W dzisiejszych czasach potrzebujemy więcej lekkich filmów. Nie mamy ochoty na tematykę wojenną, bo to sama rzeczywistość. Nie chcemy kolejnego dramatu o ludzkim cierpieniu, bo tego wystarczy nam na co dzień. A komedia romantyczna to coś, co pozwala przenieść się do innej rzeczywistości wraz z bohaterami. I jest idealną opcją na letni wieczór. 

WIDEO

player placeholder

„Tylko jedna noc” na pierwszy rzut oka wygląda na typową amerykańską komedię romantyczną. Najpierw szokuje tematyką, potem zaczyna nas do siebie przekonywać, po czym ostatecznie zostawia nas z nadzieją na to, że wszystko może się wydarzyć. Czy potrzebujemy kolejnych bajek dla dorosłych? Ta produkcja szybko przekonuje nas, że tak – szczególnie że z tej konwencji można wycisnąć znacznie więcej niż typowe romansidło. 

Walentynki w wersji bez ograniczeń

10, 9, 8, 7… Słyszymy odliczanie niczym w ostatnią noc roku. Zamiast sylwestra mamy jednak TĘ noc, kiedy single w Nowym Jorku w końcu mogą pozwolić sobie na więcej. Bo twórcy przenoszą nas do rzeczywistości, w której seks przedmałżeński jest zakazany przez 364 dni w roku, dając tym samym pstryczka w nos konserwatywnym rządom amerykańskim. Bo niby brzmi to absurdalnie, ale też jest przestrogą, że kolejne restrykcje wprowadzane przez światowych polityków mogą prowadzić właśnie do takich absurdów. 

Zobacz także:

 „Tylko jedna noc” to współczesna bajka dla dorosłych. Opiera się na schematach typowych dla komedii romantycznych – ona i on spotykają się przez przypadek na ulicy, oczywiście wpadają na siebie, a ciąg absurdalnych zdarzeń popycha ich jeszcze bardziej w swoje ramiona. Między bohaterami buduje się napięcie i chemia, którą czujemy z ekranu. Ale mimo wszystko nie jest to typowe romansidło, bo wciąż mamy poczucie, że w tym filmie wszystko jest na opak niczym w disneyowskiej „Pięknej i Bestii”. I bardzo dobrze.

Callum Turner, który gra Owena, nie jest typowym amantem filmowym o blond czuprynie, błękitnych oczach i hollywoodzkim uśmiechu. A jednak ma w sobie tak ogromne pokłady uroku osobistego, że nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy próbuje oczarować Allie. Jest to jedna z tych niewielu sytuacji, gdy zwykły pizzaiolo z Manhattanu bardziej przekonuje widownię niż bad boy na motorze lub rockandrollowiec z gitarą. Z kolei w postać wrażliwej Allie wciela się Monica Barbaro. Jej też daleko do stereotypowej piękności z komedii romantycznych, ale jest tak urocza, że kibicujemy jej od początku do końca. 

To właśnie chemia miedzy bohaterami jest siłą tego filmu i sprawia, że ma on w ogóle prawo się udać. Między obojgiem iskrzy od pierwszego spotkania, aż do ostatniej minuty produkcji, czego często brakuje w komediach romantycznych. Choć w niektórych momentach łapałam się za głowę nad schematycznymi rozwiązaniami w scenariuszu, nie ma się co oszukiwać, że komedia romantyczna nie jest po to, aby dostarczała nam górnolotnych przeżyć i rządzi się swoimi prawami, jeśli chodzi o fabularne rozstrzygnięcia. Tego typu filmy oglądamy, żeby się uśmiechnąć, rozmarzyć i spędzić miło czas w letni wieczór. A „Tylko jedna noc” właśnie takie doznania nam zapewnia.   

Nowy Jork w pełnej krasie

Gdy mówimy o głównych bohaterach tego filmu, nie można nie wspomnieć o Nowym Jorku. Większa część akcji dzieje się właśnie na ulicach tego miasta. Jeżeli zatem nie dla fabuły, warto obejrzeć go dla zwiedzania razem z bohaterami, którzy zabierają nas na uliczki z malowniczymi kamienicami, do brooklyńskiego pubu, na przejażdżkę metrem i rowerem miejskim, do typowej amerykańskiej pizzerii, a nawet latarni morskiej nad rzeką Hudson. Gdybym nie wiedziała, że „Tylko jedna noc” jest pełnometrażowym filmem, podejrzewałabym tę produkcję o reklamę Nowego Jorku. I powiem wam, że właśnie to miejskie tło dodało jej uroku. 

Do tego ciekawe kadry, cięcia trochę jak z „West Side Story”, muzyka podkręcająca emocje. I w tym wszystkim to, co kochamy najbardziej w romansach – napięcie. Budują je zarówno dźwięki dochodzące z głośników, jak również teledyskowa konwencja, która sprawia, że cała produkcja staje się dynamiczna. Wbrew tematyce, na której opiera się film, nie mamy tu odważnych scen rodem z Harlequina. Twórcy sami przyznają, że widzowie mają dość seksu na ekranie, który odciąga ich uwagę od relacji między głównymi bohaterami. A to ona ma pozostać najważniejsza – reszta jest w domyśle. I powiem wam, że mi to bardzo odpowiada. Szczególnie że idzie za tym piękny morał. 

Jak bajka, to i morał się znajdzie 

Okazuje się, że w XXI wieku nie potrzebujemy seksu, żeby stworzyć udaną komedię romantyczną. Nie musimy pokazywać nagości, aby przyciągnąć widza. A miłość można przedstawić poprzez szczere uczucie i oddanie, a nie erotyczną jazdę bez trzymanki. Tego chcą młodzi ludzie wybierający się do kina. Za tym tęsknią starsi, którzy chcą obejrzeć fajną komedię. O tym świadczy powrót na ekrany adaptacji XIX-wiecznych romansów, których siła tkwi w emocjach, a nie cielesności – jak w nadchodzącej wielkimi krokami premierze „Rozważnej i romantycznej” [red. polska premiera 16 października 2026] czy naszej polskiej „Lalki” [red. premiera 30 września 2026]. I czas, aby więcej twórców powróciło do romantycznego przedstawiania związków. 

„Tylko jedna noc” udowadnia, że można zakochać się w czyjejś osobowości, a nie w ciele. Pokazuje, że nie wystarczy jedna iskra, aby stworzyć relację, z reguły potrzebny jest cały ciąg zdarzeń i cierpliwość. Że uważne wysłuchanie drugiej osoby jest tu równie ważne. I że prawdziwa, bezgraniczna miłość istnieje, ale szukanie jej na siłę nie ma sensu, bo może być tuż obok. Oglądając ten film, z jednej strony latamy w chmurach, czekając aż drogi głównych bohaterów znów się skrzyżują. Z drugiej schodzimy na ziemię, uświadamiając sobie, że to nie moment gonienia króliczka jest najbardziej romantyczny, tylko bycie obok. 

Tego lata nadszedł zatem moment, abyśmy znów uwierzyli w szczerą miłość i pokochali na nowo komedie romantyczne. A okazję na to mamy już od 14 sierpnia, bo właśnie wtedy „Tylko jedna noc” wchodzi na ekrany polskich kin. To film idealny zarówno dla par, jak i dla singli. Na randkę lub babski seans. Na lepszy czy gorszy dzień. Każda okazja jest dobra, aby się na niego wybrać. 


Czytaj także: