Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że żyję w bańce warszawskiej. Dotyczy ono stylu życia, sposobów spędzania czasu wolnego, metod pracy, formy podróżowania, a to wszystko w oparciu o relacje, jakie wrzucam na Instagram. I za każdym razem zastanawiało mnie, jak łatwo zaszufladkować kogoś przez pryzmat tego, co pokazuje w social mediach. Wtedy tym bardziej dochodziłam do wniosku, że nie warto pokazywać tej bardziej emocjonalnej części siebie.
WIDEO…
Zresztą Instagram nie jest od tego. Social media są po to, aby pokazywać ładne życie, atrakcyjne dla algorytmu, imponujące innym użytkownikom. A prawdziwe emocje nie są ładne, nie są instagramowe. I coraz częściej schodzą na dalszy plan - nawet w życiu poza internetem. Bo nauczyliśmy się rozmawiać rolkami i wysyłać sobie proste reakcje, za to mówienie o uczuciach stało się zbyt obciążające.
Fajna rolka, ale jak się dziś czujesz?
Język pozawerbalny ewoluuje wraz z rozwojem technologii. Kiedy pojawiły się komunikatory w stylu Gadu-Gadu, zaczęliśmy komunikować się statusami oraz emotikonami. Wtedy jeszcze dało się wyrazić emocje przy pomocy słów lub żółtych minek, których biblioteka była naprawdę bogata. Potem pojawiły się gify i memy. Zaczęliśmy porozumiewać się kulturą obrazkową, jednocześnie coraz bardziej spłycając emocje.
- Przez większość historii człowieka rozwijaliśmy język po to, żeby coraz precyzyjniej opisywać świat. Dzisiaj wracamy do komunikacji obrazkowej. Trochę jak nasi przodkowie, którzy malowali w jaskiniach - mówi psycholożka Anna Gajda. - Prof. Jerzy Bralczyk zwraca uwagę, że komunikujemy się coraz bardziej skrótowo. Psychologicznie to może mieć ogromne znaczenie. Bo emocje istnieją nie tylko wtedy, kiedy je czujemy. One istnieją również wtedy, kiedy umiemy je nazwać.
Dziś, w dobie komunikowania się w dużej mierze przez wiadomości prywatne w social mediach, zaczynamy spłycać emocje jeszcze bardziej. A w zasadzie całkowicie przestajemy o nich rozmawiać. Utrzymujemy relacje, wysyłając sobie rolki na Instagramie. I być może nie byłoby w tym nic złego, gdyby za takim krótkim filmikiem z napisem szło coś więcej niż tylko rozrywka lub ogólny aforyzm.
- Lubię myśleć o rolkach jak o pocztówkach. Kiedyś wysyłaliśmy kartkę z wakacji z dopiskiem: „Pomyślałem o tobie”. Dzisiaj wysyłamy rolkę - tłumaczy Anna Gajda. - To samo w sobie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamiast spotkać się na kawie, wysyłamy sobie dwadzieścia rolek dziennie. Bo żadna rolka nie odpowie na pytanie: „A jak ty się z tym naprawdę czujesz?”.
Znajdź słowo, a znajdziesz drogę
Nie ukrywam, że miło jest obudzić się rano i mieć w wiadomości zabawną lub wzruszającą rolkę od bliskiej osoby. Dostaję je od męża, siostry i siostrzenicy, przyjaciół, a nawet dalszych znajomych… Kilka lub kilkanaście razy dziennie. Czasami, gdy mam włączony internet w telefonie, powiadomienia przychodzą w zatrważającym tempie. Na palcu jednej ręki mogę jednak policzyć osoby, które faktycznie oprócz tego kontaktują się ze mną, pytając, czy wszystko u mnie w porządku.
Wielokrotnie byłam zalewana różnymi wiadomościami, komentarzami, rolkami, a jednocześnie czułam się źle tak po prostu, po ludzku, na żywo. I wiem, że w dużej mierze to też moja wina, bo sama często nie mam czasu lub zapominam zapytać. I co najważniejsze, nie pozwalam sobie na emocje na Instagramie, nie pokazuję prawdy, tylko wyreżyserowany przeze mnie spektakl.
- Widzę, że zamieniliśmy pytanie: „Jak się masz?” na: „Co u ciebie słychać?”. A to nie jest to samo - podkreśla Anna Gajda. - Pierwsze zaprasza do wnętrza, drugie często kończy się relacją z wydarzeń. Yalom pisał, że ludzie najbardziej boją się nie śmierci, ale życia, którego nikt naprawdę nie zobaczył. Instagram bardzo dobrze pokazuje wydarzenia. Znacznie gorzej pokazuje doświadczenia. Nie widzimy tego, co dzieje się po wyłączeniu kamery. Nie widzimy samotności influencera. Nie widzimy kryzysu małżeńskiego po romantycznej sesji zdjęciowej. Nie widzimy łez po uśmiechu. I nasz mózg niestety bardzo łatwo uznaje to za rzeczywistość.
W czasach, gdy ciągle gdzieś biegniemy, musimy być na bieżąco ze wszystkim, nie możemy przegapić żadnej informacji, nawet na żywo zapominamy o szczerej rozmowie. Co chwilę zerkamy na telefon, pykają powiadomienia. Coraz trudniej nam żyć offline. Już nie wspominając o rozmowie o uczuciach, która przychodzi nam z trudem przez internet, a co dopiero mówić na żywo.
- Zdarza mi się pytać pacjentki: „Kiedy ostatni raz ktoś patrzył na panią przez pięć minut i ani razu nie spojrzał na telefon?”. Nagle okazuje się, że dziś największym luksusem nie są wakacje na Bali, ale czyjaś niepodzielna uwaga. Nasz mózg nie odbiera uwagi jako grzeczności. Odbiera ją jako sygnał bezpieczeństwa. Kiedy ktoś naprawdę nas słucha, aktywują się obszary odpowiedzialne za regulację emocji, obniża się poziom kortyzolu, a organizm przestaje funkcjonować w trybie zagrożenia - informuje psycholożka.
Dlatego warto czasem odłożyć telefon i pamiętać o pytaniu o uczucia osób, na których nam zależy. O to, jak minął im dzień, czy dobrze się czują. Ale też umieć samemu nazwać swoje emocje. Bo łatwiej jest wysłać rolkę niż wyrazić to, co siedzi głęboko w środku nas.
„Nieważne, ile osób cię kocha. Ważne, czy pozwalasz im się poznać”
Rolka o przyjaźni, zamiast „Kocham cię i dziękuję, że jesteś”. Fotka z wakacji z głupią miną, zamiast „Dziękuję, że przy tobie mogę być sobą”. Post o samotności wrzucony do „bliskich znajomych”, zamiast telefonu z pytaniem „Możesz wpaść? Potrzebuję twojej obecności”. Tak jest po prostu łatwiej, wygodniej, ale nikt nie domyśli się po filmiku lub poście puszczonym w eter, że coś u nas jest nie w porządku. I nie chodzi o to, żeby musiał.
- Badania pokazują, że samotność staje się jednym z największych czynników ryzyka przedwczesnej śmierci - porównywalnym z wypaleniem kilkunastu papierosów dziennie. To pokazuje, jak bardzo nasz organizm potrzebuje prawdziwej więzi - dodaje psycholożka. - Yalom napisał też kiedyś: „Najważniejsze pytanie nie brzmi, ile osób cię kocha - tylko, czy pozwalasz się naprawdę poznać”. A ja dodałabym od siebie, że chyba właśnie to jest największym wyzwaniem Instagrama. Nie to, że pokazujemy za dużo. Coraz częściej pokazujemy wszystko. Tylko… coraz rzadziej pokazujemy siebie.
Czas zaufać drugiemu człowiekowi. Spróbować się otworzyć i porozmawiać o uczuciach. Rolka może być miłym dodatkiem do waszej relacji, ale nie będzie jej budulcem, czymś, co sprawi, że akurat ta więź stanie się silniejsza. A jeżeli nie jesteś w stanie otworzyć się przed tą osobą, to może warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na pewno możesz nazwać ją przyjacielem.
Ja już więcej nie zapomnę wysłać wraz z rolką pytania: „Jak się masz?”. Bo wiem, że sama chciałabym je usłyszeć. A ty odważysz się, żeby w końcu odłożyć telefon, a potem zajrzeć do wnętrza swojego przyjaciela i zmierzyć się z jego uczuciami? Czy postawisz na wygodę i wyślesz kolejną rolkę bez słowa lub z dopiskiem: „To o nas”?
Czytaj także:
- „Jesteśmy uwięzieni w algorytmach i nie umiemy bez nich żyć”. Brak social mediów to wolność i ryzyko
- Offline z wyboru to iluzja. Nie miej wyrzutów sumienia, że nie stać cię na ten przywilej
- Zamiast drinka – okulary blokujące światło. Jak „zbiohackować” wakacje, by nie odchorować urlopu



























