„Miłość cierpliwa jest, łaskawa” i ślepa… Kiedy jesteśmy zakochani, nie potrafimy w racjonalny sposób ocenić zachowania drugiej osoby. Często jest tak, że widzimy ją wyłącznie w jasnych barwach – nawet jeżeli czerwone flagi ze strony tej osoby są widoczne na pierwszy rzut oka z perspektywy postronnych. Jest to tzw. efekt potwierdzenia, który może mieć dwie strony medalu – bo nasz partner może robić wszystko dobrze, ale jeżeli my dostrzegamy go w negatywnym świetle, nie będziemy w stanie tego zauważyć. 

WIDEO…

player placeholder

Gdy widzimy to, co pasuje do historii

Chyba w każdym długotrwałym związku zdarzają się takie sytuacje, w których mimo najlepszych chęci zaczynamy dopisywać sobie, co może myśleć druga osoba. Wystarczy ton jej głosu, spojrzenie lub przedłużająca się cisza. Często nie ma to nic wspólnego z faktycznym zachowaniem drugiej strony, a z naszym wyobrażeniem na jakiś temat. Być może ta mina przeszkadzała nam w poprzedniej relacji. A może pamiętamy, jak tata odezwał się do mamy w konkretny sposób, gdy byliśmy młodsi. Wtedy nasza głowa podpowiada nam, co może stać za konkretnym tonem wypowiedzi, choć w rzeczywistości może być on całkiem niewinny. 

- Wchodząc w relację, nie zaczynamy od zera. Każdy z nas ma już pewne doświadczenia, przekonania i wyobrażenia o tym, czym jest miłość, jak powinna wyglądać bliskość i czego możemy spodziewać się po drugim człowieku. Bardzo duże znaczenie mają tutaj nasze pierwsze relacje, przede wszystkim z osobami, które się nami opiekowały – tłumaczy Magdalena Kaszczuk, psycholożka, certyfikowana psychoterapeutka Gestalt. – Wyobraźmy sobie kobietę, której ojciec był emocjonalnie niedostępny. Kiedy jako dorosła osoba poznaje mężczyznę, który potrzebuje dużo przestrzeni dla siebie, może interpretować jego zachowanie jako sygnał, że nie jest dla niego ważna. Nawet jeśli partner w rzeczywistości okazuje jej uczucia na wiele innych sposobów. Nie zawsze widzimy partnera takim, jaki jest. Czasami widzimy go przez pryzmat tego, czego nauczyły nas wcześniejsze relacje.

Zobacz także:

Właśnie na tym etapie zaczyna działać efekt potwierdzenia. Kiedy mamy w swojej głowie wizję zachowania partnera, zawsze będziemy sobie pewne rzeczy dopisywać – niezależnie od tego, czy idealizujemy go, czy zaczynamy postrzegać w złym świetle. Szczególnie łatwo wpaść w tę pułapkę, gdy sami mamy zaniżone poczucie własnej wartości i do każdego zachowania partnera dorabiamy katastroficzne teorie. 

- Jeżeli kobieta ma głęboko zakorzenione przekonanie, że nie jest wystarczająco atrakcyjna, może interpretować neutralne zachowania partnera jako potwierdzenie własnych obaw. Na przykład partner jest zmęczony i nie ma ochoty na bliskość fizyczną. Ona natomiast zaczyna myśleć: „Już mu się nie podobam”, „Na pewno wolałby kogoś innego”. W rzeczywistości jego zachowanie może wynikać ze zmęczenia, stresu czy problemów zdrowotnych. Ale ona interpretuje je przez pryzmat własnego poczucia wartości. Podobnie może działać przekonanie: „Nie można ufać mężczyznom”. Wtedy nawet zwykłe spóźnienie partnera może uruchamiać podejrzenia. Kiedy mamy negatywne przekonania o sobie, możemy nieświadomie szukać ich potwierdzenia w zachowaniu drugiego człowieka – podkreśla psycholożka. – Nasz umysł nie analizuje każdej sytuacji od początku. Korzysta z wcześniejszych doświadczeń i utrwalonych przekonań, ponieważ pozwala mu to szybciej interpretować rzeczywistość. Efekt potwierdzenia polega na tym, że łatwiej zauważamy, zapamiętujemy i uznajemy za wiarygodne informacje zgodne z tym, w co już wierzymy. Nie chodzi o to, że nie widzimy faktów. Czasami widzimy przede wszystkim te fakty, które pasują do historii, jaką już sobie opowiedzieliśmy.

Efekt potwierdzenia to proza codzienności

Z perspektywy osoby, która jest w długoletnim związku, wiem, jak łatwo jest wpaść w tę pułapkę. Z mężem znamy się jak przysłowiowe łyse konie – do tego stopnia, że bardzo łatwo dopisujemy sobie intencje do swoich wzajemnych wypowiedzi, nawet jeżeli, patrząc z boku, uznalibyśmy te same słowa za niewinne. I muszę wam powiedzieć, że w momencie, kiedy przychodzi proza codzienności, bardzo łatwo o tego typu „dopisywanie sobie”. 

Wystarczy nieumyta podłoga, niewyniesione śmieci, głupie przewrócenie oczami podczas jakiejś czynności, aby wywołać iskrę, która prowadzi do kłótni. I nawet jeżeli tym razem mąż ma powód, aby tych śmieci nie wynieść lub ja nie miałam czasu, aby włożyć szklankę do zmywarki, nie zadajemy za każdym razem pytań, tylko od razu działa mechanizm irytacji, bo to kolejna taka sytuacja. I tak naprawdę wcale nie chodzi o szklankę, tylko o znaczenie, które przypisaliśmy partnerowi, gdy jej nie sprzątnął. 

- Wyobraźmy sobie, że kobieta pisze do partnera: „Wszystko w porządku?”, a on odpowiada tylko: „Tak”. Jeżeli ma przekonanie, że partner się od niej oddala, może pomyśleć: „Jest na mnie zły”, „Nie chce ze mną rozmawiać”, „Coś jest nie tak”. Zaczyna więc dopytywać, sprawdzać, szukać potwierdzenia. Partner może poczuć się osaczony i zareagować irytacją. I wtedy ona mówi: „Wiedziałam, że coś jest nie tak”. Podobnie działa ton głosu czy milczenie. Dla jednej osoby cisza oznacza odpoczynek, dla drugiej może być sygnałem odrzucenia. Ważne jest odróżnianie obserwacji od interpretacji. Faktem jest to, że partner milczy. Interpretacją jest to, że milczy, ponieważ mnie nie kocha. Dopiero kiedy potrafimy rozdzielić te dwie rzeczy, możemy zacząć naprawdę rozmawiać o tym, co dzieje się między nami – podkreśla Magdalena Kaszczuk. 

Jeszcze większy problem pojawia się w momentach, w których nie chodzi o szklankę czy podłogę. Ten sam mechanizm może zadziałać również wtedy, gdy partner staje się dla nas toksyczny, a my tego nie dostrzegamy, bo przecież nas kocha.

Jedna dobra chwila nie kasuje złych tygodni

Efekt potwierdzenia może poprowadzić nas w bardzo złym kierunku. Często zdarza się, że dopisujemy sobie negatywne cechy partnera, nauczeni doświadczeniami z przeszłości. Ale równie częste jest wybielanie drugiej połówki. W momencie, gdy partner zachowuje się toksycznie wobec nas, my tłumaczymy go, wybielamy, uznajemy za nieskazitelnego… Kochamy i chcemy, aby był perfekcyjny, idealizując w głowie jego obraz.  

- Efekt potwierdzenia może prowadzić zarówno do nadmiernie negatywnego, jak i nadmiernie pozytywnego postrzegania partnera. Jeżeli jesteśmy przekonani, że trafiliśmy na wyjątkowego człowieka, możemy pomijać zachowania, które temu obrazowi przeczą. Na przykład partner kontroluje, z kim się spotykamy, sprawdza telefon, komentuje nasz wygląd czy ogranicza kontakty z przyjaciółmi. Zamiast rozpoznać te zachowania jako sygnały ostrzegawcze, możemy tłumaczyć je sobie: „Jest zazdrosny, bo bardzo mnie kocha”, „Martwi się o mnie”, „Po prostu miał trudne dzieciństwo”. Szczególnie trudne może być to w relacjach, w których zachowania krzywdzące przeplatają się z czułością, przeprosinami i obietnicami zmiany – tłumaczy psycholożka. 

I tu warto podkreślić, że niezależnie od tego, czy wybielamy toksyczne zachowania, czy doszukujemy się dziury w całym, efekt potwierdzenia jest problemem, nad którym trzeba pracować. Magdalena Kaszczuk wskazuje 3 konkretne etapy, które mogą nam w tym pomóc. 

  1. Uświadomienie sobie, że nasze przekonania nie zawsze są faktami.
  2. Przyjrzenie się własnym emocjom. 
  3. Bezpośrednia rozmowa. 

- W psychoterapii pracujemy między innymi nad rozwijaniem świadomości własnych emocji, potrzeb, reakcji ciała i sposobu wchodzenia w kontakt z drugim człowiekiem. W praktyce warto zacząć od bardzo prostego rozróżnienia: co rzeczywiście się wydarzyło, a co ja sobie na ten temat pomyślałam? Następnie warto sprawdzić, jakie inne wyjaśnienia są możliwe i czy mamy rzeczywiste dowody potwierdzające nasze przypuszczenia. Jeżeli milczenie partnera wywołuje we mnie ogromny lęk, mogę zapytać siebie: „Czego właściwie się boję? Czy podobne uczucie znam z wcześniejszych relacji? Co wydarza się między nami dzisiaj?”. Zamiast mówić: „Nigdy się mną nie interesujesz”, można powiedzieć: „Kiedy przez cały dzień nie mamy kontaktu, czuję niepokój. Chciałabym porozmawiać o tym, jak oboje podchodzimy do kontaktu w ciągu dnia”. Celem nie jest przekonanie siebie, że partner jest lepszy albo gorszy, niż nam się wydaje. Celem jest zobaczenie go takim, jaki rzeczywiście jest. Bo dopiero wtedy możemy świadomie zdecydować, czy relacja, którą tworzymy, odpowiada naszym potrzebom i wartościom – podsumowuje psycholożka. 


Czytaj także: