W dobie rozwijającej się sztucznej inteligencji, przebodźcowania związanego z aktywnością w mediach społecznościowych, coraz szybszego tempa życia chętnie uciekamy do dawnych form spędzania czasu wolnego. Przede wszystkim do takich, które pobudzają naszą kreatywność i pozwalają nam odciąć się od technologicznej codzienności. Stąd coraz większą popularnością cieszą się różne aktywności związane z handmade, ale też… powrót do czytania książek.

WIDEO

player placeholder

Przeniesienie się do innego świata lub nawet czasu, utożsamianie z bohaterami, próba zrozumienia ich rozterek… To sprawia, że możemy na chwilę zapomnieć o codzienności i po prostu się wyciszyć. Zapach papieru czy nawet chwila w autobusie nad czytnikiem koją zmysły i pobudzają naszą wyobraźnię. Nic jednak nie cieszy tak, jak podzielenie się przeżyciami związanymi z przeczytaną historią z innymi. Wiedzą o tym doskonale członkowie coraz liczniejszych klubów książki. Za ich popularnością stoi jednak pytanie – czy to faktycznie motywator do czytania książek czy snobizm intelektualny i próba udowodnienia światu, że jesteśmy lepsi od innych? 

Gdy do głosu dochodzą emocje, czas pokazać je światu

Jednym z najpopularniejszych klubów książkowych w stolicy jest Warsaw Book Club. Założyła go Agata Czajkowska, do której dołączyła jej przyjaciółka Asia Przyjałkowska. Obie panie łączy miłość do książek, którą chciały dzielić się z innymi. 

Zobacz także:

- Warsaw Book Club poniekąd przywrócił mi czytanie. Przed dołączeniem do klubu miałam taki etap, który zna chyba wiele osób – dużo pracy, obowiązków, innych aktywności i coraz mniej przestrzeni na książki – opowiada Asia. - Paradoksalnie to właśnie prowadzenie klubu sprawiło, że wróciłam do regularnego czytania.

Agata przyznaje, że założenie klubu książki było dla niej czymś naturalnym, bo lektury towarzyszą jej od małego. Wiedziała, że tego typu inicjatywy są już popularne na świecie, ale w Polsce nie ma ich dużo. I chęć dzielenia się swoją pasją oraz przemyśleniami po przeczytaniu książek przeważyła. 

- Założenie klubu dało mi przede wszystkim poczucie, że moja pasja do czytania może stać się czymś większym niż indywidualnym doświadczeniem. Największą radość daje mi to, że każda wspólna lektura otwiera zupełnie różne emocje, skojarzenia i perspektywy. 

Właśnie te emocje, poza samym czytaniem, są czymś, co łączy założycielki klubu książki z jej członkami. Kogo bym nie zapytała, każdy podkreśla, jak ważne dla niego jest odświeżenie umysłowe, przełamanie rutyny, a także aspekt społeczny.

- Wydawało mi się wtedy, że rozmowa z obcymi ludźmi o swoich emocjach i przemyśleniach po lekturze nie jest czymś dla mnie. Po pierwszym spotkaniu całkowicie zmieniłam zdanie. Zobaczyłam, jak ciekawe jest usłyszeć różne interpretacje tej samej historii, opinie i przemyślenia innych osób. Kilka razy zdarzyło mi się wręcz zmienić opinię o książce po wysłuchaniu innych perspektyw – dodaje Asia. 

„Każdy klub ma swoją tożsamość”

Już samo słowo „klub” jest czymś, co kojarzy nam się pozytywnie. Według definicji zawartej w Słowniku Języka Polskiego klub to „organizacja skupiająca osoby o podobnych zainteresowaniach”. Są kluby sportowe, kluby gier, kluby filmowe i właśnie książkowe. A wspólnym mianownikiem dla wszystkich członków takich stowarzyszeń, bez względu na tematykę, jest ta sama pasja. 

- Każdy klub ma swoją unikalną tożsamość. To, co je różni, to przede wszystkim atmosfera, dobór literatury oraz cel uczestników. Z tego co wiem, niektóre grupy skupiają się na sztywnym, a wręcz akademickim analizowaniu tekstów, co może dystansować. Inne z kolei, tak jak Warsaw Book Club, stawiają na budowanie społeczności i możliwości dyskusji i wypowiedzi zgodnie z flow – tłumaczy Pani Monika, która uczęszcza na spotkania Warsaw Book Club. 

Dla wielu uczestników biorących udział w spotkaniach klubów książek jest to sposób na połączenie relaksu z hobby. Są to ludzie, którzy uwielbiają czytać i, szukając sposobu na wyrażenie swojej pasji po pracy, chcą dzielić się swoimi przemyśleniami po lekturze z innymi, którzy też mają podobne lub nieco inne odczucia. Ta konfrontacja myśli i emocji to najlepsza zabawa.  

- Moje pierwsze spotkanie w ramach Warsaw Book Club dotyczyło książki „Skrucha”, czyli pozycji, której wcześniej zupełnie nie znałam. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale dyskusja, energia ludzi i poziom wymiany myśli tak bardzo mnie urzekły, że od tamtego momentu „już poszło”. Klub stał się stałą częścią mojego życia i comiesięcznych starań o zapis oraz uczestnictwo przy dobrej kawce i w miłym towarzystwie. Każdy z nas wnosi do dyskusji własne doświadczenia życiowe, przez co ta sama książka w oczach dwudziestu osób mieni się zupełnie innymi barwami. Zdarza się, że po takiej dyskusji sama zmieniam zdanie na temat danej książki, zmieniam perspektywę i punkt widzenia, a co za tym idzie - rozwijam się – dodaje Pani Monika. 

Tu trzeba jednak podkreślić, że klub klubowi nie jest równy. Istnieją bowiem też kluby online, które nie dostarczają tych wszystkich bodźców – spotkanie face to face, kawka, pozytywna energia przechodząca z człowieka na człowieka. Oczywiście, jeżeli ktoś jest bardziej skryty, taka forma może być dla niego odpowiednia, jednak dla ludzi, którzy chcą przełamać np. rutynę korporacyjną, szukają odskoczni od pracy przy komputerze czy alternatywy dla rozrywki w sieci, nie jest to optymalna opcja. Szczególnie w dobie AI, gdy szukamy prawdziwych, jakościowych relacji z drugim człowiekiem. 

- Myślimy, że Warsaw Book Club trafił w coś znacznie większego niż samo czytanie. Ludzie szukają dziś przestrzeni do prawdziwych rozmów. Książka daje pretekst, ale rozmowy często prowadzą nas dużo dalej - do naszych doświadczeń, relacji, pasji, problemów, z którymi mierzymy się na co dzień. Po dwóch latach widzimy, że udało się stworzyć coś więcej niż klub książki. Powstała społeczność ludzi, którzy wracają nie tylko dla kolejnej lektury, ale też dla atmosfery i relacji – tłumaczą dziewczyny z Warsaw Book Club. 

Istotne jest też to, że są różne formy literackie. Warto spojrzeć najpierw na portfolio danego klubu książki, na to, jakie lektury są w nim poruszane, aby dobrać opcję idealną dla siebie. Jeżeli bowiem ktoś lubuje się w romansach, a trafi do klubu, w którym dominują książki naukowe czy science-fiction, może mieć problem z odnalezieniem się w takiej społeczności. 

- Rynek jest tak bogaty, że każdy znajdzie coś idealnego dla siebie. Mamy kluby gatunkowe (skupione wyłącznie na kryminałach, reportażach, fantastyce czy mandze), co od razu przyciąga konkretną, mocno zaangażowaną społeczność. Są kluby typowo feministyczne oraz kluby stricte męskie. Jedne co miesiąc analizują konkretny tytuł od deski do deski, inne traktują książkę jako punkt wyjścia do dyskusji o szerszym problemie społecznym czy autorze – tłumaczy Anita, która jest jedną z trzech założycielek „po prostu KLUB KSIĄŻKI”. 

Czarnoksiężnik z klubu książkowego 

Warto też podkreślić, że ile ludzi, tyle motywacji. Odchodzenie do analogowości, szukanie alternatywnych sposób spędzania czasu wolnego dla scrollowania Instagrama czy TikToka, wpłynęły na popularność tego typu klubów. 

- Sam potencjał w klubach książki widzę od lat – podkreśla Anita. - Dziś to zresztą widać gołym okiem - zjawisko staje się pięknym, prężnym biznesem. Swoje kluby otwierają najwięksi wydawcy czy rynkowi giganci, którzy dyktują warunki w branży. Kluby stały się po prostu modne, ale to prawdopodobnie najlepsza i najzdrowsza moda, jaka mogła nas spotkać.

Trzeba jednak przyznać, że za wzrostem popularności może nie iść jakość. Wybrane przeze mnie kluby książki, które opisuję w tym artykule, cieszą się dużą renomą i zaufaniem czytelników. Zdarzają się też jednak kluby, na których spotkaniach coraz częściej pojawiają się osoby, dla których ważniejsze niż przeczytanie książki, jest zrobienie zdjęcia na stories.

To nie musi być jednoznacznie złe. Osoby, które w ten sposób przekonają się do czytania, na pewno zyskają w swoim życiu coś wyjątkowego – niezależnie od tego, jaka motywacja stała za tym pierwotnie. Niemniej coraz częściej mówi się o snobizmie intelektualnym, który miałby charakteryzować osoby przynależące do takich klubów. 

- To krzywdzący mit. Oczywiście, jeśli ktoś trafia na grupę, która służy wyłącznie popisom i przerzucaniu się hermetycznymi pojęciami, może odnieść takie wrażenie. Jednak w dobrze prowadzonym klubie chodzi o coś zupełnie przeciwnego: o otwartość, ciekawość drugiego człowieka i wychodzenie ze swojej literackiej bańki – tłumaczy Pani Monika. 

Takie podejście może wynikać z kilku rzeczy. Po pierwsze, kluby książki mają ograniczoną liczbę miejsc – takie spotkania są kameralne i z reguły obowiązują na nie zapisy. To kojarzy się z czymś niedostępnym i elitarnym, a co za tym idzie – snobistycznym. Po drugie, w Polsce wciąż mamy więcej nieczytających.

Choć po wybuchu pandemii wzrost czytelnictwa w naszym kraju wyraźnie wzrósł, od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie. W 2024 i 2025 roku jedną przeczytaną książkę zadeklarowało 41% społeczeństwa. Z kolei 7% ankietowanych to tzw. czytelnicy intensywni, którzy czytają 7 lub więcej książek rocznie. Widzimy zatem, że jest to zaledwie ułamek społeczeństwa, więc ponownie wracamy do kwestii elitarności. Wielu Polakom osoby czytające kojarzą się z „inteligencką śmietanką”, więc tu znów w głowach pojawia nam się stereotypowy snob. 

- My naprawdę nie pijemy matchy z różowym mlekiem owsianym i nie mdlejemy z zachwytu nad “Ulissesem”! Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy kochają czytać. Nikt z nas nie skończył filologii, nie rzucamy trudnymi definicjami z teorii literatury – podkreśla Pani Anita. A Pani Paula, jej koleżanka i współzałożycielka „po prostu KLUB KSIĄŻKI”, dodaje: - Zapraszam, żeby osoby, które tak uważają, przyszły nas posłuchać. Nasze spotkania nie wyglądają jak lekcje polskiego w szkole. To jest przyjemność i nie ma złych i dobrych odpowiedzi. Ba, nie trzeba nawet przeczytać książki.

Takie osoby na swoje spotkania zapraszają też założycielki Warsaw Book Club, które mają podobne zdanie na ten temat. Ale chcąc ostatecznie uciąć tę dyskusję, uważam, że tu warto zastanowić się jeszcze nad tym, kim w ogóle jest snob i co możemy za takowe zachowanie uznać. Bo w rzeczywistości prawda może okazać się o wiele bardziej przewrotna, niż nam się wydaje. 

Snob to nie ten, co chce czytać. To ten, który ocenia

Jeżeli chcielibyśmy zarzucić klubom książkowym snobizm, musimy się zastanowić, co jest motywacją ludzi, którzy tam idą. Nawet jeżeli chcą opublikować zdjęcie na Instagramie, ale jednocześnie spędzić czas wśród miłośników książek, co w tym złego? Nic, bo tu nie chodzi o wywyższanie się, tylko podzielenie swoją pasją. Snobom przyświeca chęć pokazania się w lepszym świetle niż inni. I moim zdaniem o wiele bardziej to pojęcie pasuje do osób, które oceniają członków klubów książkowych i próbują traktować ich z góry. 

Oczywiście warto pamiętać, że podczas spotkań klubów książkowych możemy też mieć do czynienia z ludźmi, którzy będą tam tylko na pokaz, ale tak jest wszędzie – od restauracji, przez teatry, aż po kościoły. Nie można jednak zakładać, że wszystkie kluby książek zrzeszają tylko takie osoby. W większości są to naprawdę fajni ludzie, którzy chcą dzielić się swoją pasją z innymi. 

- Czasem jedna dyskusja potrafi sprawić, że książka zostaje z nami dużo dłużej. A bywa też tak, że wychodzimy od lektury, ale rozmowa naturalnie prowadzi nas do tematów pobocznych: relacji, emocji, własnych doświadczeń czy obserwacji o świecie – opowiadają Agata i Asia z Warsaw Book Club. 

Kluby książki pomagają w tym, żeby czytanie odczarować i pokazać, że nawet literatura piękna jest czymś, po co może sięgnąć każdy i każdy jest w stanie ją zrozumieć. Bo to nie jest czynność zarezerwowana wyłącznie dla intelektualistów. A kluby książki mogą nam pomóc zmotywować się do czytania. W ten sposób być może uda nam się zdjąć z półki tą jedną dodatkową książkę w roku.   


Czytaj także: