„O jaki słodki bobasek”, „jakie słodkie maleństwo”, „jaka urocza dziewczynka” – takie słowa nieraz cisnęły nam się na usta, gdy widzieliśmy zdjęcia dzieci w internecie. Z reguły są one upubliczniane przez rodziców, czyli osoby, które sprawują prawną opiekę nad nieletnimi. I tu do gry wchodzi pojęcie sharentingu. Jest to zjawisko polegające na publikowaniu w sieci przez rodziców lub prawnych opiekunów zdjęć, filmików i innych treści zawierających wizerunek dziecka. Wraz z rozwojem mediów społecznościowych jest coraz powszechniejsze i… coraz bardziej ryzykowne. Bo godzi w prywatność dziecka, tworzy trwały ślad cyfrowy i może wpłynąć na przyszłość naszej pociechy – nie wspominając już o ryzyku związanym z wykorzystywaniem jego wizerunku w niecnych celach.

WIDEO

player placeholder

„Mamo, ale tata mi pozwala”… 

Któż z nas nie próbował wykorzystać autorytetu drugiego rodzica w dzieciństwie? Ileż to razy szliśmy np. do mamy, mówiąc, że tata nam na coś pozwolił i odwrotnie… Albo rodzic spychał decyzję na barki drugiego rodzica, mówiąc „zapytaj mamę/tatę”. Brak porozumienia między rodzicami nigdy nie jest wychowawczy, a już szczególnie wtedy, gdy nie potrafią oni zgodzić się co do publikowania wizerunku dziecka w internecie. 

– Choć jeszcze kilka lat temu konflikty wokół publikowania zdjęć dzieci w internecie rzadko trafiały do kancelarii czy sądów rodzinnych, dziś stają się coraz częstszym elementem sporów między rodzicami – niestety często wcale nie chodzi tu o dobro dziecka, a o chęć dokuczenia drugiemu rodzicowi – tłumaczy adwokat Karolina Kulikowska-Siewruk, szef praktyki prawa rodzinnego w KKZ. – Możemy mówić o dwóch kategoriach tego rodzaju spraw: odwet na drugim rodzicu i chęć ochrony wizerunku dziecka. Wynika to przede wszystkim z powszechności mediów społecznościowych oraz rosnącej świadomości zagrożeń. Rodzice dostrzegają, jakie zagrożenia związane są z publikowaniem wizerunku dziecka w sieci. Rośnie też świadomość rodziców w zakresie poszanowania godności nieletnich. Dzielimy się życiem prywatnym naszego dziecka, które w przyszłości może sobie tego nie życzyć. Rozstanie rodziców bardzo często zmienia postrzeganie granic prywatności.

Zobacz także:

Dlatego, niezależnie od tego, czy rodzice pozostają ze sobą w związku, czy są po rozstaniu, powinni porozumieć się w tej kwestii jeszcze przed pojawieniem się dziecka na świecie. W świetle prawa, wychowanie malucha należy do obojga rodziców – chyba że sąd zdecyduje inaczej. Jeżeli zatem jeden rodzic sprzeciwia się publikacji wizerunku pociechy, drugi powinien się do tego dostosować – nawet jeżeli sam ma inne spojrzenie na sharenting. Jeżeli partnerzy lub byli partnerzy nie są w stanie się w tej kwestii porozumieć, wówczas należy rozstrzygnąć taką sprawę na drodze sądowej. 

– Cyfrowa ochrona prywatności dziecka to nowy rodzaj sporów pojawiających się obok sporów o kontakty z dzieckiem, alimenty czy o miejsce zamieszkania. Nasze życie w dużej części przeniosło się do internetu i jest to nowy obszar do konfliktów. Problemem staje się już nie tylko, jak wychowywać dziecko, ale także jakie informacje o dziecku mają być dostępne publicznie. To nowe wyzwanie dla sądów rodzinnych – tłumaczy prawniczka. – Musimy sobie uświadomić, że zdjęcie niesie ze sobą określone informacje. Publikacji bardzo często towarzyszą opisy i w ten sposób możemy ujawniać np. informacje o stanie zdrowia dziecka, problemach wychowawczych czy postępach w nauce. Także wykorzystywanie wizerunku dziecka do działalności influencerowej, reklamowej lub prowadzenie profilu dziecka w mediach społecznościowych to najczęstsze przedmioty sporów. 

Jak do takiego sporu nie dopuścić? Tu z pomocą mogą przyjść mediacje, o czym przekonuje Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń, prawniczka, mediatorka rodzinna, interwentka kryzysowa, założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny w Warszawie (https://iwirr.pl/).

W mediacji rodzice nie muszą się zgadzać co do wszystkiego – wystarczy, że wypracują wspólne zasady dotyczące upubliczniania wizerunku dziecka. Proponuję rodzicom, aby zamiast rozmawiać o tym, kto ma rację, zastanowili się wspólnie, czego potrzebuje ich dziecko i jakie mogłoby być z tym związane ryzyko. Bardzo pomaga spisanie prostych zasad: gdzie, jakie i czyje zdjęcia dziecka mogą się pojawiać w sieci, kto o tym decyduje i co zrobić, gdy jedno z rodziców złamie ustalenia. Taki dokument, choć nieformalny, daje poczucie bezpieczeństwa obu stronom i ogranicza pole do dalszych konfliktów – mówi mediatorka.

Wszystko ma swoją cenę

Żyjemy w czasach, gdy osoby popularne coraz częściej wykorzystują wizerunek swoich dzieci do budowania zasięgów oraz zarabiania np. na treściach parentingowych. Są też jednak takie, dla których wzrost zasięgów nie jest współmierny do ryzyka, jakie niesie za sobą pokazanie twarzy dziecka w mediach społecznościowych. Jedną z nich jest Agnieszka Kaczorowska, aktorka i tancerka, która dziś jest mamą dwóch córeczek. 

– Wiem, że gdybym egoistycznie podeszła do tematu, to moje zasięgi by ogromnie wzrosły, a to skutkowałoby lepszymi zarobkami… No ale nie wszystko za każdą cenę. Ludzie najbardziej w social mediach chcą oglądać życie prywatne, bo moją twórczość (taniec, teatr, film) czy projekty, w których biorę udział, oglądają gdzie indziej – mówi tancerka. – Uważam, że każdy mały człowiek ma prawo do wolności w każdym aspekcie życia i zawsze chciałam, aby dziewczynki same zdecydowały o swoim wizerunku. Najważniejsze było dla mnie ich bezpieczeństwo. 

Dbanie o wizerunek dziecka, gdy sami jesteśmy osobami publicznymi, jest szczególnie trudne. Zwłaszcza że społeczeństwo wciąż nie rozumie, z jakim ryzykiem wiąże się sharenting, w związku z czym często krytycznie ocenia zachowanie gwiazd, które nie chcą ujawnić wizerunku swoich dzieci w internecie. 

– Moja praca nauczyła mnie przede wszystkim, że nie mogę podejmować decyzji w oparciu o opinie innych ludzi. Nigdy. Chcę chronić moje dzieci przed brakiem ich wolnej decyzji co do swojego wizerunku i przed hejtem oczywiście, a w internecie nic nie ginie. Nawet, jak zdarza mi się wrzucać zdjęcie z nimi (zawsze widać je tyłem), czy słychać coś, co powiedziały, to je pytam, czy to dla nich ok. Bardzo dużo rozmawiam z nimi od samego początku o internecie, o mojej pracy, ale są to rozmowy dostosowane do ich wieku, więc rozszerzam temat z roku na rok. Myślę, że naprawdę sporo wiedzą – tłumaczy Agnieszka Kaczorowska. 

Rozmawianie z dziećmi o tym, dlaczego nie chcemy publikować ich wizerunku, również jest kluczowe. Bo może sprawić, że same w przyszłości dokładnie przemyślą, co chcą publikować w sieci. 

– To bardzo dojrzałe podejście i pokazuje, jak ważne jest włączanie samego dziecka w decyzje dotyczące jego wizerunku, gdy tylko jest to możliwe – podkreśla mediatorka Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń. – W mediacjach rodzinnych często pracujemy nad tym, żeby rodzice – zanim spotkają się w sporze – usiedli razem i ustalili wspólne kryteria: co publikujemy, a czego nie, niezależnie od tego, ile to może przynieść „lajków” czy zarobku. Pomaga też pytanie, które warto sobie zadawać regularnie: czy za 10-15 lat moje dziecko byłoby zadowolone z tego, co dziś o nim publikuję? To pytanie często łagodzi napięcia i przenosi rozmowę z poziomu „kto ma rację” na poziom dobra dziecka.

Oczko w głowie babci 

Rodzice rodzicami, ale są też inni członkowie rodziny. Wiele mam i tatusiów spotkało się z tym, że w pewnym momencie musieli stanowczo sprzeciwić się publikacji zdjęć dzieci w mediach społecznościowych – np. przez kochającą babcię czy ciocię. To wyjątkowo trudne, bo z reguły rodzice wychodzą wtedy z perspektywy dzieci swoich rodziców i nie chcą sprawiać im przykrości. Babcia z dziadkiem też nie mają złych intencji – po prostu chcą pochwalić się wnuczką lub wnukiem przed znajomymi na Facebooku. Mogą jednak nie być świadomi ryzyka, jakie to za sobą niesie. Niezależnie od tego, czy jest to profil publiczny, czy prywatny. 

 – Niezależnie od rodzaju konta, z prawnego punktu widzenia jest wymagana zgoda na publikację wizerunku dziecka. Konto prywatne lub ograniczenie dostępności zdjęcia zmniejsza krąg jego odbiorców i potencjalne ryzyko. Pamiętajmy jednak, że nie mamy wówczas pełnej kontroli, co stanie się ze zdjęciem, kto je udostępni lub skopiuje. Prywatne konto nie chroni przed ewentualnym naruszeniem praw dziecka lub rodzica – informuje adwokat Karolina Kulikowska-Siewruk. 

Tu kluczowe jest odpowiednie porozumienie z bliskimi. Jasne postawienie granic i dokładne wytłumaczenie, dlaczego nie chcemy, aby zdjęcia naszych dzieci znajdowały się w internecie. 

Konflikty z dziadkami czy innymi bliskimi wokół publikowania zdjęć dzieci to jeden z częstszych tematów, z jakimi rodzice zgłaszają się na mediacje rodzinne. Ważne, aby nie zaczynać rozmowy od zakazu, tylko od wytłumaczenia motywacji – że chodzi o bezpieczeństwo wnuczka, a nie o okazywanie braku zaufania – mówi Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń. – Dobrze sprawdza się też propozycja alternatywy, np. wspólny, zamknięty album rodzinny zamiast publikacji na Facebooku. Jeśli rozmowa mimo wszystko nie przynosi efektu, mediacja pozwala wypracować kompromis satysfakcjonujący obie strony, bez eskalowania konfliktu w relacjach rodzinnych.

Przecież wszystkie dzieci są na zdjęciu

Częstym elementem sporu są też przedszkola i szkoły. Placówki edukacyjne chętnie dzielą się informacjami dotyczącymi np. różnych konkursów, wydarzeń – właśnie przy pomocy zdjęć. Aby jednak szkoła mogła udostępnić dane i wizerunek dziecka, potrzebna jest odpowiednia zgoda opiekunów. Karolina Kulikowska-Siewruk informuje, jak to wygląda z perspektywy prawnej. 

– W praktyce szkoły bardzo często pozyskują zgody rodziców na publikację zdjęć uczniów, zwłaszcza gdy fotografie mają być umieszczane na stronach internetowych, profilach społecznościowych lub materiałach promocyjnych. Publikując zdjęcie, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy aby określone dane o naszym dziecku były publiczne np. adres placówki edukacyjnej. Udostępniamy informacje o lokalizacji czy rutynowych zajęciach, ułatwiając dostęp do naszego dziecka. Zdjęcie może być kopiowane, udostępniane i, co obecnie najważniejsze, poddawane cyfrowym przeróbkom.

Tu niestety może pojawić się presja społeczna. Inni rodzice, którzy wyrażają zgodę na publikowanie wizerunku swoich dzieci, mogą krzywo patrzeć na tych, którzy tego nie robią. Szczególnie jest to widoczne w mniejszych miejscowościach, gdzie wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy z ryzyka, jakie niesie za sobą udostępnianie danych dziecka. Również między samymi maluchami może dojść do przykrych sytuacji. Dziecko nie jest w stanie tak łatwo zrozumieć, dlaczego inni mogą być na zdjęciu, a ja nie.

– Presja rówieśnicza wśród rodziców to zjawisko, które w mediacjach pojawia się coraz częściej – wyjaśnia mediatorka Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń. – Rodzic, który nie zgadza się na publikację, bywa postrzegany jako ten „trudny”. Warto pamiętać, że decyzja o wizerunku dziecka nie wymaga tłumaczenia się przed innymi rodzicami czy szkołą. Jeśli konflikt narasta, np. na poziomie klasy czy grupy przedszkolnej, dobrym rozwiązaniem bywa mediacja z udziałem wychowawcy lub dyrekcji – pozwala ona ustalić wspólne, jasne zasady dla wszystkich rodziców, zamiast pozostawiać każdą rodzinę samą sobie w tym temacie.

Gdy nie pomagają mediacje, czas na sąd

Nie oszukujmy się, większość z tych przypadków można rozwikłać na poziomie mediacji. Jeżeli są one umiejętnie przeprowadzane, wówczas da się porozumieć – zarówno w parze, jak i z rodziną, przyjaciółmi czy szkołą. Gdy jednak argumenty nie wystarczają, konieczna może się okazać pomoc sądu. Warto też pamiętać, jakie konsekwencje niesie za sobą taka sprawa. Ale to powinno przyświecać wszystkim, którzy chcą wykorzystać wizerunek dziecka w sieci. 

Dla sądu najważniejsze jest dobro dziecka, bez względu na interesy któregokolwiek z rodziców. Przedmiotem analizy sądu jest charakter zdjęcia, to czy możliwa jest identyfikacja dziecka oraz jaki wpływ może mieć publikacja zdjęcia na jego rozwój. Istotne jest także to, gdzie publikujemy zdjęcie. Wizerunek dziecka jako element działalności komercyjnej jest przedmiotem szczególnego zainteresowania sądu. Nie może dochodzić do sytuacji, gdy dziecko jest instrumentalnie wykorzystywane przez rodzica  – tłumaczy adwokat Karolina Kulikowska-Siewruk. – Ograniczenie władzy rodzicielskiej to bardzo poważna konsekwencja, która wynika z naruszania dobra dziecka. Jednorazowe opublikowanie zdjęcia zazwyczaj nie prowadzi do takich rozwiązań. Oczywiście wszystko zależy od tego, co znajduje się na zdjęciu i gdzie je publikujemy. W przypadku rodziców, którzy uporczywie ignorują orzeczenia sądu lub wykorzystują dziecko do własnej działalności medialnej, mogą jednak zostać użyte także i takie środki.

Z takimi problemami w Instytucie Wsparcia i Rozwoju Rodziny spotyka się jego założycielka Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń. Z doświadczenia wie, jak ważne w przypadku sharentingu jest wypracowanie trwałych rozwiązań. 

Mediacja daje rodzicom coś, czego nie da żadne orzeczenie sądu – realny wpływ na wypracowane rozwiązanie i przestrzeń do rozmowy o emocjach, które stoją za konfliktem, a nie tylko o samym zdjęciu. Sąd rozstrzyga spór, ale nie buduje porozumienia na przyszłość, a przecież rodzice – nawet po rozstaniu – będą wspólnie wychowywać dziecko przez wiele kolejnych lat. Dlatego zachęcam, aby mediację potraktować jako pierwszy krok, zanim sprawa trafi na salę sądową. Nawet jeśli nie uda się rozwiązać całego konfliktu, można wypracować chociaż część wspólnych zasad, co znacznie ułatwia dalszą komunikację między rodzicami – tłumaczy mediatorka i wskazuje konkretne zasady, które mogą pomóc. 

10 zasad na start – jak porozumieć się w sprawie wizerunku dziecka w sieci

  1. Ustalcie wspólne zasady, zanim dziecko pojawi się w sieci po raz pierwszy – najlepiej jeszcze przed jego narodzinami, a nie dopiero w momencie konfliktu. 
  2. Zapytajcie się nawzajem, czego się obawiacie, zamiast od razu ustalać, kto ma rację – strach o dziecko i chęć pochwalenia się nim to różne, ale równie ważne potrzeby. To dobry moment, by w spokojnej atmosferze uświadomić drugiej stronie realne zagrożenia wynikające z sharentingu i dać jej przestrzeń do świadomej zmiany stanowiska, zamiast bronienia go z przyzwyczajenia. 
  3. Spiszcie ustalenia, nawet w formie nieformalnej notatki – łatwiej wrócić do konkretnych zapisów niż do wspomnień z rozmowy sprzed miesięcy.
  4. Określcie, kto decyduje o publikacji konkretnego zdjęcia – jedno z rodziców, oboje wspólnie, czy każda publikacja wymaga zgody drugiej strony.
  5. Pytajcie dziecko o zdanie, gdy tylko jest w stanie je wyrazić, i szanujcie jego odpowiedź – to ono jest właścicielem swojego wizerunku, nie my.
  6. Rozmawiajcie z dziadkami i bliskimi o powodach waszej decyzji, zanim dojdzie do publikacji bez waszej wiedzy – tłumaczenie motywacji działa lepiej niż zakaz.
  7. Wypracujcie wspólne stanowisko wobec przedszkola i szkoły w sprawie zgody na wizerunek dziecka, żeby nie musieć decydować o tym pod presją czasu.
  8. Nie traktujcie tematu jako karty przetargowej w konflikcie okołorozwodowym – spory o zdjęcia dziecka łatwo przestają dotyczyć jego dobra, a zaczynają dotyczyć was.
  9. Jeśli nie możecie się porozumieć, skorzystajcie z mediacji, zanim sprawa trafi do sądu – łatwiej trzymać się rozwiązania, które sami wypracowaliście.
  10. Wracajcie do ustaleń regularnie – to, co było w porządku, gdy dziecko miało 2 lata, może już nie być w porządku, gdy ma lat 10.

– Pamiętajcie, że w sporach o wizerunek dziecka nie chodzi o to, kto ma rację, tylko o to, by dziecko mogło samo zdecydować o sobie, gdy dorośnie i nie ponosiło konsekwencji np. nieprzemyślanych działań swoich bliskich – dodaje mediatorka Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń.


Czytaj także: