Większość mam wie, że jeśli nastolatek przypadkowo zbije szybę u sąsiada, to rodzice pokrywają szkody, bo odpowiadają za brak należytego nadzoru. Ale co w sytuacji, gdy nastoletnie dziecko naklika coś w telefonie albo weźmie pożyczkę przez internet?
WIDEO…
– Granica odpowiedzialności rodziców przebiega w miejscu, w którym pojawia się pełnoletniość. Nastolatki między 13. a 18. rokiem życia mają jedynie ograniczoną swobodę w podejmowaniu decyzji finansowych. Młodzież może samodzielnie dysponować swoim zarobkiem czy wydawać kieszonkowe na drobne, codzienne zakupy. Jednak w przypadku poważniejszych umów np. pożyczki czy abonamentu telefonicznego, do ważności umowy potrzebna jest zgoda rodzica. Umowa zawarta przez nastolatka bez wiedzy rodziców jest niepewna i „czeka” na ich decyzję. Dopiero gdy rodzic odmówi jej zatwierdzenia, staje się w całości nieważna i dług w świetle prawa po prostu nie powstaje. Jeśli małoletni celowo wprowadza drugą stronę w błąd i podaje się za osobę pełnoletnią, sytuacja prawna dramatycznie się komplikuje – tłumaczy radca prawny Anna Dawed-Krajewska.
Sam brak zgody rodzica nadal oznacza, że poważna umowa finansowa jest nieważna, ale podanie fałszywego wieku to tzw. podstępne wywołanie błędu lub wręcz przestępstwo oszustwa. Wtedy firma, która poniosła straty (np. dostawca usług czy bank), może żądać naprawienia szkody. Wskutek świadomego wprowadzania w błąd rodzice mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności finansowej za szkodę wyrządzoną przez nastolatka na zasadzie braku należytego nadzoru. Jeśli nie dopilnowali, do czego dziecko wykorzystuje ich dane, dowód czy telefon, będą musieli zwrócić utracone przez drugą stronę pieniądze z własnej kieszeni.
A co z dorosłymi dziećmi?
Dzień 18. urodzin to moment, w którym z prawnego punktu widzenia dziecko staje się osobną osobą i zaczyna pracować wyłącznie na własny rachunek majątkowy.
– Co do zasady rodzice w żaden sposób nie odpowiadają za długi dorosłego dziecka. Ani za niepłacone raty, ani za mandaty czy chwilówki zaciągnięte w sieci. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy rodzic sam poręczył pożyczkę, żyrował umowę albo przyjął spadek po zmarłym dziecku, nie odrzucając na czas długów spadkowych – wyjaśnia radca prawny Anna Dawed-Krajewska.
Z taką sytuacją mierzyła się pani Beata z Krakowa. Jej syn zaciągnął kilkanaście szybkich pożyczek. Gdy przestał spłacać raty, do drzwi zaczęli pukać windykatorzy, sugerując przerażonej matce, że „skoro syn tu mieszka i nie pracuje, to rodzice mają obowiązek uregulować rachunki”. Pani Beata żyła w ogromnym stresie, odmawiając sobie wszystkiego, byle spłacić raty za syna. Dopiero po wizycie u prawnika dowiedziała się, że nie ma obowiązku dokładania do tych długów ani grosza, a presja windykatorów była zwykłą manipulacją.
Gdy komornik puka do drzwi. Uwaga na długi alimentacyjne
Najwięcej emocji budzi sytuacja, gdy dorosłe dziecko mieszka z rodzicami, a w drzwiach staje komornik. Wiele kobiet żyje w błędnym przekonaniu, że wystarczy powiedzieć urzędnikowi: „to wszystko jest moje”, aby zapobiec zajęciu sprzętów. To niebezpieczne złudzenie.
Przy zwykłych długach komornik ma prawo zająć meble czy sprzęty znajdujące się we władaniu dłużnika. Warto jednak podkreślić, że samo sporadyczne korzystanie z domowych urządzeń przez dorosłe dziecko nie oznacza od razu, że jest ono ich współwłaścicielem. Kluczowe jest to, kto faktycznie je kupił i nimi zarządza.
Zdecydowanie surowsze zasady obowiązują, gdy dorosłe dziecko ma długi alimentacyjne (np. nie płaci na własne dziecko z poprzedniego związku):
– W sprawach alimentacyjnych komornik ma znacznie szersze uprawnienia. Może zajmować sprzęty znajdujące się we wspólnym mieszkaniu dłużnika i jego rodziców, chyba że na miejscu przedstawi się niebudzący wątpliwości dowód, że dany przedmiot nie należy do dziecka. Co ważne, takim dowodem nie musi być wyłącznie faktura z nazwiskiem. Może to być każdy wiarygodny dokument – np. umowa, karta gwarancyjna z danymi rodzica czy zeznania świadków. Jeśli rodzice nie pokazują na miejscu przekonującego dowodu, komornik alimentacyjny ma prawo wpisać sprzęt z salonu czy kuchni do protokołu zajęcia – ostrzega radczyni prawna.
Mądra profilaktyka zamiast stresu
Większość z nas nie trzyma dowodów zakupu na pralkę czy telewizor kupiony parę lat temu. Tymczasem w konfrontacji z egzekucją, zwłaszcza alimentacyjną, to właśnie zachowane dokumenty decydują o bezpieczeństwie domowego wyposażenia.
– Zwykłe zameldowanie dziecka pod naszym adresem to tylko formalność urzędowa, a nie dowód na to, że dziecko posiada prawa do mieszkania czy znajdujących się w nim mebli. W praktyce jednak komornicy szukają dłużników właśnie pod adresem zameldowania – podsumowuje Anna Dawed-Krajewska. – Najlepszą ochroną jest prewencja: zachowywanie rachunków i kart gwarancyjnych przy droższych zakupach, a jeśli dorosłe dziecko faktycznie się wyprowadziło, przeprowadzenie procedury wymeldowania go z lokalu.
Dobrą ilustracją jest historia pani Marii, u której po rozwodzie zamieszkał dorosły wnuk. Chłopak przestał płacić alimenty na swoje dziecko z pierwszego małżeństwa. Gdy w drzwiach stanął komornik alimentacyjny i chciał zająć telewizor oraz komputer znajdujące się w salonie, pani Maria natychmiast przedstawiła dowód zakupu wystawiony na jej dane oraz wyciąg ze swojego konta potwierdzający zapłatę z jej emerytury. Dzięki pokazaniu niebudzącego wątpliwości dowodu własności na miejscu komornik odstąpił od zajęcia sprzętu seniorki.
Czytaj także:
- Zanim przepiszesz dom na dziecko. Prawniczka ostrzega przed najbardziej kosztownym błędem - polki.pl
- Mąż chowa listy od komornika? Długi bliskich to nie Twój problem - dopóki nie popełnisz tego błędu - polki.pl
- Jak kochać bez utraty siebie (i swoich oszczędności) Prawnik o tym jak zabezpieczyć swój majątek w związku - polki.pl