Rozmawiałam niedawno z wieloma osobami, które przeżyły prawdziwy remontowy koszmar. Ich historie pokazują, jak szybko obietnice o pięknym wnętrzu mogą zmienić się w organizacyjny paraliż i finansową katastrofę.

WIDEO…

player placeholder

Justyna, razem z mężem latami gromadziła budżet na wykończenie nowego mieszkania. Wykonawca z polecenia wszedł na budowę w świetnym humorze i obiecał, że skończy w cztery tygodnie. A jak wyszło? Zalany sąsiad i rozgrzebana budowa.

Najpierw ekipa przestała przychodzić w ustalonych godzinach, a z mieszkania zaczął znikać kupiony materiał. Przełom nastąpił w trzecim tygodniu. Gdy Justyna przyszła sprawdzić postępy, zobaczyła krzywo położone kafelki, zapchany zaprawą odpływ i cieknącą rurę w ścianie. Kiedy zwróciła wykonawcy uwagę, po prostu spakował narzędzia, zażądał kolejnej zaliczki i rzucił, że „lepiej się nie da”. Po czym przestał odbierać telefony.

Zobacz także:

Tomasz, miał problem z ekipą, która w pośpiechu zalała posadzkę bez izolacji. Skończyło się grzybem na ścianach, zrywaniem nowych paneli i stratami na kilkanaście tysięcy złotych. Z kolei historia opisana na jednej z grup internetowych brzmi jak z horroru: po wyburzeniu ściany bez sprawdzania konstrukcji budowlańcy naruszyli elementy nośne budynku. Kiedy właściciel poprosił o uprawnienia, po prostu uciekli, zostawiając odsłoniętą instalację elektryczną pod napięciem.

Gdy opadną pierwsze emocje, trzeba przejść od bezsilności do konkretnych działań prawnych i o tym rozmawiamy z adwokat Natalią Seweryn z Kancelarii Rylski Seweryn Adwokaci, specjalizującej się w prawie konsumenckim, odszkodowaniach i prawie pracy.

Brak umowy na piśmie? To jeszcze nie koniec świata

W pierwszej chwili człowiek ma ochotę po prostu zmienić zamki i wpuścić nową ekipę. Z prawnego punktu widzenia to jednak poważny błąd. Żeby skutecznie walczyć o swoje, trzeba najpierw ustalić, co właściwie łączyło nas z fachowcem.

– W typowym domowym remoncie najczęściej mamy do czynienia z umową o dzieło, nawet jeśli strony niczego nie podpisały i większość ustaleń odbyła się ustnie. Taka umowa również jest ważna – tłumaczy adwokat Natalia Seweryn. – Problem zaczyna się później, przy sporze trzeba bowiem wykazać, co dokładnie wykonawca miał zrobić, za ile i w jakim standardzie. Dlatego bardzo ważne są wiadomości, kosztorysy, zdjęcia, potwierdzenia płatności czy nawet korespondencja prowadzona przez komunikatory. Brak paragonu albo pisemnej umowy nie oznacza, że klient jest bezradny, ale im mniej dokumentów, tym trudniej będzie udowodnić własne racje.

Reaguj od razu – nie czekaj na koniec remontu

Jeśli widoczne jest, że wykonawca robi coś niezgodnie z ustaleniami albo po prostu źle i niezgodnie ze sztuką budowlaną, nie warto czekać na finał i biernie przyglądać się rosnącym stratami.

- Przepisy prawa pozwalają wezwać wykonawcę do zmiany sposobu wykonywania prac i wyznaczyć odpowiedni termin. Jeżeli wykonawca nie reaguje, można – w zależności od sytuacji, odstąpić od umowy albo zlecić poprawienie lub dokończenie prac komuś innemu na jego koszt. Podobnie, gdy wykonawca porzuca remont albo opóźnienie jest już tak duże, że realnie nie ma szans na zakończenie prac w terminie – podkreśla prawniczka.

Gdy na budowie dochodzi do zniszczeń, marnowania materiałów czy gigantycznych opóźnień, same zdjęcia zrobione na szybko telefonem mogą okazać się niewystarczające, zwłaszcza jeśli chcemy dokończyć prace z inną ekipą.

– Zanim kolejny wykonawca rozpocznie poprawki, trzeba dokładnie udokumentować stan dotychczasowych prac oraz uszkodzeń – wskazuje mecenas Natalia Seweryn. – Zdjęcia, nagrania, kosztorys naprawczy czy opinia rzeczoznawcy mogą później przesądzić o powodzeniu sprawy.

Czego i w jakiej kolejności żądać?

Gdy remont zostanie przerwany lub zakończony ze skutkiem opłakanym, inwestor ma do dyspozycji konkretne narzędzia prawne.

– Po zakończeniu remontu klient może dochodzić roszczeń związanych z wadliwym wykonaniem dzieła. W praktyce może chodzić o usunięcie wad, obniżenie ceny (wynagrodzenia), a przy poważniejszych uchybieniach także o odstąpienie od umowy – wyjaśnia adwokat Natalia Seweryn. – Jeżeli wykonawca dodatkowo zniszczył materiał, meble, podłogę czy inne elementy mieszkania, można również żądać naprawienia powstałej szkody poprzez zapłatę odszkodowania lub usunięcie zniszczeń.

Warto jednak zachować chłodną głowę. Fakt, że odcień szarości na ścianie nieco różni się od wizualizacji, nie daje od razu prawa do zrywania tynków na koszt budowlańca. Prawo wyraźnie odróżnia subiektywne poczucie estetyki od ewidentnego błędu w sztuce czy nienależytego wykonania usługi.

Kluczowe jest pokazanie, co dokładnie ustalono, na czym polegał błąd wykonawcy i jakie realne straty poniósł właściciel mieszkania.

Justyna postanowiła nie odpuszczać. Zachowała całą korespondencję, spisała ustalenia i zanim wpuściła nową ekipę, zamówiła prywatną ekspertyzę u rzeczoznawcy. Z kompletem dokumentów wysłała do poprzedniego wykonawcy przedsądowe wezwanie do zapłaty. Widząc twarde dowody, budowlaniec zgodził się na polubowne rozliczenie i pokrył koszty poprawek. Dziś mieszkanie Justyny jest już wykończone, ale najważniejsza lekcja została: skrupulatna dokumentacja od pierwszego dnia to jedyna skuteczna tarcza przy remoncie.


Czytaj także: