Szczęśliwie nieszczęśliwi

Santiago Roncagliolo podgląda nawet kota. Spisuje historię przeciętnej peruwiańskiej rodziny z temperamentem voyeurysty.
Szczęśliwie nieszczęśliwi

Peruwiański pisarz, rozpoczynając swoją opowieść, przytacza czytelnikowi definicję. "Wstyd (łac. pudor, oris), czyli zażenowanie, onieśmielenie, skrępowanie". Oczywiście – w końcu mamy do czynienia z pisarzem ironistą – definicja ta nie tylko nic nie wyjaśnia, ale w toku lektury prowokuje coraz więcej pytań. Wstyd stanowi bramę do intymności. Jeśli jej nie przekroczymy, nie zbliżymy się ani do siebie, ani do drugiego człowieka.

Autor spisuje historię przeciętnej peruwiańskiej rodziny z temperamentem voyeurysty. Podgląda nawet kota. Przypomina się słynne zdanie z "Anny Kareniny": "Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na własny sposób". Umierający Alfredo, jego wdająca się w perwersyjny romans żona Lucy, zakochana w koleżance nastoletnia córka, jej widzący duchy brat Sergio, pragnący miłości owdowiały Dziadek i napalony na seks kocur – rodzina tworzy galerię postaci, którą wstyd byłoby przeoczyć. A kto według Roncagliolo (który bezwstydnie przywrócił do życia realizm magiczny) wstydu nie ma? Najmłodsi, bo nie zostali jeszcze wygnani z Edenu dzieciństwa, i starcy, którzy nie mają nic do stracenia.

Izabela Szolc/ Przekrój

Santiago Roncagliolo, "Wstyd", przeł. Tomasz Pindel, Znak, Kraków 2007, s. 165, 27 zł

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)