Chłopak z kręconą grzywką minął was na hulajnodze. Jeśli rozpoznaliście w nim  brokuła, a w hulajnodze model marki KuKirin, możecie sobie zaliczyć już dwa z dwunastu haseł z tegorocznego finału Młodzieżowego Słowa Roku. 

WIDEO…

player placeholder

Podstarzała reszta z nas, ma co nadrabiać. I w pewnym sensie właśnie po to Wydawnictwo Naukowe PWN organizuje plebiscyt, który w tym roku obchodzi 10. urodziny. Internauci zgłaszają słowa, którymi posługują się młodzi, jury wybiera spośród nich finalistów, wśród których znajdują się zazwyczaj wyrazy, które często jeszcze rok czy dwa lata temu nie były używane, a czasem nawet nie istniały, a potem znów głos mają internauci. 

Podstarzała - lub po prostu "mniej młodzieżowa" - część społeczeństwa dostaje przy okazji szansę, by nieco lepiej zrozumieć, to o czym rozmawiają (ale i myślą) młodzi. Pierwszą edycję wygrał swojski z dzisiejszej perspektywy "sztos". Potem był m.in. "rel" (2023), "sigma" (2024) czy ubiegłoroczne "szponcić" (o tym, co znaczą te wszystkie słowa - za chwilę). Na doedukowanie się, co dokładnie robi na chodniku kukiriniarz, mamy czas do 30 listopada, gdy kończy się głosowanie. 

Zobacz także:

Znajomość młodzieżowych zwrotów przydaje się choćby po to, by po tym, jak zdecydowaliśmy się na szczerość nie obrazić się za zdawkowe "rel". Właśnie usłyszeliśmy "też tak mam". Gdybyśmy jednak sami odpisali tak nastoletniej córce, moglibyśmy się przy okazji dowiedzieć, co to jest "cringe", czyli zażenowanie. I to nawet, jeśli użyliśmy słowa poprawnie. Pewne słowa, w użyciu osób, po których nie spodziewamy się nawet ich znajomości, potrafią razić.

"A po co mnie to?"

Niewypadanie z obiegu pozwala trzymać rękę na pulsie rzeczywistości - może i z wiekiem przybywa doświadczenia, ale okoliczności, w których je zdobywaliśmy, w wielu przypadkach (jak choćby edukacja) mocno się dezaktualizują. Łatwo powiedzieć nastolatkowi, żeby nie przejmował się opinią innych, gdy nasze kompromitacje, gdy byliśmy w jego wieku, widziało co najwyżej kilka osób. Nikt niczego nie nagrywał, nie przerabiał na memy i nie puszczał w obieg. 

W ten kontekst wpisuje się np. słowo "aura", które trafiło do finału plebiscytu w 2024 roku, obecne również na tegorocznej liście. Oznacza charyzmę i wrażenie, jakie wywieramy na innych, przeliczane na punkty. Udana riposta może ich przysporzyć, a wpadka - odebrać. Za tą pozorną zabawą można jednak dostrzec potrzebę pilnowania, jak wypadamy w oczach innych. Ale żeby to zrozumieć, najpierw trzeba znać słowo i stojące za nim zjawisko. 

Sprawne poruszanie się w meandrach młodzieżowego idiolektu, to także kwestia samodzielności. O świecie, którego nie jesteśmy ciekawi i którego nie rozumiemy, prędzej czy później usłyszymy z trzeciej czy czwartej ręki, bez możliwości wyrobienia sobie własnego zdania. Kilka niezrozumiałych słów, filmik i już kupujemy nieuczciwą diagnozę całego pokolenia. Własne rozeznanie ten handel utrudnia. Pozwala odróżnić żart od deklaracji światopoglądowej. 

Własnym rówieśnikom przyznajemy prawo do różnorodności i z pewnością protestowalibyśmy, czytając o sobie łatki. W przypadku grup, których nie znamy i nie rozumiemy nawet, co mówi, łatwiej kupić stereotyp porządkujący świat. 

Może i słowa pojawiające się w finale nagrody PWN nie sprawią, że nagle zrozumiemy generację Z czy Alfa, ale pozwalają złapać rozeznanie już nawet nie tyle w "ich" świecie, co w świecie zmieniającym się tak szybko, że trudno nadążyć za nim nawet osobom, które gdy startował konkurs same miały 18 lat.

Cool story, bro

Jednym z tegorocznych finalistów, bodajże najłatwiejszym do zrozumienia, jest "bro", z którym poradzi sobie każdy, kto zwracał się kiedyś do kolegi per "stary" (a zwłaszcza mając 14 lat). To skrót od angielskiego "brother" (brata), używany wobec kumpla czy po prostu kogoś, z kim chcemy się spoufalić. "Dzięki, bro" w odpowiedzi na pożyczenie ładowarki to zwyczajowa uprzejmość, ale już "bro, serio?" wyraża zastrzeżenia co do pomysłu/poglądu rozmówcy.

Co zabawne, redaktorzy Oxford English Dictionary znaleźli ten skrót już w tekście z 1533 roku - a więc w czasach Henryka VIII.

"Brokuła" można natomiast rozpoznać po wyglądzie - i nie chodzi bynajmniej o problem z rozróżnieniem go od bladego bro - kalafiora. Chodzi o fryzurę: krótko przystrzyżone boki, na czubku głowy bujna, kręcona lub falowana czupryna (w większości przypadków: trwała ondulacja). Słowo opisuje zarówno fryzurę, jak i noszącego ją chłopaka, któremu zwykle towarzyszy hulajnoga elektryczna i markowe ubrania.

Podobnie działały określenia "dresiarz" i "hipster" - z pozoru oznaczające wygląd, ale pozwalające dopowiedzieć sobie gust i sposób spędzania wolnego czasu danej osoby. 

Larpujących nie lubią i starzy i młodzi

Czasem dzieje się jednak przeciwnie - to ktoś stara się, żebyśmy widzieli w nim określony status czy kompetencje. Wtedy może usłyszeć, że "larpuje". LARP to skrót od angielskiego "live action role-playing", czyli gry fabularnej, której uczestnicy wcielają się w postacie i odgrywają je na żywo. W slangu larpowanie to po prostu udawanie kogoś, kim się nie jest - np. wielkiego znawcę tematu, o którym ma się nikłe pojęcie. 

W grze wszyscy umawiają się, że ktoś jest potężnym czarodziejem. W internecie nikt się na nic nie umawia, ale wciąż można larpować - np. biznesmena, fotografując się w drogich hotelach i udzielając porad o zarabianiu, podczas gdy jedynym przynoszącym mu dochód przedsięwzięciem jest sprzedawanie tych porad. Albo miłośnika literatury, który częściej stylizuje do zdjęcia okładki książek, niż je czyta. 

AI slop - ostrzeżenie dla boomerów

"Slop" - z angielskiego pomyje/breja - to określenie wszystkiego, przez co musimy przedrzeć się online, zanim natrafimy na coś interesującego czy wartościowego. Chodzi tu o treści wtórne, często produkowane masowo przede wszystkim po to, by zgarnąć wyświetlenia. Szczególnie często pojawia się "AI slop", czyli wyjątkowo nieudane wytwory sztucznej inteligencji. 

Może to być filmik o prowadzącej akademickie dysputy papudze, który część odbiorców uzna za prawdziwy, wygenerowane zdjęcie znajomej, na którym głowę ma wielkości dłoni, albo artykuł, w którym ta sama informacja jest obracana na wszystkie strony, nie wnosząc de facto nic nowego. 

Slopem można nazwać też schematyczny, przewidywalny film, grę czy książkę, niezależnie od tego, kto i przy użyciu czego je stworzył. To zarzut dotyczący również sensu istnienia takich tworów, co w tych czasach można uznać nieomal za pytanie filozoficzne. 

Są i pozytywniejsze terminy. Jak np. "tuff" - określenie czegoś atrakcyjnego, efektownego, modnego. Pochodzi od angielskiego "tough", czyli twardy/mocny, ale niekoniecznie związany z tymi przymiotnikami. Po prostu robi wrażenie. Przed radością z "tuff" pod własnym zdjęciem, warto jednak zastanowić się nad kontekstem, bo już np. "Czy to jest tuff w Polsce?" może być ironiczne - "czy wam serio to imponuje?".

Nie wiesz, co znaczy tuff? Może jesteś unc...

Jeśli przy okazji ktoś nazwie nas "unc", nie jest dobrze. To skrót od angielskiego "uncle" (wujek), używany wobec osoby, która wydaje się starsza niż wskazywałaby metryka, nie rozumie trendów/jakiegoś zjawiska, ale rości sobie prawo do posiadania racji. Nie trzeba mieć do tego siostrzeńców, ani siwych włosów. Można mieć 27 lat i wspominać "stare, dobre czasy", gdy zgrywało się muzykę na telefon z komputera.

"Unc" to jednak określenie przewrotne - bywa bowiem poufałym określeniem kogoś bardziej doświadczonego, lubianego starszego kolegi. Można też tak nazwać samego siebie, uprzedzając żarty. W tym przypadku łatwo zmienić kategorię wiekową - wśród znajomych jesteś "bro", ale jeden "dziaderski" komentarz wystarczy, by dla kogo innego zostać wujem. 

"Spływka" to jedno z niewielu określeń niewymagających znajomości angielskiego. To po prostu "spływaj" albo "spadaj", przerobione na rzeczownik. Rzucone do osoby, która po raz kolejny bierze w kinie popcorn z naszego pudełka może być ponowoczesnym wyrazem asertywności. W odpowiedzi na czyjąś dłuższą wypowiedź będzie wyrażonym wprost lekceważeniem. 

Tzw. dorośli traktują młodzieżowe słowa znacznie poważniej niż osoby, które ich używają. W końcu to my analizujemy zjawisko tkwiące w chęci zjedzenia do końca własnego popcornu. Po ogłoszeniu wyników na początku grudnia pewnie będziemy zastanawiać się, co zwycięskie słowo mówi o młodym pokoleniu. Młode pokolenie może używać już zupełnie innych określeń i uznać, że ten cały konkurs trąci myszką. Słowem - cringe - drodzy państwo.


Czytaj także: