W ten sposób zaczyna się cicha erozja bliskości. Wirtualne gesty, choć pozornie bezcielesne, zostawiają bardzo realne rany w naszej codzienności. Czy niewinne kliknięcie Instagramie może być początkiem końca intymności? Rozmawiam o tym z Angeliką Kołomańską, psychoterapeutką i seksuolożką kliniczną.
WIDEO…
Moja granica czy obcy nakaz?
Kiedy czujemy złość lub niepokój z powodu zachowań partnera w sieci, najtrudniej jest zaufać samej sobie. Zastanawiamy się, czy nasz ból jest uzasadniony, czy może jesteśmy zbyt zazdrosne i małostkowe. Jak zauważa Angelika Kołomańska, psycholożka i psychoterapeutka CBT (terapii poznawczo-behawioralnej), w gabinecie terapeutycznym pytanie „Może ja przesadzam?” pada niezwykle często. Tłumaczy ona, że z perspektywy nurtu poznawczo-behawioralnego ten moment niepewności obnaża silne napięcie między tym, co realnie czujemy, a tym, co na siłę próbujemy sobie racjonalnie wytłumaczyć.
Ekspertka wyjaśnia, że emocje nigdy nie są przypadkowe — stanowią one bezcenny sygnał naszych potrzeb i znaczeń, jakie nadajemy sytuacjom. Jeśli więc widok partnera lajkującego treści z wyraźną ekspozycją ciała wywołuje w nas napięcie, zazdrość czy spadek poczucia własnej wartości, nie powinnyśmy traktować tego jako „błędu” w naszym oprogramowaniu, lecz jako ważną informację.
Po czym jednak poznać, że stawiana granica jest naprawdę nasza, a nie wdrukowana przez surowe zakazy rodziców, toksyczne relacje z przeszłości czy presję społeczną? Angelika Kołomańska wskazuje na trzy kluczowe kryteria, które pozwalają to rozróżnić. O własnej granicy możemy mówić wtedy, gdy:
- jest spójna z naszymi osobistymi wartościami w relacji,
- jej naruszenie realnie obniża nasze poczucie bezpieczeństwa,
- potrafimy powiedzieć: „to jest dla mnie ważne”, zamiast posługiwać się sztywnym: „tak powinno być”.
Psychoterapeutka proponuje też proste, ale niezwykle uwalniające pytanie testowe: gdyby nie było żadnej presji z zewnątrz, czy ta sytuacja nadal byłaby dla mnie trudna? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, dotykasz swojej prawdziwej, autentycznej granicy, a nie narzuconej z góry normy.
„To tylko lajk”, czyli walka o najcenniejszą walutę
Co zrobić, gdy już wiemy, że ta granica jest nasza, ale podczas próby rozmowy słyszymy lekceważące, klasyczne: „Daj spokój, to tylko lajk”? To zdanie działa jak emocjonalne znieczulenie, które ma nas zawstydzić i odebrać nam prawo do przeżywania dyskomfortu.
W tym miejscu warto zmienić optykę i uświadomić sobie, czym tak naprawdę jest aktywność w sieci. Jak tłumaczy Angelika Kołomańska, z punktu widzenia psychoseksuologii zachowania online nigdy nie są neutralne, ponieważ bezpośrednio dotyczą uwagi — a uwaga to przecież jeden z kluczowych i najbardziej deficytowych zasobów w relacji. Badania nad związkami wyraźnie pokazują, że tzw. micro-cheating (mikrozdrady), do których zalicza się ukrywane polubienia czy wirtualne flirty, bezpośrednio rzutują na poczucie naszej atrakcyjności, wyłączności oraz bezpieczeństwa u boku partnera.
Właśnie dlatego rozmowa nie powinna być debatą nad tym, czy lajk sam w sobie ma obiektywne znaczenie, lecz nad tym, jak wpływa na naszą więź. Ekspertka radzi, aby zamiast krytyki i atakowania partnera zastosować komunikat „JA” (ang. I-statement), który opiera się na faktach i ich emocjonalnych konsekwencjach. W praktyce oznacza to ubranie swoich uczuć w proste słowa:
„Kiedy widzę takie aktywności, interpretuję je jako kierowanie uwagi seksualnej poza naszą relację. To obniża moje poczucie bliskości.”
Jak zaznacza psychoterapeutka, taki sposób ekspresji — oparty na własnym doświadczeniu, a nie na ocenie partnera — drastycznie zmniejsza potrzebę obrony u drugiej strony i realnie otwiera przestrzeń na dialog zamiast defensywności.
Między intuicją a lękiem
Czasem jednak dialog zawodzi, a partner uporczywie testuje nasze granice, co zmusza nas do wejścia w rolę wirtualnego detektywa. Zaczynamy kompulsywnie kontrolować jego profil, sprawdzać polubienia i analizować każdą aktywność. Wtedy pojawia się niszczący lęk: czy to moja zdrowa intuicja próbuje mnie chronić przed nielojalnością, czy to moja własna paranoja i głęboki brak poczucia wartości przejęły nade mną kontrolę?
Angelika Kołomańska uspokaja i tłumaczy, że obsesyjne sprawdzanie rzadko jest problemem samym w sobie. W świetle CBT to po prostu bardzo ludzka, choć krótkofalowa próba poradzenia sobie z rozdzierającą niepewnością — daje nam chwilowe, złudne poczucie, że „mamy to pod kontrolą”, przez co nasz mózg błyskawicznie uczy się tego schematu jako skutecznego.
Ekspertka podkreśla jednak, że nie wolno nam pomijać kontekstu relacji. Jeśli partner systematycznie podważa nasze bezpieczeństwo, nasza rosnąca czujność nie jest szaleństwem, lecz zdrową reakcją adaptacyjną. Nasz układ nerwowy jest biologicznie zaprojektowany do tego, by wychwytywać sygnały zagrożenia dla bliskiej więzi. Najczęściej mamy więc do czynienia z dwoma procesami naraz: coś w relacji budzi niepewność, a jednocześnie uruchamia się przymus, by tę niepewność jak najszybciej zredukować.
Jak zatem odróżnić intuicję od lęku? Intuicja nas zatrzymuje i mówi spokojnie: „zobacz, to jest dla nas ważne”. Lęk natomiast pędzi na złamanie karku, krzycząc: „zrób coś natychmiast, bo inaczej nie wytrzymasz tego napięcia”.
Jeśli pojawia się przymus sprawdzania, to wcale nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. Jak tłumaczy terapeutka, to jasny komunikat, że Twoje poczucie bezpieczeństwa w tej relacji zostało naruszone i próbujesz je odzyskać w jedyny dostępny na ten moment sposób. To nie jest informacja o tym, jaka jesteś, ale o tym, czego w Waszym związku zaczyna dramatycznie brakować.
W dojrzałej miłości nie pracujemy na poziomie „to tylko lajk”. Granice nie służą kontrolowaniu partnera ani ograniczaniu jego wolności — istnieją po to, by chronić to, co najdelikatniejsze: zaufanie oraz jakość i czułość naszej więzi. Kiedy zgadzamy się na narrację, że wirtualne gesty, które nas bolą, są bez znaczenia, powoli oddajemy kawałek po kawałku naszej własnej podmiotowości. Dobrze też odpowiedzieć sobie na pytanie:
Gdybyś na chwilę uciszyła szum algorytmów, rady znajomych i to, co „wypada” w nowoczesnym świecie... jakiej bliskości tak naprawdę potrzebujesz, aby czuć się w pełni bezpieczna?
Czytaj także:
- Dlaczego mężczyźni zdradzają? Jaka jest rola kochanki?
- “Love is Blind”, red flag i podcast. Kto przejął narrację po rozstaniu Damiana i Marty?
- Związek bez ślubu. Dlaczego coraz więcej kobiet go wybiera?



























