Mediacja nie rozstrzyga - daje przestrzeń

Katarzyna Racławska: Czy dziś trudniej rozwiązywać konflikty bez eskalacji? Dlaczego nie potrafimy się porozumieć?

Małgorzata Bohosiewicz: Nie sądzę, żebyśmy mieli więcej konfliktów niż kiedyś. Myślę raczej, że mamy coraz większą trudność z ich prowadzeniem. Każda ze stron widzi tę samą sytuację inaczej i często jest przekonana, że jej obraz jest tym prawdziwym. Zamiast słuchać, przygotowujemy kolejny argument, stanowisko. Zamiast próbować zrozumieć, dlaczego druga osoba myśli inaczej, koncentrujemy się na udowodnieniu jej błędu.

WIDEO…

player placeholder

Często nie potrafimy też oddzielić faktów od interpretacji. Ktoś nie odpowiada na wiadomość i odczytujemy to jako lekceważenie. Ktoś podejmuje decyzję bez konsultacji i uznajemy, że chce nas kontrolować. Z czasem reagujemy już nie tylko na to, co rzeczywiście się wydarzyło, ale przede wszystkim na znaczenia, które temu nadajemy i temu, jak je zinterpretowaliśmy.

Do tego dochodzą emocje, tempo życia i internet i media społecznościowe w którym łatwo znaleźć potwierdzenie własnych przekonań. W efekcie coraz częściej rozmawiamy po to, żeby przekonać innych do swoich racji, a nie po to, żeby ich zrozumieć. 

Zobacz także:

W konflikcie ludzie często walczą o to, żeby zostać usłyszanymi, ale im mocniej walczą, tym mniej słyszą siebie nawzajem. Porozumienie zaczyna się od gotowości do wysłuchania drugiej strony. To umiejętność, której wielu z nas nigdy naprawdę nie nauczono. Prawdę mówiąc to po prostu typowy błąd w komunikacji, a pomimo gigantycznych narzędzi do komunikowania mamy coraz więcej problemów.

KR: Czy ważniejsze od porozumienia stało się udowodnienie racji?

MB: Często się z tym spotykam, szczególnie w mediacjach rodzinnych. Wygrana zaczyna być celem samym w sobie, a koszty ponoszą nie tylko skonfliktowani dorośli, lecz także osoby, które nie mają wpływu na przebieg sporu. W sprawach rodzinnych najczęściej są to dzieci.

Warto pamiętać, że racja prawna i rozwiązanie, które rzeczywiście służy rodzinie, nie zawsze oznaczają to samo. Gdy konflikt narasta do takiej skali, że musi trafić do sądu, to będzie rozstrzygany zgodnie z literą prawa. Rozstrzygają paragrafy i procedury sali sądowej. Nie ma wówczas zbyt wiele przestrzeni dla nas i dla naszego wpływu.

Alternatywą jest mediacja. Na przykład, pozostając w sprawach rodzinnych, warto zadać sobie pytanie: co właściwie będzie oznaczała dla dziecka wygrana jednego z rodziców? Czy poprawi jego codzienne życie, poczucie bezpieczeństwa i relacje z obojgiem rodziców? Czy spowoduje, że będą szczęśliwsze, a ich życie piękniejsze? Czy tylko potwierdzi, że jedno z dorosłych miało rację?

Nie oznacza to, że rodzice mają rezygnować ze swoich praw albo godzić się na rozwiązania, które naruszają ich granice. Chodzi o to, żeby korzystając ze swoich praw, nie tracili z pola widzenia dobrostanu dziecka i odpowiedzialności za dziecko.

Można wygrać sprawę, a jednocześnie przegrać coś znacznie ważniejszego: zaufanie, relację i możliwość spokojnej współpracy w przyszłości.

KR: Czy mediacje są rozwiązaniem? Kiedy stają się koniecznością?

MB: Mediacja nie rozstrzyga, kto ma rację. Daje stronom przestrzeń, w której mogą przedstawić swoje stanowiska, lepiej zrozumieć wzajemne potrzeby i wypracować rozwiązania, które będą w stanie zaakceptować oraz realizować.

Nie chodzi o to, żeby każdy ustąpił po połowie ani żeby za wszelką cenę doprowadzić do ugody. Dobra mediacja nie polega na wymuszaniu kompromisu. Chodzi o świadome podjęcie decyzji i wypracowanie ustaleń, które są realne do wykonania.

Mediacja staje się szczególnie potrzebna wtedy, gdy ludzie potrzebują albo muszą ze sobą dalej współpracować, ale nie potrafią już rozmawiać. Mediacja nie pali mostu do współpracy. Najlepszym przykładem są rodzice po rozstaniu. Ich związek może się zakończyć, ale rodzicielstwo trwa. Nawet jeśli nie będą już potrafili porozumieć się jako partnerzy, potrzebują znaleźć sposób na współpracę jako rodzice.

Sąd może rozstrzygnąć spór o kontakty, miejsce zamieszkania dziecka czy inne kwestie rodzicielskie, ale samo orzeczenie nie nauczy rodziców komunikacji, współpracy. Nie sprawi też, że znikną emocje, urazy i wzajemne pretensje. W sądowym rozstrzygnięciu konfliktu z pewnością ktoś pozostanie tzw. przegranym a ktoś wygranym. 

Mediacja daje szansę na wspólne wypracowanie zasad, nawet na drodze spierania się i dyskutowania. Nie zmienia to faktu, że będzie tworem wspólnego działania i każdy staje się jego współautorem. Takie rozwiązania z pewnością będą dłużej i lepiej służyły rodzinie również po zakończeniu postępowania. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy konflikt zaczyna wciągać dziecko i wpływać na jego poczucie bezpieczeństwa.

Podobnie jest w miejscu pracy. Możemy zmienić stanowisko, zespół, a czasem nawet pracodawcę, ale nie zawsze da się uniknąć dalszej współpracy z osobą, z którą pozostajemy w konflikcie. Nierozwiązane napięcia wpływają na atmosferę, komunikację, efektywność działania i poczucie bezpieczeństwa naszego i zespołu pracowników.

Często problemem nie jest już tylko pierwotna różnica zdań, ale narastająca nieufność, wzajemne interpretowanie intencji i trudność w oddzieleniu kwestii zawodowych od osobistych emocji.

Mediacja w miejscu pracy daje szansę na zatrzymanie tego procesu. Pozwala stronom nazwać źródła konfliktu, określić wzajemne oczekiwania i ustalić zasady dalszej współpracy. Nie musi prowadzić do przyjaźni ani sprawić, że wszyscy zaczną się lubić. Jej celem jest znalezienie sposobu na profesjonalne współdziałanie mimo różnic, a czasem także odbudowanie zaufania.

Z doświadczenia wiem, że zdarzają się sytuacje, że wypracowane rozwiązanie wygaszenia konfliktu w nieznacznym stopniu odbiega od poprzedniego stanu rzeczy a konflikt jest rozwiązany. Dlaczego? Po prostu mediacja pozwala na wyrażenie swojej opinii i przedstawienie oceny sytuacji na forum wszystkich osób uwikłanych w konflikt i taka okoliczność uwalnia ciśnienie emocji i pozwala na zimne i jasne spojrzenie na możliwe rozwiązania leżące „tuż obok” a dotychczas przesłonięte wirującymi emocjami.

KR: Co zaskakuje cię w ludziach, którzy przychodzą na mediacje? Czy bywają nieustępliwi?

MB: Oczywiście, że bywają nieustępliwi. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że za nieustępliwością często stoi coś więcej niż sama chęć postawienia na swoim. Może to być lęk, poczucie krzywdy, utrata zaufania albo potrzeba bycia wreszcie usłyszanym i potraktowanym poważnie. 

Za deklaracją „chcę tylko sprawiedliwości” najczęściej kryje się potrzeba, żeby ktoś wreszcie zauważył, ile dana osoba przeszła, uznał jej krzywdę albo dostrzegł jej wkład w budowanie relacji. Dopóki te potrzeby pozostają niewypowiedziane, rozmowa o konkretnych rozwiązaniach bywa bardzo trudna.

Zaskakuje mnie, jak często ludzie, którzy na początku nie chcą na siebie patrzeć, mówić do siebie, po kilku spotkaniach zaczynają rozmawiać o tym, co naprawdę jest dla nich ważne. Nie zawsze oznacza to odbudowę relacji czy wzajemnego zaufania, ale niekiedy pozwala przejść od wzajemnych oskarżeń do szukania rozwiązań.

W sprawach rodzinnych szczególnie poruszające jest dla mnie to, jak dużo rodzice potrafią powiedzieć o błędach drugiej strony, a jak trudno czasem przychodzi im opisanie tego, czego potrzebuje ich dziecko. Konflikt potrafi tak mocno skoncentrować uwagę dorosłych na wzajemnej krzywdzie, że potrzeby dziecka schodzą na dalszy plan.

Dlatego mediator nie powinien koncentrować się wyłącznie na tym, co strony deklarują, że chcą uzyskać. Ważne jest również zrozumienie, dlaczego właśnie to jest dla nich tak istotne.

W mediacjach pracowniczych taką postawę spotyka się rzadziej, czy może raczej łatwiej jest ją przezwyciężać — w szczególności w zespołach zaangażowanych i identyfikujących się z tym, czym się zajmują.

Mediacja nie jest przyznaniem się do słabości

KR: Czy dostęp do mediacji w Polsce jest wystarczający? Dlaczego ludzie boją się albo zwlekają z nią?

MB: Formalnie mediacja jest dostępna i tutaj nie ma żadnych przeszkód, ale w świadomości społecznej wciąż nie zajmuje miejsca, na które zasługuje. Wiele osób uważa, że skorzystanie z mediacji oznacza przyznanie się do słabości, ustąpienie drugiej stronie albo rezygnację z własnych praw. Niektórzy obawiają się też, że mediator będzie ich oceniał lub próbował narzucić im rozwiązanie. 

Inną barierą jest lęk przed spotkaniem z drugą stroną. Jeśli przez długi czas komunikacja opierała się na oskarżeniach i wzajemnych pretensjach, perspektywa spokojnej rozmowy może wydawać się nierealna. Ludzie obawiają się potencjalnej utraty kontroli nad sytuacją.

Znaczenie ma także dostępność mediatorów i wiedza o tej formie pomocy, szczególnie poza dużymi ośrodkami. Wielu ludzi tkwiących w nierozwiązanym konflikcie dowiaduje się o możliwości mediacji dopiero, gdy trafia do sądu. Dobrze, że tak się dzieje, ale nie jest to najlepszy moment, bo postępowanie trwa już od dłuższego czasu, a konflikt zdążył się utrwalić. Dlatego nie wystarczy, że mediacja istnieje w przepisach. Ludzie muszą wiedzieć, na czym polega, czego mogą od niej oczekiwać i kiedy warto z niej skorzystać. Potrzebujemy większej świadomości społecznej oraz współpracy między prawnikami, sądami i specjalistami wspierającymi rodziny. Istotny jest aspekt edukacyjny już na etapie szkolnym. 

Dlatego uważam, że mediacja powinna być jednym z pierwszych wyborów, kiedy zawiodła komunikacja i pojawia się konflikt, a nie ostatnią deską ratunku, po którą sięgamy dopiero wtedy, gdy wyczerpiemy wszystkie inne możliwości.

KR: Co tracimy, kiedy konflikt ciągnie się latami?

MB: Tracimy zdrowie, pieniądze i czas, ale przede wszystkim relacje oraz możliwość spokojnego budowania przyszłości. Energia, którą moglibyśmy przeznaczyć na życie, rozwój i bliskich, zostaje zaangażowana w walkę z drugą osobą i z przeszłością.

Widzę to szczególnie w konfliktach rodzinnych - wysoką cenę płacą dzieci. Nie muszą słyszeć każdej kłótni, żeby odczuwać napięcie między rodzicami. Czasem wystarczy atmosfera przy przekazywaniu dziecka na kontakt, sposób, w jaki rodzice wypowiadają się o sobie albo poczucie, że okazując sympatię jednemu z nich, mogą zranić drugiego.

Dziecko może wtedy zacząć pilnować własnych słów, ukrywać emocje, a nawet przejmować odpowiedzialność za samopoczucie dorosłych. Może mieć poczucie, że musi opowiedzieć się po jednej ze stron. To ogromny ciężar, którego nie powinno dźwigać.

Tracimy również szansę, by po rozstaniu oboje rodzice pozostali dla dziecka ważni i mogli odgrywać swoją rolę w jego życiu. Nie oznacza to, że w każdej sytuacji kontakt z każdym rodzicem jest bezwarunkowo właściwy. Jeżeli występuje przemoc lub zagrożenie bezpieczeństwa, priorytetem jest ochrona dziecka. Jednak tam, gdzie jest to bezpieczne, konflikt dorosłych nie powinien odbierać dziecku możliwości budowania relacji z obojgiem rodziców.

Dlatego w konflikcie rodzicielskim nie pytam wyłącznie, kto ma rację. Pytam również, w jakiej sytuacji znalazło się dziecko i co możemy zrobić, żeby nie musiało ponosić dalszych kosztów sporu dorosłych.

KR: Czy ludzie przychodzą za późno, gdy wszystko już zniszczyli?

MB: Nie wiem, czy za późno, chodź zdarza się, że przychodzą po wielu latach sporów, po licznych postępowaniach sądowych, kiedy zaufanie jest zerowe, a każda kolejna rozmowa staje się źródłem napięcia. Każda ze stron ma już swoją historię, swoje interpretacje wydarzeń i wiele ran, do których trudno nie wracać.

Mimo to rzadko jest tak, żeby była to sytuacja beznadziejna i że nie można zrobić już niczego. Nie zawsze się uda albo jest to niezmiernie trudne, aby odbudować zaufanie lub przywrócić relację do wcześniejszego kształtu. Można jednak spróbować zmienić sposób komunikacji i ograniczyć dalsze szkody.

Czasem pierwszym sukcesem jest to, że rodzice przestają wykorzystywać dziecko do przekazywania sobie informacji. Innym razem potrafią ustalić zasady kontaktów bez wzajemnych oskarżeń albo zaczynają respektować swoje granice, nawet jeśli nadal się ze sobą nie zgadzają.

To może wydawać się niewielką zmianą, ale dla dziecka ma ogromne znaczenie. Nie każda dobra ugoda naprawia relację, jednak dobrze wypracowane ustalenia mogą sprawić, że codzienne życie rodziny stanie się spokojniejsze i bardziej przewidywalne.

Im później podejmujemy próbę porozumienia, tym trudniej, ponieważ konflikt zdążył już wpłynąć na sposób myślenia o drugiej osobie. Dlatego nie warto czekać na moment, w którym nie będziemy już mieli sobie nic do powiedzenia. Czasem właśnie wtedy, gdy rozmowa wydaje się niemożliwa, warto skorzystać z pomocy osoby, która pomoże ją rozpocząć.

KR: Jakie są najtrudniejsze przypadki, z jakimi spotkałaś się na mediacjach?

MB: Najtrudniejsze nie są dla mnie sprawy najbardziej skomplikowane prawnie. Najtrudniejsze są te, w których emocje całkowicie przysłaniają racjonalne myślenie.
Mediacje rodzinne, w których konflikt osiąga poziom zagrażający więziom rodzinnym, a przede wszystkim poczuciu bezpieczeństwa dziecka. Mam na myśli sytuacje, w których dochodzi do uprowadzenia lub bezprawnego zatrzymania dziecka, wieloletniego odseparowania go od jednego z rodziców, a także sprawy, w których pojawiają się wzajemne oskarżenia o przemoc.

W takich przypadkach mediacja nie może służyć za wszelką cenę doprowadzeniu do ugody. Jeżeli pojawiają się zarzuty przemocy lub zagrożenie bezpieczeństwa, najpierw trzeba ustalić, czy istnieją warunki do bezpiecznej i dobrowolnej rozmowy. 

Mediacja nie zastępuje postępowania wyjaśniającego, ani działań ochronnych. Szczególnie trudne są przypadki, w których dziecko staje się narzędziem w konflikcie rodziców — sposobem wywierania presji, formą odwetu albo środkiem do uzyskania określonych ustępstw od drugiej strony. Zdarza się, że kontakty z dzieckiem, informacje o jego życiu czy możliwość uczestniczenia w ważnych wydarzeniach stają się przedmiotem wzajemnego szantażu. 

Bardzo trudne są również sytuacje, w których jeden z rodziców przez lata nie ma możliwości budowania relacji z dzieckiem. Czasu, który upłynął, nie da się po prostu odzyskać, a odbudowanie więzi może wymagać długotrwałej, ostrożnej pracy. Nie można też zakładać, że każda przerwana relacja jest skutkiem działań drugiego rodzica — każda sprawa wymaga indywidualnego rozpoznania, uwzględnienia perspektywy dziecka i ustalenia okoliczności.

Najbardziej boli mnie jednak to, że w centrum tych konfliktów tak łatwo traci się z pola widzenia dziecko. Dlatego niezależnie od tego, jak silne są emocje rodziców, trzeba wracać do podstawowego pytania: co ta sytuacja oznacza dla dziecka i co możemy zrobić, żeby nie musiało płacić ceny za konflikt dorosłych? Nie zawsze można odbudować relację i nie zawsze mediacja będzie właściwą drogą. 

KR: Co powiedziałabyś osobom, które chcą się porozumieć, ale nie potrafią odpuścić?

MB: Przede wszystkim powiedziałabym, że odpuszczenie nie oznacza, że ktoś inny miał rację. Nie oznacza też, że mamy zapomnieć o krzywdzie, zrezygnować z własnych praw albo zaakceptować przekraczanie naszych granic.

Odpuszczenie może oznaczać, że przestajemy pozwalać, aby potrzeba udowodnienia czegoś drugiej stronie kierowała wszystkimi naszymi decyzjami. Wybieramy spokój, możliwość porozumienia, relację albo przyszłość, w której nie każda sprawa musi kończyć się w sądzie. Wreszcie może oznaczać, że mam kontrole na swoimi wyborami i wpływ na własne życie teraz i w przyszłości.

Zachęcam, żeby zadać sobie kilka pytań: czego naprawdę potrzebuję? Co chcę osiągnąć? Czy to, co teraz robię, przybliża mnie do rozwiązania problemu, czy jedynie przedłuża konflikt? Czy zależy mi na zmianie sytuacji, czy przede wszystkim na tym, żeby druga osoba przyznała mi rację?

Ważne aby oddzielać człowieka od problemu. Mogę nie zgadzać się z drugą osobą, nie akceptować jej decyzji i jednocześnie rozmawiać z nią w sposób, który nie przekracza moich granic. Nie muszę rezygnować z siebie, żeby spróbować się porozumieć.

Odpuszczenie jednej rzeczy nie jest kapitulacją. Czasem jest świadomą decyzją, że nie chcę już poświęcać kolejnych miesięcy czy lat na walkę, która nie prowadzi mnie do tego, czego naprawdę potrzebuję.

Mediacja to nie magiczne lekarstwo

KR: Czy istnieje moment, kiedy mediacja już nie pomoże?

MB: Tak. Są rzeczy nadające się do mediacji i nie nadające się do mediacji. Mediacja nie jest rozwiązaniem każdej sytuacji i nie należy jej przedstawiać jako lekarstwa na wszystkie konflikty.

Przede wszystkim jest procesem dobrowolnym. Nie można zmusić stron do rzeczywistego porozumienia, a sama obecność przy stole nie oznacza gotowości do rozmowy. Mediacja wymaga, żeby uczestnicy mogli swobodnie wyrażać swoje stanowiska i podejmować decyzje.

Szczególnej ostrożności wymagają sytuacje, w których występuje przemoc, zastraszanie lub silna nierównowaga sił uniemożliwiająca jednej ze stron swobodne podejmowanie decyzji. W takich przypadkach priorytetem musi być bezpieczeństwo i odpowiednie wsparcie. Nie wolno traktować ugody jako celu ważniejszego niż ochrona człowieka.

Czasami potrzebna jest najpierw interwencja kryzysowa, pomoc psychologiczna, wsparcie prawne albo inne działania ochronne. Dopiero później można ocenić, czy mediacja jest właściwą drogą.

Profesjonalizm mediatora polega również na tym, żeby wiedzieć, kiedy nie prowadzić mediacji. Brak ugody nie zawsze oznacza porażkę, a jej zawarcie nie zawsze oznacza sukces. Najważniejsze jest to, czy proces był bezpieczny, dobrowolny i czy wypracowane rozwiązanie rzeczywiście odpowiada na problem.

KR: Co musiałoby się zmienić w naszym myśleniu, żeby mediacja była pierwszym krokiem?

MB: Musimy przestać myśleć o konflikcie jak o wojnie, którą trzeba wygrać, a zacząć postrzegać go jako problem, który należy rozwiązać. Szukanie porozumienia nie jest oznaką słabości, podobnie jak skorzystanie z pomocy mediatora nie oznacza, że sami nie potrafimy rozwiązywać problemów. Może być świadomą decyzją, żeby nie pozwolić konfliktowi przejąć kontroli nad naszym życiem.

Potrzebujemy edukacji dotyczącej komunikacji, rozpoznawania emocji, stawiania granic i rozwiązywania sporów już od najmłodszych lat. Dzieci powinny uczyć się, że można się różnić, nie zgadzać i jednocześnie szanować drugiego człowieka.

Potrzebujemy także zmiany w podejściu do rozwiązywania sporów. Ważna jest współpraca sądów i specjalistów, a także powszechna wiedza o tym, czym mediacja jest, a czym nie jest.

Aby mediacja była pierwszym krokiem to chciałabym, żebyśmy przestali traktować mediację jako ostatnią deskę ratunku. Żebyśmy korzystali z niej wtedy, gdy zauważamy, że sami zaczynamy tracić zdolność do rozmowy,. nie dopiero wtedy, gdy nie ma już zaufania.

Nie zawsze możemy zdecydować, jak zachowa się druga osoba. Możemy jednak zdecydować, czy zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby konflikt nie zniszczył tego, co nadal jest dla nas ważne.

Nie musimy zawsze się zgadzać, żeby potrafić się porozumieć. Musimy jednak nauczyć się odróżniać walkę o własną rację od odpowiedzialności za to, co stanie się z naszymi relacjami po zakończeniu sporu.


Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń: absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Studiów Menedżerskich na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych na Uniwersytecie SWPS w Katowicach w zakresie Pomocy Psychologicznej i Interwencji Systemowych w Rodzinie (interwent kryzysowy), mediator z ponad 27-letnim doświadczeniem w mediacjach: nieletnich, rodzinnych, cywilnych i gospodarczych.Stała Mediatorka przy czterech Sądach Okręgowych w Polsce. Specjalista ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie - Certyfikacja Pierwszego Stopnia. Od 2020 roku Mediatorka Sądu Polubownego przy Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz Mediatorka w postępowaniach dotyczących skarg na brak dostępności z listy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).

Prezes Zarządu i założycielka Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny Sp. z o.o. w Warszawie oraz właścicielka Kancelarii Mediacyjnej „Skuteczne Mediacje”. Współpracowniczka Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie oraz Fundacji ITAKA. Członkini Komisji Rewizyjnej Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie.Od 2021 roku Koordynator Projektu „Standardy Pomocy Dziecku w Sytuacji Rozstania Rodziców” realizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka, współtwórczyni i współrealizatorka programu „Akademia Dobrego Rozstania” Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Warszawie. Członkini Kapituły I-szej edycji konkursu „Kancelaria Przyjazna Dziecku”.Od 2022 roku aktywna współpracowniczka Centrum Wsparcia i Mediacji Fundacji ITAKA.Od 2023 roku menedżer międzynarodowego projektu „Zapobieganie formom przemocy i nadużyć prowadzących do zaginięcia dzieci lub ich skutków oraz propagowanie prawa dzieci do wolności od przemocy” realizowanego przez Fundację Itaka oraz Federację MCE - Missing Children Europe.Aktywnie zaangażowana w pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy, ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia dzieci i młodzieży, w tym w projektach FDDS realizowanych w okresie 03/2022–08/2023 „Program Wsparcia i Pomocy dla Dzieci i ich Opiekunów z Ukrainy.”


Czytaj także: