O tym, jak ten świat wygląda od środka, opowiada Jadwiga Tatarkiewicz, farmaceutka, perfumiarka i założycielka marki Franèlle, która tworzy autorskie perfumy i produkty zapachowe oparte wyłącznie na 100% naturalnych olejkach eterycznych.
WIDEO…
Gdy mijamy półki w drogeriach albo przewijamy Instagrama, łatwo ulec wrażeniu, że własną markę kosmetyków może dziś założyć każdy celebryta czy influencer. I faktycznie tak jest, ale z autorskim rzemiosłem nie ma to nic wspólnego.
- Zdecydowana większość znanych marek i influencerek przychodzi do fabryki i wybiera gotowca - tłumaczy Jadwiga Tatarkiewicz. - Stawia się przed nimi pięć słoiczków, wąchają i mówią: „O, ten będzie mój”. I na tym kończy się ich rola.
To tzw. produkcja kontraktowa. Kupuje się gotowe bazy syntetyczne z katalogu, rozlewa do buteleczek i nakleja własne logo. Szybko, łatwo i bez większego ryzyka.
Prawdziwe autorskie rzemiosło w wydaniu naturalnym to zupełnie inna opowieść. Jadwiga postawiła sobie poprzeczkę najwyżej, jak się da, jej kompozycje bazują wyłącznie na naturalnych olejkach eterycznych i wyciągach roślinnych. A praca na żywym, naturalnym surowcu to technologiczna wyższa szkoła jazdy. Tam nie ma dróg na skróty.
To dziesiątki godzin spędzonych w laboratorium nad probówkami, precyzyjne ważenie każdego składnika i zaawansowana chemia połączona ze śmiałymi wizjami. To także nieustanne próby i błędy, tworzenie kolejnych wersji tej samej kompozycji, odstawianie ich na miesiące do leżakowania, a potem zaczynanie od nowa (gdy po pół roku okazuje się, że naturalne nuty rozwinęły się inaczej, niż zakładano).
Taka praca wymaga nie tylko potężnej wiedzy i anielskiej cierpliwości, ale też sporej odwagi, by zaryzykować pieniądze w proces, którego efektu nie da się dojść na skróty w ciągu kilku dni.
Dwie dekady w aptece i ucieczka od smutku
Zanim powstała marka Franèlle, Jadwiga przez dwadzieścia lat pracowała w aptekach. Zarządzała dużymi zespołami w najpopularniejszych warszawskich galeriach handlowych. Towarzyszyła ludziom w chorobie, ale z czasem poczuła, że ma tego po prostu dość.
- Dwie dekady w aptece skutecznie wyleczyły mnie z myślenia o chorobach. Praca przy ludzkim cierpieniu i oglądanie ciągłego smutku po prostu przytłacza - przyznaje. - Zauważyłam też, jak bardzo wszyscy jesteśmy dziś przebodźcowani i zmęczeni. Mieliśmy dzięki technologii żyć wolniej, a tymczasem żyjemy pod ciągłą presją zielonej kropki na Teamsach. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie chcę już leczyć skutków chorób. Wolałam stworzyć coś, co pomoże ludziom zatrzymać się i zadbać o siebie, zanim ten stres ich wykończy.
Przełomem były studia MBA. To tam na zajęciach z psychologii i testach predyspozycji raz za razem wychodziło jej, że musi pójść na swoje. Decyzja nie zapadła z dnia na dzień, pomysł kiełkował przez lata, aż w końcu chęć robienia czegoś po swojemu wygrała ze stabilnym etatem w korporacji.
Chemia, nadwrażliwy nos i zapach, który musi swoje odstać
Żeby ruszyć z autorską marką wellness, połączyła wykształcenie ze swoją... fizjologiczną cechą. Jadwiga jest nie tylko farmaceutką po chemii kosmetyków na Politechnice Warszawskiej, ale ma też wyjątkowo czuły nos.
- Od zawsze czuję więcej niż inni. Znam chemię i wiem, jak układać receptury, a praca w fabryce Pollena-Aroma dała mi praktykę. Sprzedawałam kompozycje zapachowe do wszystkiego: od kosmetyków i zapachów samochodowych, po aromaty do e-papierosów. Wbrew pozorom, pachnie wszystko, tylko rzadko się nad tym zastanawiamy - wspomina.
Samo wymyślenie zapachu to jednak dopiero początek. W perfumiarstwie nic nie dzieje się szybko.
- Kreacja zapachu trwa latami. Zmieszane składniki muszą przejść proces bukietowania, czyli leżakowania. To trwa od kilku miesięcy do nawet pół roku. To, co zmieszam dzisiaj, jutro będzie pachniało inaczej, a za parę miesięcy poszczególne nuty zupełnie inaczej się połączą. Zmieszanie bergamotki z lawendą to w zasadzie bardzo wczesny etap - tłumaczy założycielka Franèlle.
Dlaczego na naturalnym olejku jest trupia czaszka?
Gdy receptura jest dopracowana, przychodzi czas na zderzenie z przepisami i... zaskoczeniem klientów. Przeciętny konsument oczekuje, że produkt naturalny będzie kojarzył się wyłącznie z łagodnością i naturą. Tymczasem Unia Europejska wymaga naklejania na małe flakoniki olejków naturalnych ostrzegawczych piktogramów, które potrafią przerazić.
- Klienci często są w szoku. Kupują w 100% naturalny olejek eteryczny, a na opakowaniu widzą piktogram z czarną czaszką albo ze zdechłą rybą - śmieje się Jadwiga Tatarkiewicz. - Pytają mnie wtedy z niedowierzaniem: „Ale jak to? Przecież to miało być naturalne i zdrowe, a tu jest trupia czaszka?!”.
Wyjaśnienie tej zagadki leży w czystej chemii i stężeniu substancji. Naturalne olejki eteryczne to wysoce skoncentrowane wyciągi z roślin.
- Muszę tłumaczyć, że natężenie składników w czystym olejku jest ogromne. Jeśli ktoś połknie taki nierozcieńczony olejek, na przykład z drzewa herbacianego, to po prostu może ulec ciężkiemu zatruciu. Piktogram ze zdechłą rybą oznacza z kolei zagrożenie dla środowiska: wylanie stężonego olejku do rzeki czy jeziora tworzy na wodzie powłokę, która uniemożliwia organizmom wodnym pobieranie tlenu. Taka jest rzeczywistość i unijne przepisy, nie mogę tych ostrzeżeń pominąć, bo zależy mi na pełnym bezpieczeństwie i grze w otwarte karty.
Zaprojektowanie etykiety na mały flakonik staje się przez to prawdziwym wyzwaniem estetycznym.
- Projektowanie pudełka i etykiety tak, by pomieścić wszystkie wymagane prawem piktogramy, ostrzeżenia i alergeny, a jednocześnie zachować piękny, elegancki wygląd produktu premium, to koszmar trwający miesiącami. Do tego dochodzą absurdalne koszty. Gdybym sama nie była farmaceutką i nie miała uprawnień do robienia ocen bezpieczeństwa (Safety Assessment), koszty badań na starcie po prostu by mnie zabiły.
Rzemieślnicze perfumiarstwo okazuje się więc zajęciem pełnym kontrastów. Z jednej strony wymaga wrażliwości na zapach i chęci niesienia ludziom spokoju, z drugiej, chłodnej głowy do chemii, finansów, przepisów i cierpliwego edukowania klientów, że czaszka na etykiecie to nie czarna magia, lecz dowód na potężną siłę ukrytą w naturze.
Czytaj także:
- Byłam na warsztatach perfum naturalnych. Upojona zapachami wyszłam z trudną prawdą o moim węchu
- Arabskie perfumy to był dopiero wstęp. Czas na marokańską pielęgnację
- Polki pokochały arabskie perfumy, a Lattafa stała się ich ulubioną marką. Czy jest się, czym ekscytować?