespół główny, który jest codziennie. Ten zespół składał się ze mnie i z jeszcze czterech osób - tłumaczy A. Brzozowska. - Na stałe byłyśmy w pięć do aktorów, a każdego dnia przychodziły jeszcze dodatkowe osoby do drugiego planu. - Czas pracy nad jedną charakteryzacją aktora uzależniony jest od tego, czy trzeba mu wykonać samą fryzurę, czy trzeba doklejać włosy, baki, tupety - mówi charakteryzatorka. Średnio: od 45 minut do godziny piętnastu na aktora - wyjaśnia charakteryzatorka.

Wokulski i Wąsowska
Kino Świat

Za kulisami działa cała infrastruktura, o której widz nigdy nie pomyśli: osobne pracownie dla kostiumów, dla scenografii, i jej własna pracownia charakteryzatorska, w której zatrudnione są dodatkowo osoby, na przykład perukarki. Wszystko to trafia ostatecznie do tak zwanego make-up busa - mobilnej pracowni na kółkach, która towarzyszy ekipie na każdym planie.

A ponieważ w filmie sceny kręci się nie chronologicznie, tylko skacząc między wątkami rozdzielonymi czasem o wiele dni zdjęciowych, każda charakteryzacja musi zostać udokumentowana z chirurgiczną precyzją. - Robimy zdjęcia z samego planu, jak jest realizowana scena, jak również z każdej strony fotografuje się aktora, żeby np. wiedzieć, czy w trakcie sceny wypadły włosy czy nie - mówi A. Brzozowska. Do tego dochodzą tabele kontynuacyjne, notatki o stanie aktora - zmęczony, chory, ogolony czy nie i indywidualna kosmetyczka dla każdego z aktorów, w której są wszystkie elementy potrzebne do odtworzenia jego twarzy. Na planie czuwa nad tym jeszcze skrypt - osoba, która ze swojej strony pilnuje, żeby materiał się dobrze domontował.

"To nie jest makijaż"

Widzowie, którzy oglądali materiały zza kulis, komentowali z oburzeniem: znowu współczesne makijaże. - To nie jest makijaż - zastrzega natychmiast moja rozmówczyni. - Charakteryzatorzy nie lubią, żeby mówić, że to makijaż. Makijaż jest jakimś elementem, ale częścią charakteryzacji.

- Teoretycznie mamy w głowie, że w tamtej epoce kobiety się nie malowały - tłumaczy. - To jest trudność charakteryzatora, bo na fotosach to tak wygląda, ale w rzeczywistości moim założeniem było, żeby twarze wyglądały naturalnie. Kobiety z arystokracji muszą jednak być dla widza atrakcyjne. Obiektywy używane w pracy nad filmem miały bardzo wysoką jakość i dokładnie wszystko pokazywały, więc wykonane charakteryzacje musiały być bardzo delikatne.

Kamila Urzędowska jako Łęcka
Kino Świat

Stąd konkretne, twarde zasady, których trzymała się cały czas: wyłącznie mat, żadnych pigmentów błyszczących, żadnych współczesnych bronzerów. - Wszystkie kosmetyki były matowe i wszystko było używane inaczej niż dziś. Kobietom malowałam pąsy, rumieńce - opisuje. - Twarz nie może być płaska. Ona też musi mieć swoje życie, swoją naturalność.

Od malowania rzęs w klasycznym sensie odeszła całkowicie - ale, jak sama zaznacza, nie znaczy to, że nic nie robiła. - Były wykorzystywane różne triki charakteryzatorskie do tego, żeby oko było bardziej widoczne, jak gdyby było zdrowsze - przyznaje - Jak opowiem dokładnie, to zdradzę moje pomysły. Uchyla rąbka tajemnicy tylko trochę: delikatne kępki rzęs, które wyglądają jak naturalne, oraz cienie zupełnie inne niż te używane dziś na co dzień - z gamy nude i bardzo naturalnych brązów.

Różnicę między makijażem a charakteryzacją tłumaczy najtrafniejszą metaforą. - Charakteryzacja jest trochę jak malowanie na płótnie. Jesteśmy w stanie na płaskiej kartce uzyskać coś trójwymiarowego - mówi. - Za pomocą kolorów możemy zmienić rysy twarzy, a możemy też podkreślić urodę. To nie są po prostu zwykłe makijaże.

Sekrety pod perukami

Damskie i męskie postacie w "Lalce" to przede wszystkim praca perukarska - doklejane baki, wąsy, tupety, tresy. Szczególnie wymagająca technicznie była charakteryzacja Cezarego Żaka w roli barona Dalskiego. - Użyłam u niego półperuki z przeczeską. Sam sposób jej wykonania, pomysł i wszystko był bardzo wymagający. Podobnie rozbudowana metamorfoza czekała Andrzeja Seweryna jako Tomasza Łęckiego - półperuka, baki i wykręcone wąsy, przez co, jak mówi charakteryzatorka, został "całkowicie zmieniony".

Sam Marcin Dorociński miał mniej spektakularnych, ale za to bardzo konkretnych momentów charakteryzatorskich - efekt po pobycie na Syberii (gdzie dłuższe włosy zastąpiono jeżykiem, co dawało wrażenie ogolonej głowy), broda w scenie powrotu z wojny, budująca wrażenie długiej nieobecności i zaniedbania. Jest jeszcze jedna postać, o której A. Brzozowska wspomina z wyraźną satysfakcją: Jan Peszek w roli Żyda z długą brodą, wąsem i zmienionymi nieco brwiami. - Mam wrażenie, że mało kto go rozpozna - mówi.

Najciekawszy fragment tej części rozmowy dotyczy jednak kobiecych fryzur i tego, jak historia podpowiedziała jej rozwiązanie praktycznego problemu. A. Brzozowska chciała, żeby każda bohaterka miała inną fryzurę, inspirowaną obrazami i rycinami z epoki, w dialogu z kostiumografią - bo to typ dekoltu czy stójki dyktował, jaka fryzura będzie pasować. - Wiedziałam ,że nie będzie dużo czasu w trakcie przygotowań do zdjęć, czy w trakcie realizacji zdjęć, żeby czesać aktorki. XIX-wieczne kobiety upinały włosy na specjalnych, ozdobnych grzebieniach owiniętych tresami i warkoczami z elementów perukarskich. To było dla mnie inspiracją - mówi. Przygotowywała więc gotowe, wcześniej uczesane elementy - tresy, warkocze - które później dopinano do włosów aktorki.

lalka4
Kino Świat

- Dla Krystyny Jandy (hrabina Joanna Karolowa) musiałam znaleźć specjalnie włosy, specjalnie ufarbować na kolor, żeby dopasować go do jej włosów - opowiada A. Brzozowska. Elementy doczepiane, zrobione nawet na tiulu, musiały być idealnie spasowane kolorystycznie z włosami aktorki, bo światło na planie bezlitośnie zdradza każdą różnicę - dodaje.

W przypadku odwórczyni tytułowej roli, Kamii Urzędowskiej, fryzura okazała się nawet większym wyzwaniem niż makijaż. - Kiedy po raz pierwsze spotkałam się z Kamilą, była po realizacji zupełnie innego projektu i miała krótko obcięte włosy. Fryzury z epoki wymagały jednak pewnej długości włosów, mimo doczepiania półperuk i tres - wspomina charakteryzatorka. A. Brzozowska tłumaczy, że włosy Kamili były pofarbowane na zupełnie inny kolor niż zaplanowali twórcy filmu, którzy chcieli, żeby filmowa Izabela była blondynką. Konieczne więc było farbowanie, a potem znalezienie sposobu, jak uzupełnić tę fryzurę, żeby wyglądała naturalnie i jak spasować prawdziwe włosy ze sztucznymi przy zmieniającym się świetle. - Zależało mi na tym, żeby fryzura Izabeli była elegancka, ale swobodna i odrobinę uwpsółcześniona - opisuje.

Gdzie naprawdę leży trudność tego zawodu

Prawdziwe wyzwanie w tym zawodzie rzadko leży tam, gdzie widz by go szukał. - Wiadomo, że trudność w trakcie realizacji zdjęć nie leży nawet w konkretnej postaci, tylko tak naprawdę w czasie realizacji, dniu, pogodzie, pilnowaniu charakteryzacji na planie, utrzymanie ich w kontynuacji - mówi Brzozowska. Upał, przez który odkleja się tiul od peruk; śnieg - prawdziwy albo sztuczny - przez który "wszystko zaczyna siadać". To są, jak sama to nazywa, "trudności sytuacyjne" - zupełnie inny rodzaj ciężaru niż projektowanie postaci od zera.

lalka5
Kino Świat

Charakteryzator odpowiada nie za jedną twarz, a za całość świata na ekranie. Dba na przykład o to, żeby nawet mężczyźni noszący w tej epoce identyczne wąsy różnili się między sobą kolorem czy stylem na tyle, by widz mógł ich odróżnić. I choć rozbudowane peruki Żaka czy Seweryna robią wielkie wrażenie, sama A. Brzozowska z równym uznaniem mówi o czymś zupełnie przeciwnym - o minimalistycznej charakteryzacji Andrzeja Chyry, grającego wynalazcę, prof. Geista, którego fryzura celowo w ogóle nie jest epokowa. - Ona idealnie wpisuje się w jego postać, w to, że jest on skupiony zupełnie na czymś innym.

Bo dobra charakteryzacja, jak się okazuje, wcale nie musi być tą najbardziej widoczną. Czasem jej największym triumfem jest właśnie to, że nikt jej nie zauważy.


Zobacz także:
Izka, jak ja Cię lubię! "Lalka" Netliksa to film kobiet, które fundują nam jazdę bez trzymanki [RECENZJA]