Nie oszukujmy się – są takie dni w roku, kiedy jedyną słuszną życiową decyzją jest odwołanie wszystkich planów i zignorowanie dzwoniącego telefonu. Kiedy rano budzi mnie dźwięk deszczu uderzającego o parapet, a niebo przybiera ten specyficzny, stalowoszary odcień, czuję dziwną ulgę. To mój osobisty sygnał, że nadszedł czas na legalne zaszycie się w domu. To właśnie jesienią mój książkowy apetyt osiąga apogeum. Nie ma nic lepszego niż ten luksusowy, leniwy dylemat, gdy stoisz przed regałem i zastanawiasz się, komu dziś pozwolisz skraść swój wieczór. Jeśli tak jak ja uważacie, że fatalna pogoda to po prostu zaproszenie od wszechświata do dłuższego czytania, rozgośćcie się. Przeszukałam swoje biblioteczki i wybrałam dziesięć absolutnych perełek. To historie, które pochłaniają bez reszty, intrygują i otulają duszę lepiej niż najdroższy kaszmir.

WIDEO…

player placeholder

1. „Korespondentka” Virginia Evans

Projekt bez nazwy (33)
mat. prasowe

Zacznijmy od czegoś, co otuli Wasze serca. To przepiękna powieść epistolarna, w której śledzimy losy Sybil van Antwerp, kobiety w jesieni życia, która na potęgę wymienia listy z rodziną, znajomymi, a nawet z politykami. Sybil potrafi być zrzędliwa, uwielbia narzekać na sąsiadów i bezlitośnie punktować błędy swoich dorosłych dzieci, ale pod tą szorstką fasadą kryje się absolutnie złote serce. Obserwowanie, jak z każdym listem ewoluują jej relacje z otoczeniem, to czysta przyjemność. Idealna książka do pochłonięcia w jeden chłodny weekend. Zostawi Was z uśmiechem na ustach i łezką w oku.

Zobacz także:

2. „Buckeye. Tajemnica małego miasteczka” Patrick Ryan

Projekt bez nazwy (34)
mat. prasowe

Rozległa, wielopokoleniowa saga, w której można się całkowicie zatracić. Akcja obejmuje dekady - od euforii po zakończeniu II wojny światowej aż po echa wojny w Wietnamie. Śledzimy w niej losy dwóch rodzin z Ohio, których ścieżki splatają się pewnego dnia w lokalnym sklepie z narzędziami za sprawą Cala Jenkinsa i Margaret Salt. Język Patricka Ryana jest tak obłędnie piękny, że czytając tę książkę, wielokrotnie musiałam ją po prostu odłożyć na kolana i zapatrzyć się w przestrzeń, trawiąc doskonałość jego zdań. Melancholijna, głęboka i przejmująca - wymarzona lektura na chłodniejsze dni.

3. „Cały ten błękit” Mélissa Da Costa

Projekt bez nazwy (35)
mat. prasowe

Są książki, które bolą, a jednocześnie nie pozwalają się odłożyć. To historia młodego Émile'a, który dowiaduje się, że cierpi na wczesnego Alzheimera i zostały mu maksymalnie dwa lata życia. Zamiast czekać na koniec w szpitalu, kupuje kampera i w towarzystwie tajemniczej, odpowiadającej na jego ogłoszenie Joanne, rusza w podróż przez przepiękne, dzikie krajobrazy południowej Francji. Ta książka to emocjonalny walec, ale od książek oczekuję właśnie takiego walcowania. Absolutnie mocno wyciskająca łzy, ale przy tym niewyobrażalnie ciepła, piękna i uczy, jak łapczywie chwytać życie. Zaparzcie sobie dużo herbaty i przygotujcie karton chusteczek. Niewykluczone, że już w trakcie lektury zaczniecie szukać jakiegoś domku na emeryturę we Francji.

4. „Verity. Coraz większy mrok” Colleen Hoover

'Verity. Coraz większy mrok
mat. prasowe

Czas na małą zmianę nastroju. Jeśli Hoover kojarzy Wam się tylko z romansami, „Verity” zafunduje Wam literacki wstrząs mózgu. Hoover stworzyła mroczny, duszny i szalenie niepokojący thriller, w którym początkująca pisarka Lowen wprowadza się do posiadłości sparaliżowanej autorki bestsellerów (tytułowej Verity), by z ukrycia dokończyć jej serię książek. To, co Lowen znajduje w jej prywatnych notatkach, autentycznie mrozi krew w żyłach. Czytałam to w jedną noc, nerwowo nasłuchując trzeszczących w domu paneli. No i będzie film! 2 października premiera ekranizacji - z Dakotą Johnson i Anne Hathaway! Warto przeczytać przed pójściem do kina.

5. „Jeździec miedziany” Paullina Simons

Projekt bez nazwy (37)
mat. prasowe

Klasyk-cegła, do którego uwielbiam wracać, gdy wieczory stają się nieprzyzwoicie długie. Leningrad, 1941 rok. Podczas gdy miasto przygotowuje się do morderczego, wojennego oblężenia, młodziutka Tatiana poznaje oficera Armii Czerwonej, Aleksandra. Rodzi się między nimi uczucie tak silne, że musi przetrwać głód, mróz i najgorsze okrucieństwa wojny. Historia tej dwójki roztrzaska Wasze serca i dusze na milion kawałków, by potem powoli je posklejać. Czytając o mroźnej, okrutnej zimie w Rosji, z wdzięcznością naciągniecie, porządnie, zdrowo chlipiąc, swój wełniany sweter pod samą brodę. Podobnie wciągające są dwie kolejne części trylogii - "Tatiana i Aleksander" oraz "Ogród letni". Nie przestaje mnie zadziwiać, jakim cudem te książki nie zostały jeszcze zekranizowane. Natomiast wcale się nie dziwię, że wiele kobiet po przeczytaniu tej książki daje swoim synom imię Aleksander.

6. „Goście weselni” Alison Espach

Projekt bez nazwy (32)
mat. prasowe

Luksusowy hotel z widokiem na ocean. To właśnie miejsce Phoebe Stone, kobieta jest na życiowym zakręcie, po rozwodzie i z głęboką depresją, wybrała, żeby zrealizować prosty plan - zamierza spędzić tu swoje ostatnie chwile. Problem w tym, że cały hotel został wynajęty na ekstrawaganckie, trwające tydzień wesele, a Phoebe, jako jedyny gość z zewnątrz, zostaje wzięta za jedną z uczestniczek i wciągnięta w wir przygotowań przez samą pannę młodą. Piekielnie bystra, słodko-gorzka i momentami bardzo zabawna opowieść o drugich szansach, samotności i tym, że życie potrafi nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie.

7. „Kobiety” Kristin Hannah

Projekt bez nazwy (38)
mat. prasowe

Mam jedną żelazną zasadę w swoim czytelniczym życiu: jeśli Kristin Hannah coś wydaje, biorę to w ciemno. Najpierw zachwyciłam się jej genialnym „Słowikiem” (i tu też przebieram nóżkami na myśl o ekranizacji z siostrami Fanning! Premiera 12 lutego 2027), a „Kobiety” to równie potężny ładunek emocjonalny. Tym razem autorka zabiera nas w czasy wojny w Wietnamie, którą śledzimy oczami Frankie McGrath, dwudziestoletniej pielęgniarki polowej. Przepiękny, monumentalny hołd oddany kobietom służącym na froncie, których historia często bywała zapominana. Hannah pisze tak, że czujesz każdy powiew wiatru, strach i siostrzeństwo bohaterek. Będziecie płakać i polecać tę książkę wszystkim przyjaciółkom.

8. „Zanim wystygnie kawa” Toshikazu Kawaguchi

Projekt bez nazwy (39)
mat. prasowe

Coś małego, niepozornego, a tak bardzo otulającego! Zaglądamy do maleńkiej kawiarni w Tokio, w której, jeśli usiądziesz na odpowiednim krześle, możesz przenieść się w czasie, by spotkać się z kimś z przeszłości. Jest tylko jeden warunek: musisz wrócić, zanim Twoja kawa wystygnie. Co to jest za piękna, naszkicowana delikatnymi pociągnięciami opowieść o żalu, niewypowiedzianych słowach i wybaczaniu samemu sobie! Japońska kameralność w najlepszym wydaniu: rozgrzewa duszę równie skutecznie, co tytułowy, gorący napój.

9. „Niewidzialne życie Addie LaRue” V.E. Schwab

Projekt bez nazwy (40)
mat. prasowe

Francja, rok 1714. Młoda Addie zawiera pakt z diabłem, by żyć wiecznie i uniknąć zaaranżowanego małżeństwa. Haczyk? Zostaje na nią rzucona klątwa - każdy, kogo spotka, natychmiast o niej zapomni. Przez 300 lat Addie błąka się po świecie jako duch, aż pewnego dnia w małej nowojorskiej księgarni spotyka chłopaka, który pamięta jej imię. Niesamowicie klimatyczna, nastrojowa i magiczna książka. Idealna na mgliste wieczory.

10. „Jutro, jutro i znów jutro” Gabrielle Zevin

Projekt bez nazwy (41)
mat. prasowe

Jedna z najpiękniejszych książek o przyjaźni, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Sadie i Sam poznają się jako dzieci w szpitalu, a po latach wpadają na siebie na stacji metra i postanawiają wspólnie stworzyć grę wideo, która przynosi im fortunę. Niesamowicie emocjonalna opowieść o miłości (nie tylko tej romantycznej), ambicji, stracie i popkulturze. Nie musicie być fanami gier, żeby ta książka złamała Wam serce i posklejała je na nowo.


Czytaj więcej:

Idealny plan na jesienny weekend? Książka i odpowiedź na pytanie: „Kto zabił, Anno Shirley?” [recenzja]