Babcia to jedna z najukochańszych osób w rodzinie. To właśnie ona jest zawsze dla dziecka, przytula do serca, rozpieszcza, roztacza najwspanialszą opiekę nad maluchem. Babcia zawsze zrozumie, nigdy nie pyta, zawsze staje murem za wnukami. Rodzice doskonale wiedzą, że oddając dzieci pod opiekę babci, mogą spokojnie zająć się swoimi sprawami, bez obawiania się, że coś pójdzie nie tak. Ale jednocześnie w wielu momentach zapominają, że babcia to wsparcie, a nie darmowy serwis 24/7. Szczególnie w okresie wakacyjnym, a potem w roku szkolnym, gdy sami chcą odpocząć w weekend lub szukają opiekunki, kiedy np. chore dziecko musi zostać w domu. 

WIDEO

player placeholder

Babcia wie, babcia rozumie, babcia nie szuka wymówek

Każdy rodzic to powie: dobrze mieć bufor bezpieczeństwa w postaci babci, która zawsze pomoże, kiedy dziecko nie może pójść do przedszkola lub zaproponuje, że zajmie się wnukami, aby rodzice mogli spędzić trochę czasu tylko we dwoje. Kochająca babcia w takich sytuacjach zawsze przyjmie wnuki z otwartymi ramionami. 

- U mnie to naprawdę nieczęsto się zdarza, że dzieci są chore, czy potrzebują opieki. A wizyta na 1-2 dni – czekam na to i się cieszę. Babcie chcą być potrzebne, żeby ich dzieci mogły wyjść na kolację, pielęgnować swoją relację – mówi Monika, babcia dwójki dzieci w wieku przedszkolnym. 

Zobacz także:

Problem pojawia się w momencie, gdy rodzice zaczynają wykorzystywać babcię jako nianię i traktują ją jako darmową opiekę dla swojego dziecka – na tygodniu, gdy są w pracy, w weekendy, gdy potrzebują wyjść na randkę lub ze znajomymi, w wakacje, kiedy przedszkole jest zamknięte i nie ma kto się zająć maluchem… 

- Człowiek niezwykle szybko przestaje zauważać to, co działa niezawodnie. Jeśli babcia przez dwa lata odbiera dziecko z przedszkola w każdy wtorek, po pewnym czasie w rodzinnej świadomości przestaje to być „pomocą babci”, a zaczyna być po prostu „wtorkiem” – tłumaczy psycholożka Karolina Klecka. – W badaniach relacji międzypokoleniowych mówi się wręcz o wymianie wsparcia między pokoleniami – w rodzinach powstają pewnego rodzaju niewypowiedziane „kontrakty”: ja pomagam tobie, ty pomagasz mnie, rodzina sobie pomaga. Problem zaczyna się wtedy, gdy kontrakt istnieje tylko w głowie jednej strony. Pomoc, której nie można odmówić, bardzo szybko przestaje być pomocą. Zaczyna być obowiązkiem.

Babcie w takich sytuacjach często nie mówią o swoich uczuciach, bo boją się reakcji dzieci. Nie chcą też wyjść na osoby, które nie kochają wnuków i dlatego nie chcą się nimi zajmować – bo nie o to w tym chodzi. Dodatkowo może być tak, że odmówienie dzieciom wiąże się z wyrzutami sumienia, więc dla świętego spokoju tego nie robią. 

- Dzieciom bardzo trudno jest odmówić, a jeśli muszę, to mam straszne wyrzuty sumienia. Jeśli nie mogę, uzasadniam. Nigdy nie jest tak, że nie mogę i już. Mówię, że mam spotkanie, lekarza – jeśli mogę to staram się przełożyć i zawsze dokładnie wyjaśniam sytuację. Jeśli dziecko byłoby chore – odwołam wszystko, bo wnuki są najważniejsze – tłumaczy Monika.

Każda kochająca babcia zawsze postawi dobro wnuków na pierwszym miejscu. I właśnie to sprawia, że dzieci niekiedy biorą jej opiekę za coś pewnego, zapominając, że babcia też może mieć swoje życie. 

Babcia też ma swoje życie

-  Chętnie zajmuję się wnukami, ale to zawsze jest wcześniej ustalone, bo babcie też mają swoje plany. Jak jest tydzień przerwy w przedszkolu, to ustalamy, czy w któryś dzień coś mam i o której, i dopasowujemy to do mojego kalendarza. Babcia ma swoje życie – często pracę, czasem wyjazdy, swoje terminy u lekarza czy kosmetyczki. Jeśli wcześniej wiem, że mam być z dziećmi – przełożę moje rzeczy – tłumaczy Monika. 

W przypadku Moniki wszystko jest z góry ustalone – dzieci doskonale wiedzą, że babcia może mieć swoje życie i pytają ją najpierw o plany, a dopiero potem przywożą dzieci pod opiekę. Jest jednak wiele rodzin, w których z założenia babcia pełni rolę opiekunki 24/7. 

- Nigdzie w momencie narodzin wnuka nie podpisujemy psychologicznej umowy: „od dziś jesteś bezpłatną opiekunką na wezwanie”. A mimo to taki skrypt rodzinny potrafi być niezwykle silny. Szczególnie dotyczy kobiet. Przez pokolenia to właśnie one pełniły funkcję rodzinnych kin-keepers – osób utrzymujących więzi, opiekujących się dziećmi, starszymi rodzicami, organizujących życie rodziny. Współczesna babcia może być aktywna zawodowo, mieć partnera, przyjaciół, podróżować i realizować własne plany, a jednocześnie wciąż słyszeć kulturowy komunikat: „prawdziwa babcia jest zawsze dostępna” – informuje psycholożka. 

Jak w takiej sytuacji stawiać granice, aby być kochającą babcią, a jednocześnie nie rezygnować z własnego ja? O tym mówi Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń, prawniczka, mediatorka rodzinna, interwentka kryzysowa, założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny w Warszawie, która sama jest babcią i z własnego doświadczenia doskonale wie, jak radzić sobie w takich sytuacjach:

- Ten temat znam nie tylko z praktyki mediacyjnej. Co ciekawe, bardzo często trafia do mnie zupełnie nieformalnie – w rozmowach z koleżankami, które właśnie zostały babciami, albo z dorosłymi dziećmi moich znajomych, którzy sami zostali rodzicami. Słyszę wtedy bardzo podobne historie:

Babcia mówi: „Przecież ja chcę pomagać, kocham moje wnuki, ale nie mogę być cały czas dostępna”. Dorosła córka czy syn mówią: „Przecież mama zawsze pomagała. Dlaczego teraz nagle zaczyna stawiać granice?”. I bardzo często okazuje się, że żadna ze stron nie ma złych intencji. Problem zaczyna się tam, gdzie pomoc przestaje być wspólnym ustaleniem, a zaczyna być oczekiwaniem.

To jeden z tych konfliktów, które rzadko są nazywane wprost. Jako mediatorka od lat powtarzam rodzinom jedną rzecz: to, co niewypowiedziane, wcześniej czy później zaczyna organizować nasze relacje. Jeśli oczekiwania istnieją tylko w głowie jednej osoby, druga nie ma nawet szansy ich świadomie spełnić. Dlatego zamiast domysłów proponuję rozmowę. Zamiast „przecież wiadomo” – konkret. Zamiast zakładania, że babcia „powinna” być dostępna – ustalenie, kiedy i w jakim zakresie może pomóc. Można to nawet zapisać w kalendarzu. To nie jest brak spontaniczności ani mniej miłości. To jest więcej jasności. I chyba właśnie tej jasności w relacjach pomiędzy dorosłymi dziećmi a ich rodzicami, którzy zostali dziadkami, często najbardziej brakuje.

A potem sama zostałam postawiona w sytuacji, o której wcześniej tyle razy rozmawiałam z innymi. Kiedy zostałam babcią, byłam przekonana, że z granicami poradzę sobie bez problemu. W końcu zawodowo zajmuję się mediacją rodzinną od lat. Uczę innych, jak rozmawiać o potrzebach, jak stawiać granice i jak nie zamieniać wzajemnej pomocy w obowiązek. A jednak bardzo szybko odkryłam, że łatwiej jest stawiać granice przy mediacyjnym stole niż własnemu dziecku…

Mamą to ja już byłam…

Małgorzata Bohosiewicz Suchoń przedstawiła nam swoją historię, gdy jako babcia sama musiała nauczyć się stawiania granic: 

- Umiałam być dostępna. Umiałam się poświęcać. Umiałam zmieniać swoje plany, kiedy moje dzieci mnie potrzebowały. Przez lata funkcjonowałam w przekonaniu, że dobra mama jest przede wszystkim obecna i pomocna – tłumaczy Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń. – Kiedy zostałam babcią, musiałam nauczyć się czegoś nowego: rola babci nie jest przedłużeniem macierzyństwa. Babcia może być bardzo blisko. Może być ogromnym wsparciem. Może mieć z wnukami wyjątkową, bardzo silną więź. Ale ta relacja nie powinna opierać się na założeniu, że babcia jest zawsze dostępna i że jej pomoc jest czymś oczywistym.

Dla mnie babciowanie stało się więc także lekcją granic. Z moimi dziećmi ustaliliśmy kilka prostych zasad. Jeśli potrzebują mojej pomocy – pytają wcześniej, a nie stawiają mnie przed faktem dokonanym. Jeśli mówię „nie”, moje „nie” jest respektowane. I przede wszystkim: odmowa nie jest dowodem mniejszej miłości.

Tych zasad nie nauczyliśmy się jednak od razu. Było trudno – dla mnie i dla moich dzieci. Ja musiałam nauczyć się mówić „nie” bez poczucia winy, a moje dzieci musiały nauczyć się, że moje „nie” nie oznacza odrzucenia ich ani wnuków. Wymagało to rozmów, czasem przypominania sobie wzajemnie ustaleń i przede wszystkim czasu.
Bo granice w rodzinie to nie tylko kwestia ich postawienia. Obie strony muszą nauczyć się je respektować.

- Mamy dziś pewien paradoks: kobiety odzyskały prawo do własnego życia jako matki, ale nie zawsze odzyskały je jako babcie – tłumaczy psycholożka Karolina Klecka. – Presja rzadko przychodzi wprost. Nikt nie musi powiedzieć: „jesteś złą babcią”. Wystarczy porównanie: „mama Kasi codziennie odbiera dzieci”, rozczarowana mina córki albo zdanie: „no trudno, jakoś sobie poradzimy”. U osoby silnie związanej z rodziną taki komunikat może uruchomić ogromne poczucie winy. Badania jakościowe opisują nawet swoisty „dług międzypokoleniowy”: kobiety mówią, że ich matki zajmowały się kiedyś ich dziećmi, więc teraz one „powinny” zrobić to samo dla swoich córek. W ten sposób opieka staje się nie tyle wyborem, ile dziedziczonym zobowiązaniem. Tymczasem można być bardzo kochającą babcią i jednocześnie nie chcieć wychowywać drugiego pokolenia dzieci. 

I właśnie to pokazuje też historia naszej mediatorki Gosi, która podkreśla, że granice nie są jednocześnie brakiem gotowości do pomocy: 

- Granice nie mogą oznaczać braku gotowości do pomocy. Są przecież w życiu rodziny sytuacje kryzysowe, których nie da się zaplanować w kalendarzu. Ciężka choroba rodzica, depresja, hospitalizacja, nagłe zdarzenie losowe czy inna sytuacja, w której młody rodzic z nadzwyczajnych powodów czasowo nie jest w stanie w pełni sprawować swojej roli. Tak też zdarzyło się w mojej rodzinie. Wtedy sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rodzina powinna umieć uruchomić swoje zasoby.

W takich momentach babcia może potrzebować zrobić znacznie więcej. Może przejąć opiekę nad wnukami na kilka dni, tygodni, a czasem nawet na dłużej. Może się zdarzyć, że przez pewien czas będzie musiała częściowo, a nawet w praktyce czasowo zastąpić młodego rodzica.

I nie widzę w tym sprzeczności z granicami. Przeciwnie. Dojrzałe granice pozwalają odróżnić codzienną pomoc od sytuacji wyjątkowej. W codzienności mam prawo powiedzieć: „Dzisiaj nie mogę”. Ale kiedy moje dziecko naprawdę jest w kryzysie, może przyjść moment, w którym powiem: „Teraz jestem. Teraz możesz na mnie liczyć”. To są dwa różne komunikaty i oba mogą być wyrazem miłości.

Bo granica nie jest murem. Jest informacją o tym, co jest dla mnie możliwe, a co nie – w normalnych warunkach. Kryzys może te granice czasowo przesunąć, ale nie powinien powodować, że wyjątkowa sytuacja staje się na stałe obowiązującym modelem relacji.

Właśnie dlatego tak ważna jest rozmowa. Nie tylko wtedy, kiedy pojawia się konflikt, ale wcześniej – kiedy wszyscy są jeszcze spokojni i mogą powiedzieć sobie: czego potrzebuję, na co mogę liczyć, czego nie mogę obiecać i co zrobimy, jeśli wydarzy się coś naprawdę trudnego. Bo w rodzinie – podobnie jak w mediacji – warto rozmawiać o tym, czego potrzebujemy, zanim zaczniemy mieć do siebie pretensje, że druga osoba nie zrobiła tego, czego nigdy jej nie powiedzieliśmy.

Zaangażowana babcia vs. babcia na każde zawołanie 

Czas postawić sprawę jasno – babcia, która się angażuje, nie musi być babcią na każde zawołanie. To, że jest naszą mamą, nie oznacza od razu, że ma wobec nas i naszych dzieci obowiązek. Wręcz przeciwnie, to my powinniśmy zadbać o to, aby nasza mama w końcu miała czas dla siebie i na odpoczynek, na który zasłużyła, wychowując nas przez te wszystkie lata. Właśnie wtedy będzie super-babcią dla naszych dzieci i z uśmiechem powita je w swoim domu, gdy faktycznie będziemy potrzebować jej pomocy. 

- Babcie nie mają aż tyle siły. Nawet te młodsze – przez swoje zaangażowanie po całym dniu mogą czuć się zmęczone. Babcia przeważnie ma plan – rano już czeka z ugotowanym obiadem, żeby nie odrywać się od zabawy z dziećmi, wymyśla atrakcje. Jeśli jest taka potrzeba – dzień w dzień stanie na posterunku i jest gotowa zrobić domowe przedszkole. Ale musi widzieć koniec – to nie może być non stop. To jest kwestia, na co się babcia pisze – jeśli zamiast przedszkola dziecko chodzi do babci dzień w dzień, to jest jak darmowa opieka, ale od czasu do czasu – kiedy pojawia się choroba, w weekendy, wakacje, to chyba obowiązek i przyjemność dla każdej babci – podsumowuje Monika. 

A czy z psychologicznego punktu widzenia da się rozpoznać, kiedy faktycznie babcia pomaga, a kiedy staje się darmową siłą roboczą i zastępstwem dla niani? 

- Granica przebiega przede wszystkim przez wolność wyboru. Pomoc jest pomocą, kiedy można powiedzieć zarówno „tak”, jak i „nie” – bez kary emocjonalnej. Wykorzystywanie zaczyna się tam, gdzie pojawia się założenie dostępności, presja, pretensje, obrażanie się, wzbudzanie winy albo traktowanie odmowy jako dowodu braku miłości – tłumaczy Karolina Klecka. - „Nie mogę zająć się twoim dzieckiem” nie znaczy „nie kocham ciebie ani mojego wnuka”. Jeżeli natomiast dorosłe dziecko zaczyna używać miłości jako waluty – „gdybyś nas kochała, pomogłabyś” – warto bardzo uważać. Bo wtedy nie rozmawiamy już o bliskości, tylko o uruchamianiu poczucia winy jako narzędzia wpływu.

A mediatorka Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń podsumowuje: 

- Babcia nie musi być zawsze dostępna, żeby być ważna. Nie musi mówić „tak”, żeby kochać. I nie musi rezygnować z własnych granic, żeby być dobrą babcią. Ale kiedy życie stawia rodzinę w sytuacji kryzysowej, może też powiedzieć: „Teraz jestem. Teraz możecie na mnie liczyć.” I właśnie w tej równowadze – między granicą a gotowością do pomocy – widzę dziś najdojrzalszą formę rodzinnej bliskości.


Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń: absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Studiów Menedżerskich na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych na Uniwersytecie SWPS w Katowicach w zakresie Pomocy Psychologicznej i Interwencji Systemowych w Rodzinie (interwent kryzysowy), mediator z ponad 27-letnim doświadczeniem w mediacjach: nieletnich, rodzinnych, cywilnych i gospodarczych.Stała Mediatorka przy czterech Sądach Okręgowych w Polsce. Specjalista ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie - Certyfikacja Pierwszego Stopnia. Od 2020 roku Mediatorka Sądu Polubownego przy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz Mediatorka w postępowaniach dotyczących skarg na brak dostępności z listy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).

Prezes Zarządu i założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny Sp. z o.o. w Warszawie oraz właścicielka Kancelarii Mediacyjnej „Skuteczne Mediacje”. Współpracowniczka Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie oraz Fundacji ITAKA. Członkini Komisji Rewizyjnej Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie.Od 2021 roku Koordynator Projektu „Standardy Pomocy Dziecku w Sytuacji Rozstania Rodziców” realizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, współtwórczyni i współrealizatorka programu „Akademia Dobrego Rozstania” Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie. Członkini Kapituły I-szej edycji konkursu „Kancelaria Przyjazna Dziecku”.Od 2022 roku aktywna współpracowniczka Centrum Wsparcia i Mediacji Fundacji ITAKA.Od 2023 roku menedżer międzynarodowego projektu „Zapobieganie formom przemocy i nadużyć prowadzących do zaginięcia dzieci lub ich skutków oraz propagowanie prawa dzieci do wolności od przemocy” realizowanego przez Fundację Itaka oraz Federację MCE - Missing Children Europe.Aktywnie zaangażowana w pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy, ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia dzieci i młodzieży, w tym w projektach FDDS realizowanych w okresie 03/2022–08/2023 „Program Wsparcia i Pomocy dla Dzieci i ich Opiekunów z Ukrainy.”


Karolina Klecka – psycholog i psychotraumatolog, popularyzatorka wiedzy psychologicznej oraz ekspertka medialna. Prowadzi własny gabinet psychologiczny, w którym pracuje m.in. z osobami doświadczającymi kryzysów, trudnych relacji i następstw traumy. Ekspertka Polskiego Radia 24 oraz programów telewizyjnych, m.in. Sprawa dla Reportera i Pytanie na Śniadanie. Autorka artykułów eksperckich publikowanych m.in. w Onet.pl i Vogue.pl. W mediach społecznościowych jako @karola_psycholife przybliża psychologię w sposób przystępny, konkretny i oparty na wiedzy naukowej.


Czytaj także: