Płot nie zawsze gwarantuje spokój. Choć Polacy uwielbiają powtarzać, że „na swoim wolno wszystko”, rzeczywistość prawna jest bardziej złożona. Z jednej strony sąsiad nie ma prawa decydować o estetyce Twojej działki ani narzucać Ci absurdalnych zakazów, z drugiej Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się uciążliwość dla innych.
WIDEO…
Złudzenie „wolnoć Tomku...”
Przekonanie o własnej absolutnej wolności to najczęstsza przyczyna sąsiedzkich wojen. Problem zaczyna się wtedy, gdy codzienne nawyki lub decyzje gospodarcze jednej strony stają się uciążliwym problemem dla drugiej.
- Wśród samowolnych działań podejmowanych na własnych posesjach wymieniłabym przede wszystkim składowanie odpadów, które może powodować nieprzyjemne zapachy i przyciągać gryzonie, a także prowadzenie hodowli zwierząt, jeżeli wiąże się z nadmiernym hałasem lub uciążliwymi zapachami.
Czym innym jest sąsiad, który w sobotnie popołudnie przez godzinę kosi trawnik, a czym innym osoba, która urządza w miejscu zamieszkania zakład usługowy, w którym maszyny i urządzenia pracują regularnie od wczesnych godzin porannych do wieczora - tłumaczy mec. Joanna Falęcka, adwokat specjalizująca się w prawie nieruchomości.
Kiedy niedogodność staje się bezprawiem?
Życie w sąsiedztwie innych ludzi wymaga pewnej dozy tolerancji. Prawo nie chroni osób o ponadprzeciętnej wrażliwości ani nie gwarantuje nam sterylnej ciszy za miastem. Kiedy jednak zachowanie sąsiada przestaje być jedynie drobną uciążliwością, a zaczyna być bezprawiem?
Kluczem jest pojęcie immisji oraz artykuł z Kodeksu cywilnego, który nakazuje właścicielowi powstrzymywanie się od działań zakłócających korzystanie z sąsiednich nieruchomości „ponad przeciętną miarę”. Immisja to w prawie cywilnym każde oddziaływanie z jednej nieruchomości na drugą (sąsiednią). W skrócie: to wszystko, co „przechodzi” z Twojej działki do sąsiada (lub odwrotnie) i utrudnia mu życie.
- Kodeks cywilny nie zapewnia prawa do absolutnej ciszy, braku zapachów czy całkowitego odizolowania się od tego, co się dzieje za płotem. Znaczenie ma częstotliwość zakłóceń, pora ich występowania, intensywność, ich skutki dla ludzi oraz rzeczywisty wpływ na możliwość korzystania z nieruchomości. Do mojej kancelarii trafiają Klienci, którym sąsiedzi zakłócają korzystanie z nieruchomości ponad przeciętną miarę. Zwykle dzieje się to w momencie, gdy cierpliwość do uciążliwego sąsiada się skończy, kolejne prośby nie przynoszą rezultatu i konieczne staje się skierowanie sprawy na drogę sądową - wyjaśnia mec. Joanna Falęcka.
Ekspertka przywołuje przykład ze swojej praktyki sądowej, który pokazuje, że argument „jestem u siebie” przestaje działać w starciu z przepisami:
- W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw sądowych działalność zakładu stolarskiego była na tyle uciążliwa, że sąsiedzi słyszeli pracujące urządzenia nawet wewnątrz domu, przy zamkniętych oknach. Zakład bronił się tym, że prowadzi działalność legalnie i posiada wymagane pozwolenia. Sąd cywilny uznał jednak, że hałas dochodzący z sąsiedniej posesji przekracza przeciętną miarę i nakazał pozwanemu zaprzestanie prowadzenia działalności gospodarczej pod tym adresem - dodaje mec. Joanna Falęcka.
Czego sąsiad nie może Ci zabronić?
Kiedy stajesz na własnej ziemi, masz prawo żyć po swojemu, choć Twoja wolność nie jest absolutna i zawsze kończy się tam, gdzie zaczyna się uzasadniony spokój drugiego człowieka. Polskie prawo daje właścicielom dużą swobodę, lecz wymaga przy tym zachowania rozsądku i uwzględnienia przepisów technicznych.
W kwestii zieleni zasadniczo brak ogólnej, sztywnej odległości określającej, jak blisko płotu możesz posadzić drzewo czy krzew. Nie oznacza to jednak pełnej samowoli, rośliny nie mogą naruszać przestrzeni sąsiada ani stwarzać dla niego zagrożenia.
Jeśli zechcesz odgrodzić się od świata, ogrodzenie do wysokości 2,20 metra stawiane na Twoim terenie z reguły nie wymaga zgłoszenia, pamiętaj jednak, że lokalny plan zagospodarowania przestrzennego lub przepisy szczególne mogą wprowadzać dodatkowe ograniczenia. Podobnie przydomowe obiekty, takie jak basen do 50 m², wolnostojąca altana czy wiata, w określonych prawem przypadkach i wymiarach wyłączone są z formalności budowlanych, o ile zachowasz wymagane odległości od granic działki.
Również korzystanie z ogrodu ma swoje granice. Weekendowy grill, rozmowy czy prace pielęgnacyjne, takie jak koszenie trawy w ciągu dnia, stanowią zwykłe korzystanie z nieruchomości. Nie oznacza to jednak, że sąsiad musi tolerować dowolny hałas tylko dlatego, że jest środek dnia - prawo chroni przed zakłóceniami, które przekraczają przeciętną miarę. Niezależność na własnej działce to nie samowola, lecz sztuka korzystania ze swoich praw z poszanowaniem zasad współżycia społecznego.
Znajomość własnych praw pozwala wyzbyć się poczucia winy. Masz prawo żyć na własnych warunkach, urządzać ogród według własnego gustu i spędzać w nim czas tak, jak lubisz. A kiedy granicę przekracza druga strona - pamiętaj, że prawo staje po stronie Twojego spokoju, chroniąc możliwość normalnego, komfortowego życia w Twoim własnym domowym azylu.
Czytaj także:
- Miliarder i jego Maryja wyższa od Chrystusa ze Świebodzina
- Trawnik, tuje i awans społeczny. Dlaczego Polacy mają obsesję na punkcie koszenia trawy
- Głód ciszy. O tym, jak musisz zniknąć, żeby poczuć, że żyjesz



























