Była cicha i piękna jak wiosna, żyła prosto, zwyczajnie jak my – tak zaczyna się tekst jednej z najbardziej znanych polskich pieśni maryjnych – “Matka, która wszystko rozumie”. W latach 80., gdy był to utwór szczególnie popularny, Roman Karkosik pewnie regularnie pojawiał się na niedzielnych mszach. Tym bardzie,j że miał wówczas prowadzić bar, a potem wytwórnię napojów w Czernikowie, kilkutysięcznej miejscowości w województwie (dziś) kujawsko-pomorskim.
WIDEO…
To dokładnie 16 km od Konotopia, gdzie po czterech dekadach, już jako jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, postanowił ufundować najwyższy w Europie pomnik Matki Boskiej.
Między miejscowościami nie można dziś dojechać transportem publicznym, za to rowerem – w jakąś godzinę. Pewnie nawet bez GPS-a, bo statuę wielkości 55,6 metrów przy dobrej widoczności da się zobaczyć i z 30 km. A że Konotopie leżą niedaleko granicy gminy Kikół, zapewne i na terenie sąsiednich gmin, które nie wydawały pozwoleń na budowę czegoś, co na stałe wpisze się w krajobraz okolicy.
Figura przewyższająca Chrystusa ze Świebodzina jest wysokości 19-piętrowego wieżowca. “Wieżowca” w szczerym polu, jak na wieżowiec przystało, z windą, parkingiem i szeregiem betonowych dekoracji w pakiecie.
Z pewnością nie jest przypadkiem, że szanowni fundatorzy, Roman Karkosik wraz z żoną Grażyną, mieszkają od wioski, w której postawili sobie “Maryjkę”, jeszcze bliżej – ich rezydencja znajduje się w miasteczku Kikół, położonym o jakieś 3 km dalej. To tak, jak gdyby sąsiedzi zapragnęli sobie postawić w ogródku wielką rzeźbę złotego Buddy, po czym uznali, że ich dom jest za blisko i nie widzą go w całości bez zadzierania głowy.
Co robimy wtedy? Ano kupujemy wolną działkę i wywalamy wielkiego Buddę trochę dalej – nie zajmuje przestrzeni w ogródku i można go pokazać gościom z okien w salonie w pełnej okazałości. “Ach, tamto? Wiesz, to nasz Budda, imponujący, czyż nie?”. Można być katolikiem albo buddystą, ale argumenty, że wiarę nosi się w sercu i okazuje prostymi gestami, zostawmy jakimś biedakom. Na przykład takim jak ci, którzy pierwotnie stworzyli Sanktuarium w Konotopiu (bo jest i takie).
Od Piety do Wielkiej Kobiety
Figurka, wokół której zaczął się tutejszy kult, przedstawiała drewnianą Pietę, jak na ironię wielkości około 55, ale centymetrów. Nie wiadomo, kto był autorem, ale należy przypuszczać, że artysta ludowy, który nie zostawił nazwiska na tabliczce sponsorskiej ani nie wykazywał ambicji przebicia wysokością Chrystusa ze Świebodzina. Bo tak kiedyś tworzyło się rzeczy “na chwałę Pana” – bez podpisywania, czyje to, by wyrazić szacunek – między innymi dlatego nie znamy dziś tożsamości wielu dawnych artystów.
Najpierw figurka wisiała w oszklonej kapliczce przybitej do drzewa. W 1885 roku właściciel majątku Konotopie, ewangelik Szmakteter, dobudował murowaną kaplicę. Miał to zrobić po ozdrowieniu córki, które przypisał wstawiennictwu Maryi. Źródłem miejscowego kultu stało się więc wotum protestanta. Mała, ludowa Pieta okazała się skuteczniejsza ekumenicznie niż panel dyskusyjny, bo gromadziła wiernych.
Potem historia poszła już trybem, który w Polsce dobrze znamy: wojna i ukrywanie dobytku przed tymi, którzy akurat przyszli wszystko zburzyć. Pod koniec lat 30. powstała większa kaplica z ołtarzem, ale jesienią 1939 roku figurkę potajemnie wyniesiono, a Niemcy zniszczyli nową kaplicę. Po wojnie do Konotopia zaczęły przychodzić małe pielgrzymki z ziemi dobrzyńskiej i Kujaw. Karkosikowie nie weszli więc w pustkę, choć łatwo odnieść takie wrażenie, patrząc na skalę inwestycji. 15 lat temu sfinansowali rozbudowę sanktuarium Matki Bożej Bolesnej i Jana Pawła II.
Potem przyszła kolej na monument, który media chętnie wrzucają do jednego worka z dawną figurą, choć to nie “ta sama” Matka Boska. W sanktuarium czczona była Madonna Bolesna, opłakująca syna. Kolos przedstawia Matkę Bożą Miłosierną – stojącą i z otwartymi dłońmi. Różnica niby techniczna, ale znacząca. Karkosikowie bowiem nie kontynuują tradycji, ale tworzą nową – coś a la katolicki park rozrywki z udogodnieniami dla zwiedzających.
Katoland pod Toruniem
Do figury Chrystusa w Świebodzinie przyjeżdżają dziś nie tylko katolicy, ale też mnóstwo osób, które lubią koszmarki architektoniczne albo polują na ciekawe ujęcia (jak to zrobione na lokalnym basenie, z którego oprócz dzieci w kółkach i panów z brzuchami widać Jezusa).
Nietrudno wyobrazić sobie podobny los nowej rekordzistki wysokości: stragany z maryjnymi pamiątkami produkowanymi w Chinach, wata cukrowa i smród spalonego sera z zapiekanki. Trudno, żeby we wsi nieliczącej nawet dwustu mieszkańców dało się coś zjeść.
Autorem projektu figury Matki Boskiej jest Adam Jakub Matejkowski – rocznik 1953, warszawiak z urodzenia, od lat mieszkaniec wsi pod Jabłonowem Pomorskim.
Ukończył warszawską ASP, gdzie studiował rzeźbę w pracowni prof. Gustawa Zemły, zrobił dyplom z wyróżnieniem. Przez kilka lat pracował też na uczelni, wystawiał w Polsce i za granicą. Nie jest więc człowiekiem od wielkich świętych na zamówienie.
Ma na koncie również pracę niemal równie charakterystyczną jak przydrożna kapliczka: statuetkę Telekamery. Artysta, który stworzył nagrodę, która podobno stała u Sophii Loren obok Oscara, odpowiada za Maryję większą niż większość bloków.
Do projektu miał trafić we wrześniu 2023 roku przez prof. Mirosława Krajewskiego, który zapytał go, czy nie chciałby zaprojektować Matki Boskiej dla Romana Karkosika.
Matejkowski miał zgodzić się od razu, także dlatego, że jest wierzący; najpierw zrobił rysunek, a potem porozumiał się z fundatorem. Miał dostać swobodę, a przy modelu pomagali mu dwaj byli studenci, Krzysztof Skóra i Marek Purs. Artysta tłumaczył, że chciał Maryję “ożywić” i “zdjąć z piedestału”, dlatego dał jej otwarte dłonie zwrócone do widza.
Efekt jest jednak osobliwy: żeby zdjąć Matkę Boską z piedestału, postawiono ją na cokole tak wielkim, że trudno spojrzeć jej w twarz, chyba że przez lornetkę.
Pomijając już, że w sztuce odbiór zależy też często od “przestrzeni wystawienniczej” – nie bez przyczyny wiele galerii (w tym takich jak Zachęta) przemalowuje ściany pod otwarcia niektórych wystaw. Nike z Samotraki jest tak rozpoznawalna nie bez udziału sposobu, w jaki wyeksponowano ją w Luwrze (na szczycie marmurowych schodów). A tu pola, lasy, stare domy, parking i Matka Boska, którą najlepiej widać z drona.
Choć trudno wyśmiewać intencję (przynajmniej tę oficjalną), którą miało być dziękczynienie za uzdrowienie, wydaje się, że święte postaci rzadko kiedy żądają w dzisiejszych czasach tak hojnych darów. Płatne odpusty to wszak pieśń przeszłości.
Jeśli chodzi o wartość “chrystianizacyjną”, można właściwie powiedzieć to samo – to nie średniowiecze, gdy prosty chłop pańszczyźniany na widok onieśmielających malowideł, strzelistych sufitów doprawionych zapachem kadzidła i niezrozumiałymi dla niego pieśniami po łacinie padał na kolana w religijnym olśnieniu. Tym bardziej że – no właśnie – świętej panience tej wielkości i w takim entourage’u zdaje się brakować właśnie misterium. Tajemnicy wiary.
Plan zabudowy pola
Niezgłębioną tajemnicą dla wielu osób pozostaje za to co innego – jak to możliwe, że ktoś kupuje działkę i pośrodku pola buduje figurę wysokości apartamentowca w centrum Warszawy. Okazuje się, że nie jest to wcale takie trudne, pomijając zdobycie około 100 mln zł – bo na tyle media szacują wartość inwestycji.
Znaczna część terenów wiejskich nie jest objęta miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Gdy planu nie ma, inwestor występuje o decyzję o warunkach zabudowy, przedstawiając już konkretny pomysł wraz z jego parametrami.
Tak było w przypadku Konotopia, gdzie złożono wniosek o wydanie warunków zabudowy “miejsca widokowego z pomnikiem Matki Boskiej, budynkiem socjalno-technicznym i uzbrojeniem terenu” (za TVN). Pozwolenie na budowę wydano rok później.
Plan ogólny i plan miejscowy uchwala rada gminy, ale gdy go nie ma, indywidualną decyzję o warunkach zabudowy wydaje burmistrz. Inwestycja musi spełnić określone warunki, jednak to urząd burmistrza otwiera jej najważniejszą furtkę planistyczną.
Nikt nie rozstrzyga, czy 55-metrowa Matka Boska jest dobrym pomysłem. Sprawdza się projekt, konstrukcję i zgodność z przepisami, a wiele braków można usunąć projektowo – szczególnie przy odpowiednio dużym budżecie.
W skrócie: najlepiej znaleźć działkę nieobjętą planem, a potem przekonać burmistrza i stworzyć projekt dobrze przygotowany od strony technicznej.
Dziesięć lat temu “Forbes” pisał, że 65-letni Roman Karkosik nie wie, co robić dalej. Na emeryturę nie chciał odchodzić, giełdą był rozczarowany, a bez pracy nie potrafił wytrzymać. W tym samym wywiadzie opowiadał, że podczas restrukturyzacji trzeba oglądać każdą śrubkę i sprawdzać, czy naprawdę jest potrzebna. Strajk? Karosik mówił, że “wyłączyłby im (pracownikom – red.) światło”.
Po dziesięciu latach miliarder najwyraźniej dowiedział się, co dalej. Każda śrubka musiała przejść kontrolę kosztów, ale dla mierzącej 55,6 metra Matki Boskiej znalazło się około 100 mln złotych. I własna winda.
Przeczytaj także:
- Dom jak z Instagrama to pułapka. Projektantka: „Wnętrza, w których moda jest ważniejsza od człowieka, starzeją się najszybciej"
- Zoe w Butrym, Bad w The Odder Side - zagraniczne gwiazdy pokochały polskie marki. A "Made in Poland" to dziś powód do dumy
- Biżuteria, która mówi. Anka Krystyniak o amuletach na codzienne życie



























