Niania i góra lodowa

Największą atrakcją powieści Ariela Dorfmana, autora słynnej sztuki „Śmierć i dziewczyna”, jest latynoskie przestrzeganie kodeksu honorowego.
Choć Gabriel McKenzie przechwala się miłosnymi podbojami, w rzeczywistości jest prawiczkiem. Jego ojciec może się za to uważać za współczesnego Don Juana, bo zdobył ponad dziewięć tysięcy kobiet. Ale dla obu McKenziech potrzeba udowadniania swojej męskości to wcale nie priorytetowa sprawa.

Syn chce przede wszystkim zbliżyć się do ojca, a ojciec – wygrać zakład. Stawką jest męski honor. Trudno w „Niani i górze lodowej” doszukać się czegoś, co każe tę powieść przypisać do nurtu realizmu magicznego. Nadzwyczajne zdolności wykazuje tylko McKenzie senior. Mitologia okazuje się zmyłką, a o duchach przypomina sobie pisarz dopiero w finale. Wprawdzie to duch samego Che Guevary, lecz w zaświaty trafi on prosto z plakatów. Za całą magię odpowiada więc tytułowa góra, ale ta raczej hibernuje, niż oczarowuje. Niewiele też nowego dowiemy się o chilijskich traumach znanych już dzięki Dorfmanowi ze „Śmierci i dziewczyny”. Największą atrakcją powieści jest więc latynoskie przestrzeganie honorowego kodeksu, które wygląda dość absurdalnie. I ten absurd wciąga. Niewiele jednak po sobie pozostawia.

Marta Mizuro/ Przekrój

Ariel Dorfman „Niania i góra lodowa”, przeł. Bohdan Maliborski, Świat Książki, Warszawa 2007, s. 510, 27,50 zł
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)