Nagroda literacka Gdynia

Cieszy zwłaszcza nagroda dla „Lubiewa”, które było kilka razy nominowane, ale nie zostało do tej pory docenione.
Michał Witkowski za „Lubiewo”, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki za „Dzieje rodzin polskich” i Marek Zaleski za „Zamiast. O twórczości Czesława Miłosza” – oto laureaci nowej nagrody literackiej Gdynia przyznanej po raz pierwszy 7 grudnia.

Cieszy zwłaszcza nagroda dla „Lubiewa”, które było kilka razy nominowane, ale nie zostało do tej pory docenione. Z kolei Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, poeta osobny, już od kilku lat cieszył się sporym uznaniem w środowisku literackim. Gdynia, w przeciwieństwie do Nike, ma przejrzyste kategorie: nie porównuje się ze sobą rzeczy nieporównywalnych – eseju z tomem wierszy. Wysokość nagrody pieniężnej też jest całkiem imponująca – 50 tysięcy złotych. Tylko jaka będzie jej siła oddziaływania? Czy za kilka lat stanie się znaczącym punktem odniesienia w życiu literackim? W Wielkiej Brytanii ostatnio narzekano, że nagrody literackie, których jest bez liku, zastępują tam krytykę literacką. W Polsce mamy odwrotną sytuację – nagrody są potrzebne, żeby wprowadzać mniej znanych autorów do szerokiego obiegu. I należy im sekundować, trzymać kciuki. A przede wszystkim czytać nagrodzonych.

(JS)/ Przekrój
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)