mężczyzna błaga ukochaną o wybaczenie fot. Adobe Stock

„Nie byłam zazdrosna o Agnieszkę. Była grubsza i brzydsza ode mnie. Źle się ubierała. Uśpiłam swoją czujność. I to był błąd”

„Przyjaciółka mojego faceta, Agnieszka, skrycie mnie nienawidziła. Twierdziła, że jestem wegetarianką dla lansu. Na swoich urodzinach specjalnie zaserwowała samo mięso. Znosiłam to z uśmiechem na twarzy, bo Tymek ją cenił. Ale potem... wyznała mu miłość.”
/ 23.02.2021 09:21
mężczyzna błaga ukochaną o wybaczenie fot. Adobe Stock

Uważałam, że gdyby między Tymkiem a Agnieszką coś się miało wydarzyć, już dawno temu by to nastąpiło. Znali się od szkoły średniej i z tego, co wiedziałam, przez te wszystkie lata nigdy nie byli parą, nie przespali się ze sobą, nawet się nigdy nie pocałowali. Ich relacja wyglądała na całkowicie platoniczną, bez żadnych damsko-męsko-erotycznych podtekstów.

Byłam pewna miłości i wierności mojego chłopaka

Poza tym nie cierpiałam z powodu kompleksów. Natura nie poskąpiła mi urody. Faceci się za mną oglądali na ulicy, a kobiety mi zazdrościły. Nie przechwalam się, po prostu mówię, jak jest, bez fałszywej skromności. Lustro nie kłamie, a ja mam oczy i widzę, jak reagują na mnie inni ludzie. Do tego mam raczej bezproblemowy charakter, poczucie humoru i dobrze poukładane w głowie.

Okej, może jestem ciut zarozumiała, z racji tylu darów od losu, ale bądźmy szczerzy: żaden normalny facet nie zdradzałby dziewczyny takiej jak ja, i to z koleżanką taką jak Agnieszka. Bo co tu kryć, zadatków na miss nie miała.

Była niska, przysadzista, do tego ubierała się bez gustu i zbyt mocno malowała. W zachowaniu głośna, rubaszna, nawet trochę prostacka. Prezentowała typ kobiety, z jaką faceci lubią się kumplować – bo podoba im się, gdy dziewczyna dorównuje im w przeklinaniu, piciu alkoholu i opowiadaniu sprośnych żartów. Tyle że zwykle z takimi nie romansują. Ja tak w każdym razie uważałam i nie byłam zazdrosna o Agę, a co za tym idzie, nie miałam nic przeciwko temu, żeby od czasu do czasu się spotkali. Sami, bez mojego „nadzoru”.

Zmieniłam zdanie, kiedy Tymek przyznał, że zwierza się Agnieszce z tego, co się dzieje w naszym związku.

Nie życzę sobie, żebyś opowiadał o nas obcym! To są nasze intymne sprawy, a ty je wywlekasz. To nielojalne, nie rozumiesz?
– Nie. Aga nie jest kimś obcym. A ty się nie zwierzasz przyjaciółkom z takich rzeczy?
– To zupełnie co innego!
– Tak? A niby dlaczego?

Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Zawsze twierdziłam, że jestem zwolenniczką równouprawnienia we wszystkich sferach życia. Nie tylko w pracy, ale też w związkach, w miłości i przyjaźni. Jesteśmy wszyscy takimi samymi ludźmi, bez względu na płeć, powtarzałam. Więc dlaczego nie przeszkadzało mi, kiedy Tymek żalił się swojemu najlepszemu kumplowi Dominikowi, a uraziło mnie, że zwierza się Agnieszce? Nie znalazłam na to przekonującego wytłumaczenia, dlatego po namyśle powiedziałam tylko:

– Dobrze, mów sobie, co chcesz i komu chcesz. Ale pamiętaj, że to ja mam być dla ciebie najważniejszą kobietą. Jeśli o tym zapomnisz, pożałujesz – zagroziłam.

Zachowywałam się zupełnie jak nie ja, takie teksty do mnie nie pasowały

Jednak Tymkowi najwyraźniej się to spodobało.

– Ale z ciebie zazdrośnica… To strasznie seksowne, wiesz? – moja reakcja rozbawiła go, a zarazem mu pochlebiła.

Przytulił mnie i mocno pocałował w usta. Ten gorący pocałunek sprawił, że złość podszyta zazdrością wyparowała. Lepszego dowodu na to, że mnie kocha i pragnie, nie potrzebowałam. I chyba już wtedy popełniłam strategiczny błąd. Zbyt łatwo zbagatelizowałam swoje instynktowne obawy dotyczące Agi. Być może gdybym się uparła i wymogła na Tymku, by ograniczył i ochłodził ich kontakty, sprawy potoczyłyby się całkiem inaczej. Nie wiem i teraz już nigdy się nie dowiem.

Nie da się cofnąć czasu, a nawet gdyby się dało, chybabym nie chciała… Pozornie temat Agnieszki został zakończony. Tymek czasem coś o niej zdawkowo wspominał – że ma nowego chłopaka, że zmieniła pracę, że pofarbowała włosy na czerwono – a ja odpowiadałam coś w stylu: „aha”, „no to fajnie”. Ale mleko już się rozlało i przestałam uważać, że ich przyjaźń jest tak całkiem niewinna.

Chciałam czy nie, zrobiłam się czujna i zaczęłam zwracać uwagę na to, jakim tonem i w jaki sposób Tymek o niej mówi. I nie podobało mi się to, co słyszałam w jego głosie. Podziw i radość, gdy rozprawiał o jej sukcesach. Niechęć i antypatia, gdy wspominał o jej nowym facecie. Zachowywał się jak ktoś zauroczony lub wręcz zakochany. Czy faktycznie tak było, czy to ja popadałam w paranoję?

Niby nie miałam podstaw do podejrzeń, ale intuicja mówiła mi, że coś jest na rzeczy

Przyszłość pokazała, że mój szósty zmysł nie kłamał. Zostaliśmy zaproszeni na urodziny Agnieszki. Nie za bardzo miałam ochotę iść na przyjęcie do dziewczyny, która od pewnego czasu przyprawiała mnie o ból głowy, ale Tymkowi na tym zależało, więc się zgodziłam. Zresztą to była dobra okazja, żeby im się przyjrzeć z boku i ocenić, czy faktycznie mam się czego obawiać.

Zaczęło się zwyczajnie. Złożyłam jubilatce życzenia, dałam jej w prezencie nietanie perfumy i naprawdę starałam się być dla niej miła. Tyle że ona wcale nie odwzajemniła tych przyjaznych gestów. Najpierw rzucała mi taksujące spojrzenia i uraczyła lekceważącym uśmieszkiem. Potem, kiedy już mnie sobie zlustrowała, przystąpiła do dogadywania z powodu mojego wegetarianizmu.

– Żal ci zabijać zwierzątka? A nie żal ci zabijać marchewkę? Może ona także ma uczucia i cierpi?

Słyszałam podobne żarciki już setki razy przy różnych okazjach, także od innych ludzi, więc nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Nie podjęłam tematu. Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami. Moja postawa „nie chcę się kłócić” nie poskutkowała. Aga drążyła dalej.

– Ale skórzane paski i buty, to pewnie nosisz? Taka elegantka nie będzie chodzić przecież w plastikach czy gumie, prawda?

Zmusiłam się do kolejnego uśmiechu i obróciłam sprawę w żart.

– A co to, przesłuchanie? Odmawiam składania zeznań.
– Po prostu uważam, że wszyscy wegetarianie to hipokryci. Nie chodzi wam o dobro zwierząt, tylko o lans – atakowała mnie z coraz większą determinacją, jakbym nie jadła mięsa wyłącznie po to, żeby zrobić jej na złość. Idiotyczne. Wzruszyłam ramionami.
– Masz prawo tak uważać. Zwłaszcza u siebie w domu – znowu posłałam jej uśmiech, tym razem słodki do obrzydzenia.

Poczerwieniała i zacisnęła usta. Chyba wreszcie dotarło do niej, że nie dam sobie w wegetariańską kaszę dmuchać. Nie było mi jej żal, to ona zaczęła te kretyńskie docinki. W końcu byłam jej gościem, a ona mnie z premedytacją obrażała. Tymczasem impreza się rozkręcała, pojawiali się kolejni goście, mieszkanie wypełniło się gwarem rozmów i śmiechem. Nie brałam udziału w zabawie – stanęłam sobie na uboczu i rozmyślałam o przyjaciółce mojego chłopaka.

Czy przyczepiła się do mnie bez powodu, bo po prostu ma taki charakter, czy dlatego, że mnie nie lubi? A jeśli mnie nie lubi, to czemu? Z kobiecej zawiści? Czy z zazdrości o Tymka? Czyżby chciała od niego czegoś więcej niż tylko koleżeńskiej relacji? Powinnam ją traktować jak rywalkę czy jak zwykłą zołzę?

Agnieszka poprosiła do szwedzkiego bufetu. Okazało się, że wszystkie potrawy (przystawka, zupa i drugie danie) zawierały mięso. Nie robiłam z tego problemu: za tatara podziękowałam, moją porcję zupy oddałam Tymkowi, a w zamian wzięłam jego grzanki czosnkowe; na drugie zjadłam tylko ziemniaki z surówką. I mimo że jadłam z apetytem, Aga musiała poczęstować mnie złośliwym komentarzem:

– Tak mi przykro, że nie jesz… Napracowałam się nad tą kolacją.

I głośno westchnęła, jakbym była wyjątkowo niewdzięcznym gościem. Moim zdaniem to ona była fatalną gospodynią. A gdybym nie mogła jeść czegoś z powodu alergii, też by odstawiała takie cyrki? Zwykle gdy dowiadujesz się, że twój gość nie jada tego, co podałaś na stół, starasz się mu to jakoś zrekompensować. To się nazywa grzeczność. Aga nie miała o tym pojęcia albo celowo mi dokuczała.

– Ależ jem, tylko nie za dużo, bo zostawiam sobie miejsce na deser – wyjaśniłam. – Na pewno będzie przepyszny, wyglądasz na prawdziwą znawczynię słodyczy – dodałam z niewinnym uśmiechem.

Musiało zaboleć, więc czemu nie odpuszczała? Jeszcze kilka razy próbowała mi dogryźć, ale ją ignorowałam, bo cięta riposta mogła być jak iskra zapalna. W końcu dała sobie spokój. Nie doszło między nami do otwartego konfliktu, ale przez cały czas napięcie wisiało w powietrzu. Odetchnęłam z ulgą, kiedy wreszcie wyszliśmy.

Jednak najgorsze nastąpiło dopiero po imprezie

W trakcie drogi powrotnej do domu Tymek zaczął robić mi wyrzuty:

– Co cię ugryzło? Przez cały wieczór zachowywałaś się jak udzielna księżna.
– Ja? Chyba żartujesz. Zachowywałam się normalnie.
– Akurat, normalnie. Z nikim nie rozmawiałaś, ciągnęłaś miny, demonstracyjnie nic nie jadłaś. Adze było strasznie przykro.
– Gdyby było jej przykro, nie atakowałaby mnie na każdym kroku.
– Jakie ataki? Co ty bredzisz? Od początku byłaś do niej uprzedzona. Skoro tak bardzo nie chciałaś iść, to trzeba było zostać w domu, a nie psuć wszystkim zabawę!

To, co nie udało się Agnieszce, udało się Tymonowi. Dopiekł mi do żywego. Był tak niesprawiedliwy, że aż się popłakałam. Sam mnie ciągnął na te głupie urodziny, a nie zadbał o to, bym miała co na nich jeść i by jego przyjaciółka nie traktowała mnie jak wroga publicznego numer jeden. Więc kto jest dla niego ważniejszy: ja czy ona? Moje łzy przyhamowały pretensje Tymka. Zaczął mnie tulić i przepraszać.

Nie od razu mu wybaczyłam, ale masaż zrobił swoje i w końcu się pogodziliśmy. Niestety masażem zadry z mojego serca nie wyciągnął. A mój żal kładł się cieniem na naszym związku. Zaczęło się między nami psuć. W dodatku Tymek dalej nic nie rozumiał i opowiadał Agnieszce o naszych kłótniach, a ona utwierdzała go w przekonaniu, że to ja jestem tą złą. „Aga mówi, że mną manipulujesz”. „Aga uważa, że wzięłaś mnie pod pantofel” – coraz częściej słyszałam podobne cytaty.

Odpowiadałam, że Aga nie siedzi pod naszym łóżkiem i nie wie, jak naprawdę jest między nami.

– Ona słyszy tylko twoją wersję i dlatego zawsze cię broni.
– Od tego są właśnie przyjaciele.
– Tak? A kim ja dla ciebie jestem? Bo widać nie przyjacielem, skoro wiecznie mnie krytykujesz.
– Nie odwracaj kota ogonem!

– Nie odwracam! I to nie ja tobą manipuluję, tylko ona. Moje przyjaciółki potrafią mi wytknąć, gdy coś źle robię, i jestem im za to wdzięczna. Zastanów się, czy Aga jest wobec ciebie szczera, czy chce rozwalić nasz związek, by mieć cię tylko dla siebie. – próbowałam otworzyć mu oczy, ale był jak zaślepiony kret na słońcu.

Twoja zazdrość już mnie nie bawi. I już nie jest seksowna. Skończ z tymi głupotami, bardzo cię proszę! – powiedział.

Czułam się bezradna. Co tamta miała to, czego ja nie miałam?

Czego u niej szukał: podziwu, bezkrytycznej akceptacji czy odmiany? Czy ona jest fajna, równa, a ja kapryśna i nieczuła? Kto tu kogo bardziej ranił? Ja jego czy on mnie? Kto tu mieszał? Ja czy Aga? Może faktycznie przesadzałam? A może wcale nie, może powinnam iść krok dalej i postawić sprawę na ostrzu noża: albo ja, albo ona? Tyle że stawianie ultimatum to podły szantaż emocjonalny. Więc co powinnam zrobić? Pogubiłam się. Czy tak wygląda miłość?

Tymek jeszcze pogłębiał moją frustrację. Przy każdej kłótni wyskakiwał z tekstami, że Aga w życiu nie zrobiłaby, nie powiedziałaby tego czy tamtego, a ja owszem. Co gorsza, wspominał o niej także w chwilach rozejmu. Na przykład: byliśmy na randce w restauracji, było miło, a on nagle wyskakuje z informacją, że to Agnieszka nauczyła go, jak dobierać wino do potraw.

Choć nie fizycznie, ta harpia była z nami zawsze i wszędzie!

Siedziała w jego głowie, sercu. W końcu miałam serdecznie dosyć życia w trójkącie z jego przyjaciółką i postanowiłam zakończyć tę nierówną walkę. Kochałam Tymka. Może nie tak jak kiedyś, bo mocno mnie zranił brakiem wrażliwości i nielojalnością, ale istniała dla nas szansa, gdyby postawił mnie na pierwszym miejscu.

Gdzieś w głębi serca miałam nadzieję, że jak powiem, że z nim zrywam, wystraszy się i postanowi o mnie zawalczyć. Znowu okazałam się naiwna.

– Muszę ci coś wyznać… – zaczął z miną zwiastującą kłopoty. – Agnieszka powiedziała mi, że jest we mnie zakochana.

Próbowałam zachować spokój i klasę.

– Wcale nie jestem zaskoczona. Podejrzewałam to już od dawna.
– Ale ja teraz nie wiem, co robić! – jęknął. – Kocham cię, ale do niej też coś czuję...

Gdy to usłyszałam, coś we mnie pękło. Czy on oczekiwał ode mnie rady? A może czasu, by sobie poukładał uczucia? Niech go szlag! Do diabła z klasą! Dałam upust emocjom i strzeliłam go w twarz. Mocno, aż mnie ręka zabolała, a jemu wykwitł na policzku czerwony placek. Patrzył na mnie z miną zbolałego psiaka.

– Uwolnię cię od męki wyboru – wycedziłam. – Skoro choć przez sekundę zastanawiałeś się, którą z nas wybrać, to ja już nie chcę z tobą być. Nie będę z facetem, który nie jest pewien, czy jestem dla niego tą jedyną! Wynocha! – dramatycznym gestem pokazałam mu drzwi.

Wszak mieszkaliśmy u mnie, więc skoro z nami koniec, to pakuj się, Tymuś, i żegnaj. O tak, teraz się przestraszył, ale było już za późno, nie chciałam słuchać jego tłumaczeń ani przeprosin. Jego błagania i łzy też nie robiły na mnie wrażenia. To znaczy robiły, ale czułam się raczej zażenowana, w żadnym razie wzruszona.

Słał kwiaty, wystawał pod moimi drzwiami, potem przez wiele dni zasypywał mnie esemesami i mailami , bo nie odbierałam telefonu. Pisał, że kocha tylko mnie, zaś Agnieszkę wyłącznie lubi, a jej miłości nie odrzucił od razu, bo nie chciał zniszczyć ich przyjaźni. Cóż za pokrętna logika. Kiedy ja walczyłam o nasz związek, on mi w tym ani trochę nie pomagał. Ranił mnie raz za razem. Powiedział, że czuje do Agi coś więcej niż przyjaźń, a gdy pokazałam mu drzwi, błyskawicznie się zmitygował.

Zaczęłam podejrzewać, że bardziej zależało mu na mieszkaniu ze mną niż na mnie. Po tym wszystkim straciłam do niego zaufanie i szacunek. I nawet jeśli coś tam jeszcze do niego czułam, nie zamierzałam dłużej z nim być.

Odchorowałam nasze rozstanie, ale w końcu się pozbierałam

Minął rok. Po naszym zerwaniu Tymek i Agnieszka byli przez jakiś czas parą. Krótko. Nie wiem dokładnie, czemu im się nie udało, co nie zagrało, i nie zamierzałam pytać, choć mogłabym, bo Tymek próbował szukać u mnie pocieszenia. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, więc posłałam go do diabła. Dziś myślę, że Aga była w swoich uczuciach do Tymka bardzo zaborcza. Moja zazdrość przy tym to nic.

Acz tego, co czuła, nie nazwałabym ani miłością, ani przyjaźnią. Raczej poczuciem własności. Możliwe też, że odbijając mi Tymka, chciała coś sobie udowodnić, a mnie utrzeć nosa. Ucierpieliśmy na tym wszyscy. Ale czegoś się nauczyliśmy, przynajmniej ja. Już nigdy więcej emocjonalnych trójkątów. 

Czytaj więcej prawdziwych historii:
Już przed ślubem prowadziłem podwójne życie. Moje kochanki to głównie mężatki
Uciekłam od męża alkoholika do swojej pierwszej miłości. To był błąd...
Gdy straciłem pracę, zostałem kurą domową. To wstyd, ale odpowiada mi ta rola