Marta pamięta ten moment bardzo dobrze. Siedziała w swoim mieszkaniu w Warszawie, otoczona rozgrzebaną pracą. Nagle, patrząc w świecący ekran laptopa, poczuła, że po prostu fizycznie ma już dosyć. Jej głowa pękała od nadmiaru maili i powiadomień, a ciało mówiło jedno wielkie dość.

WIDEO

player placeholder

Dwa dni później stała na progu małego drewnianego domu w środku lasu.

Bez zasięgu. Bez miliona powiadomień. Tylko ona i natura. - Pierwsza noc była koszmarem. Ciemność była tak gęsta, że prawie ją czułam na skórze. I ta przerażająca, dzwoniąca w uszach cisza. Moja głowa, przyzwyczajona do ciągłego bombardowania bodźcami, zaczęła produkować lęki. Leżałam z otwartymi oczami, a moje ciało domagało się powiadomień jak narkotyku. Dopiero nad ranem, kiedy usłyszałam pierwszy nieśmiały śpiew ptaka, poczułam, jak napięcie puszcza. Nagle wszystko wokół stało się niewiarygodnie wyraźne: ciepło słońca na twarzy, zapach surowego drewna i ta wilgotna, głęboka woń mchu unosząca się w powietrzu - wspomina Marta.

Zobacz także:

Przez lata synonimem udanego urlopu były hotele all-inclusive i głośne kurorty. Dziś, w przebodźcowanym świecie, luksus zdefiniowaliśmy na nowo. Nie jest nim już złoty kran czy basen z podgrzewaną wodą, ale święty spokój, intymność i czas na bycie sam na sam z naturą. Drewniana chatka w środku lasu daje to, czego nie kupi się w żadnym pięciogwiazdkowym hotelu - całkowitą prywatność i przestrzeń na to, by połączyć się z naturą, znaleźć w niej spokój. 

Wybierając surowy odpoczynek blisko natury, Polacy nie szukają kolejnej atrakcji turystycznej. Szukają ratunku przed światem, który kręci się zbyt szybko. I choć pierwsze dni bez telefonu bywają bolesnym odwykiem, to powrót do korzeni okazuje się najlepszą terapią dla zmęczonej głowy.

Płynny grunt. Kiedy dom staje się tratwą

Dla tych, dla których stały ląd to wciąż za mało, kolejnym krokiem w poszukiwaniu absolutnej izolacji jest woda. Odpłynięcie od brzegu daje rzadkie dziś poczucie, że fizycznie dryfujemy poza zasięgiem codziennych spraw. W Polsce ten format wypoczynku ma już swoje kultowe miejsca.

- Otworzyłam ten obiekt razem z tatą. Chcieliśmy stworzyć na Kaszubach coś zupełnie nowego i innego – mówi Agnieszka Socha-Konkol, właścicielka „wySPA Kaszuby”. - Naszymi domkami goście mogą samodzielnie pływać po Jeziorze Ostrzyckim. Są w pełni elektryczne, dzięki czemu nie emitują spalin i są całkowicie bezgłośne. Cały ten akwen leży w strefie ciszy, w samej otulinie Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Od początku zależało nam na tym, by w żaden sposób nie zakłócić tego spokoju.

Dla wielu osób zamiana tradycyjnego pokoju hotelowego na pływający dom to doświadczenie wręcz terapeutyczne. Woda narzuca inny, spokojniejszy rytm.

– Działamy już od sześciu lat i trafiają do nas głównie turyści, którzy chcą poznać i doświadczyć ciszy, jakiej nie znajdą w żadnym innym miejscu – tłumaczy Agnieszka Socha-Konkol. – Możliwość odcumowania od brzegu, wypłynięcia na środek jeziora i zakotwiczenia gdzieś pośród dzikiej natury to coś, czego nie da się porównać z niczym innym. Najpiękniejszy jest moment, gdy budzisz się rano, otwierasz drzwi i zdajesz sobie sprawę, że nie ma wokół ciebie nikogo. Jesteście tylko wy i jezioro.

Powrót do dzieciństwa. Kiedy dom rośnie nad ziemią

Szukając ucieczki przed światem, możemy trafić także na domki na drzewie. Dorosła, niezwykle komfortowa wersja kryjówek, o których większość z nas marzyła w dzieciństwie. To doświadczenie zupełnie inne niż klasyczny pobyt w lesie, ponieważ nie patrzy się tu na naturę z dołu, ale staje się jej częścią na wysokości kilku metrów.

Doświadczenie spania w koronach drzew przyciąga nas przede wszystkim zupełnie inną perspektywą. Zamiast pni drzew, przez okna widzimy kołyszące się gałęzie, liście i ptaki, które nagle znajdują się na wyciągnięcie ręki. Dobrze zaprojektowany domek na drzewie pracuje razem z nim, a jego subtelny ruch przy silniejszym wietrze sprawia, że kołyszemy się razem z nim. Wysokość staje się fizyczną barierą odcinającą nas od codziennych spraw. Wszystko, co przyziemne, zostaje na dole, a wchodząc po schodach lub kładce wśród gałęzi, zostawiamy tam również gonitwę myśli. Miejsca te oferują luksus w wersji mikro - minimalistyczne wnętrza wychodzące wprost w zieloną gęstwinę, zapach naturalnego drewna i tarasy, na których poranna kawa smakuje zupełnie inaczej w towarzystwie szumu wiatru.

Nowa mapa Polski

Turystyka blisko natury pisze zupełnie nowy przewodnik po kraju - taki, w którym tradycyjne atrakcje ustępują miejsca stanom skupienia naszych umysłów. Udowadnia, że aby doświadczyć czegoś głęboko oczyszczającego, nie musimy kupować biletów na drugi koniec globu. Prawdziwy luksus i upragniona cisza czekają tuż za zakrętem, na końcu zapomnianej drogi, gdzieś pomiędzy ścianą lasu a lustrem jeziora.

Te ukryte w dziczy azyle - czy to zawieszone w koronach drzew, kołyszące się łagodnie na falach, czy wtopione w gęstwinę mchu - uczą nas nowo odkrytego, zmysłowego patriotyzmu lokalnego. To powrót do zachwytu nad surowością polskiego lasu po deszczu, hipnotyzującym szumem tataraku i czarnym, czystym niebem, na którym gwiazdy wciąż świecą pełnym blaskiem, niezagłuszone łuną miejskich neonów.

Wybierając te nieoczywiste enklawy, decydujemy się na coś znacznie cenniejszego niż tylko oryginalny nocleg i estetyczny kadr na profil społecznościowy. Wybieramy cichy manifest przeciwko światu, który pędzi na oślep. To powrót do korzeni i najprostszych zmysłów - tam, gdzie oddech staje się głęboki, a czas nareszcie przestaje być walutą, a staje się przestrzenią do życia.


Czytaj także: