„Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie” - na pewno nie ty. Znasz to? Ile razy patrzyłaś na swoje odbicie w lustrze i jedyne co widziałaś, to kolejną zmarszczkę, zbyt dużo fałdek, nie takie włosy, nie takie zęby, nierówne brwi czy piersi? Gdy dostrzegasz mankamenty, bardzo trudno zauważyć plusy, podczas gdy inni postrzegają cię w nieco innych barwach. Możesz być dla kogoś nawet dyszką, ale sama i tak będziesz się oceniać poniżej skali. A to, co widzisz w lustrze, wpływa na to, jak wygląda twoja codzienność.
WIDEO…
Wychowane w kulcie wyglądu
Milenialsiary, czyli kobiety urodzone na przełomie lat 80. i 90., są wychowywane w kulcie wyglądu. Ich pierwszymi idolkami były księżniczki Disneya, których wizerunek był najważniejszym elementem przedstawianym w bajce: piękne duże oczy, symetryczna twarz, szczupła sylwetka, długie włosy i nieskazitelna cera. Śnieżka - najpiękniejsza ze wszystkich, wszystkie krasnoludki zachwycają się jej urodą, a ona i tak ostatecznie kończy u boku przystojnego księcia. Zawsze elegancka i delikatna Aurora, którą ocucić może jedynie pocałunek ukochanego. I moja ulubiona bohaterka - Kopciuszek. Tej typiarze mógł pomóc jedynie piękny strój i dopiero wtedy została zauważona przez księcia.
Później nie było łatwiej. Gdy milenialsiary zaczęły dojrzewać, ich idolkami stały się gwiazdy muzyki pop i modelki z pierwszych stron gazet. Zawsze ze świetnymi fryzurami, modnymi ubraniami, perfekcyjnym makijażem, który podkreślał atuty ich urody. Spicetki, Britney Spears, Christina Aguilera, Naomi Campbell… Każda piękna, każda na swój sposób wyjątkowa, a my… jakieś takie przeciętne. Nos piegowaty, brwi wykrzywione, uszy odstające, włosy ni kręcone, ni proste, do tego za dużo centymetrów tu i ówdzie. To porównywanie się, dorównywanie niedoścignionym ideałom zostało nam do dziś, choć chcemy wierzyć, że jest inaczej.
Dziś te dziewczynki mają trzydzieści kilka, czterdzieści kilka lat. Wydawać się może, że są bogatsze o doświadczenia, że nie wierzą już wyretuszowanym zdjęciom z pierwszych stron gazet. Jednak otwierają Instagram i zaczynają się porównywać. Problem polega na tym, że idealizują piękno innych, a siebie postrzegają w krzywym zwierciadle.
- Lustro dostało złą reputację. Obwiniamy je za rzeczy, za które w ogóle nie odpowiada. Ono nie ocenia, nie porównuje i nie mówi, że dziś wyglądamy gorzej niż wczoraj. Pokazuje jedynie odbicie. Resztę dopowiada nasz umysł - tłumaczy psycholożka Anna Gajda. - A umysł nie jest bezstronnym obserwatorem. Jest archiwum doświadczeń. Pamięta komentarze usłyszane w dzieciństwie, porównania z innymi, zawstydzenie, ale też kulturowe przekazy, które od lat przekonują nas, że wygląd mówi o wartości człowieka.
Patrzysz w lustro i wciąż dostrzegasz tę piegowatą grubaskę z podstawówki? A może ktoś ostatnio powiedział, że się poprawiłaś, a ty odebrałaś to jako informację, że przybyło ci kilogramów? Wszystko jest kwestią interpretacji, a to, co siedzi w naszej głowie, zawsze ma odzwierciedlenie w późniejszym życiu.
Heurystyka dostępności - kiedy iluzja staje się rzeczywistością
Nasze odbicie lustrzane jest zatem pewną iluzją. Nawet jak będziemy wyglądać 10/10, z super stylówką, świetnie ułożonymi włosami, perfekcyjnym makijażem (bo akurat tego dnia wszystko poszło super gładko), to i tak nasz wzrok zawsze skieruje się na ten jeden mankament. Może to zaokrąglone biodro, które nam doskwiera od dłuższego czasu. Może źle wyskubana brew. A może za długi lub zbyt „kartoflany” nos. I wszystkie przygotowania tego dnia pójdą na marne, a cała pewność siebie wyparuje wraz ze stwierdzeniem „coś tu jest nie tak”.
- Psychologia zna zjawisko negatywnego ukierunkowania uwagi. Znacznie łatwiej dostrzegamy to, co wymaga poprawy, niż to, co jest wystarczająco dobre - informuje Anna Gajda. - Jeżeli codziennie stajemy przed lustrem i utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy niewystarczające, z czasem przestajemy je traktować jak opinię. Zaczynamy traktować je jak fakt. To wpływa nie tylko na samopoczucie, ale również na sposób, w jaki funkcjonujemy. Ostrożniej wchodzimy w relacje, trudniej przyjmujemy komplementy, rzadziej podejmujemy wyzwania. Nie dlatego, że brakuje nam kompetencji, ale dlatego, że wcześniej podważyłyśmy własną wartość.
Wewnętrzny krytyk przejmuje nad nami całkowicie kontrolę, nie daje żyć, normalnie funkcjonować, sprawia, że się wycofujemy i nie jesteśmy w stanie osiągnąć sukcesu. Wtedy również inni zmieniają zdanie o nas, postrzegając nas jako całkiem przeciętne - nawet jeżeli wcześniej uważali, że jesteśmy 10/10.
To jednak nie tylko kwestia samego lustra, ale również wszechobecnych social mediów, w których widzimy zakłamany obraz rzeczywistości. I próbujemy mu dorównać za wszelką cenę.
- Media społecznościowe nie pokazują przeciętnego dnia. Pokazują jego najlepiej oświetlony fragment. W psychologii społecznej mówi się o heurystyce dostępności - im częściej coś widzimy, tym łatwiej uznajemy to za normę. Jeżeli codziennie oglądamy idealne sylwetki, perfekcyjne wnętrza i spektakularne sukcesy, zwyczajne życie zaczyna wydawać się niewystarczające. Nie dlatego, że jest gorsze. Dlatego, że przestaliśmy je dostrzegać - dodaje psycholożka. - Rzadko porównujemy się z kimś, kto ma podobne życie. Znacznie częściej wybieramy osoby, które wydają się piękniejsze, bogatsze czy bardziej spełnione. W psychologii nazywa się to porównaniem w górę. Czasem motywuje, ale znacznie częściej pozostawia z poczuciem, że ciągle jesteśmy kilka kroków za kimś.
Jesteśmy coraz bardziej świadome, ale nie mniej krytyczne
Nie da się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że to właśnie milenialsiary są przełomowym pokoleniem, które zaczyna dostrzegać swoje zalety. Zostały wychowane przez kobiety, którym w dużej mierze brakowało pewności siebie, często żyły w cieniu męża, nie miały takiego dostępu do różnych źródeł inspiracji, jak jest teraz.
Współczesne 30-, 40-latki są otwarte na świat, chętnie kibicują innym kobietom, starają się budować pewność siebie poprzez karierę i pozycję społeczną. I są też bardziej świadome pod względem pielęgnacji, zdrowego stylu życia. Wszystko fajnie, wydawać by się mogło, że tym samym są w stanie stanąć naprzeciwko swojego odbicia i powiedzieć: „Wow, ale z ciebie dżaga”. Jednak prędzej powiedzą to o przyjaciółce niż same o sobie.
- Wobec siebie jesteśmy jednocześnie świadkiem, sędzią i oskarżycielem. O innych wiemy znacznie mniej. Widzimy ich zachowanie, ale nie słyszymy nieustannie ich wewnętrznego dialogu. Natomiast ze sobą spędzamy całe życie. Pamiętamy każdą porażkę, każde niezręczne zdanie, każdą decyzję, której dziś żałujemy. Nic dziwnego, że własny obraz staje się mniej życzliwy - podsumowuje ekspertka.
Ten mechanizm świetnie pokazuje najnowsza kampania społeczna stworzona przez L’Oreal Professionnel we współpracy z Łukaszem Jemiołem. Jej bohaterkami są kobiety znane z mediów: Dorota Szelągowska, Joanna Horodyńska, Marta Dann oraz Magdalena Ciarka. Wszystkie są piękne i wydają się pewne siebie. Dla nas to kobiety sukcesu. Ale w ich głowach wciąż kotłują się myśli związane z kompleksami.
- W mojej pracy wygląd, styl i sposób, w jaki się prezentuję, mają duże znaczenie, dlatego często oceniam to, jak wyglądam. Mimo że poświęcam czas na stylizację i dbanie o siebie, w mojej głowie nadal pojawia się krytyczny głos i nie zawsze czuję się pewnie. Jednocześnie łatwo przychodzi mi docenianie i komplementowanie przyjaciółek czy znajomych, a wobec siebie potrafię być znacznie surowsza. Widzę też, że takie myśli wpływają później na mój nastrój i sposób funkcjonowania. Dlatego chciałam wziąć udział w tej kampanii i pokazać kobietom, które również słyszą swojego wewnętrznego krytyka, że nie są z tym same. Czasem potrzebujemy usłyszeć: jesteś piękna, wyglądasz świetnie, nie oceniaj się tak ostro. Jesteś super kobietą - nie tylko ze względu na wygląd, ale także na to, kim jesteś - mówi Joanna Horodyńska.
Bo każda z nas może być 10/10, jeżeli w końcu zaczniemy dostrzegać swoje mocne strony, a kompleksy schowamy na dno szafy wraz ze zdjęciami z przeszłości.
Zostań swoją najlepszą przyjaciółką
Gdy patrzę na swoją najlepszą przyjaciółkę, uważam, że jest idealna. Piękna, zgrabna, zawsze wie, jak dobrze się ubrać. Ale kiedy rozmawiamy, sama przyznaje, że chciałaby zmienić w sobie to czy tamto. Nie widzi zupełnie tego, że dla innych jest po prostu 10/10.
Kiedy obserwuję swoją czterdziestoparoletnią siostrę, jestem z niej niesamowicie dumna. W ostatnich miesiącach zadbała o siebie, o swoje zdrowie. Schudła, żeby czuć się lepiej we własnej skórze. Super się ubiera, dba o cerę i wręcz promienieje. Powiem więcej, potrafi się postawić, gdy ktoś zwraca uwagę na jej wygląd – np. ostatnio podczas sesji zdjęciowej, gdy fotograf zaproponował jej retusz charakterystycznego znamienia na twarzy, powiedziała, że nie, bo ma je od urodzenia i kocha to w sobie. Jednak, kiedy rozmawiamy szczerze, wciąż jest swoim największym hejterem.
I ja mam tak samo. Wiele razy dostawałam komplementy od innych – że ładnie wyglądam na nagraniu czy na zdjęciu, że mam super stylizację, piękny makijaż. Ale sama zawsze zauważam swoje za duże zęby, krzywe brwi, drugi podbródek. Zawsze coś jest nie tak, a zdjęcie bez retuszu na Insta to dla mnie największa katorga.
Też tak masz? Czas nad tym pracować. Ja nie dostrzegam mankamentów, o których mówi moja przyjaciółka czy siostra. Dostrzegam za to swoje minusy. A może by tak spojrzeć na siebie oczami innych? Może spróbuję podpytać przyjaciółki, czy ich zdaniem faktycznie te brwi są aż tak krzywe - może to tylko obraz w mojej głowie? Może koleżanka lub kolega (hehe) faktycznie uważają, że jestem 10/10? No dobra, może 9/10, jakoś to przeżyję. Ale myślę, że każda z nas jest piękna i w czyjejś skali top of the top. Wewnętrznego krytyka nie wyłączymy całkiem, ale możemy sprawić, że stanie się naszym fanem, a może nawet przyjacielem. W końcu jest częścią nas, którą czas pokochać. A my możemy stać się swoją najlepszą przyjaciółką, jeśli tylko spojrzymy na siebie jej oczami.
Czytaj także:
- Jak ona mogła?! Anna Lewandowska znów w ogniu krytyki. Bo Matka Polka musi wspierać innych kosztem siebie
- „Pokazujemy wszystko, ale coraz rzadziej siebie”. Relacje mają być ładne. Prawdziwe emocje? Do zwrotu
- „Czujemy się źle, sięgamy po najgorsze rzeczy”. Monika Jurczyk o tym, że styl potrafi zmienić życie



























