Format „Azja Express” od 10 lat jest obecny na ekranach polskich telewizorów. Pierwsza edycja show miała miejsce w 2016 roku. Od tego momentu w wyścigu wzięło udział mnóstwo rodzimych gwiazd, a niektóre z występów na dobre zapisały się w historii show i popkulturze jak np. Małgorzata Rozenek-Majdan krzycząca do Radosława: „Nie mów do mnie teraz”. Polacy wciąż z zapartym tchem oglądają zmagania uczestników i nie ukrywam, że sama należę do wiernych widzów produkcji.
WIDEO…
Tej jesieni „Azja Express” wraca do korzeni. Po kilku sezonach na innych kontynentach – w Ameryce Południowej i w Afryce – ekipa produkcyjna wróciła do Azji, a wraz z nią bohaterowie kolejnego sezonu. Pierwszy odcinek na antenie zostanie wyemitowany 5 września o godz. 19:45, a ja miałam okazję obejrzeć go przed premierowo wraz z uczestnikami. I muszę wam powiedzieć, że naszła mnie pewna myśl. W rzeczywistości, oglądając to show zupełnie nie chodzi nam o rywalizację między gwiazdami. Sam wyścig jest bowiem tłem dla emocji, które co tydzień przyciągają nas przed telewizory.
Ze ścianki na bruk
Każdy sezon oparty jest na tym samym. 8 par wyrusza w podróż po danym kontynencie. Tym razem przemierzą Azję, a dokładnie Indonezję, Malezję i Singapur. Ponownie zobaczymy ich łapiących stopa, proszących lokalnych mieszkańców o kawałek podłogi do spania, a także rywalizujących ze sobą w różnych zadaniach i grach np. o amulet. Co sezon widzimy właściwie to samo – poza bohaterami. A jednak wciąż nie jesteśmy znudzeni i z wypiekami na twarzy oglądamy tę rywalizację. Bo mamy okazję zobaczyć swoich idoli w nietypowym wydaniu.
Na co dzień widujemy ich na ściankach, w pięknych kreacjach, w blasku fleszy. Rzadko kiedy mamy szansę, aby dojrzeć w nich zwykłego człowieka – z jego wadami, w poczuciu bezsilności czy złości. Dodatkowo przyciągające jest to, że ludzie z pierwszych stron gazet – sławni, bogaci, piękni – muszą nagle znaleźć się na bruku z zaledwie 1 dolarem na dzień i prosić się o wszystko – od transportu, przez nocleg, aż po jedzenie.
- Dla mnie najtrudniejsze było przesuwanie granicy dyskomfortu, wstydu w ciągłym proszeniu o przysługi obcych ludzi – mówi Edyta Herbuś, która jest jedną z uczestniczek nowej edycji programu. – Ta granica się cały czas przesuwała i o dziwo w pewnym momencie okazało się też, że nie jest mi łatwo przyjmować aż tak dużo pomocy od drugiego człowieka.
Edyta Herbuś do Azji udała się ze swoim wieloletnim partnerem, Piotrem Bukowieckim. On również przyznaje, że proszenie obcych i biedniejszych od nich ludzi o pomoc było trudne.
- My przez cały ten okres nie poprosiliśmy nikogo o jedzenie. Tego nie byliśmy w stanie przełamać. Ja nie dałem rady poprosić tych ludzi, którzy nic nie mają, żeby jeszcze dali nam jedzenie – tłumaczy Piotr Bukowiecki.
To wywoływało dużo trudnych emocji w uczestnikach. I o ile pewne rzeczy w show są wyreżyserowane, prawda ekranu jest tu znacznie bardziej realistyczna niż w innych programach.
- Każdy z nas musiał nauczyć się tego formatu, każdy z nas próbował się w tym odnaleźć, musieliśmy znaleźć swoje pomysły, jak chcemy łapać te transporty, jaki to jest trud. Też na ekranie widać naszą bezradność, a było jej bardzo dużo. To były wielkie emocje – mówi Małgorzata Socha, której partnerem w programie jest jej przyjaciel, malarz Mariusz Szydeł.
Bezradność, trudne emocje, ale przede wszystkim to, co niewyreżyserowane świadczy o sile tego formatu. Bo zaczynamy dostrzegać, że człowiek jest tylko człowiekiem – bez względu na jego status.
Kiedy aktor przestaje grać, a staje się człowiekiem
Ten format różni się od pozostałych tym, że gwiazdy występują w nim u boku bliskich sobie osób. W momencie, gdy do głosu dochodzą silne emocje, zmęczenie, głód, potrzeba załatwienia potrzeb fizjologicznych na ulicy za śmietnikiem, każdy pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Stąd słynne „Nie mów do mnie teraz” Małgosi Rozenek, ale też wiele innych przykładów z poprzednich edycji. Jedną z najbardziej charakterystycznych i wywołujących skrajne emocje wśród widzów par był aktor Piotr Głowacki i jego żona Agnieszka Marek. Emocje między nimi były tak silne, że często się kłócili, ale właśnie to sprawiło, że widzowie ich pokochali. Bo zdali sobie sprawę że para aktorów może być dokładnie tak samo nieidealna jak oni.
Jesteśmy też świadkami, gdy osoby z pierwszych stron gazet pokonują swoje słabości, często przezwyciężają strach, muszą brnąć dalej mimo wyczerpania. I to też sprawia, że zaczynamy patrzeć na nich jak na zwykłych ludzi, a nie jak na celebrytów.
- Kiedy już jesteś turbo wyczerpana, głodna, z olbrzymim ciężarem, że boli cię miednica od biegania – pierwszy raz miałam takie uczucie – i wydaje ci się, że już nie jesteś w stanie nic więcej z siebie wykrzesać, a za chwilę się okazuje, że jest jeszcze trudniej, jeszcze więcej, jeszcze bardziej i jeszcze dalej… I myślisz, że nie jesteś już w stanie fizycznie temu podołać, a jednak okazuje się, że tak i ostatecznie na mecie nie poszło ci aż tak źle – wspomina Edyta Herbuś.
I tu dochodzimy do momentu kluczowego dla „Azji Express”. Bo ten program jest mimo wszystko oparty na pozytywnych emocjach. Wyczerpanie i konflikty między uczestnikami to jedno, ale na ekranie widzimy też, że wyciągają do siebie pomocna dłoń. Jednak przede wszystkim możemy zobaczyć, jak żyją ludzie w innych kulturach, którzy często mają niewiele, a mimo wszystko chcą podzielić się z drugim człowiekiem. Niczym w najpiękniejszej bajce to dobroć tu zwycięża, a nie konsumpcja i materializm.
I choć wokół show przez lata zebrało się wiele kontrowersji związanych z tym, czy to etyczne, że bogacze muszą prosić biednych o nocleg i jedzenie, dla regionów, w których kręcony jest program, to też duża promocja, która sprawia, że turyści z Polski również chcą odwiedzić te kraje, dając lokalnym mieszkańcom szansę na zarobek. A dodatkowo wcześniej maja okazję zapoznać się dokładnie z ich kulturą.
Nie tylko złe emocje się sprzedają
10 lat tego programu na antenie udowadnia, że w czasach, gdy w mediach królują głównie złe informacje, dobre emocje też mają szansę się przebić. Że gwiazdy nie muszą tylko ze sobą rywalizować i kłócić się w postach na Instagramie, że mogą się wspierać i wzajemnie motywować – nawet jeżeli w teorii ze sobą konkurują.
Oczywiście nie zapominajmy, że jest to wyścig. Gwiazdy rywalizują ze sobą, żeby jak najszybciej dotrzeć na metę. Niemniej we wszystkich sezonach widać było zawiązane między nimi sojusze, mogliśmy dostrzec, że nie ma między nimi kłótni i wielokrotnie się wspierają – szczególnie w najtrudniejszych momentach. Nieraz było tak, że dwie pary wspólnie łapały stopa, czy jedna z nich przygarniała drugą, gdy ta nie mogła znaleźć noclegu.
- Człowiek zżywa się z innymi towarzyszami tej podróży. Wiadomo, że nie z każdym intensywnie, ale my w trakcie tej wyprawy zaprzyjaźniliśmy się z kilkoma parami tak prawdziwie. I potem moment pożegnań był dla mnie bardzo trudny – wspomina Edyta Herbuś.
„Azja Express” pokazuje gwiazdy tu i teraz - w przepoconej koszulce, w japonkach, z „gniazdem” na głowie, z zatruciem pokarmowym czy z gorączką. W skrajnych emocjach, ale też tych najbardziej poruszających momentach. Pokazuje celebrytów uświadamiających sobie, że faktycznie w życiu nie trzeba wiele do szczęścia, co przybliża ich do nas samych. I dlatego nowy sezon programu znów będziemy oglądać z wypiekami na twarzy, a szansę na to mamy w soboty na antenie stacji TVN oraz w player.pl i na platformie HBO Max. Tym razem w rywalizacji wezma udział następujące pary:
- Małgorzata Socha i Mariusz Szydeł,
- Edyta Herbuś i Piotr Bukowiecki,
- Mateusz Banasiuk i Aldona Banasiuk,
- Kasia Zillmann i Janja Lesar,
- Michał Danilczuk i Paweł Danilczuk,
- Błażej Król i „DrySkull” Krawczyk,
- Marysia Jeleniewska i Zoja Skubis,
- Adam „Naruciak” Zimmermann i Kuba „Dezydery” Stullin.
Czytaj także:
- „1670” już dawno wyszedł poza XVII wiek. A w nas wciąż tkwi więcej sarmaty, niż chcemy przyznać
- Dzieli ich 50 lat, łączy wyjątkowa przyjaźń. Relacja Julianny i Renato to antidotum na ageizm
- Film „Tylko jedna noc” pokazuje, że wciąż kochamy bajki dla dorosłych. Ale komu to przeszkadza? [recenzja]



























