Kobieta na swoim w ciąży nie ma prawa do słabości. Przepisy mówią jasno: gdy pójdziesz na L4, nie wolno Ci odpisać na służbowego e-maila czy wystawić faktury, a przy minimalnych składkach świadczenie chorobowe bywa głodowe. Od osiedlowych gabinetów po dojrzałe firmy z zespołem i świeżo rejestrowane działalności – to opowieść o realiach polskiej przedsiębiorczości i systemie ubezpieczeń, który wymaga skrupulatnego planowania.

WIDEO…

player placeholder

Zostałam sama i nie mam komu oddać frezarki

Zapach akrylu, pył z piłowanych paznokci i stały rytm zapisów w kalendarzu. Przez pierwsze miesiące mdłości były nie do zniesienia, ale Żaneta nie mogła odwołać klientek. Prowadzi osiedlowe studio stylizacji paznokci. W tym niewielkim lokalu jest wszystkim, właścicielką, menedżerką, sprzątaczką i jedyną osobą, która zarabia na opłacenie czynszu.

Gdy dowiedziała się, że jest w ciąży, radość błyskawicznie ustąpiła miejsca chłodnej kalkulacji. Żaneta nie ma partnera, z którym mogłaby podzielić koszty. Będzie wychowywać dziecko sama, więc w jej przypadku nie ma mowy o drugim dochodzie, który pomógłby w trudniejszym czasie.

Zobacz także:

– Gdy zobaczyłam te dwie kreski, pomyślałam: Boże, przecież ja jestem w tym lokalu kompletnie sama – wspomina Żaneta. – Nie mam wspólnika, nie mam pracownicy. Jak mnie nie ma, to nikt nie włączy frezarki, nikt nie przyjmie dziewczyn, a rachunki za najem lokalu przecież nie znikną.

Przez pierwsze lata opłacała preferencyjny, niski ZUS, ciesząc się, że zostaje jej więcej w kieszeni. Kiedy w ciąży zapytała księgową, na jaką wypłatę na L4 może liczyć, zbladła. Wysokość zasiłku chorobowego wylicza się ze średniej podstawy składek z ostatnich 12 miesięcy. Przy minimalnych wpłatach miesięczne świadczenie wynosi zaledwie kilkaset złotych.

Gdyby poszła na płatne L4 w piątym miesiącu, musiałaby całkowicie zamknąć salon. Przepisy dotyczące zwolnienia lekarskiego są jasne: przedsiębiorczyni pobierająca zasiłek chorobowy nie może wykonać ani jednej usługi, odpowiedzieć na e-mail służbowy czy wystawić faktury na kasie fiskalnej.

Żaneta pracowała do ósmego miesiąca ciąży, rezygnując z L4. Zaciskała zęby i odkładała każdy grosz, by pokrywać stałe koszty najmu lokalu pod jej nieobecność i stworzyć jakikolwiek bufor finansowy na czas porodu.

– Siedziałam z brzuchem opartym o stół i piłowałam paznokcie do ósmego miesiąca – przyznaje. – Kręgosłup bolał, nogi puchły, ale powtarzałam sobie: jeszcze jedna klientka, jeszcze stówka na konto. Odłożyłam każdy grosz, żeby opłacić czynsz za lokal na trzy miesiące do przodu po porodzie.

Nowe zasady na macierzyńskim

Sytuacja prawna i organizacyjna zmieniła się po narodzinach dziecka. Na macierzyńskim zasady są dla przedsiębiorczyń znacznie bardziej elastyczne niż na L4, wolno czerpać przychody z firmy, prowadzić działalność i wystawiać faktury. Co więcej, państwo finansuje wówczas składki na ubezpieczenia społeczne z budżetu.

– Dostałam z ZUS-u tysiąc złotych miesięcznie macierzyńskiego. To miało być gwarantowane minimum, ale przy czynszu za lokal, opłatach za mieszkanie i kosztach utrzymania dziecka, ta kwota po prostu nie pozwalała mi zostać w domu – wspomina Żaneta. – Wiedziałam, że jeśli nie zacznę powoli wracać do pracy, salon po prostu padnie.

Gdy synek skończył dwa miesiące, zaczął się powolny powrót. Dwa, trzy razy w tygodniu, na kilka godzin, gdy jej mama opiekowała się maluchem.

– Na macierzyńskim mogłam wreszcie bez strachu włączyć frezarkę – opowiada. – Macierzyński daje tę zaletę, że nikt nie zarzuci mi pracy i nie zabierze świadczenia tak jak na L4. Umawiam dziewczyny na parę usług w tygodniu i z tego opłacam bieżące rachunki salonu. Gdyby nie to dorabianie, z samego gwarantowanego minimum nie starczyłoby nawet na opłacenie lokalu.

Historia Żanety pokazuje bolesny paradoks, aby przetrwać okres przed porodem na własnej działalności, musiała pracować z brzuchem opartym o stół niemal do samego rozwiązania. A po porodzie powrót do frezarki i dorabianie po godzinach okazały się koniecznością, by utrzymać miejsce pracy.

Gdy Twoja firma to zespół

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja dojrzałej przedsiębiorczyni, która zbudowała agencję marketingową, pracownię projektową czy sieć salonów i zatrudnia pracowników.

Gdy taka szefowa dowiaduje się o ciąży, jej biznes posiada bufor: pracownicy wykonują zlecenia, a firma generuje przychód nawet wtedy, gdy właścicielka musi przebywać na L4. Kluczowym wyzwaniem staje się jednak formalne zarządzanie.

Na L4 w ciąży właścicielka firmy nie może wykonywać czynności osobistych tj. podpisanie umowy z klientem czy zatwierdzenie przelewu może dać ZUS-owi podstawę do zakwestionowania prawidłowości wykorzystywania zwolnienia i żądania zwrotu zasiłku. Aby firma nie sparaliżowała się operacyjnie, przedsiębiorczyni musi z wyprzedzeniem przekazać pełnomocnictwa menedżerom lub pracownikom.

Dopiero po porodzie, na zasiłku macierzyńskim, właścicielka może bez przeszkód wrócić do osobistego zarządzania firmą, podpisywać dokumenty i czerpać zyski, nie ryzykując utraty świadczenia.

Pułapka „zalegalizowanej freelancerki” i wymogi ZUS

W sieci wciąż krąży porada dla osób pracujących na umowach o dzieło bez ubezpieczenia chorobowego - zarejestrować firmę po zajściu w ciążę, zadeklarować wysoką składkę chorobową i szybko wystąpić o świadczenia.

Warto jednak pamiętać o prawnych realiach. Nagłe założenie firmy w ciąży i zgłoszenie wysokiej podstawy składek budzi wątpliwości ZUS.

W takich sytuacjach urząd często wszczyna postępowanie wyjaśniające, weryfikując, czy działalność jest rzeczywiście prowadzona, czy została założona jedynie dla uzyskania świadczeń. Ciężar dowodowy spoczywa w większości na przedsiębiorczyni, musi przedstawić umowy, faktury, korespondencję z klientami czy ślady wykonanych usług. Wstrzymanie wypłaty świadczeń na czas kontroli bywa dla młodej matki ogromnym obciążeniem.

Z kolei podnoszenie składek w istniejącej już firmie na krótko przed porodem rzadko przynosi oczekiwany skutek. Zasiłek chorobowy i macierzyński wylicza się ze średniej z 12 miesięcy, więc kilka wyższych wpłat podniesie świadczenie tylko nieznacznie.

Polski system ubezpieczeń społecznych od przedsiębiorczyń wymaga chłodnej kalkulacji. Niezależnie od skali biznesu, stabilne zabezpieczenie na czas macierzyństwa wymaga przemyślanych decyzji podjętych na długo zanim na teście pojawią się dwie kreski.


Czytaj także: