Współczesny świat zalewa nas sztucznymi zapachami. Drogeryjne flakony, odświeżacze powietrza, pachnące świece z parafiny - dla wielu z nas stały się one wręcz duszące. Syntetyczne nuty, choć trwałe i powtarzalne, potrafią przytłaczać, wywoływać ból głowy i drażnić zmysły. Nic dziwnego, że w obliczu rosnącej popularności wszelkiego rodzaju warsztatów perfumiarskich, poszukiwałam czegoś prawdziwego. Chciałam uciec od chemii i sprawdzić, jak to jest tworzyć zapach wyłącznie z tego, co daje natura. Znalazłam to na warsztatach Franèlle.

WIDEO…

player placeholder
warsztaty

Powrót do korzeni i lekcja węchowej pokory

To nie były zwykłe warsztaty, z których wychodzi się po prostu z ładną buteleczką. To była przede wszystkim intensywna nauka rozpoznawania zapachów i powrót do pierwotnego kontaktu z naturą.

Zobacz także:

Przeciętny człowiek potrafi rozpoznać tysiące aromatów, ale na co dzień rzadko poświęca im należytą uwagę. Bodźce wzrokowe i słuchowe całkowicie zdominowały współczesny świat, spychając powonienie na dalszy plan. Czas przestać być zapachowym analfabetą i to właśnie te warsztaty uświadomiły mi to najmocniej.

Pierwsza część spotkania okazała się wręcz sprawdzianem z uważności. Przed uczestniczkami postawiono czyste, w 100% naturalne olejki eteryczne. Zadanie wydawało się proste: rozpoznać zapachy, z którymi stykamy się na co dzień.

warsztaty

Sosna, cytryna, rozmaryn, bazylia, eukaliptus, bergamotka, nazwy brzmią znajomo, ale w wydaniu skondensowanym stają się trudną do rozwikłania zagadką. Czysta esencja pachnie zupełnie inaczej niż świeża gałązka w lesie czy plasterek cytrusa wrzucony do herbaty. Jest głębsza, intensywniejsza, czasem niemal agresywna dla niewytrenowanego nosa.

Poczułam się wtedy jak prawdziwa węchowa analfabetka. To było niezwykłe doświadczenie, które pokazało, jak bardzo zaniedbujemy nasz zmysł powonienia na co dzień i jak płasko postrzegamy otaczający nas świat.

Architektura zapachu, czyli klasyczna piramida

Po treningu rozpoznawania aromatów nadszedł czas na właściwą część spotkania: alchemię komponowania własnej mieszanki. Tworzenie zapachu od podstaw wymaga nie tylko wyobraźni, ale także trzymania się ścisłych reguł sztuki perfumiarskiej, opartych na klasycznej piramidzie zapachowej.

warsztaty

Fundamentem każdej kompozycji jest nuta bazy. To najcięższa, najbardziej głęboka i trwała część perfum, która spaja cały zapach i utrzymuje go na skórze od kilku do nawet kilkunastu godzin. Powszechnie wykorzystuje się tu nuty żywiczne i drzewne, takie jak kadzidłowiec, paczula, drzewo sandałowe czy wetyweria.

Środek struktury stanowi nuta serca - prawdziwy łącznik i motyw przewodni kompozycji, nadający perfumom ich indywidualny charakter. Wyczuwa się ją zazwyczaj przez 2 do 4 godzin, a w jej roli świetnie sprawdzają się akordy kwiatowe, ziołowe i korzenne przyprawy.

Na samym szczycie znajduje się nuta głowy, czyli wizytówka zapachu. To pierwszy akord, który dociera do naszych nozdrzy tuż po aplikacji. Jest świeży, lekki i buduje pierwsze wrażenie, choć ulatnia się najszybciej, od kilkunastu minut do pół godziny. Dominują tu cytrusy, bergamotka, trawa cytrynowa czy orzeźwiająca mięta.

Praca na papierowych paskach testowych przy łączeniu tych trzech warstw wymagała niezwykłej precyzji. W świecie skondensowanych olejków margines błędu jest minimalny, jedna czy dwie dodatkowe kropelki potrafią całkowicie zdominować kompozycję i wywrócić misternie zaplanowany koncept do góry nogami.

Jesień zamknięta w szkle: moje własne „Ciepło”

Komponowanie własnych perfum to proces niezwykle emocjonalny. Zapachy niemal natychmiast przywołują wspomnienia i wpływają na nasz nastrój. Gdy zabrałam się za komponowanie, bez reszty porwał mnie jesienny nastrój.

Jako solidny fundament i bazę wybrałam głęboki, tajemniczy kadzidłowiec połączony z ziemistą paczulą. Do środka dorzuciłam korzenne, otulające nuty, cynamon i kardamon. Wyszła z tego kompozycja niezwykle przytulna, dymna i rozgrzewająca.

Swoje pierwsze autorskie dzieło nazwałam po prostu „Ciepło”.

warsztaty

Apetyt na więcej

Wychodząc z warsztatów z własnoręcznie przygotowanym olejkiem, zabiera się ze sobą coś więcej niż tylko unikalny flakonik, którego nie da się kupić w żadnej drogerii. Zabrałam ze sobą rozbudzony zmysł i głód prawdziwych aromatów.

Po takim doświadczeniu po prostu chce się więcej. Pojawia się naturalna potrzeba otaczania się czystymi, roślinnymi olejkami w domu,  w dyfuzorze, w kąpieli czy w codziennej pielęgnacji. Syntetyczne zapachy przestają istnieć, bo kiedy raz poczujesz prawdziwą moc natury, trudno wrócić do chemicznych zamienników. To nie był tylko jednorazowy warsztat, ale początek nowej, pachnącej drogi.


Czytaj także: