Podchodzę do fenomenu „CoHo” z chłodną głową, ale muszę przyznać jedno: „Verity” to był w jej karierze genialny wyłom. Książka, będąca dusznym, psychologicznym thrillerem o pisarce, która wprowadza się do domu sparaliżowanej autorki bestsellerów, by dokończyć jej serię, podzieliła czytelników. Dla jednych była arcydziełem napięcia, dla innych - zbiorem tanich chwytów. Moim zdaniem to literackie guilty pleasure w najczystszej postaci, w którym manipulacja i erotyka mieszają się w dość toksycznym, ale szalenie wciągającym koktajlu.
WIDEO…
Jak na tym tle wypada filmowa ekranizacja? O dziwo, kino służy tej historii znacznie lepiej niż papier. „Verity. Coraz większy mrok” rezygnuje z kilku fabularnych dłużyzn książki na rzecz gęstego, wizualnego niepokoju. Anne Hathaway w roli sparaliżowanej (?), milczącej Verity Crawford jest absolutnie przerażająca - gra samymi oczami, tworząc aurę nieustannego zagrożenia. Reżyseria z wyczuciem balansuje na granicy kina klasy B i rasowego dreszczowca. Z kina wychodzi się z przyjemnym poczuciem dyskomfortu, ale to wcale nie oznacza, że mrok to najlepsze, co Hoover ma nam do zaoferowania.
Oto 5 książek z jej dorobku, które, w mojej ocenie, literacko bronią się znacznie lepiej, stanowiąc esencję tego, za co świat pokochał tę autorkę.
It Ends with Us
To popkulturowy fenomen, który zdefiniował BookToka. Historia Lily Bloom, która zakochuje się w charyzmatycznym neurochirurgu Ryle'u, to pozornie klasyczny romans, który z czasem bezlitośnie obnaża mechanizmy przemocy domowej. Uważam tę powieść za najważniejszą w dorobku Hoover - uczy empatii i pokazuje, dlaczego tak trudno jest po prostu „odejść”.
W ubiegłych latach adaptacja z Blake Lively i Justinem Baldonim rozbiła światowy box office, ale równie głośno co o samym filmie, było o mrocznych kulisach produkcji i poważnych oskarżeniach. Do mediów wyciekły informacje o rzekomym toksycznym zachowaniu Baldoniego (który film nie tylko wyprodukował, ale i wyreżyserował). Lively miała czuć się skrajnie niekomfortowo - mówiła o przekraczaniu granic podczas kręcenia intymnych scen (zbyt długie pocałunki) oraz nietaktownych komentarzach reżysera na temat jej ciała tuż po tym, jak urodziła dziecko (Baldoni, zmagający się z chorym kręgosłupem, miał rzekomo wypytywać trenera o dokładną wagę aktorki przed sceną, w której musiał ją podnieść).
Baldoni wynajął topową agencję od zarządzania kryzysowego, a cała obsada - łącznie z samą autorką, Colleen Hoover - demonstracyjnie odcięła się od niego w mediach społecznościowych. Nigdy nie wniesiono oficjalnych zarzutów prawnych, ale wizerunkowy niesmak pozostał. Baldoni, zepchnięty na margines podczas trasy promocyjnej, w wywiadach dyplomatycznie (zasugerował, że to Blake Lively powinna wyreżyserować ekranizację drugiej części.
It Starts with Us
Bezpośrednia kontynuacja, która powstała właściwie na wyraźne żądanie milionów fanów. Jeśli pierwsza część była o łamaniu schematu i wychodzeniu z traumy, to druga jest o leczeniu ran. Historia skupia się na relacji Lily i jej pierwszej miłości - Atlasa Corrigana. Z literackiego punktu widzenia to książka bezpieczna, ciepła, dająca dokładnie to, czego czytelniczki oczekiwały. Nie ma tu emocjonalnych szarpnięć z pierwszej części, jest za to dużo dojrzałej komunikacji i udowadniania, że życie po toksycznym związku może być piękne. Książka działa jak miękki kompres po brutalnym ciosie.
Reminders of Him. Cząstka ciebie, którą znam
Gdybym miała wybrać jedną książkę Hoover, przy której łzy są gwarantowane i absolutnie uzasadnione, byłby to właśnie ten tytuł. Kenna Rowan wraca do miasta po spędzeniu pięciu lat w więzieniu za tragiczny w skutkach błąd. Próbuje odzyskać kontakt ze swoją czteroletnią córką, którą wychowują dziadkowie, nie chcąc mieć z nią nic wspólnego. To fenomenalnie skonstruowane studium winy, żalu, macierzyństwa i bardzo trudnej drogi do odkupienia. Nie ma tu tanich dramatów - jest surowa, bolesna walka o drugą szansę.
Ugly Love
To Hoover w swoim najbardziej zmysłowym, ale i emocjonalnie destrukcyjnym wydaniu. Układ między Tate a Milesem, pilotem linii lotniczych z potężnym bagażem doświadczeń, ma tylko dwie zasady: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Z tej toksycznej ramy autorka wyciąga jednak fascynującą opowieść o tym, jak nieprzepracowana żałoba potrafi zamknąć człowieka na świat. Powieść jest ostra, łamie serce, a narracja z perspektywy Milesa z przeszłości to jeden z najlepszych zabiegów stylistycznych, na jakie zdobyła się autorka. Ciekawostka: fani od lat błagają o ekranizację, a w sieci wciąż krążą nieoficjalne teasery z Nickiem Batemanem, które kilka lat temu rozgrzewały wyobraźnię czytelniczek.
November 9
Hoover bawi się tutaj formą i robi to zaskakująco zręcznie. Fallon i Ben poznają się 9 listopada, dokładnie na dzień przed jej przeprowadzką na drugi koniec kraju. Postanawiają spotykać się co roku, tylko tego jednego dnia, bez utrzymywania kontaktu przez resztę czasu. Ben, początkujący pisarz, tworzy na podstawie ich spotkań książkę. To historia przesycona zwrotami akcji, świetnymi dialogami i meta-literackim puszczaniem oka do czytelnika. Choć nie brakuje tu typowych dla autorki zbiegów okoliczności, to dynamika tej relacji sprawia, że książkę pochłania się w jeden, maksymalnie dwa wieczory.