Patrzenie na tę sprawę przez pryzmat celebryckiego skandalu sprawia, że umyka nam coś o wiele ważniejszego. To nie jest opowieść o wojnie gwiazd. To opowieść o tym, jak dramatycznie zmienia się podejście do rodzicielstwa we współczesnym świecie.
WIDEO…
Sądowe wysłanie rodzica na warsztaty kompetencji to nie tylko formalność, ale początek najtrudniejszego w życiu egzaminu, na którym sędzia nie pyta o paragrafy, ale „po ludzku” sprawdza, czy papier z pieczątką zmienił egoistę w ojca.
Urzędowy reżim naprawczy
W społecznym przekonaniu pozbawienie praw rodzicielskich to ostateczny wyrok na relację z dzieckiem. Nic bardziej mylnego. Polskie prawo rodzinne bardzo wyraźnie rozdziela dwie rzeczy: władzę rodzicielską (czyli prawo do decydowania o szkole, paszporcie czy leczeniu) od samych kontaktów z maluchem. Sąd, odcinając niedojrzałego rodzica od decyzji formalnych, nie zakazuje mu bycia tatą czy mamą. Wręcz przeciwnie - daje mu pewne narzędzia, aby ten kontakt utrzymać i aby był on jak najbardziej jakościowy.
W tym miejscu do gry wkracza mało znany opinii publicznej, ale kluczowy przepis: artykuł 109 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. To swego rodzaju „narzędziownik” sędziego. Kiedy dobro dziecka jest zagrożone, sąd może zamienić się w menedżera kryzysowego. Ma prawo nakazać terapię, przydzielić asystenta rodziny czy - jak w tym przypadku - zobowiązać rodzica do udziału w warsztatach kompetencji rodzicielskich.
- W realiach spraw rozwodowych, które toczą się dziś w Polsce, sąd rozdziela kwestię winy partnerów od kwestii dotyczących dzieci - tłumaczy adwokat i mediator Zuzanna Lewandowska-Toczyłowska, specjalizująca się w prawie rodzinnym. - Ingerencja we władzę rodzicielską nie ma być karą za to, jakim ktoś był mężem czy żoną, ale wynika z oceny jego realnych kompetencji i postawy rodzicielskiej. Sąd bierze pod uwagę wszystko: czy płaci alimenty, czy jest zaangażowany, ale też jaka jest jego postawa wobec drugiego rodzica. Naganna postawa ojca wobec matki również może być podstawą do pozbawienia władzy.
Prawo zaczyna działać profilaktycznie. Zamiast rzucać nieobecnego dotąd rodzica na głęboką wodę, system tworzy bezpieczny bufor. Warsztaty mają dać teorię, a obecność psychologa podczas spotkań ma sprawić, że dziecko nie ucierpi emocjonalnie.
Szkoła rodzenia... po rozwodzie
Skierowanie na warsztaty kompetencji rodzicielskich to w praktyce prawny hamulec bezpieczeństwa. Sąd stosuje go wtedy, gdy czuje, że rodzic kocha dziecko „teoretycznie”, ale w praktyce nie ma pojęcia, jak się nim zająć, albo jego zachowanie szkodzi emocjonalnie maluchowi. Często to jedyny sposób, by zmusić dorosłego do wejścia w świat dziecka.
Sąd wyznacza jasne granice: określa termin, w jakim rodzic musi podjąć pracę nad sobą. Wbrew powszechnym wyobrażeniom, polskie prawo nie przewiduje jednak żadnego odgórnego, „państwowego certyfikatu z miłości”. Rodzic musi po prostu przedstawić zaświadczenie z wybranej poradni czy ośrodka wsparcia, że odbył warsztaty lub przeszedł terapię.
Co dzieje się później? Machina kontaktów rusza, ale system rzadko rzuca nieobecnego dotąd rodzica na głęboką wodę. Sąd może zdecydować, że pierwsze spotkania będą odbywać się w obecności psychologa lub pod nadzorem kuratora sądowego. Nie po to, by kogokolwiek stresować, ale by stworzyć bufor bezpieczeństwa dla malucha.
Największe napięcie rodzi się jednak wokół pytania: czy empatii i odpowiedzialności da się nauczyć na państwowym kursie? Czy rodzic nie próbuje po prostu ,,przesiedzieć'' wyznaczonych godzin dla upragnionego papierka?
Jak się okazuje, polskie sądy coraz rzadziej dają się nabrać na mechanicznie zdobyte zaświadczenia. Weryfikacja tego, co działo się na sali szkoleniowej, bywa zaskakująco drobiazgowa i... bardzo ludzka.
- Wielokrotnie w swojej praktyce spotykałam się z tym, że sąd na rozprawie pytał wprost: „No dobrze, a co pan wyniósł z tych warsztatów? Na co pani zwróciła uwagę w trakcie tego szkolenia? Co było dla pani najistotniejsze?” - zdradza mecenas Zuzanna Lewandowska-Toczyłowska. - Sędzia po ludzku próbuje ustalić, czy ten ktoś rzeczywiście brał w tym udział i słuchał, czy cokolwiek z tego wyniósł. Sąd weryfikuje całokształt postawy: czy coś uległo zmianie, czy rodzic stawia się na spotkania punktualnie, czy spóźniony? Czy te spotkania są wartościowe, czy to tylko zasada siedzenia i bezmyślnego patrzenia, jak dziecko się bawi. To wszystko ma ogromne znaczenie.
Warsztaty przestają być więc tylko biurokratyczną rubryką do odhaczenia. Stają się dla sądu filtrem, który pozwala sprawdzić, czy za deklaracjami o miłości idzie realna, namacalna praca nad własnymi ograniczeniami.
Anatomia dojrzałości
Co to zjawisko mówi o współczesnych kobietach i mężczyznach? Pokazuje głęboką, pokoleniową zmianę. Przestajemy wierzyć w mit, że „biologiczny instynkt” załatwi wszystko i że dziecko potrzebuje obojga rodziców za wszelką cenę - nawet za cenę permanentnego lęku i destabilizacji.
Współczesna matka lub ojciec nie chce już cierpieć w milczeniu w imię dawno zdezaktualizowanego hasła: „dla dobra rodziny”. Wybiera rygorystyczne stawianie granic, bo wie, że chaotyczny, niedojrzały rodzic to dla małego człowieka niebezpieczny emocjonalny rollercoaster. Z kolei dla ojców, którzy dotąd mogli znikać i pojawiać się wedle uznania, to jasny sygnał: rodzicielstwo to nie przywilej z nadania biologicznego, ale codzienna, mierzalna odpowiedzialność prawna.
To fascynujące i zarazem paradoksalne, że w czasach, gdy mamy dostęp do setek poradników psychologicznych, podcastów i eksperckiej wiedzy na wyciągnięcie ręki, najbardziej podstawowych ludzkich odruchów musimy uczyć się na sądowe polecenie. Odłożenia telefonu, uważności na płacz trzylatka czy - przede wszystkim - schowania do kieszeni urazy do byłego partnera, dziś wymaga od nas urzędnik.
Prawo rodzinne nie daje prostych odpowiedzi. Zmusza do wejścia w głąb siebie. Bo choć wyrok nakazujący terapię czy warsztaty kompetencji może brzmieć sztucznie, to ostatecznie od samego człowieka zależy, co zrobi z tą wymuszoną szansą. Może potraktować ją jako sztuczny wymysł systemu, albo jako najważniejszą, najtrudniejszą lekcję miłości w swoim życiu.
Czytaj także:
- Jak chronić dziecko w sieci i budować zdrowe nawyki?
- Czy kobiety zajmują się domem? Eksperci sprawdzili, jak wygląda podział obowiązków domowych
- Odczepmy się do naszych matek, przestańmy je za wszystko obwiniać



























